Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   101   —

Uciekają po izbie niby wołów stada,
Kiedy na nich rój bąków siądzie nielitośny
I tnie żądłem, co bywa w dniach przydłuższych wiosny;
Ci zaś jak krzywodziobe, szponiaste sokoły,
Gdy z gór lecą na ptastwo polować w padoły...
Tak i oni, te gachy goniąc w całej izbie,
Zabijali każdego; czasem tylko w ciżbie
Jęk był głuchy, gdy czaszka zgrzytnęła zrąbana,
A podłoga dymiła, krwi strugą zalana.

(Lucyan Siemieński).
Pokonawszy wreszcie zalotników i ukarawszy śmiercią niewierne służące, Odyseusz daje się poznać Penelopie, która za sprawą Ateny całą tę morderczą walkę przespała. Małżonkowie zwierzają się ze swych przygód i cierpień. Nazajutrz Odyseusz udaje się za miasto do sędziwego ojca Laertesa, który zwątpiwszy już o powrocie syna, zgnębiony jego utratą, resztę życia trawił w wiejskiej zagrodzie na pielęgnowaniu drzew owocowych. Gdy się obaj cieszą, tłum mieszkańców, zbuntowanych przez ojca Antynoosa, napada na zagrodę. Ale Odyseusz z garstką wiernych uderza na nich i wsparty przez Atenę, odnosi zwycięstwo; walka kończy się pojednaniem króla z swoim ludem.
(Całkowitych przekładów Odysei na język polski mamy cztery: Jacka Przybylskiego 1815, Klemensa Żukowskiego 1846, Antoniego Bronikowskiego 1859, Lucyana Siemieńskiego 1874, drugie wydanie 1877, trzecie wyd. 1882. Niektóre pieśni tłómaczyli Fr. Ks. Dmochowski, Wincenty Szmaczniński).

C) Hymn do Apollina.
We wstępie maluje poeta potęgę boga słońca, na którego spojrzenie powstają inni bogowie a nawet Zeus gromowładny, tylko matka Apollina

Sama Latona, z nim razem złączona
Na syna swego wejście nie powstaje,
I łuk, co wzniosłe nosiły ramiona,
Zdejmuje z niego; jej kołczan oddaje,
Spuszcza cięciwę, co zbyt natężona,
I co strzał płytkich jeszcze pozostaje.

Wszystko to składa za złotym filarem,
A wtem Zeus syna zasila nektarem.
Wówczas dopiero siadają bogowie,
A matka z syna swojego się cieszy.
Ciebie uwielbiam i szczęśliwą zowię,
Wzniosła Latono, wpośród niebian rzeszy.

Dnia pogodnego sprawco wielowładny!
Jak cię uwielbiać godnie, Apollinie?
Z ciebie rytm płynie dotkliwy i składny;
Tyś uczył, jak wieść, paść trzody w dolinie
Gór miłośniku! gdzie przystęp niesnadny,
Bierzesz spoczynek w cienistej krzewinie.