Don Paez

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alfred de Musset
Tytuł Poezye
Data wydania 1890
Wydawnictwo Księgarnia Teodora Paprockiego S-ki,
"Biblioteka Romansów i Powieści"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bolesław Londyński
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
DON PAEZ.
(URYWEK.)

POJEDYNEK.

Tak jak latem niekiedy widać pośród rżyska
Dwie wilczyce, gdy zeschłe rozkopują trawy,
I stając oko w oko, szczerzą swe zębiska,
A wściekłość je do krwawéj pobudza przeprawy,
Jednak zwolna się kręcą w kółko i czekają,
I tylko łby ku sobie chude wyciągają;
Tak krzyżując nawzajem ponure spojrzenia,
Z za baryer się na siebie patrzy dwóch rywali.
Czasem, gdy ręką ruszą niecierpliwie, w stali
Mordercza błyskawica wnet się rozpromienia.
A gdy w mroku świtania przyciszone głosy
Dają hasło, by życia rozstrzygnęli losy,
Oni — niemi, dyszący przed śmiercią zbyt młodą,
Podobni do rybaków, skurczonych nad wodą,
Przystępują do walki i przy każdym razie
Szukają podniecenia w krzywdzie i żelazie.
Etur wielki gorączka, don Paez silna dusza.
Jak się skrzydły własnemi kruk morski nakrywa,
Tak on, szpadą nakryty, z muru się nie rusza,
Patrząc nań, można mniemać, że oto przybywa
Nowy posąg do rzędu tych starych gotyków,
Z których latarnie tworzą fantastyczne mary.
Czeka. Etur nań z werwą wpada wśród okrzyków,
I skacze gorączkowo, jak młode jaguary.
To znowu, istna trusia, niby zeń podrwiwa,
Lecz drażniąc go, z pod ściany do odwetu wzywa.

Zapasy długo trwały. Niekiedy chybiano,
To znowu ciosy trafne z lichwą odpłacano.
Wnet żelazne nabiodrki zalały się łzami —
Znak, że już we krwi broczą obaj pod zbrojami.
Don Paez, widząc nareszcie, że nie tędy droga,
By zmusić do karności zaciętego wroga: —
„Broń się — rzecze — mój zuchu, niech ci Bóg przebaczy!“
Cios był wprawdzie chybiony, lecz pchnięcie coś znaczy,
A pchnięcie miało właśnie taki skutek sprawić,
By przeciwnika szyi i głowy pozbawić.
Etur, choć nie bez trudu, dość gładko się broni,
Lecz w fałszywym wysiłku miecz wypadł mu z dłoni.
Wtedy, jeden drugiego w swe objęcia chwyta,
Tak, jak się po podróży przyjaciela wita.
O dolo i niedolo! Dwóch takich siłaczy,
Że jeden dla drugiego tyle co nic znaczy,
Połączyli w uścisku jedno z drugiém ciało
I ledwie dla serc bicia miejsca się zostało.
Przerażający uścisk! Każdy chce żyć tyle,
By mógł przeciwnikowi skrócić życia chwile;
Jeden patrzy w drugiego, a gdy traci ducha,
Zmuszając do chrapania, sam chrapem wybucha.
Tutaj to dróg bezpiecznych dla serca szukają:
Ręce miały żelazo, usta zęby mają.
Przerażający uścisk! On stał się mogiłą
Dla młodszego. Ten nagle zbladł jak śmierć. Myślano,
Gdy go ku drzwiom pociągnąć z pola bitwy chciano,
Że się nie da rozłączyć, bodaj wielką siłą,
Tego trupa z zabójcą zbitych w jedną masę.
Tak to zakończył żywot Etur de Guadasse.
R. 1829.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alfred de Musset i tłumacza: Bolesław Londyński.