Handzia z Samary

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tomasz Padurra
Tytuł Handzia z Samary
Pochodzenie Z obcego Parnasu
Wydawca Księgarnia A. Gruszeckiego
Data wydania 1886
Druk Bracia Jeżyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Budziński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub Pobierz Cała antologia jako PDF Pobierz Cała antologia jako MOBI
Indeks stron
Handzia z Samary.



I.

Jakże zawsze mi jest miła
Ta rzeczułka mała:
Jak w niéj rybka, takem żyła,
Gdym z niéj wodę brała.

A tu nad nią wśród laseczka
Róże rozkwitały;
Do nich w goście z za miasteczka
Motylki latały.

Gdy wesele, wielbiąc słońce,
Pieśnią brzmiało mile,
Rwałam róże na téj łące,
Goniłam motyle.

A gdy słońce się stoczyło,
Wszystko śni na świecie,
Większe mi się cudo śniło
Nad muszki nad kwiecie.

Też obłoki stepy strzegą,
Też stepy, ta woda,
Gdzieś spokoju życia mego,
Gdzie nadziejo młoda?


II.

Jak ja lubię ten kurhanek!
Z niego w krąg wysoko
Za żórawiem w cichy ranek
Niosło się me oko.

Raz, pamiętam, nad kurhankiem
W południe rostoczy,
Jakby ptaka, pył z tumankiem
Przychodzień ochoczy.

Znać, że jechał od Kuczmony;
Z szlaku koń go niesie;
Chciał zobaczyć bród zielony
I wnet zniknął w lesie.

Konia widzieć chęć mnie władła,
Szybko krok tam wiodę
I na drugim brzegu-m siadła
Niby czerpać wodę.

Był młodzieniec hożéj twarzy,
A ponętna mowa,
Ach! zapomnieć się nie zdarzy,
Ni lica, ni słowa.

O! w nim było cóś świętego
Głos, co wszystko wzruszy!
Gdzieś aniele serca mego,
Gdzie ptaku méj duszy?


III.

Święte miejsca, twory boże,
Któż wam niesumienny
Ścina lasek, góry porze,
By wznieść dom kamienny.

Wicher, pędząc przez to wzgórze,
W nagie pieńki dzwoni,
Kędy z rosą kwitły róże,
Suche liście goni.

Odleciały cienie z rzeczki
Drzew, co stały tłumnie;
Błyszczy blada jak od świeczki
Trup złożony w trumnie.

Przez tę rzeczkę na kurhanek
Ciągnie zwierz po moście;
Gdzie ocieniał szlak tumanek,
Leżą czyjeś koście.

Liczy kroki, gdzie się zwrócę
Spokojność cmentarza;
A gdzie pójdę, okiem rzucę,
Pustynia przeraża.

Od powicia tu w dni młode,
W pięknościach bez miary,
Znałeś niebo i przyrodę,
Lat anielskich czary.


I tu milszą jak przyroda
Źrenicę nadziei
Ćmiła tęsknot niepogoda
W burzliwéj kolei.

O! gdy przyśnić się zechcecie,
To pociechę rzućcie;
A gdy wkrzesić się możecie,
To choć we śnie wróćcie.


PL Z obcego Parnasu (antologia) page0210a.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Tomasz Padurra i tłumacza: Stanisław Budziński.