Ewa (Wassermann)/Zanim pęknie srebrna nić/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jakób Wassermann
Tytuł Ewa
Podtytuł „Człowiek złudzeń“: powieść druga
Data wydania 1920
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Drukarnia Ludowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Tłumacz Franciszek Mirandola
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
22.

W ostatnich dniach kwietnia otrzymał Krystjan telegram Ewy Sorel tej treści:
— Ewa Sorel będzie od trzeciego do dwudziestego maja w Berlinie, w hotelu Adlon i oczekuje tam niezawodnie Krystjana Wahnschaffe.
Odczytał te słowa kilka razy. Zarówno wnętrzne, jak i zewnętrzne życie jego dochodziło do punktu zwrotnego. Wiedział, że wezwanie to oznacza rozstrzygnięcie, nieznanego zgoła rodzaju i doniosłości.
Był od kilku tygodni niespokojny, co mu zwłaszcza dokuczało w czasie bezsennych nocy. Nieraz wsiadał w auto, by pojechać do któregoś z pobliskich miast, ale zawracał w pół drogi.
W Waldleiningen pieścił swe konie i igrał z psami. Nagle doznał wrażenia, że jak dzieciak szkolny łże, by uzyskać swobodę i cała radość przepadła. Na pożegnanie objął za szyję ulubieńca swego, wspaniałego doga. Patrzyli sobie w oczy, a dzieciak, który zbiegł ze szkoły zdawał się mówić:
— Muszę wpierw zdać egzamin!
— Wiem, wiem, musisz jechać! — odpowiedział pies.
Pełnej krwi Szkot, kupiony od lorda Lay, który odzyskał zdrowie, uczynił serdeczny gest smukłą szyją i potwierdził także:
— Musisz jechać, rozumiem to dobrze.
Było postanowione, że stanie do wyścigów w BadenBaden, dżokej Irlandczyk rokował świetne nadzieje. Ale nazajutrz po wyjeździe Krystjana zapadł znowu. Krystjan pomyślał, że miłość jego była za silna i koń odczuwa silnie brak pieszczącej go dłoni.
Z nastaniem wiosny zjeżdżali się codziennie goście z miast pobliskich. Ale Krystjan rzadko kogoś przyjmował. Jeden gość ciążył mu bardzo, gdy było dwu, rozmawiali ze sobą, a to mu ułatwiało milczenie.
Pewnego dnia przyjechali Konrad von Westernach i hr. Prosper Madruzzi z pozdrowieniem od Crammona. Zamierzali jechać do Holandji. Krystjan zatrzymał ich na obiad. Konrad v. Westernach powiedział potem hrabiemu ze zwyczajną bezceremonjalnością:
— Dziwnie się uśmiecha ten człowiek, niewiadomo, czy potrosze głupkowato, czy drwiąco.
— To prawda! — potwierdził hrabia. — Nie można się na nim nigdy wyznać.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jakob Wassermann i tłumacza: Franciszek Mirandola.