Dawne rządy i rewolucya/Księga trzecia/Rozdział IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alexis de Tocqueville
Tytuł Dawne rządy i rewolucya
Księga trzecia
Wydawca M. Arct
Data wydania 1907
Drukarz M. Arct
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Mieczysław Kozłowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


ROZDZIAŁ IV.
Że panowanie Ludwika XIV należało do najszczęśliwszych okresów dawnej monarchii i w jaki sposób okoliczność ta przyśpieszyła Rewolucyę?

Nie ulega wątpliwości, że potęga Francyi zaczęła wyczerpywać się za Ludwika XIV w tym samym czasie, gdy monarcha ów święcił tryumfy nad Europą. Francya zrujnowana była na długo przed tem, zanim przestała odnosić zwycięstwa. Któż nie czytał przerażającej Statystyki Administracyjnej Vaubana? Intendenci mówią w raportach swoich w końcu XVII w., a więc przed nieszczęśliwą wojną o następstwo tronu hiszpańskiego, o ruinie narodowej, jako o fakcie niezbyt nowym. U jednego czytamy: „W tej generalności (prowincyi) ludność znacznie zmniejszyła się w ciągu lat ostatnich.” „Miasto to niegdyś bogate i kwitnące, obecnie pozbawione jest przemysłu”, powiada drugi. „W prowincyi istniały niegdyś zakłady przemysłowe, lecz teraz zostały zarzucone”, pisze trzeci. „W ciągu ostatnich lat 30 ludność i przemysł zmniejszyły się na jednę piątą”, donosi czwarty i t. d.
Ponieważ klęski te były wynikiem wadliwego ustroju państwowego, ani śmierć Ludwika XIV, ani pokój nie mogły przywrócić dobrobytu. Wszyscy pisarze pierwszej połowy XVIII w. byli tego zdania, że położenie prowincyi nie polepsza się. Wielu sądziło, że się pogarsza; według ich zdania jeden tylko Paryż miał wzrastać i bogacić się.
Nie wydaje mi się prawdopodobnem, iżby Francya chyliła się wciąż ku upadkowi podczas pierwszej połowy XVIII w.; lecz rozpowszechnienie tej opinii wśród ludzi obeznanych z sytuacyą, świadczy, iż przynajmniej nie było widocznego postępu. Wszystkie dokumenty z owej epoki zaznaczają rodzaj letargu wśród społeczeństwa. Rząd obraca się w dawnej rutynie; miasta nie troszczą się o dobrobyt i hygienę; nawet osoby prywatne nie rozpoczynają przedsięwzięć donioślejszych.
Dopiero na lat 30 lub 40 przed Rewolucyą, we wszystkich częściach organizmu człowieka daje się dostrzedz jakieś wstrząśnienie wewnętrzne. Z początku jest ono tak słabe, że tylko uważne badanie je wykrywa; lecz stopniowo staje się coraz bardziej charakterystycznem i jasnem. Z każdym rokiem ruch wzrasta i przyśpiesza się: ogarnia cały naród, który zdaje się, ożywa na nowo. Lecz nie jest to dawne życie jego, nowy duch wprawił w ruch to olbrzymie cielsko, wstrząsając je na chwilę, aby następnie doprowadzić je do rozkładu.
Każdy zaczyna czuć niezadowolenie ze swego stanowiska, usiłuje znaleźć lepsze; są to niecierpliwe poszukiwania, które każą przeklinać przeszłość i marzyć o ustroju przeciwnym istniejącemu.
Duch ten przenika nawet sfery rządowe. Intendenci i kontrolerowie generalni w r. 1780 są zupełnie inni, niż w r. 1740. Czynne są te same prawa, istnieje podobnaż samowola, lecz cele są odmienne. Intendent dawny troszczył się tylko o to, by utrzymać prowincyę w karności, werbować milicyę a przedewszystkiem zbierać podatki; teraz ma głowę pełną projektów: drogi, kanały, przemysł, handel, a przedewszystkiem rolnictwo pochłaniają myśl jego. Sully staje się modnym wśród administracyi. Wtedy to powstają owe towarzystwa rolnicze, konkursy, premie; cyrkularze kontrolerów generalnych stają się podobne do traktatów o rolnictwie.
Zmiana usposobienia rządzących ujawnia się przedewszystkiem w sposobie pobierania podatków. Prawodawstwo, jak i dawniej, ujawnia nierówność, samowolę i okrucieństwo; lecz praktyka łagodzi wszystkie jego wady.
„Ileż nadużyć i przykrości może się popełniać przy pobieraniu podatków, powiada zgromadzenie prowincyonalne dolnej Normandyi w r. 1787; powinniśmy jednak oddać sprawiedliwość złagodzeniom, które zaczęto urzeczywistniać w ostatnich latach.”
Dokumenty stwierdzają tę uwagę. Dostrzegamy w nich poszanowanie wolności i życia ludzkiego. Szczególniej zaś widzimy tu troskliwość o klasę ubogą, której przedtem nie było żadnych śladów. Skarb rzadziej ucieka się do środków gwałtownych, częściej daruje niedobory, rozdaje obfite zapomogi. Niekiedy Ludwik XVI sam wchodzi w szczegóły tych zapomóg.
Jednocześnie dobrobyt ogólny rośnie z bezprzykładną szybkością: ludność wzrasta, a jeszcze szybciej bogactwo. Nie wstrzymuje tego wzrostu i wojna amerykańska; państwo zaciąga długi, lecz osoby prywatne wzbogacają się, potęguje się duch przedsiębiorstwa.
Jeden z ówczesnych administratorów zaznacza, że od roku 1774 rozwój przemysłu przyśpieszył wzrost wszystkich podatków pośrednich. „Można uważać, powiada Necker, w sprawozdaniu swojem za r. 1771, że summa podatków pośrednich wzrasta rocznie na 2 miliony. Artur Young twierdzi, że w r. 1778 obrót handlowy w Bordeaux był większy niż w Liverpoolu; że we Francyi handel morski podwoił się w ciągu ostatnich 20 lat. Rzec można, że w żadnej dobie, która nastąpiła po Rewolucyi, dobrobyt we Francyi nie rozwijał się tak szybko, jak w ciągu 20 lat, które ją poprzedziły.
Wzrost ten dobrobytu wobec wad rządu tłómaczy się tem, że istniały we Francyi dwie sprężyny, które wystarczały na jego wytworzenie. Były niemi: rząd, który, pozostając silnym, stracił swój charakter despotyczny, oraz naród, który w wyższych warstwach był najbardziej oświeconym i wolnym ludem Europy.
Król mówił w dalszym ciągu tonem władzcy, lecz w rzeczywistości sam posłuszny był opinii publicznej. Już w r. 1774, Necker pisał w jednym z dokumentów urzędowych: „Większość cudzoziemców nie może utworzyć sobie pojęcia o wpływie, jaki ma obecnie opinja publiczna we Francyi; trudno im pojąć, co to za siła niewidzialna, która rządzi nawet w pałacu królewskim. A jednak tak jest istotnie”.
Lecz w miarę tego, jak rozwija się ów dobrobyt, wzrasta w umysłach niezadowolenie i nienawiść do dawnych instytucyi. Naród widocznie zmierzał ku gwałtownemu przewrotowi.
Niedość na tem: głównem ogniskiem Rewolucyi stają się te części Francyi, w których dobrobyt był największy. Takiemi dzielnicami były okolice Paryża. Wolność i własność włościan były tu zabezpieczone lepiej niż gdzieindziej; pańszczyzna osobista znikła na długo przed r. 1789; zbieranie podatku osobistego stało się bardziej regularnem. Przeciwnie, nigdzie nie zachował się dawny ustrój w tak pierwotnej formie, jak wzdłuż dolnego brzegu Loary, w bagnach Poitou, wśród łąk Bretanii. Tu właśnie rozniecił się ogień wojny cywilnej, tu Rewolucya spotkała najbardziej zacięty opór. Rzec możnaby, że Francuzi znajdowali położenie swoje tem mniej znośnem, im więcej się ono polepszało.
Zdaje się to dziwnem, a jednak historya pełna jest podobnych przykładów. Nie zawsze przejście od złego stanu do dobrego powoduje rewolucyę. Najczęściej zdarza się, że naród, który znosił bez skargi i jakby w znieczuleniu prawa najbardziej uciążliwe, burzliwie zrzuca ich jarzmo, skoro tylko uczuje ulgę. Ustrój, który burzy rewolucya, bywa prawie zawsze lepszym od tego, który go bezpośrednio poprzedzał, a doświadczenie stwierdza, że największem niebezpieczeństwem dla złego rządu jest chwila, w której zaczyna się poprawiać. Tylko gieniusz może ocalić monarchę, który postanowił ulżyć los swoich poddanych. Złe, które znoszono cierpliwie, jako rzecz nieuniknioną, staje się nieznośnem w chwili, gdy powstaje myśl, że można się go pozbyć. Wówczas, ilekolwiek się usunie nadużyć, te, które zostają, występują jeszcze jaskrawiej, uczucie staje się bardziej naprężonem: złe wprawdzie zmniejszyło się, lecz urosła wrażliwość.
Feodalizm, w rozkwicie sił swoich, nie budził wśród Francuzów takiej nienawiści, jak w chwili, gdy miał zniknąć. Najmniejsze objawy samowoli za Ludwika XVI wydawały się bardziej nieznośnemi, niż cały despotyzm Ludwika XIV; krótkie uwięzienie Beaumarché’go wywołało w Paryżu większe wzburzenie, niż dragonady.
W r. 1780 nikt nie myślał, że Francya chyli się ku upadkowi; prędzej rzec można było wówczas, że niema granic jej postępowi. Wówczas to powstała nauka o zdolności człowieka do bezgranicznego i nieustannego doskonalenia się. Na lat 20 przedtem nie pokładano żadnych nadziei w przyszłości; teraz wszystkiego spodziewają się po niej. Przedsmak tego szczęścia, oczekiwanego w blizkiej przyszłości, czynił ludzi obojętnymi na dobra, które już uzyskali i porywał ich ku nieznanym nowościom.
Obok tych przyczyn ogólnych działały inne, niemniej potężne. Chociaż zarząd finansów polepszył się na równi ze wszystkiem innem, zachował on jednak wady dawnych rządów.
Same dążenia rządu do podniesienia dobrobytu, zapomogi i premie, przedsiębiorstwa publiczne, zwiększały wydatki, nie potęgując dochodów w tej samej mierze. Na równi z swymi poprzednikami król zostawiał swoich wierzycieli bez zadośćuczynienia; wypłata procentów była niepewna, a nawet wzrost kapitału zależał jedynie od uczciwości monarchy. Nadużycia te nie były nowe, lecz nowem było wrażenie, które one wywoływały; w społeczeństwie i w rządzie zaszły zmiany, wskutek których mniejsze wady odczuwały się bez porównania silniej.
W ciągu ostatnich lat 20, od czasu jak rząd stał się czynnym i zajmował się rozmaitemi przedsiębiorstwami, został on największym konsumentem i pracodawcą w kraju. Wzrosła w ogromnej mierze liczba osób, utrzymujących z nim stosunki pieniężne. Majątek rządowy splątał się w sposób dotąd niebywały z majątkami prywatnemi, a zły zarząd finansowy, który dotąd był tylko klęską publiczną, staje się odtąd także nieszczęściem wielu rodzin. W r. 1789 rząd winien był około 5 milionów liwrów wierzycielom, którzy byli jednocześnie dłużnikami, i którym niewypłacalność rządu przyczyniała kłopot podwójny.
Oto dlaczego rentjerzy, handlarze i przemysłowcy, stanowiący klasę najbardziej nieżyczliwą dla inowacyi politycznych, a gotową ulegać prawom nawet pogardzonym i nienawistnym, tym razem okazali się najbardziej niecierpliwymi i stanowczymi w sprawie reformy; domagali się przedewszystkiem zupełnego przeobrazowania systemu politycznego, nie rozumiejąc, że wstrząsając tą częścią rządu, ryzykowali obalić wszystko pozostałe.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alexis de Tocqueville i tłumacza: Władysław Mieczysław Kozłowski.