Do Arfy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Walter Scott
Tytuł Do Arfy
Pochodzenie Antologia poetów obcych
Data wydania 1882
Wydawnictwo H. Altenberg
Drukarz F. A. Brockhaus
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Karol Sienkiewicz
Źródło Skany na Commons
Inne Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cała antologia jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
DO ARFY.
(Z WALTER SCOTTA)
1771 † 1832.
I.

Arfo północna, długo wisząca w kurzawie
Na jaworze co zdroje Fillanu ocienia,
Tknięta wiatrem przelotnym brzmiałaś w cichej wrzawie:
Aż póki bluszcz twojego zazdroszczący pienia
Nie ujął każdej struny do więzów milczenia.
Arfo! Minstrelów arfo! do którejże chwili
Spać będziesz w szumie liści, w mruczeniu strumienia?
Nigdyż się głos twój dawnem pieniem nie umili,
Ni mężów rozraduje, ni dziewic rozkwili.

Nie tak za kaledońskich dawnych dni bywało,
Kiedy głos twój biesiadom rycerskim przewodził,
Gdy miłością nieszczęsną, lub zdobytą chwałą,
Obudzał bojaźliwych, lub dumę łagodził.
Za każdą chętną ciszą z wrzawą się rozchodził

Śpiew górny, harmonijną pałający zgodą:
On piękności upiękniał, bohaterów rodził,
Bo zawsze, zawsze lubił pieścić się nagrodą
Rycerzów pierwszych bojem, lub dziewic urodą!

O! obudź się raz jeszcze! lubo czuję trwogę
Puszczając drżącą rękę w ten labirynt brzmienia,
Obudź mi się raz jeszcze! lubo ledwie mogę
Słabe przypomnieć echo twego dawniej pienia;
Lubo głos mój niegodny twojego imienia,
Ni długiem życiem jego dumy moje pieszczę;
Lecz gdy choć w jednem sercu świętsze zbudzi drżenia,
Już niedaremnie trącę struny twoje wieszcze;
Więc mi się obudź! obudź! czarodziejko jeszcze!
....................

II.

....................
Żegnaj arfo północna! Pogórza ciemnieją,
I na szczytach rumianych zmrok rozciąga chmury,
Iskrzące się robaczki po czaharach tleją,
I zwierz na pół dojrzany ciągnie do snu w góry.
Wróć na czarowny jawor! kędy szum ponury
Opoki i strumienie roznoszą do koła;
Tu zagra, jak ty dziko, ten nieszpór natury,

To echo co daleko za górami woła,
Flet pasterski i z dźwiękiem wracająca pszczoła.

Żegnaj! raz jeszcze żegnaj, arfo minstrelowa!
I przebacz żem niegodny śpiew ciebie rozwodził,
Nie obchodzi mię ostrość mych sędziów surowa,
Sąd błahy, błahym pieniom mało będzie szkodził.
Ileżem to ja tobą gorzkich cierpień słodził,
Niewyjawiane światu połykając jęki,
Gdy mi po smutnej nocy dzień smutniejszy wschodził.
Tem cięższe, że samotne przynoszący męki!
Żem je przeżył — tobie to czarodziejko, dzięki.

Cyt! — oto gdy niechętny opuszczam te skały,
Jakiś duch niewidomy o struny twe trąca —
Teraz, bije w nie z ogniem jakiś cherub śmiały,
Teraz, swywoli po nich wróżka igrająca —
Ciszej i nagle ciszej spada pieśń niknąca;
Ledwie jej resztę jęczy daleka dąbrowa;
Teraz, ledwie przybywa z tchnieniem gór lecąca
Jedna wędrowna nuta — i ta się już chowa —
I wszędzie głucho.. Bywaj czarodziejko zdrowa!

Karol Sienkiewicz.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Walter Scott i tłumacza: Karol Sienkiewicz.