Dusza Zaczarowana/I/Część pierwsza/3

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Romain Rolland
Tytuł Dusza Zaczarowana
Podtytuł I. Anetka i Sylwja
Część pierwsza
Data wydania 1927
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Drukarz Drukarnia Concordia
Miejsce wyd. Lwów; Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. L’Âme enchantée
Podtytuł oryginalny I. Annette et Sylvie
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część pierwsza
Pobierz jako: Pobierz Cała część pierwsza jako ePub Pobierz Cała część pierwsza jako PDF Pobierz Cała część pierwsza jako MOBI
Cała księga I
Pobierz jako: Pobierz Cała księga I jako ePub Pobierz Cała księga I jako PDF Pobierz Cała księga I jako MOBI
Indeks stron

Z odrazą (nie bez pewnego jednakże pociągu), przebiegała oczyma liczne dowody miłosnych związków, nieznanych sobie zgoła. Stanowiły one bukiecik bardzo fantastyczny i wielce urozmaicony. W miłości, zarówno jak w sztuce, Raul szedł za prądem czasu i zachceniem chwili. Anetka napotykała różne znane nazwiska i wspominała ze złością uśmiechy i pieszczoty, otrzymywane ongiś od kochanek ojca. Inne stały na niższym stopniu, a ortografja listów harmonizowała z wyrażanemi uczuciami. Anetka wciąż się gniewała, ale umysł jej był równie sprężysty i polotny jak ojca, przeto widziała w duszy te przeróżne damy, gryzmolące z trudem po papierze, w pozycjach śmiesznych, z drganiem czół i oczu i językami wysuniętemi z pośród warg. Wszystkie owe awanturki, krótsze czy dłuższe, snuły się nieprzerwanym szeregiem, wypierając jedna drugą. Anetka czuła się teraz zadowolona, mimo że nie opuściła jej uraza i pogarda.
Nie dotarła jeszcze jednak do kresu odkryć. W jednej z szuflad znalazła spory pakiet listów, staranniej od listów matki przechowanych, i przekonała się, że ten stosunek ojca trwał dłużej. Daty niedbale notowane były, ale łatwo się domyśliła, iż korespondencja obejmuje szereg lat. Pismo świadczyło o dwu osobach. Listy pierwszej, złą ortografją i krzywo pisane, ustawały w połowie paczki, drugiej, zrazu dziecięcym charakterem kreślone, stawały się coraz to poprawniejsze i ciągnęły do lat ostatnich, co więcej, aż do ostatnich miesięcy życia ojca i fakt ten sprawił Anetce specjalną przykrość. Ponadto, owa korespondentka nieznana, zabierająca jej część świętego okresu, który za wyłączną swą własność uznawała, w listach do jej ojca, używała wyrażenia „ojcze“.
Doznała wrażenia, że otrzymała cios bolesny. Gestem wściekłości zrzuciła z ramion ojcowski szlafrok. Listy jej wypadły z rąk, skuliła się w fotelu i siedziała z oczyma suchemi i pałającemi policzkami. Nie analizowała się, z podniecenia nie wiedziała co myśli, ale całą duszą myślała: — Oszukał mnie!
Podjęła przeklęte świstki i nie puściła już z rąk, dopóki z nich nie dobyła wszystkiego, aż do ostatniego wiersza. Czytała, ciężko dysząc nozdrzami, zamknąwszy usta, żarta ogniem zazdrości, oraz innem tajnem uczuciem. Wertując tę poufną korespondencję, nie doznała ni razu wyrzutu sumienia z powodu przejęcia tajemnic ojca. Nie wątpiła w swe własne prawo! (Tu rozum nie działał, inna nią władała potęga despotyczna). Przeciwnie, ona to uznała się obrażoną, z przysługującego jej prawa odartą, i to ręką ojca!
Po chwili jednak opanowała się. Na moment dostrzegła, że pretensje jej są potworne. Wzruszyła ramionami. Jakież miała doń prawo? Co mu zawdzięczała? Mocarny głos namiętności powiedział: — „Wszystko! Niema nad czem dyskutować“. — Anetka, porwana bezrozumnym żalem cierpiała z powodu rany, a jednocześnie czuła gorzką radość, że doznała działania owych sił okrutnych, po raz pierwszy wbijających szpony w jej ciało.
Część nocy spędziła na czytaniu, a gdy się wreszcie zdecydowała położyć, widziała pod spuszczonemi powiekami przeraźne wiersze i słowa, od których drżała. Wkońcu jednak poskromił ją zdrowy sen młodości. Legła bez ruchu, rozciągnięta, oddychając głęboko, a sama katastrofa, jaka w niej zaszła, przyniosła jej ulgę widoczną.
Odczytała nazajutrz listy i przez dni kilka nie schodziły jej z myśli. Zdolną była teraz odtworzyć sobie ze szczegółów to podwójne życie, toczące się równolegle z jej życiem. Matka była kwiaciarką, której Raul dostarczył środków na założenie sklepu, córka była zajęta u modniarki, czy szwaczki, dobrze nie wiedziała. Jednej było na imię Delfina, drugiej (młodszej) Sylwja. Sądząc wedle stylu fantastycznego, niedbałego, którego negliż posiadał jednak pewien urok, obie podobne były do siebie. Delfina wydawała się powabną osóbką, która, mimo przejawiającego się tu i owdzie wyuzdania, nie męczyła zbytnio Raula Rivière swemi wymaganiami. Ni matka, ni córka, nie brały życia tragicznie, przytem pewne były przywiązania Raula i ta metoda przyczyniła się może najwięcej do zachowania go naprawdę. Owa impertynencka pewność dotykała jednak Anetkę równie silnie, jak niesłychana poufałość tonu, odnośnie do niego.
Zazdrość czuła przedewszystkiem wobec Sylwji. Tamta znikła, a zresztą duma Anetki pogardzała tym rodzajem stosunku, jaki łączył ojca z Delfiną. Zapomniała już nawet, że wykrycie przywiązania takiego rodzaju, dokonane przed kilku dniami, obraziło ją do żywego. Teraz wstąpiło w szranki uczucie dużo głębsze, tedy wszystkie inne rywalki wydały jej się bez znaczenia. Z wysiłkiem myśli starała się przedstawić sobie ową osobę obcą, która, mimo krzywdy, obcą jej całkiem nie była.
Oburzała ją pogodna swoboda, z jaką spokojnie „tykająca“ go w listach Sylwja dysponowała jej ojcem, jakby posiadała go wyłącznie dla siebie. To też starała się uchwycić bezczelną nieznajomą, by ją pogrążyć. Ale mała intruzka wymykała się jej spojrzeniu. Zdawało się, że mówi:
— On jest mój, mam krew jego w żyłach! Im bardziej złościła się Anetka, tem silniej twierdzenie to przenikało w jej głąb. Walczyła tak uporczywie, że wkońcu nawykła do walki i nawet do przeciwniczki. Pierwsza myśl, jaka jej się jawiła rano, była Sylwja, a przekorny głos rywalki twierdził teraz:
— Mam twoją krew!
Słyszała ją tak wyraźnie, tak żywą stała się wizja nieznanej siostry, że pewnej nocy, w stanie półsnu Anetka wyciągnęła ramiona, by ją pochwycić.
Nazajutrz zagniewana, z protestem w sercu, ale zwyciężona, uczuła, że ogarnięta została pragnieniem, któremu obronić się nie może. Ruszyła tedy z domu szukać Sylwji.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Romain Rolland i tłumacza: Franciszek Mirandola.