Herodyada (Mallarmé, 1897)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stéphane Mallarmé
Tytuł Herodyada
Pochodzenie Życie tygodnik
Rok I (wybór)
Wydawca Ludwik Szczepański
Data wydania 1897
Drukarz Drukarnia Narodowa F. K. Pobudkiewicza
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Antoni Lange
Źródło Skany na Commons
Inne Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub Pobierz Cały wybór jako PDF Pobierz Cały wybór jako MOBI
Indeks stron
STEFAN MALLARMÉ.


HERODYADA.

Tak, dla siebie jedynie kwitnę ja samotna!
Wy o tem, nieba jasne wiecie ametysty,
Ogrody rozpłynione w otchłani przeczystej!
Klejnoty, które świateł pierwotnych strzeżecie
Pod chmurnym snem — w odwiecznym, niewiadomym świecie!
Kamienie, skąd me oczy ku świetlanej chwale —
Pożyczają swych ogni promiennych! Metale,
Co nadajecie splotom młodych mych warkoczy
Fatalny czar — i kształt ich przedziwny, uroczy —
A ty, niewiasto — w wiekach złośliwych zrodzona,
Tajemnic sybilińskich jaskiń wyuczona,
Co mówisz o śmiertelnym, przed którego wzrokiem
Pochylą się me oczy i zajdą obłokiem
I przed którym z kielichów mej przeczystej szaty
Okrutnemi rozkoszy słodkiej aromaty —
Wypłynie dreszcz nagości mojej śnieżnobiały —
Prorokuj, że, gdy letnich lazurów krzyształy
(Ha, mam-że z przyrodzenia stanąć odsłonięta)
Ujrzą mię — w drżącym wstydzie gwiazdy — wniebowzięta
Ja umrę...
Kocham grozę dziewictwa — i życzę
Trwać w grozie tej, co dają me włosy dziewicze,
By wieczór — skryta w łożu — jako nieskalana
Żmija — czuć w ciała treści swej bezużytecznej
Zimne miganie bladej twej jasności mlecznej,

Ty, która mrzesz i gorzesz jasnością swej mocy,
Biała, okrutna, śnieżna, lodowata nocy!
A twa siostra samotna, siostra ma wieczysta,
Marzenie me, ku tobie pójdzie. Tak przejrzysta
Potęga serca mego, które o tem roi!
Samotnam ja w ojczyźnie jednostajnej mojej,
A wszystko wokoło mnie w bałwochwalstwie żyje
Czci zwierciadło, co w sennem swojem szkle odbije
Herodyadę — o jasnem z dyamentów oku!
Czar najwyższy! Samotna jestem pośród tłoku.


NIAŃKA.

A więc pani chce umrzeć?


HERODYADA.

Nie, babuniu droga —
Uspokój się i przebacz, że ma dusza sroga,
Lecz nim wyjdziesz — proszę cię — zamknij okiennice —
W szybach lśnię seraficzne lazuru źrenice,
A ja go nienawidzę — lazuru! Głębiny
Fal toczą się, a tamże nieznasz-li krainy,
Gdzieby na zdradnym, chmurnym nie lśnił niebo-salonie
Wzrok Cyprydy, co wieczór w gąszczu leśnym płonie:
Chcę tam ujść... Zapal jeszcze (dziecinne to troski,
Powiadasz?) te pochodnie, w których płaczą woski
Jakimś nie swoim płaczem — pośród złota pychy!


NIAŃKA.

A teraz?


HERODYADA.

Żegnaj.
....Ha, wy kłamiecie kielichy
Nagie mych warg. Ja czekam niewiadomej rzeczy,
Okrzyków, w których dusza sama sobie przeczy
I rzuca w świat najwyższe łkanie, umęczone
Oczekiwaniem cudu, przeczute, wyśnione,
W którem nakoniec strąca lodową osłonę!

Przeł. A. Lange.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Stéphane Mallarmé i tłumacza: Antoni Lange.