Dobry mały djabełek/XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sophie de Ségur
Tytuł Dobry mały djabełek
Podtytuł powieść dla dzieci
Data wydania 1936
Wydawnictwo „Ciekawa Lektura“
Druk „Record“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Tytuł orygin. Un bon petit diable
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XI.
FIGLE CZARNEGO CZŁOWIEKA.

Gdy wszystko powoli się uspokoiło, ludzie zaś, którzy przybiegli na hałas, przenieśli wychowawcę, wówczas dzieci otoczyły Karola; zaczęły mu winszować, podziwiały jego męstwo i błagały, aby stanął na czele ich wszystkich, aby pomścić na nauczycielach okrutne ich traktowanie.
Karol zgodził się; w tym czasie zadzwoniono do kolacji; składała się ona z fasoli ze zgorzkniałem masłem i sałaty z wodą i solą; Karol jednak najadł się do syta i podczas przyjemnego odpoczynku po obiedzie słuchał opowiadań swych kolegów i zastanawiał się nad sposobem, w jaki mógłby wykorzystać wierzenia ludowe w czarownice, czarnego człowieka, oraz widma starego zamku. Poradził swym kolegom, aby się starali donosić wszystkim nauczycielom o strachach i widmach, wymyślać przeróżne okropne rzeczy; wogóle mieli przyszykować wszystko, w ten sposób, aby każdy jego figiel, który zamierzał spłatać przy pomocy Betty, wydał się prawdopodobnym. Wszyscy przysięgli że go nie zdradzą, i bardzo się zdziwili, że Old-Nik nie zajrzał nawet do nich po nieszczęśliwym wypadku z wychowawcą; nie wiedzieli, że Bokser okropnie bał się czarownic, i dlatego nie śmiał powiedzieć Old-Nikowi o wszystkiem, co go spotkało. Uczniowie niepokoili się aż do samego wieczora; nikt jednak ich o nic nie pytał, nikt nie robił żadnych wymówek. Głuchy dzwonnik, który zwykle przychodził chłostać dzieci rózgami, w tym wypadku również się nie zjawił. Nic nie działało na tego złośnika: ani krzyki, których nie słyszał, ani datki pieniężne, ani pogróżki. Robił swoje z twardem okrucieństwem, za co znienawidzili go uczniowie i cenili nauczyciele, gdyż był dla nich pierwszą oporą. Wieczór minął spokojnie; rozległ się dzwonek — iść spać. Karol zauważył, że dzwon wisiał zewnątrz gmachu na ścianie, pomiędzy dwoma oknami ich sypialni; łatwo więc było tam się dostać.
— Jutro nie wstaniemy o wpół do piątej, — rzekł...
— Chcąc czy też nie chcąc, trzeba będzie wstać, odpowiedział jeden z chłopców; — przecież o wpół do piątej obudzi nas głuchy dzwonnik.
Karol.
Ale jutro już nie będzie dzwonił.
Kolega.
Jakto? Dlaczego?
Jutro o tem się dowiecie: dziś możecie spać spokojnie.
Dzieci tak też niczego się nie dowiedziały od Karola; spać poszły gubiąc się w domysłach; wkrótce jednak usnęły. Karol zaś długo nie spał. Gdy zobaczył, że wszyscy mocno zasnęli, wstał, otworzył bez hałasu okno, przy którem zawieszony był dzwon, odczepił od niego serce i zamknąwszy okno, poszedł schować zdjęte przed chwilą serce do kupy śmieci. Następnie położył się zadowolony ze swego pomysłu i zasnął tak samo mocno, jak jego koledzy. Na drugi dzień minutę przed godziną czwartą i pół dzwonnik był już na swem miejscu; wziął sznur targnął jak zwykle kilka razy i powiesił znowu na haczyk, nie podejrzewając zupełnie że dzwon nie wydał ani dźwięku. Wybiła piąta szósta, ale w Fery-Galu wszyscy jeszcze spali. Wreszcie, zdziwiony niezwykłą ciszą dzwonnik poszedł do sypialni dzieci: tam wszyscy spali; nawet u wychowawcy było zupełnie cicho: jedynie Old-Nik zdążył przetrzeć oczy, dzwonnik więc odważył się go zapytać, dlaczego nikt nie wstaje, aczkolwiek jest już szósta rano.
— Szósta godzina, nieszczęśliwy! — zawołał Old-Nik, zrywając się z łóżka. — Szósta godzina i jeszcze nie dzwoniłeś?
Dzwonnik nic nie słyszał, lecz zrozumiał, że gospodarz nie jest z niego zadowolony.
— To nie jest moja wina, — odpowiedział na chibił-trafił, — dzwoniłem zresztą, jak zawsze dokładnie, nikt jednak nie wstał.
Old-Nik dał mu znać na migi, że będzie ukarany za to, że nie dzwonił. Jakkolwiek starał się dzwonnik zapewnić Old-Nika, że brak tu jakiejkolwiek winy z jego strony, Old-Nik, zanotował mu jednak siedemdziesiąt pięć groszy grzywny; była to zbyt znaczna suma dla dzwonnika, gdyż dostawał rocznie zaledwie dwadzieścia pięć złotych.
Karola obudził o wpół do piątej lekki szmer, który spowodował dzwonnik, odczepiając i wieszając sznur; zaledwie tamten poszedł do siebie, Karol zbliżył się do okna i ponownie zawiesił serce dzwonu; w ten sposób, gdy Old-Nik oglądał, czy wszystko jest w porządku, znalazł dzwonek w stanie zupełnie przydatnym i nawet sam zadzwonił, aby obudzić śpiących. Uczniowie byli zachwyceni, dowiedzieli się, że spali, aż do godziny szóstej; wychowawcy, pozornie wyrażając niezadowolenie z powodu straconego dla nauki czasu, w duchu cieszyli się z tego i byli skłonni do wyrozumiałości. Gdy wszyscy się zebrali i Old-Nik zapytał wszystkich nauczycieli i uczniów, dlaczego dzwon nie dzwonił w swoim czasie, nikt nie mógł nic odpowiedzieć. Jeden Karol powiedział tylko, że widział czarnego człowieka, który przechodził przez sypialnię i znikł przez okno.
Old-Nik.
A! To jest oznaka!.. Jakiego wzrostu był ten czarny człowiek? Może to jeden z twoich kolegów.
Karol.
O, panie! Był olbrzymi; nigdy nie widziałem takiego ogromnego.
Old-Nik.
Jak był ubrany?
Karol.
Miał na sobie czarne ubranie, którem powiewał dokoła.
Old-Nik.
A gdzie wyszedł?
Karol.
Ach, proszę pana, tego nie wiem; przestraszyłem się, gdy go ujrzałem do połowy przez okno, i zamknąłem oczy; gdy je otworzyłem, nikogo już nie było.
Old-Nik.
Czy prawdę mówisz, obwiesiu jeden!
Karol.
O proszę pana!.. to prawda; ze strachu nie mogłem zasnąć. I teraz się boję, gdy o tem pomyślę.
Old-Nik popatrzył na niego przez jakiś czas, pokiwał głową i rzekł półgłosem: — Nie wiemy co mam myśleć o czarnym człowieku!.. Skąd chłopak mógł o nim wiedzieć? To jest dziwne, bardzo dziwne! — Z tem Old-Nik wyszedł.
Podczas przerwy Karol opowiedział kolegom o swym figlu; znalazł również możność ujrzenia Betty: opowiedział jej również o wszystkich zajściach i polecił uwadze złą kotkę.
— Bądź spokojny, — odpowiedziała mu na to Betty, — nie będzie więcej z tobą się kłóciła, ręczę ci za to; nie przestrasz się tylko, gdy posłyszysz mój krzyk: będzie to tylko naumyślnie.
Zadzwoniono do kolacji. Bracia Old-Nik i nauczyciele jedli osobno, gdyż mieli jedzenie lepsze i smaczniejsze. Śniadanie jednak nie obeszło się bez nowej awantury.
Betty musiała przynieść zupę „Pędzacz“ (tak dzieci nazywały tę zupę). W korytarzu położonym przed jadalnią przez który musiała przechodzić Betty, dał się słyszeć straszny krzyk, po którym rozległ się drugi. Jeden z nauczycieli wybierał się już zobaczyć, co się stało gdy weszła Betty, cała drżąca i zziajana: trzymała miskę, przeznaczoną dla nauczycieli, ale przytem tak drżała, że stawiając ją na stole, wylała zupę na głowę i twarz Old-Nika, który zkolei również krzyknął: miał twarz oparzoną, wściekał się i wygrażał. — Proszę mi darować, proszę panie, na Boga, — rzekła Betty drżącym głosem, stawiając misę na stół, — tak się przestraszyłam w korytarzu...
— Czego się przestraszyłaś, głupia? — krzyknął Old-Nik. — Gdybyś nawet samego czarta ujrzała, to nie upoważnia to nikogo do parzenia mi głowy i twarzy! Moja głowa nie jest cielęca, przypuszczam!
Betty.
O, panie! Pan nawet nie przypuszczał, jaką pan prawdę powiedział!
Old-Nik.
Jak to, chamko jedna! Śmiesz traktować mnie jak głowę cielęcą?
Betty (oburzona).
Nigdy, proszę pana! Nigdy cielę i pan nie powstały nawet obok siebie w moim umyśle. Nie, nie! Uznałam jedynie za słuszne to, co pan powiedział o czarcie. Jego właśnie widziałam. Strasznie duży, czarny człowiek zastąpił mi drogę: krzyknęłam, może pan sobie wyobrazić, jak głośno? Podniósł następnie pokrywę misy, włożył tam coś czarnego; wziął widelec i z trudnością wyjął kotkę, olbrzymią, czarną kotkę wychowawcy. Wszystkim obecnym przy stole wydarł się okrzyk zgrozy na widok okrótnego i przedwczesnego zgonu kotki, jak również na wieść o zjawieniu się w domu po raz drugi czarnego człowieka. Następnie wszyscy umilkli; Old-Nik kazał wynieść zupę, której wszyscy żałowali, nikt jednak nie zaryzykował jej skosztować. Betty poszła po drugie danie, które sprytnie postawiła na stole, nie przelewając ani kropli sosu. Był to dobry kawał mięsa, upieczony na płycie, od którego Betty odkrajała część i sprytnie zdążyła jeszcze przed obiadem wetknąć ją Karolowi. Opowiedziała mu, jak znalazła kotkę już martwą w drewutni; prawdopodobnie zabiła się spadając; skorzystała więc z tego, aby jeszcze bardziej wszystkich przekonać o powtórnem ukazaniu się czarnego człowieka.
Godzinę odpoczynku przerwały pięć czy sześć lań, sprawionych na rozkaz braci Old-Nik. Dzwonnik pomścił niesprawiedliwie wymierzoną mu grzywnę na nieszczęśliwych dzieciach.
Karol starał się niczem nie narażać nauczycielom, oszczędzając swe siły do spraw bardziej poważnych.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Sophie de Ségur i tłumacza: anonimowy.