Filozofja jogi i okultyzm wschodni/Lekcja X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jogi Rama-Czaraka
Tytuł Filozofja jogi i okultyzm wschodni
Wydawca Trzaska, Evert i Michalski
Data wydania 1921
Druk Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Tytuł orygin. Fourteen Lessons in Yogi Philosophy and Oriental Occultism
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
Lekcja Dziesiąta.
ŚWIAT ASTRALNY.

Na początku tego rozdziału napotykamy trudności, które rozumieją nasi czytelnicy, obznajmieni poniekąd z zasadami okultyzmu. Trudnością mianowicie jest opisać różne „płaszczyzny“ istnienia. Chcemy czytelnikom dać wiadomości elementarne, któreby początkującym dały możność rozważyć ideje zasadnicze oraz principia zasadnicze okultyzmu, nie zamierzamy jednak zagłębiać się w szczegóły zagadnienia. Dotychczas udawało się nam unikać terminów technicznych i problematów spornych. O ile to możliwe, tak samo będziemy postępowali i nadal.
W obecnej lekcji, dotyczącej świata astralnego, a także w trzech dalszych — będziemy zmuszeni poprzestać tylko na opisach ogólnych, nie wchodząc w szczegóły poruszanych zagadnień. Dość będzie, gdy podamy zwięzły a ścisły wykład problemów, które dotyczą różnych światów czyli różnych płaszczyzn naszego świata, przyczem omijać będziemy różne teorje sporne. Dlatego zamiast objaśniać, co to jest „płaszczyzna“, a następnie objaśniać stosunki wzajemne jednej płaszczyzny do drugiej i różnych płaszczyzn między sobą — złączymy wszystko, co da się powiedzieć o wyższych płaszczyznach — pod jedną nazwą ogólną „świata astralnego“. Zwracamy uwagę czytelników, obznajmionych z literaturą danej kwestji, że astralnemi płaszczyznami lub światem astralnym nazywamy nietylko niższe plany (płaszczyzny) świata subjektywnego, ale również i wyższe płaszczyzny. Taka terminologja może się niepodobać ludziom, którzy studjowali literaturę okultną. Mogą oni nam zarzucić, dlaczego różne płaszczyzny nazywam jednem imieniem. Ale powołujemy się na przykład wielu okultystów starożytnych oraz nowszych, którzy postępowali tak samo i „światem astralnym“ nazywali wszystkie płaszczyzny wyższe aż do najwyższych duchownych, które wyłączali. Rozumie się, że miedzy niższemi warstwami płaszczyzn astralnych, a wyższemi warstwami płaszczyzn myślowych różnica jest nie mniejsza, niż między gorylem a Emersonem; lecz aby początkujący nie zabłąkał się w nieskończonym lesie terminów, nazwaliśmy astralnemi wszystkie płaszczyzny, leżące wyżej nad fizycznemi, przynajmniej te, których będziemy dotykali w niniejszym wykładzie.
Bardzo trudno w prostych i jasnych słowach wyłożyć znaczenie wyrazu „plan“ lub „płaszczyzna“ — i będziemy zeń korzystać, o ile można najrzadziej, gdyż wolimy słowno „stan“, płaszczyzna bowiem jest to w istocie daleko bardziej stan, niż to, co się zazwyczaj rozumie pod nazwą „płaszczyzny“; tj. inaczej mówiąc, ten termin dotyczy położenia wewnętrznego, nie zaś położenia w przestrzeni. Jedna i ta sama przestrzeń może być zapełniona zjawiskami różnych płaszczyzn, podobnie jak pokój mogą zapełniać promienie słońca, światło lampy, promienie Roentgena, drgania magnetyczne i t. d., przyczem każde z tych zjawisk ulega swoim własnym prawom i zupełnie nie wpływa na inne zjawiska, które ze swojej strony znów nie będą miały na nie wpływu. W ten sposób w danem miejscu jednocześnie działać mogą zjawiska różnych płaszczyzn, nie przeszkadzając sobie nawzajem i nie stykając się z sobą. Nie możemy tu wchodzić w szczegóły danego przedmiotu: staramy się tylko dać czytelnikom pojęcie ogólne, aby mogli zrozumieć zjawiska różnych płaszczyzn, stanowiących „świat astralny“.
Zanim jednak rozważać zaczniemy różne płaszczyzny świata astralnego, przedstawimy tu niektóre fenomeny, złączone pod ogólną nazwą „astralnych“. W Lekcji VI mówiliśmy, że człowiek w uzupełnieniu zmysłów fizycznych słuchu, wzroku, smaku, węchu i dotyku — ma jeszcze pięć zmysłów astralnych, które są kopjami albo raczej oryginałami zmysłów fizycznych. Zmysły te działają na płaszczyźnie astralnej i człowiek może temi zmysłami doznawać wrażeń bez pomocy fizycznych organów zmysłowych. Podobnież mówiliśmy, że człowiek ma „szósty zmysł“, organ fizyczny, dający mu możność komunikacji telepatycznej z innemi umysłami — przyczem ten organ fizyczny posiada swój odpowiedni sobowtór astralny.
Te zmysły astralne działają na niższej płaszczyźnie astralnej tj. na płaszczyźnie, która idzie tuż za fizyczną. W Lekcji VI mówiliśmy, jak otrzymują się zjawiska jasnowidzenia, zażywając tych zmysłów astralnych. Istnieją oczywiście wyższe formy jasnowidzenia, działające na wyższych płaszczyznach niż te, których zażywają ludzie w jasnowidzeniu pospolitem: ale siły te spotykają się nader rzadko, posiadają je ludzie bardzo wysokich osiągów duchowych, i w danej chwili nie zamierzamy mówić o nich. Na tej niższej płaszczyźnie astralnej jasnowidzący widzi, jasnosłyszący słyszy, duszo mierniczy (psychometrist) wyczuwa. Na tej płaszczyźnie porusza się ciało astralne, tu się również objawiają „duchy“ (tj. cienie astralne). Odcieleśnione dusze, żyjące na wyższych płaszczyznach świata astralnego, żądne wejść w związek z duszami ludzi, żyjących na płaszczyźnie fizycznej, a to by swoje cele osiągnąć: muszą zestąpić na niższą płaszczyznę astralną i jakgdyby przyodziać się w materję astralną. Na tej płaszczyźnie poruszają się „ciała astralne“ ludzi, żyjących na ziemi, ale którzy poznali sztukę działania w ciele astralnem. Zaznaczyliśmy, że człowiek może ukazywać się w ciele astralnem i poruszać w niem na dowolny punkt globu ziemskiego — i mówiliśmy, że okultyści mogą to czynić stosownie do swego życzenia, pod warunkiem sprzyjających okoliczności.
Inni mniej lub więcej nieświadomie mogą, wykonywać podobne wędrówki, niekiedy przypominając, niby sen to, co w istocie odbywało się z nimi zgoła realnie. Wielu z nas to czyni i niekiedy wędruje bardzo daleko, kiedy ciało fizyczne jest pogrążone we śnie. Niekiedy poznajemy w ten sposób to. co chcemy poznać — albo właśnie rzeczy zupełnie nam obce i nieciekawe, przyczem poznanie to dochodzi nas albo drogą bezpośredniej obserwacji — albo od innych, mniejwięcej świadomych dusz, podobnie jak my — wędrujących. Świadome i dowolne zdobywanie wiedzy tym sposobem możliwe jest tylko dla tych, którzy poczynili już znaczne kroki na drodze osiągnięcia rozwoju duchowego. Okultyści wprowadzają się w odpowiedni stan i wówczas wyrażają pragnienie, aby być w tem lub innem miejscu. To im wystarcza. Szybko, jak sama myśl, ich ciało astralne ukazuje się tam, gdzie je posłano. Początkujący lub mało wytrenowany okultysta, oczywiście niema takiego stopnia kontroli nad swojem ciałem astralnem i rządzi niem mniej zręcznie i mniej umiejętnie. Mówiliśmy, że ciało astralne zawsze trwa w związku z ciałem fizycznem. Jeżeli w jakikolwiek sposób związek ciała astralnego z fizycznem się przerywa: to oznacza to śmierć ciała fizycznego, do którego już nie może wrócić ciało astralne.
Na tej samej płaszczyźnie astralnej zaobserwować można auryczne barwy ludzi, opisane w Lekcji IV. Jasnowidzący może tu obserwować emanacje myślowe, które nieustannie wyłania umysł ludzi myślących i czujących — a które w pewniej odległości zawsze otaczają człowieka, później zaś, oddzielając się od niego — bywają przyciągane mocą innych pokrewnych myśli lub same przyciągają ku sobie takie myśli. Te emanacje myślowe podobne są do obłoczków, z których jedne mają barwę jasną i piękną, inne są ciemne i brudne. Dla wzroku psychicznego lub astralnego cała przestrzeń przepełnioną jest tą materją myślową, wiecznie zmienną, co do ubarwienia i postaci zewnętrznej, zależnie od jakości i charakteru myśli, która je stworzyła. Niektóre miejsca — domy, gmachy, całe ulice, nawet całe miasta — przepełnione są świecącą, przyciągającą ku sobie materją myślową, która wskazuje, że ogólny charakter myśli ludzi, zamieszkujących to miejsce — jest podniosły i jasny; inne miejsca naodwrót, napełnione są ciemną masą „materji myślowej“, która świadczy, że ludzie, którzy tu mieszkają lub którzy odwiedzają te miejsca — czuli się tu bardzo ciężko i mieli smutne, ponure lub występne myśli.
Takie izby powinny być szeroko otwarte na dostęp słońca i powietrza, i ludzie, którzy tu wchodzą — powinni starać się napełniać je jasnemi, wesołemi, szczęśliwemi myślami, które z nich wypędzą resztki materji myślowej niższego rodzaju. Nakaz myślowy, dany człowiekowi np. takiej treści: „rozkazuję, aby wszystkie złe i ciemne myśli opuściły to miejsce“: oddziaływa w ten sposób, że człowiek, mówiąc te słowa, wyrzuca bardzo silne wibracje myślowe, które, że tak powiemy, rozbijają ciemne obłoki materji myślowej, wypędzają je jak potężny wiatr — nie pozwalając im pozostawać w blizkości osoby, która takie słowa wypowiada.
Gdyby ludzie mogli zobaczyć, choćby na parę minut, atmosferę myślową szynków, szulerni i innych miejsc w tym rodzaju: to zlękliby się okropnie i unikaliby tych jaskiń. Atmosfera jest tam nietylko przesycona myślami niskiemi, które opanowują wchodzących: ale nadto do tych miejsc lgną całe tłumy rozcieleśnionych dusz, które dążą do tych wibracji, jakie tworzyły za życia — i bezsilnie starają się przebić niewielką przegrodę, co ich dzieli od płaszczyzny fizycznej.
Być może najlepszym sposobem, by naszym uczniom uwydatnić ogólną postać i ideję świata astralnego — byłoby opisać urojoną wędrówkę, którą on mógłby w ten świat zrobić sam w towarzystwie przewodnika okultysty. Myślowo wyprawiamy czytelnika w taką podróż pod kierunkiem doświadczonego przewodnika. Należy jednak z góry pamiętać, że musicie dla takiej podróży osiągnąć należyty stopień rozwoju duchowego, gdyż inaczej żaden przewodnik nie mógłby poprowadzić was zbyt daleko, chyba czyniąc jakieś wysiłki bohaterskie, czego on zapewne nie zrobi bez szczególnej potrzeby. Zatem, czyście gotowi do tej podróży? Wasz przewodnik stoi koło was.
Pogrążasz się w stan „Milczenia“ i naraz czujesz, żeś wyszedł ze swego ciała i znajdujesz się w ciele astralnem. Stoisz koło swego ciała fizycznego i widzisz, jak ono śpi na łożu, ale czujesz, że jesteś z niem w związku i że ten związek przerwać się nie może. Również masz poczucie obecności swego przewodnika, który powinien ci towarzyszyć w twej podróży. On również opuścił swoje ciało fizyczne i znajduje się w swej formie astralnej, którą sobie wyobrażasz w postaci obłoku, mającego kształt ciała ludzkiego, ale takiego ciała, poprzez które możesz widzieć nawskróś i które może się poruszać i przenikać poprzez ściany i twarde przedmioty. Twój przewodnik bierze cię za rękę, mówi: „idziemy“ — i w tej samej chwili czujesz, żeś pozostawił izbę swoją i lecisz wysoko nad miastem, jak obłok wiosenny. Chwilami budzi się w tobie strach, że upadniesz — i natychmiast czujesz, że zaczynasz opadać, ale przewodnik chwyta cię za rękę, podtrzymuje i mówi: „staraj się myśleć, że nie możesz upaść; staraj się myśleć, że jesteś lżejszy od powietrza — a istotnie będziesz takim“. Czynisz to, co on ci podsuwa i z zachwytem czujesz, że możesz latać po powietrzu stosownie do woli poruszając się tam, gdzie zechcesz.
Widzicie olbrzymie obłoki myślowe, unoszące się nad miastem, niby chmury dymu, unoszące się tu i tam: widzisz też subtelniejsze gdzieniegdzie obłoczki, które, choć są znacznie mniejsze, mają widocznie tę własność, że — wchodząc w zetknięcie z obłokami ciemnemi, rozpędzają je i niszczą. Tu i owdzie widać jaskrawe, delikatne linje światła i wybuchy, podobne do iskier elektrycznych, przelatujących szybko w przestrzeni. Przewodnik twój mówi, że są to komunikacje telepatyczne, które jeden umysł posyła drugiemu, a wybuchy światła wywołuje prana, która przesiąka te myśli. Schodząc ku ziemi, widzisz, że każdy człowiek jest otulony jakby mieniącym się barwnym obłokiem formy jajowatej. Jest to jego aura, w której odbijają się jego myśli i dominujący stan duchowy, przyczem od charakteru myśli, zależy kolor aury. Niektórych ludzi otacza piękna aura, gdy inni zdają się osnuci w czarny dymny obłok, w którym od czasu do czasu płoną błyskawice czerwonego ognia. Na niektóre aury spoglądać — sprawia ból, do tego stopnia wywołują one odpychające, grube wrażenie. Nie znajdując się w ciele fizycznem — widzisz to, czego się zwykle nie widzi — czujesz to, czego się zwykle nie czuje. Ale nie trać czasu na te spostrzeżenia; czas twej podróży jest krótki — i twój przewodnik radzi ci poruszać się w dalszym ciągu.
Ale twój ruch polega nie na zmianie miejsca; zmienia się wszystko dokoła ciebie, jak w panoramie. Teraz już nie widzisz świata fizycznego ze swemi fenomenami astralnemi; widzisz jakby świat zupełnie nowy, pełny form najdziwaczniejszych. Widzisz latające i pływające dokoła ciebie formy astralne ciał astralnych, porzuconych przez dusze, które weszły na wyższe płaszczyzny. Są to — trupy astralne: znajdujesz się niby na cmentarzu astralnym. Widowisko, którego oglądanie nie należy do najprzyjemniejszych — i spieszysz dalej ze swym przewodnikiem, Radzi ci on myśleć, że ty, twoje realne Ja, zupełnie nie jest zależne od ciała astralnego, że możesz się obchodzić bez niego zupełnie tak samo, jak teraz obchodzisz się bez ciała fizycznego. Wypełniasz to, co on ci doradza — i ku swemu zdumieniu wychodzisz z ciała astralnego, pozostawiając je w świecie tkanek, ale znów czujesz się w związku z nim, jak ciało astralne pozostawało w związku z fizycznem. Czujesz się teraz odzianym w nowe ciało — i bardzo dziwną wydaje ci się myśl, od której przedtem nie byłeś w stanie się wyzwolić: że ty — to ciało fizyczne, a potem, że ty — to ciało astralne. Tymczasem czujesz, że ty — to coś zupełnie innego. Płaszczyzna cieni astralnych uchodzi od ciebie — i oto jakbyś wszedł do olbrzymiego gmachu, napełnionego formami śpiącemi. Tu wszystko jest nieruchome; poruszają się tylko cienie, nie mające nic wspólnego z cieniami, które widziałeś w świecie astralnym. Są to cienie istot wyższych, które zeszły tu dla dobra swoich braci. Od czasu do czasu już to ten już ów ze śpiących się budzi, i wówczas natychmiast którykolwiek z cieni obejmuje go i wraz z nim znika, uchodząc do jakiejś innej sfery. Ale najbardziej zdumiewająca rzecz, jaką można obserwować w tej sferze — to stopniowe i powolne przebudzenie świadomości niektórych śpiących ciał astralnych. Wówczas powłoki astralne — jakby odłączają się od dusz, jakby odchodzą w bok — podobnie jak przedtem odeszło od ciebie twoje ciało fizyczne, a potem ciało astralne. Widzisz tedy jak ciała pozostawione przez dusze przechodzą do sfery cieniów astralnych, gdzie poruszają się powoli, zachowując w sobie resztki jakiejś mętnej półświadomości. Takie opuszczone przez dusze ciała astralne nie znajdują się w związku z ciałem fizycznem, ponieważ ich ciała fizyczne umarły i są pogrzebione. Również i te ciała nie są połączone z duszami, które uniosły się do góry — i dążą do sfer wyższych, zapominając swoich poprzednich iluzorycznych istnień. Ty jeszcze nie znajdujesz się w takim stanie, tyś zajrzał tylko do tej sfery — i, o ile zapragniesz, możesz iść z powrotem.
Scena zmienia się znowu: znajdujesz się w krainie dusz przebudzonych, śród których wraz ze swym przewodnikiem krążysz i obserwujesz wszystko, co się odbywa. Spostrzegasz, że w miarę tego, jak budzące się ze snu dusze usuwają się z pola twego wzroku, pozostawiają za sobą powłoki swoich ciał mentalnych (myślowych), spostrzegasz zarazem, że w miarę tego, jak się podnosisz na wyższe płaszczyzny, twoja własna forma staje się coraz subtelniejsza, coraz mniej materjalna, a skoro tylko twoja myśl zwraca się ku niższym płaszczyznom, twoja forma staje się coraz grubsza i gęstsza, choć w każdym razie nie dochodzi do gęstości opuszczonego przez was ciała atralnego — i, oczywiście, jest nieskończenie delikatniejsza niż ciało fizyczne. Dostrzegasz też, że każda z przebudzonych dusz znajduje się jakby na jakiejś określonej płaszczyźnie. Przewodnik ci objaśnia, że tę płaszczyznę określa się stopniem rozwoju duchowego i osiągami, jakie dusza uczyniła w czasie życia ziemskiego, albo, ściślej mówiąc, w czasie przeszłych żywotów ziemskich, gdyż miała nie jeden żywot, lecz wiele.
Pamiętajcie, że dusza absolutnie nie może przestąpić wyżyn tej płaszczyzny, do jakiej należy, choć dusze należące do wyższych płaszczyzn, swobodnie mogą zwiedzać sfery niższe. Prawo to świata astralnego nie jest bynajmniej dowolne; działa ono jako prawo natury. By czytelnikowi ułatwić zrozumienie tej idei, przytoczymy bardzo prosty przykład. Wyobraźcie sobie wielką siatkę albo raczej cały szereg siatek w rodzaju tych, jakich się używa do przesiewu i sortowania węgla kamiennego. Grubszy węgiel zatrzymuje się na pierwszej siatce, nieco mniej gruby na drugiej, bardziej miałki na trzeciej i t. d., aż do największego miału. Rozumie się, że gruby węgiel nie przejdzie przez drobne oka, ale miałki przejdzie przez wszystkie. Podobnież w świecie astralnym: dusze zawierające w sobie większą ilość wewnętrznego materjalizmu, z natury grubsze, zatrzymują się na pewnych płaszczyznach — i nie mogą iść wyżej, gdy inne sięgają wyższych płaszczyzn, zrzucają błony w jakie są zasnute — i idą coraz wyżej a wyżej. Zaczem, skoro osiągnęły już najwyższą dostępną sobie płaszczyznę — swobodnie poruszają się w górę i nadół w danych sobie granicach — i jedynie nie mogą się podnieść wyżej ostatecznego punktu, jaki osiągnęły. W dół zaś opuszczają się bardzo łatwo i robią to często, stosownie do woli, aby odwiedzać przyjaciół, którzy się znajdują na niższych płaszczyznach — i wprowadzać do ich świadomości wesele i pocieszenie.
Duchowo rozwinięta świadomość może wnieść wiele światła, dać wiele użytecznych rad i wskazań duszy, która stoi na niższej płaszczyźnie. Wogóle mówiąc, wszystkie dusze — znajdujące się na płaszczyznach niższych, mają swoich duchowych pomocników na najwyższych płaszczyznach, którzy czas pobytu w świecie astralnym, poświęcają trosce o innych, nie myśląc o własnym rozwoju. Twój przewodnik tłumaczy ci to wszystko w czasie, gdy płyniesz z nim po rozmaitych stopniach tych płaszczyzn, przyczem i ty nie możesz się podnieść wyżej nad pewną płaszczyznę, podobnie jak inne dusze. Twój przewodnik objaśnia ci to, co mówi, że w danym wypadku nie masz wyjątków.
Opuszczając ciało ziemskie, dusza budzi się właśnie na tej płaszczyźnie, która jest dla niej przeznaczona; na płaszczyźnie, ku której ją ciągną pragnienia i dążenia — a poza którą już jej nie puszczą. Tu widzi się ona w otoczeniu umysłów pokrewnych — i znajduje tam wszystko, czego serce człowieka mogło pragnąć za czasów swego ziemskiego żywota. Dusza może osiągnąć znaczny rozrost wewnętrzny w czasie przebywania w świecie astralnym i dla tego, budząc się znów na ziemi, może zobaczyć w sobie, jako uczyniła wielki krok naprzód, w porównaniu z tym stanem, w jakim zostawiła ziemię. Świat astralny ma nieskończoną ilość poddziałów i każda dusza znajduje tam możność rozwijać swoje siły i uzdolnienia i przyciągać ku sobie inne dusze, potrzebne jej dla wewnętrznego rozwoju i poznania. Ale każda dusza otrzymuje tylko to, do czego jest zdolna — i może rozwijać i doskonalić siebie tylko w tych granicach, jakie są jej dostępne. W każdym razie czas, przepędzony w świecie astralnym, nie mija dla duszy bez śladów, choć niektóre dusze, otaczając siebie temi samemi myślami i emocjami, jakiemi otaczały się za życia na ziemi, nie wydobywają należytej korzyści z tych możliwości, jakie są im dane w sferze astralnej. Nie rosną duchowo, gdyż żałują swej natury materjalnej, która ich spycha w dół, tracą czas na płaszczyzny niższego szeregu, często ciągną za sobą innych, czem jeszcze bardziej obciążają swój stan duchowy. W takich razach dusza nic nie zyskuje przez pobyt w świecie astralnym — i rodzi się na ziemi w takim samym stanie, jeżeli nie w gorszym — niż poraz ostatni. Rodząc się znów a znów, dusza powtarza ciągle ten sam kurs, ten sam szereg lekcji, poty, póki wreszcie ich nie zrozumie — i póki głos wewnętrzny jej nie nakaże konieczności dążenia wzwyż.
Najniższą płaszczyznę świata astralnego zamieszkują dusze typu zwierzęcego, mało rozwinięte i pełne instynktów niższych. Dusze te starają się zawsze być, o ile można, bliżej ziemi; możliwość ich dalszego rozwoju polega na tem, że je kiedyś zmęczą ich grube dążenia. I gdy doznają rozczarowali co do zaspokojenia swych grubych żądz — mimowoli zapragną czegoś innego, czegoś wyższego. Te dusze nierozwinięte oczywiście nie mogą zwiedzać wyższych płaszczyzn — i jedyna płaszczyzna, która się mieści poniżej ich — to płaszczyzna cieniów astralnych, jakoby lgnących ku ziemi. Dusze te niskiego rozwoju dążą zawsze ku ziemi, lgną ku tym warunkom, które stworzyły same sobie za żywota na ziemi. Można o nich powiedzieć, że żyją na ziemi, ale są oddzielone od rzeczy i zjawisk ziemskich takim stanem swych ciał, który im nie pozwala brać udziału we wszystkiem, co czynią pokrewne im dusze w powłokach cielesnych. Mogą widzieć wszystko, co robią ludzie, ale nie mogą się do nich przyłączyć — i zazwyczaj znajdują się dokoła miejsc swego życia ziemskiego, świadomie lub nieświadomie oddziaływając na innych, którzy żyją w podobnych warunkach. Jest to nader ciemna strona świata astralnego — i dłużej nad tem zatrzymywać się nie będziemy — zaznaczywszy tylko dla wiadomości czytelnika jej istnienie. Dusze, znajdujące się w świecie astralnym w takich warunkach — długo tam nie przebywają; ich zamiłowania ziemskie, rychło ciągną je na ziemię z powrotem tak, iż dusze te powtórnie rodzą się w takich samych warunkach, jak poprzednio.
Dusze, znajdujące się na wyższych płaszczyznach, mając mniejszy pociąg ku życiu ziemskiemu — i obdarzone wszelkiemi warunkami wyższego rozwoju w świecie astralnym — przebywają tam znacznie dłużej. Prawo ogólne jest takie, że im wyższa płaszczyzna, na której przebywa dusza — tem dłużej ona tam pozostaje. Ale prędzej czy później cały materjał życia ziemskiego dusza zużywa i wyczerpuje. Dusza szuka możliwości nowego ruchu i widzi, że ta możliwość powstać może jeno z doświadczenia nowego życia ziemskiego. Wówczas dusza zaczyna marzyć o nowem życiu ziemskiem — i z tego pragnienia wypływają nowe jej narodziny. Dusza niby zasypia i zaczyna spływać w dół, stopniowo przybierając na się coraz ściślejsze i mocniejsze powłoki — wreszcie rodzi się na ziemi w powłoce i w warunkach, odpowiadających stopniowi jej rozwoju. Rodząc się na ziemi, dusza nie przebudza się w pełni, ale żyje w stanie półsennym przez pierwsze lata dzieciństwa — i dopiero powoli zaczyna uświadamiać sobie swą istotę realną, swoje pochodzenie, przyczynę ukazania się na ziemi.i t. d.
Wszystko to opowiada ci twój przewodnik, ukazując dusze znajdujące się w tem lub innem położeniu, bliskie nowych narodzin, lub te, które niedawno porzuciły ziemskie ciało. Znajdując się w świecie astralnym napotykasz swoich dawnych przyjaciół i rozmawiasz z nimi na tej lub innej płaszczyźnie. Spostrzegasz z podziwem, że dusze te działają i mówią tak, jakby ich życie obecne było życiem realnem, a wszystko pozostałe, między innemi, życie ziemskie — jakimś snem nierzeczywistym. Rozumiesz władzę obecności nad świadomością. Widzisz także, że dusze na wszystkich płaszczyznach mniej lub więcej się obznajmione z płaszczyznami, leżącemi poniżej ich, ale jakby absolutnie nic nie wiedzą o płaszczyznach wyższych, oprócz tych dusz, których świadomość już całkowicie się przebudziła — a które znajdują się na tej lub innej płaszczyźnie niższej na własne życzenie, choć w każdej chwili mają możność podniesienia się wyżej. Dusze, znajdujące się na niższych płaszczyznach, oczywiście, niedostatecznie rozumieją znaczenie swego bytu, ponieważ nie przebudziła się jeszcze w pełni świadomość ich ducha. Zauważysz także na którejś z niższych płaszczyzn, że twój stary przyjaciel, który na ziemi był zażartym materjalistą, widocznie dotąd nie pojmuje, że umarł — i w chwili, gdy w nim błyska samowiedza — sądzi, że się znajduje na jakiejś innej planecie. Jak niegdyś tak i teraz gotów się z tobą spierać i dowodzić, że wraz ze śmiercią kończy się wszystko.
Gniewa go wielce, gdy goście z wyższych płaszczyzn starają się mu wytłumaczyć, czem on jest, skąd przybył, gdzie jest i w jakiem położeniu się znajduje. Nazywa ich oszustami, żąda, aby mu dowiedli istnienia sfer wyższych. Twierdzi, że wszystko, co go otacza, a między innemi i ukazanie się dusz wyższych — wszystko to są zjawiska fizyczne jakiegoś innego świata, gdzie on się przypadkiem znajduje. Opuszczając go, czujesz wrażenie tych samych rozmów, jakie nieraz prowadziłeś na ziemi i prosisz swego przewodnika, aby ci wyższe pokazał krainy. Uśmiecha się i mówi ci: „Zaprowadzę cię tak wysoko, jak wysoko wnieść się zdołasz“ — poczem widzisz dokoła siebie wszystko, o czem kiedykolwiek marzyłeś i do czego dążyłeś; czujesz, że tu jest wszystko, czego ci potrzeba — i prosisz swego przewodnika, aby cię tu zostawił i nie brał ze sobą na ziemię z powrotem. On jednak upiera się, abyś wracał, i by cię o tem przekonać, zapewnia, że znajdujesz się bardzo niewysoko — i że drogą walki i wysiłków na ziemi z czasem możesz uzyskać prawo dojścia do sfer znacznie wyższych. Wątpisz o jego słowach — i podobnie jak materjalista, z którym tylko co się rozstałeś, pytasz go, czy może być coś wyższego nad to, co cię otacza. Przewodnik ci na to: „Doszedłeś najwyższego punktu, jaki jest tobie dostępny w chwili obecnej, ale nie jest to punkt najwyższy. Żadna dusza nie jest w stanie przecisnąć się poza swoje granice wewnętrzne; staraj się rozszerzyć te granice wewnętrzne, a wówczas uzyskasz możność podniesienia się w wyższe dziedziny. — Dopóki w tobie samym niema echa tych dziedzin wyższych — nic nie może ci dowieść ich istnienia i nic ci nie pomoże pojąć je i przeniknąć w ich okrąg. Musisz przedewszystkiem znaleść je sam w sobie. Ja nie mogę wznieść się wyżej od ciebie tylko dlatego, że wewnętrznie odczuwam tę możliwość.
„Ale nieskończenie wyżej ponad twoją płaszczyzną i nieskończenie wyżej od innych — idą coraz to nowe a nowe poddziały, pełne takiego światła i siły, jakich nawet wyobrazić sobie człowiek nie może. Uważ, że te wszystkie światy otaczają tylko naszą ziemię. Ale podobnie istnieją też nieskończone poddziały światów astralnych i płaszczyzn astralnych dokoła każdej planety naszego łańcucha i dokoła wszystkich miljonów światów, istniejących w nieskończoności universum.
— A więc czemże jestem Ja? — w mimowolnem przerażeniu pytasz, czując swą nicość wobec nieskończoności, co się rozwarła przed tobą.
— Ty — jesteś najcenniejszą rzeczą na świecie; ty jesteś — żywą duszą — odpowiada przewodnik — i gdybyś ty zginął, to zginął by cały system światów niebieskich — ponieważ ty jesteś równie nieodzowny dla istnienia tego systemu, jak on jest konieczny dla twego istnienia. Jesteś — cząstką całości — a ta całość nie może istnieć bez ciebie, jak ty nie możesz istnieć bez niej.
— Ale cóż jest dalej poza tem, o czem mi mówiłeś — Pytasz — i co leży w ośrodku (centrum) tego wszystkiego?
— Absolut — odpowiada ci przewodnik, milknąc przy tem słowie.
I gdy potem wszystkiem znów czujesz się w swojem ciele fizycznem, pytasz swego przewodnika, zanim on ci zniknął:
— „Gdzież to myśmy byli? W ilu tysiącach mil od ziemi leży ta kraina, którąśmy zwiedzali?“
Przewodnik ci na to: „Nie opuszczaliśmy ziemi zupełnie. Nie oddaliłeś się od swego ciała — a wszystko coś widział i czegoś doznał nie zajęło ani minuty. W świecie astralnym nie ma ani czasu, ani przestrzeni.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Walker Atkinson i tłumacza: Antoni Lange.