Hymn do Apollina

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Homer
Tytuł Hymn do Apollina
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Data wydania 1895
Wydawnictwo Teodor Paprocki i S-ka
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Ignacy Krasicki
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron

C) Hymn do Apollina.
We wstępie maluje poeta potęgę boga słońca, na którego spojrzenie powstają inni bogowie a nawet Zeus gromowładny, tylko matka Apollina

Sama Latona, z nim razem złączona
Na syna swego wejście nie powstaje,
I łuk, co wzniosłe nosiły ramiona,
Zdejmuje z niego; jej kołczan oddaje,
Spuszcza cięciwę, co zbyt natężona,
I co strzał płytkich jeszcze pozostaje.

Wszystko to składa za złotym filarem,
A wtem Zeus syna zasila nektarem.
Wówczas dopiero siadają bogowie,
A matka z syna swojego się cieszy.
Ciebie uwielbiam i szczęśliwą zowię,
Wzniosła Latono, wpośród niebian rzeszy.

Dnia pogodnego sprawco wielowładny!
Jak cię uwielbiać godnie, Apollinie?
Z ciebie rytm płynie dotkliwy i składny;
Tyś uczył, jak wieść, paść trzody w dolinie
Gór miłośniku! gdzie przystęp niesnadny,
Bierzesz spoczynek w cienistej krzewinie.

Miłe ci w chłodzie takowe siedliska,
Gdzie zdrój szumiący z opoki wytryska.

Następnie opiewa niebezpieczeństwa i trudy, na jakie narażona była Latona z powodu prześladowania jej przez zazdrosną Herę. Nigdzie przytułku znaleść nie mogła, wreszcie wyspa Delos posępna i dzika dała się ubłagać i przyjęła Latonę. Tu się urodził Apollin pod opieką bogiń Rei i Temidy, która napoiła niemowlę nektarem z Olimpu przyniesionym.

Skoro napoju tego zakosztował
Potargał więzy, a zdziwione bogi
Czekały, z nimi jak będzie obcował.
On widząc orszak wkoło siebie mnogi,
Rzekł: „Odtąd ludziom będę prorokował,
Będę uśmierzał żale, zmniejszał trwogi,
Dajcie mi lutnię do słodkiego grania,
Kołczan, łuk, strzały, znamię panowania“.

Szedł, a wiatr igrał z włosy, co spadały;
Trzymał grot w ręku; smutne okolice
Delosu wdzięczną postać przywdziewały,
Delosu, co ma ścieśnione granice;
A czego inne pobliższe żądały,
Chlubny, iż bóstwa osiągnie świątnicę,
Nad inne wyspy iż został wzniesiony,
Przez Apollina za wolą Latony.

Świątynia, na wyspie Delos założona, ściąga ku sobie tłumy pobożnych pielgrzymów. Poeta nie zapomina i o sobie, mówiąc:

Pozdrawiam ciebie, Dyano, Latono,
I ciebie, wielkie bóstwo, Apollinie!
Delos! jeżeli przyjmiesz na twe łono
Przychodnia, który do ciebie zapłynie
I będzie pytał: kogo tu mieszczono,
Kto był u ciebie, co pieśniami słynie?
Powiedz: przyszedł tu był niegdyś zdaleka,
Z gór Chijos, nędzny i ślepy kaleka.

Miłe nam dotąd i w pamięci trwają
Pieśni, które tu, będąc u nas, śpiewał;
Dotąd je chętnie nasi powtarzają;
I czego on się może nie spodziewał
Pochwały jego nigdy nie ustają.
Przychodzień, choćby na to się zdumiewał,
Gdy pieśń usłyszy, zdumienie uśmierzy,
Westchnie i waszej powieści uwierzy.

Przedstawia dalej poeta wstąpienie Apollina na Olimp i powszechne wśród bogów rozradowanie pod wpływem jego czarownych pieśni. Wspomniawszy potem w krótkości o wędrówkach Apollina po Grecyi, zatrzymuje się dłużej nad dziejami świątyni w Delfach, którą on sam dźwignął, a zabiwszy straszliwego potwora Pytona, zesłanego przez zawistną wciąż Herę, dzieła dokonał i sprowadził do Delf Kreteńczyków, dążących do Pylos, przemieniwszy się w delfina i łódź ich do wybranej przez siebie miejscowości skierowawszy. Mieli oni zostać kapłanami świątyni, której wieszczby zasłynęły po całej Helladzie. Gdy im wolę swoję objawił,

.....Posłuszni rozkazom żeglarze
Natychmiast żagle okrętu spuścili,
Bóstwu, co ściśle nagradza i karze,
Naprędce z darnia ołtarz postawili:
Mąki, owoce, kwiaty, nabiał, w darze,
Miotając w ogień, bóstwu poświęcili.
Sprawiwszy ucztę, przez onej ciąg cały
Apollinowe śpiewali pochwały.

Szli zatem w górę ku bożej świątnicy;
Im strzałolotny Apollo przodkował;
Śpiewali jego pieśni ofiarnicy,
On tony dawał i dźwięki wskazował.
Choć ciężki przystęp wzniosłej okolicy,
Bożą się sprawą żaden nie zmordował.
Wskazał wspaniałość przybytku swojego;
A wódz kreteński tak mówił do niego:

„O wielowładny! któryś nas prowadził,
Powiedz, jak dalsze mamy pędzić życie“.
Rzekł strzałonośny: „Na tom was osadził,
Byście mych darów użyli obficie,
Lud, który będzie do mnie się gromadził,
Wielkiemi tłumy śpieszący ujrzycie;
Wszystkich przyjmować wy będziecie sami,
Których świątnicy czynię strażnikami.

„Przyjmujcie trwożnych, troskliwych, zbłąkanych,
Niech ulgę w waszej dobroci uczują,
Miejsce to czynię pociechą stroskanych,
Błędni niech miły spoczynek znajdują.
Niech słyną Delfy w wieszczbach pożądanych,
A te w umysłach waszych niech wiekują!“
Ten wyrok dałeś, bóstwo wiekopomne!
Nigdy ja pochwał twoich nie zapomnę.

(Ignacy Krasicki).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Homer i tłumacza: Ignacy Krasicki.