Gudrun

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Gudrun
Pochodzenie Obraz literatury powszechnej
Redaktor Piotr Chmielowski,
Edward Grabowski
Data wydania 1895
Wydawnictwo Teodor Paprocki i S-ka
Druk Drukarnia Związkowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kasprowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

II. Gudrun (Kudrun).
Hagen, syn Zygebanta, króla irlandzkiego (Eyrland) na jednej z uczt dostaje się mając lat 7 w szpony gryfa, który go zanosi na daleką wyspę. Szczęśliwym wypadkiem uchodzi śmierci i doznaje opieki ze strony trzech królewien, które także niegdyś były przez gryfa tu zaniesione. Długo mieszkali oni w pieczarze, nie śmiejąc wychodzić we dnie; aż razu pewnego, znalazłszy w rozbitym okręcie broń, Hagen pozabijał gryfy i mógł swobodnie wychodzić, polując na dzikie zwierzęta. Po latach wielu przepływający okręt zawozi Hagena i królewny do Irlandyi, gdzie bohater obejmuje rządy i żeni się z jedną z niestarzejących się wcale panien, Hildą z Indyj. Jej córka również Hilda, taką miłością przez ojca jest kochana, iż zalotnicy nie są do niej dopuszczani. Zabija on posłów i tego tylko uzna za zięcia, który go w walce pokona. Hetel, król z Hegelingen we Fryzyi, pragnie pojąć Hildę za żonę. Swatów podejmuje się trzech rycerzów, którzy w przebraniu kupieckiem udają się do Irlandyi jako prześladowani, gdzie Wate siłą swoją, Frute hojnością a Horand miłym śpiewem swoim, którego ptaki słuchają nawet, zyskują sobie względy. Horand znajduje wreszcie sposobność do przedłożenia Hildzie celu swego poselstwa i skłonienia jej do ucieczki na okręcie. Hagen ściga ich i dopędza, zgadza się jednak na zaślubiny i zostawia córce za towarzyszkę jednę z owych trzech dziewic Hildburgę. Hetel doczekał się dwojga dzieci: Ortwina i Gudruny. O rękę córki stara się wielu zalotników, a między innymi Hartmut z Normandyi, żadnemu jednak nie chce jej oddać ojciec, lubo Gudruna polubiła Hartmuta. Gdy atoli jeden z sąsiednich książąt Herwig napadł na Hegelingen, Gudruna przyrzeka mu rękę, ażeby sporowi koniec położyć. Ślub jednak musi być odłożony, gdyż matka wyprawę dopiero sprawić zamierza. Wkrótce potem Hartmut korzysta z oddalenia się Hetela na wojnę, porywa Gudrunę i uprowadza ją do Normandyi. Napróżno ściga ich Hetel ze swymi wojownikami. Ojciec Hartmuta zabija go, a kwiat jego rycerstwa ginie w walce. Nowe pokolenie podrosnąć musi, zanim będzie można przedsięwziąć walkę z Normandami. Gudruna, jeszcze na okręcie będąc, oświadczyła Hartmutowi, że dochowa wierności narzeczonemu, poczem ojciec Hartmuta wrzuca ją do morza, ale Hartmut wyciąga ją za włosy. Ponieważ jednak stale się wzdraga oddać rękę Normandowi, doznaje tysiącznych a ciężkich udręczeń ze strony matki Hartmuta, Gerlindy »dyablicy«, która ją do najniższych posług w czasie długiej podróży używa, przyczem Hildburga zawsze jej pomocy swej użycza. Nakoniec nadchodzi wybawienie. Ortwin i Herwig przybywają na to miejsce, gdzie panny piorą. Gdy się poznano, Gudruna rzuca odzież w morze i wraca do zamku, gdyż jej wybawcy pragną ją odzyskać zwycięskim jeno bojem. Aby ujść kary, przyrzeka Gerlindzie zgodę swą na życzenia Hartmuta. W ciągu nocy atoli rycerze z Hegelingen otaczają zamek i wszczynają potężną walkę, w której ojciec Hartmuta ginie z ręki Herwiga. Gerlinda już nakazała śmierć Gudruny, przyobiecawszy sprawcy wielką nagrodę, gdy Wate, któremu tymczasem broda na łokieć wszerz urosła, zdobywa zamek i zabija królową. Gudruna odjeżdża ze swoimi; poczem następują potrójne śluby. Ortruna, siostra Hartmuta, która sama jedna tylko Gudrunie sprzyjała, idzie za Ortwina, Gudruna za Herwiga a Hildburga za Harmuta.
(Z przygody dwudziestej czwartej).

Zabrały tedy suknie i poszły dziewki obie.
„Da Bóg“, wyrzerze Gudrun, „wspomnicie o tem sobie!“
Po śniegu tak głębokim nogami brną bosemi,
A żalą się i żalą na swoje marne życie w obcej ziemi.

Jak zawsze, tak i ninie, przybywszy do wybrzeży,
Wzięły się, nachylone, do prania tej odzieży,
Którą ze sobą z zamku na żwiry te przyniosły:
Hej! dumne ich nadzieje jak mało w sercach onych dziewek rosły!

Spojrzenia często słały ku fali, w ową stronę,
Skąd posłów ujrzeć mają źrenice ich stęsknione —
Szlachetnym towarzyszkom na pomoc tych wysłańców
Bogata księżna Hilda z ojczystej ziemi wyprawiła krańców.


(Z przygody dwudziestej piątej).

Czekały długo, długo; wzrok ich po morzu brodzi;
Wtem dwóch, nikogo więcej, spostrzegły w jednej łodzi.
I do bogatej Gudrun tak wraz Hildburga powie:
„Dwaj, widzę, płyną ku nam; zapewne twoi będą to posłowie“.

I rzecze boleściwa: „O biedna ja dziewoja!
Miłości oraz żalu pełna jest dusza moja!
Jeśli to posły Hildy i jeśli mnie zobaczą
Piorące na tych żwirach, gdzież się podzieję z wstydem i rozpaczą!

„Sam Bóg mnie snać opuścił, że nie wiem, co uczynię?
Hildburgo, druho moja! daj mi swą radę ninie:
Czy uciec precz, czy posłom ukazać swoją postać,
Okrytą takim wstydem? raczej na zawsze służebnicą zostać!“

Odrzecze jej Hildburga: „co czynić nam wypada,
Sama najlepiej wiecie, zbyteczna moja rada!
Ja z wami zniosę wszystko, przecierpię wszystkie bole,
Nie rzucę was przenigdy, razem na dolę pójdę i niedolę“.

I w stronę ku domowi zwróciły się tej chwili.
Lecz obaj ci mężowie tak blizko miejsca byli,
Że oczy ich od razu na brzegu je spostrzegły,
Poznali też niebawem, że swej odzieży radeby odbiegły.

Wnet z łodzi wyskoczyli i zawołali na nie:
„A na co, piękne praczki, to chyże uciekanie?
My obcy tutaj ludzie, odgadnąć łatwo przecie,
Że płótno swe odbiegłszy, przez nas na zawsze stracić je możecie“.

Udały, że nie słyszą z tej rady ani słowa;
A przecież do ich uszu dotarła wszystka mowa,
Gdyż głos Herwiga króla donośny był i gruby.
Hej! wcale on nie przeczuł, że był tak blizko swojej dziewki lubéj.

I rzekł im pan na Sêven: „Czyjaż ta odzież, czyja?
Powiedzcież, gdy nam trochę to wasze serce sprzyja,
Na honor wszystkich dziewic, prosimy was tu szczerze:
Niewiasty wy nadobne! i po cóż rzucać macie to wybrzeże!“

Szlachetna rzekła Gudrun: „o wiem, że wstyd mnie spali,
Jeśli, na honor dziewic, na któryście wezwali,
Sama dziewicą będąc, ukryję to przed wami.
Nie darmo prosiliście, choćbym się tutaj miała zalać łzami!“

W koszulach przyszły ku nim — koszule to zmoczone!
Czy zniosłyby to dawniej cne białogłowy one?
Od mrozu dzisiaj drżały te biedne służebnice!
Tak nędzny był ich żywot, a wiatr marcowy śniegiem dął im w lice!

Było to w onej porze, gdy zima już uchodzi,
Gdy ptastwo na wyścigi piosenki swe zawodzi.
Do chwil marcowych strojąc ten swój rozhowor słodki.
Jak często spotykano w śniegu i lodzie te biedne sierotki!

Z włosami rozwianemi cne dziewki się zbliżyły;
Jak te ich zwoje dawniéj nadobne zawsze były!
A dzisiaj wiatr marcowy warkocze im rozrzucił
Na śniegu i na deszczu! o jak ten ciężki los te biedne smucił!

Na morzu lód wokoło pokrywał jeszcze fale,
Zacząwszy ledwie topnieć. Wielkie ich były żale:
Prześwieca przez koszule, niby ten śnieg bielutki,
Ich ciało. Widok obcych sprawił ich sercu nazbyt gorzkie smutki.

„Dniem dobrym“ ich powitał król Herwig w ten poranek;
To słodkie pozdrowienie zbyt miłe dla wygnanek:
Na służbie u złej pani cierpienia znoszą mnogie —
„Dzień dobry!“ „dobry wieczór!“ nadzwyczaj były tym dziewojom drogie.

„Powiedzcie nam“ — pan Ortwin odezwie się tej pory —
„Do kogo to należą kosztowne te ubiory,
Lub komu je pierzecie? Wdzięk we was tak uroczy!
I któż to was tak męczy? Niech Bóg od niego swe odwróci oczy!

„Tak piękneście, że obom w koronach tylko chodzić!
Jeśliby to się mogło i z rodem waszym zgodzić,
To z każdej z was uczciwie byłaby cna królowa!
Czy ten, komu służycie, takich tam więcéj ślicznych praczek chowa?“

I rzekła piękna dziewka, tonąca w swej żałobie;
„Piękniejsze ma on jeszcze, niżeli my tu obie.
Pytajcie, o co chcecie; gdy ujrzy pani z wieży,
Że z wami rozmawiamy, tak nam niebawem pokutę wymierzy!“

„Przyjmijcie bez urazy to złoto z naszej ręki,
Te cztery dobre spiny zabierzcie jako dzięki

I chciejcie — my je radzi dajemy, piękne panie —
Nie czując do nas żalu, wraz odpowiedzieć na nasze pytanie“.

— „Niech wyjdzie wam na szczęście ta każda wasza spina,
Nagrody nie pragniemy“ — odpowie mu dziewczyna —
„Pytajcie, o co chcecie, nam pora już do domu,
Bo jeśli nas zobaczy, tak bólu dozna me serce i sromu!“

— „Czyjeż to jest dziedzictwo i te bogate łany
I te wspaniałe grody? I jak jest ten nazwany,
Co tak was bez odzieży tę służbę spełniać zmusza?
Wiedziałby, że to niecnie, jeśliby dbała o cześć jego dusza“.

„Hartmut to jeden książę“ — tak dziewka odpowiada —
„Ten ziemie ma rozlegle i nad grodami włada,
A drugi zwie się Ludwik, normandzkiéj dziedzic ziemi,
Dzielnego pan rycerstwa: ci dwaj panują tutaj berły cnemi“.

Na to Ortwin rzecze: „pragniemy ich zobaczyć;
Urocze wy dziewoje, umiecież nam oznaczyć,
Gdzie obu spotkać można? Posłyszeć myśmy radzi:
Wysłano nas tu właśnie. I my z królewskiej jesteśmy czeladzi“.

Odrzeknie wzniosła Gudrun: „Dzisiejszym rankiem, wcześnie,
Gdym wyszła, obaj w zamku leżeli w łożach, we śnie;
Rycerze — cały tysiąc i czterysta — pełnili
Straż przy książętach śpiących. Nie wiem, czy w domu są jeszcze tej chwili“.

Król Herwig na to rzecze: „Powiedzcież, dziewki moje,
Dlaczego taki ciężar te dzielne znoszą woje,
Że tylu aż rycerzy trzymają w każdej porze?
Jabym królestwo zdobył, gdybym ten hufiec miał na swoim dworze“.

Odrzekną białogłowy: „Nie znane są nam sprawy,
Nie wiemy, jak książęce rozsiadły się dzierżawy.
Jest tylko kraj — to wiemy — co Hegelingen zwie się:
Boją się po wsze czasy, że on im wrogów okrutnych przyniesie“.

Ze zimna wielce drżały nadobne te dziewczęta.
Tak rzecze im król Herwig: „Nie będzież nam pojęta
Ta prośba za urazę: czybyście u wybrzeży
Tych mroźnych nie raczyły przyjąć, panienki, coś z naszej odzieży?“

Odpowie córka Hildy: „Niech Bóg na szczęścia wiele
Obróci wam te płaszcze; lecz u mnie na mem ciele,
Przenigdy męskiej sukni nie ujrzy ludzkie oko“.
Gdyby wiedziały wszystko, nie ważyłyby tego tak głęboko.

Herwig z nadobnej dziewki nie spuszczał prawie wzroku,
Tak pełną mu się zdała lubości i uroku,
Że aż mu się westchnienia w bolesnem rodzą łonie:
— Do tej snać jest podobną, o której nieraz w słodkich dumach tonie.

Wtem Ortwin, król Ortlandu, to do nich zwróci słowo:
„Pytam was, dziewki obie, nie znacie przypadkowo
Drużyny, która niegdyś zjawiła się w tej ziemi?
Śród niej tam była jedna, imieniem Gudrun zwana między swemi.

„Wiadomo mi“ — powiada na słowa te dziewczyna —,
„Że w dawne lata przyszła do ziemi tej drużyna;
Do dzierżaw tych przybyła po czasie wielkiej wojny:
Bezdomne te niewiasty zbladły od bolu i od troski znojnéj“.

Powiada: „W wielkim trudzie widziałam tę niebogę,
O którą się pytacie, i wyznać wam to mogę“.
Toć ona była właśnie przygnana przez Hartmuta,
Nieszczęsna, biedna Gudrun, ją to spotkała taka dola luta.

Tedy król Herwig rzecze: „Patrzajcie, Ortewinie!
Jeżeli jeszcze w świecie, w jakiej tam bądź krainie,
Od śmierci się Gudruna, siostrzyca wasza, broni,
To ona jest nią właśnie, nigdziem nie widział tak podobnej do niéj.

Odpowie król Ortewin: „Przeluby wzór dziewoi,
Lecz wcale niepodobna do słodkiej siostry mojéj;
Z młodości nas obojga pamiętam jeszcze czasy,
Że w krąg na całym świecie nie było dziewki tak uroczej krasy!“

Kiedy tak druha zdradził, że Ortwin jest z nazwiska,
Tak w niego swe badawcze spojrzenie ciągle wciska
Gudruna, biedna dziewka. Dowiedziećby się rada,
Azaliż on jej bratem: to jej męczarniom kres ostatni zada.

„Jakkolwiek się zowiecie, znać, że z was rycerz dobry,
I mnie był znan bohater, podobny do was, chrobry,
Ten Herwig był imieniem, a z Morskich-Ziem pochodził.
O, gdyby żył on jeszcze, z tychby nas ciężkich więzów wyswobodził.

„I mnie króla Hartmuta przywiodły wojsk szeregi,
Ująwszy wraz z innemi, przez morze na te brzegi;
Lecz jeśli wy Gudruny szukacie, to bez celu:
Dziewica z Hegelingen zmarła po trudach i cierpieniach wielu!“

Łzy gorzkie Ortwinowi blask śćmiły pod powieką
I Herwig król nie ukrył tych łez, co z ócz mu cieką:
Gdy wieść tę posłyszeli, że piękna Gudrun zmarła,
Tak w piersi bohaterów ciężka się żałość od razu rozparła.

Tak widząc ich przed sobą w tych łzach i w tej boleści,
Bezdoma Gudrun zaraz te słowa im obwieści:
„Z waszego zachowania (dziś serce moje widzi,
Że biednej tej Gudruny ród się wasz nigdy, nigdy nie powstydzi“.

Król Herwig, odpowiedział: „W mem łonie ból wyrasta
I będzie rósł do końca: Wszak moja to niewiasta!

Mnie była zaręczoną uroczystemi śluby!
Straciłem ją, niestety! a stary Ludwik sprawcą mojej zguby“.

„Wy mnie oszukać chcecie“ — odpowie dziewczę rzewne —,
„O śmierci Herwigowej dostałam wieści pewne;
Wszystkie rozkosze świata spłynęłyby mi w duszę,
Jeśliby żył on jeszcze! Dałby swobodę i skończył katusze“.

„Spojrzyjcie na mą rękę“ — szlachetny rycerz powie —
„To złoto poznajecie? Herwigiem świat mnie zowie;
To znak, abym pamiętał Gudrunę kochać szczerze:
Jesteście-li mą panią, a z tej niewoli Herwig was zabierze“.

Odpowie mu dziewica z radości uśmiechnięta:
„To złoto było moje, Gudruna je pamięta;
A teraz wam pokażę, co przysłał mi w te lata
Mój Frydel, gdym nie znała, u ojca będąc, co jest szczęścia strata“.

Spojrzawszy na jej rękę, spostrzegłszy złoto na niéj,
Szlachetny Herwig rzecze radośnie do swej pani:
„Nie zrodził cię nikt inny, tyś z matki jest książęcej;
O szczęście! o słodyczy! nie znam już dzisiaj utrapienia więcej“.

Nadobną on dziewicę w objęciu zamknął swojem;
Co sobie tam mówili, radością to i znojem.
Całował swą królewnę, hej! nie wiem ile razy,
A także Hildeburgę, bladą wygnankę, wierną i bez skazy.


∗             ∗

Cne dziewki zapomniały, że mają wyprać płótna;
Spostrzegła z swego zamku Gerlinda, ta okrutna,
Jak obie tak bezczynnie stanęły u wybrzeży.
Zawrzała wielkim gniewem; troska ją gniecie z powodu odzieży.

I rzecze Hildeburga, z Irlandu dziewka luba:
„Wyniknie z tego dla nas, królewno, wielka zguba,
Że sukien prać nie chcecie: Jeśli to zobaczy
Gerlinda z swego zamku, jeszcze nas bardziej razami uraczy“.

Odpowie córka Hildy: „Mej czci to nie posłuży,
Ażebym miała odzież Gerlindy prac tu dłużéj;
Nikt żądać już nie może, bym to spełniała daléj:
Król wziął mnie w swe ramiona, dwaj mnie książęta dzisiaj całowali!“

Odrzecze na to Hildburg: „nie żalcież wy się ninie,
Gdy radzę każdą suknię wybielić w tej godzinie,
Abyśmy nie wróciły z brudnemi do komnaty,
Bo wtedy nasze plecy doznają razów za nieprane szaty“.

Hagena wnuka rzecze: „od dawna niezaznana,
Zbliża się radość wielka! Niech mnie, kto chce, do rana

Miotłami bije; próżno! nie umrę, bo są tacy,
Co naszym krzywdzicielom przynależytej nie poskąpią płacy.

„Dlatego z tą odzieżą co tchu pójdę do fali,
Niech tamci się dowiedzą“ — rzecze dziewoja daléj —
„Że mogę ja przy każdej królowej stanąć godnie.
Do wody precz je rzucę, niech sobie płyną raźno i swobodnie!“

Daremnie Hildburg błaga, Gudruna już przy wodzie
Z płótnami złej Gerlindy — tę złość straszliwa bodzie.
Już z rąk je wypuściła, już spadły na odmęty —
Pływały małą chwilę: nie wiem, czy skarb ten został wyciągnięty.

Dzień biały się rozwiewa, nadchodzi noc w swej mroczy;
Z ciężarem na ramionach, Hildburg do zamku kroczy:
Kosztownych siedem sukien gniotącą dla niej męką;
Króla Ortwina siostra podąża przy niej dumnie, z wolną ręką.
               
Było już wielce późno, gdy przyszły przede wrota
Ludwikowego grodu. U bramy już niecnota,
Gerlinda, dawno stała, czekając swej czeladzi:
Szlachetne widząc praczki, tak się odrazu ta złośnica wadzi:

„A któż to wam pozwolił“ — tak wręcz ich przywitała;
„Zapłacą mi dziś gorzko za wszystko wasze ciała;
Bo któż tak po wybrzeżach wieczorem późnym chodzi?
Cierpieć was na pokojach już mi się dłużej, zaprawdę, nie godzi“.

„Dlaczego to czynicie, powiedzcie mi tej chwili,
Że królów odrzucacie, a za to jest wam miléj
Hołubić się wieczorem z podłymi parobkami:
Gdy tą pójdziecie drogą, czci nie zyskacie, świat pogardzi wami“.

Odpowie szczytna dziewka: „Kłamstwo się u was święci!
Od Boga opuszczona, nie miałam nigdy chęci,
Bym nawet z najwyższymi radziła w jakiej porze,
Chyba, że są mi krewni, jeśli przystojność z tem się godzić może!“

— „A milcz-że, złośna żółci! Kłam mi zadajesz zdradnie?
Dzisiejszej jeszcze nocy ma zemsta na cię spadnie,
Że gniew ten nienawistny na zawsze w sobie stracisz!
Nim ja ci to daruję, wprzód mi to plecy swojemi zapłacisz!“

„Zaradzę ci ja temu“ — tak usta jej wyrzekły —
„By jeszcze kiedykolwiek wasze mnie rózgi siekły!
Niżeli wasze plemię zacniejszym ród mój zwie się,
A kara taka na mnie niejedną przykrość wam samym przyniesie“.

Wilczyca powie stara: „a gdzie są moje płótna?
Że ręce, co prać miały, bezczynność ta wierutna
Tak ci opuszczać każe? Hej! jeśli ja pożyję,
Nauczę ja cię jeszcze, jak ci to w służbie trzeba zginać szyję!“

Hagena rzecze wnuka: „Gdzie szumią fale słone,
Zostały suknie wasze; za ciężkie były one,
Gdym chciała je przydźwigać. Czy jeszcze obaczycie
Te płótna kiedykolwiek, mało się o to troszczę, na me życie!“

Odrzeknie zła djablica: „radujesz się przedwcześnie,
Doznasz ty jeszcze doli, nim się pogrążę we śnie!“
I ciernia przynieść każę i w rózgi związać głogi:
Gerlinda sroższej kary na swe największe nie wymyśli wrogi.

(Jan Kasprowicz).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: anonimowy i tłumacza: Jan Kasprowicz.