Dola

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj

Świt już na polu... dla mnie nie ma świtu —
Przesłoniły go myśli me rozpaczne
Nic [nie] wyglądam z jasnego błękitu,
Bo wiem, że z wolna już zamierać zacznę...
 
Straszna konieczność! być od urodzenia
Wiecznie przykutym do kamiennej doli
I nie oglądać nadziei promienia —
Jest to, co chyba najwięcej nas boli...
 
Na wieczne noce spokoję mą duszę,
Bo wiem, że los mój na zawsze jednaki,
I beznadziejny wciąż spoglądać muszę —
Jak z tej krainy odlatują ptaki...
 
Po nowe siły szybują daleko
Ciche jaskółki i głośne żurawie —
Patrzę za nimi... rzewne łzy mi cieką,
Patrzę i konam, i życie me łzawię...
 
Po nowe siły wszystkie uleciały
I opuściły te pola ozime —
Mnie wiecznie tak być przykutym do skały
Na rozpacz, na ból i na wieczną zimę...
 
I wiem, że jeśli mam tę iskrę bożą,
Wyssaną z piersi mojej karmicielki —
To ją tu wiatry i lody zamrożą
I nie wybuchnie nigdy w płomień wielki!


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Orkan.