Strona:PL Z obcego Parnasu (antologia).djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II.

Jak ja lubię ten kurhanek!
Z niego w krąg wysoko
Za żórawiem w cichy ranek
Niosło się me oko.

Raz, pamiętam, nad kurhankiem
W południe rostoczy,
Jakby ptaka, pył z tumankiem
Przychodzień ochoczy.

Znać, że jechał od Kuczmony;
Z szlaku koń go niesie;
Chciał zobaczyć bród zielony
I wnet zniknął w lesie.

Konia widzieć chęć mnie władła,
Szybko krok tam wiodę
I na drugim brzegu-m siadła
Niby czerpać wodę.

Był młodzieniec hożéj twarzy,
A ponętna mowa,
Ach! zapomnieć się nie zdarzy,
Ni lica, ni słowa.

O! w nim było cóś świętego
Głos, co wszystko wzruszy!
Gdzieś aniele serca mego,
Gdzie ptaku méj duszy?