Dawne rządy i rewolucya/Księga druga/Rozdział II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alexis de Tocqueville
Tytuł Dawne rządy i rewolucya
Księga druga
Wydawca M. Arct
Data wydania 1907
Drukarz M. Arct
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Mieczysław Kozłowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


ROZDZIAŁ II.
Centralizacya administracyjna jest dziełem dawnych rządów, nie zaś Rewolucyi lub cesarstwa.

Czytelnik, który będzie miał cierpliwość dojść do końca tego rozdziału, znajdzie może, że zaopatrzyłem twierdzenie zawarte w tytule w zbyt obfite dowody.
Należy najsampierw wyróżnić tak zwane pays d’etat, t. j. te dzielnice, które miały pozór samorządu. Prowincye te, znajdujące się na kresach, obejmowały nie więcej nad ćwierć ludności całej Francyi, a wśród nich były zaledwie dwie takie, w których żyły jeszcze dawne swobody. Jednak i tu władza centralna zdążyła podporządkować sobie wszystko.
Obecnie mam na myśli głównie kraje, które nazywały się pays d’election, chociaż zasada wyborcza miała tu mniejsze zastosowanie, niż gdziekolwiek. Prowincye te otaczały Paryż ze wszech stron, tworzyły niejako jedną całość i stanowiły serce Francyi oraz najlepszą część jej ciała.
Przy pierwszem wejrzeniu na administracyę królestwa, wszystko wydaje się w nim mieszaniną różnorodnych przepisów i plątaniną władzy. Francya pokryta jest siecią kolegiów administracyjnych, lub pojedyńczych urzędników nie zależnych od siebie, a mających udział w zarządzie, wskutek prawa, które kupili i którego nie mogą być pozbawieni. Często zakresy ich są tak pomieszane i stykają się tak ściśle, że oni ścierają się, wśród tych samych spraw.
Instytucye sądowe biorą pośrednio udział w prawodawstwie; mogą wydawać przepisy administracyjne, obowiązujące w zakresie ich juryzdykcyi; często jednak sprzeciwiają się administracyi właściwej, potępiają je hałaśliwie i aresztują jej agentów.
Miasta mają ustrój rozmaity. Urzędnicy miejscy mają rozmaite nazwy i posiadają pełnomocnictwa z rozmaitych źródeł. Tu mamy maire’a, tam konsula, ówdzie syndyka. Jednych mianuje król, drugich dawni obywatele lub książę feodalny; są tacy, których wybierają ich współobywatele; inni kupują sobie dożywotnie prawo rządzenia nimi.
Są to wszystko odłamki dawnych władz politycznych. Lecz stopniowo wśród nich powstało coś nowego, co mam opisać w tym rozdziale.
W centrum, w pobliżu tronu, powstało kolegium administracyjne, obdarzone swoistą potęgą, coś, w czem wszystkie rodzaje władz grupują się nowym sposobem; jest to rada królewska (conseil du roi).
Jest to dawna instytucya, do której dodano nowe funkcye. Łączy ona wszystko w sobie: najwyższy sąd, gdyż może unieważniać decyzyę wszystkich sądów ogólnych; wyższy sąd administracyjny, gdyż podrzędne jej są wszystkie juryzdykcye specyalne; władzę prawodawczą, gdyż rozważa i przedstawia do decyzyi króla większą część praw; postanawia i rozkłada podatki. Jako najwyższa rada administracyjna wydaje przepisy agentom rządowym; decyduje najważniejsze sprawy i kontroluje czynność podrzędnych organów. Wszystko w niej się skupia, wszystkiemu udziela ruch, a jednak nie ma własnej kompetencyi. Decyduje tylko król, nawet wówczas, gdy rada redaguje postanowienie. Nawet wykonywając sprawiedliwość, członkowie rady „wypowiadają tylko swoję opinię”, jak się wyraża Parlament w jednym ze swych przedstawień.
Rada królewska nie składa się z magnatów, lecz z ludzi miernego pochodzenia, z intendentów i innych doświadczonych urzędników. Członkowie jej mogą być oddaleni. Działa ona skromnie, objawiając więcej potęgi niż pretensyi. Pozbawiona jest wszelkiej świetności, lub raczej znika w blasku tronu, do którego jest blizką. Jest tak potężna, że o wszystko potrąca, a tak niepokaźna, że dzieje zaledwie ją dostrzegają.
Jak cała administracya kraju zostaje w ręku jednego kolegium, tak też zarząd sprawami wewnętrznemi powierzony jest prawie całkowicie jednemu urzędnikowi, kontrolerowi generalnemu (controleur général).
Jeśli otworzymy jakikolwiek kalendarz z czasów przedrewolucyjnych, dostrzeżemy, że każda prowincya ma swego ministra. Lecz ktokolwiek studyuje administracyę według dokumentów, przekona się niebawem, że ministrowie mieli bardzo nieliczne powody do czynności. Zwykle kieruje sprawami kontroler generalny. Zabiera on stopniowo w ręce swoje wszystkie kwestye, mające styczność z pieniędzmi, t. j. prawie całą administracyę państwową.
A jak w Paryżu administracya centralna spoczywa w ręku jednego urzędnika, tak na prowincyi ma ona po jednym urzędniku w każdej dzielnicy. W XVII w. spotykają się jeszcze obywatele, mający nazwę gubernatorów prowincyi. Są to dawni, często dziedziczni reprezentanci władzy królewskiej z okresu feudalnego. Okazują im jeszcze honory, lecz władzy już nie mają. Władza rzeczywista należy całkowicie do intendentów.
Intendent jest zwykle miernego pochodzenia, zawsze obcy prowincyi, młody i zaczynający swoję karyerę. Naznacza go rząd z pośród młodszych członków rady królewskiej i w każdej chwili może go oddalić. Reprezentuje on radę królewską i w języku ówczesnym nazywa się komisarzem wydelegowanym (commissaire départi). W ręku jego spoczywają wszystkie pełnomocnictwa, któremi rada jest obdarzona; wykonywa je wszystkie w pierwszej instancyi. Na równi z tą radą jest i administratorem i sędzią. Intendent komunikuje się ze wszystkimi ministrami i jest na prowincyi jedynym przewodnikiem postanowień rządu.
Pod nim znajduje się w każdym okręgu urzędnik przez niego mianowany subdelegat (subdélégué). Intendent bywa zwykle świeżo kreowanym szlachcicem; subdelegat jest zawsze nie szlachcicem. Nie mniej wszakże skupia on w sobie władzę państwową powierzoną mu w małym okręgu, jak intendent w całej prowincyi (généralité). Podlega on intendentowi, tak jak intendent ministrowi.
Margrabia d’Argenson opowiada w swoich pamiętnikach, że raz Law powiedział mu: „Nigdy bym nie uwierzył temu, com widział, będąc kontrolerem finansów. Wiedzcie, iż Francya rządzi się przez 30 intendentów. Nie macie ani parlamentów, ani stanów, ani gubernatorów: od 30 zbieraczy podatków, umieszczonych na czele prowincyi, zależy szczęście lub nieszczęście tych prowincyi, ich dobrobyt lub nędza.
Urzędników tych zaćmiewał blask dawnej arystokracyi, otaczającej tron. Tworzyła ona dwór, miała dowództwo nad flotą i wojskiem, słowem, miała wszystko to, co najwięcej wpada w oczy ówczesnym, a często i potomnym. Propozycya stanowiska intendenta obraziłaby ostatniego ze szlachty. W jej oczach intendent był dorobkiewiczem, postawionym nad mieszczanami i włościanami, po za tem zaś człowiekiem bez znaczenia. A jednak intendenci naprawdę rządzili Francyą.
Zacznijmy od prawa nakładania podatków, zawierającego w sobie niejako wszystkie inne prawa.
Wiadomo, iż część podatków odprzedawana była przedsiębiorcom. O tej części decydowała rada królewska; ona postanawiała warunki kontraktu i sposób pobierania. Wszystkie inne podatki np. osobowy (taille), pogłówny (capitation), dwudziesta część (les vingtièmes) postanawiały się bezpośrednio przez agentów władzy centralnej, lub pod ich kontrolą.
Rada królewska postanawiała corocznie wielkość podatku osobistego, który rósł w ten sposób stopniowo i bez hałasu. Był to podatek bardzo dawny a rozkład jego i pobieranie powierzone było ajentom miejscowym mniej lub więcej niezależnym od rządu, i posiadającym to prawo bądź dziedzicznie, bądź przez dział, bądź też przez kupno. Byli nimi: obywatel, poborca (collecteur) skarbnik Francyi (trésorier de France) i „wybrani” (élus). Urzędy te istniały jeszcze w XVIII w.; lecz osoby, które je posiadały, albo wcale nie miały styczności z podatkiem, albo bardzo niewiele. Intendent sam rozkładał go między parafie, kontrolował poborców, decydował o ulgach lub przedłużeniach.
Inne podatki, jak np. pogłówne, były nowego pochodzenia; rząd więc nie krępował się tu ułamkami dawnych sił politycznych: kontroler generalny i intendent rządzili niepodzielnie.
Od pieniędzy przejdźmy do ludzi.
Niekiedy spotykamy się ze zdziwieniem, z powodu tego, że Francuzi tak cierpliwie znosili w okresie rewolucyjnym i później olbrzymie pobory wojskowe. Byli oni do tego od dawna przyzwyczajeni. Dawniej istniała milicya, obowiązek bardziej uciążliwy, chociaż spadający na mniejszą liczbę osób. Niekiedy młodzież wiejska ciągnęła losy, aby wystawić wymaganą ilość milicyonerów, pełniących służbę przez sześć lat.
Ponieważ milicya była instytucyą świeżą, nie miała więc związku z żadną z władz feodalnych, Rada postanawiała całkowity kontyngens i część jego przypadającą na każdą prowincyę. Intendent rozkładał go na parafie; subdelegat był obecnym przy losowaniu, decydował, kto ma być zwolniony, kto pozostanie w służbie miejscowej, a tych, którzy mieli być wysłani, oddawał w ręce władzy wojskowej.
Również rzec można, że po za „pays d’états”, wszystkie prace, nawet najbardziej miejscowe, zostawały pod kierunkiem ajentów władzy centralnej.
Istniały i tu dawne władze niezależne: obywatel, biura finansowe, główni dróżnicy; lecz prawie wszystkie przestały być czynne. Gościńce, a nawet boczne drogi, prowadziły się i utrzymywały z podatków ogólnych. Rada kreśliła plan, intendent kierował pracą inżynierów, subdelegat zbierał włościan dla wykonania tych prac.
Utrzymanie porządku w prowincyach spoczywało także na władzy centralnej. Żołnierze, rozrzuceni niewielkimi oddziałami po całem terytoryum Francyi, zostawali pod władzą intendentów. Przy ich pomocy zażegnywał on wszelkie nieprzewidziane niebezpieczeństwa: aresztował włóczęgów, prześladował żebraków i tłumił powstania, nieustannie powtarzające się wskutek wysokich ceł na zboże. Nigdy się nie zdarzało, aby, jak dawniej, rząd odwołał się w tych wypadkach do obywateli. Wyjątek stanowiły miasta, mające zwykle gwardyę miejską, której żołnierzy i oficerów mianował intendent.
Kolegia sądowe zachowały prawo wydawania przepisów policyjnych i często z niego korzystały. Lecz przepisy te miały doniosłość tylko na terytoryum ograniczonem. Rada królewska mogła je cofnąć i ustawicznie cofała, gdy przepisy wydawały niższe jurysdykcye. Natomiast codziennie wydawała sama przepisy ogólne, stosujące się do całego królestwa. Liczba tych „uchwał rady” (arrèts du conseil) jest olbrzymia i nie przestaje wzrastać do samej Rewolucyi. Nie ma żadnej gałęzi życia ekonomicznego, lub politycznego, której by one nie dotknęły.
W ustroju feudalnym obywatel miał wielkie przywileje, lecz także i obowiązki. Powinien był troszczyć się o ubogich w swoich posiadłościach. Obowiązek ten wyraźnie jest wytknięty w kodeksie pruskim z r. 1795.
We Francyi oddawna już nie było praw podobnych. Skoro obywatel utracił swoje dawne prawa, usunął się także od dawnych obowiązków. Żadna władza miejscowa nie wyręczyła go w tym względzie; opieki nad ubogimi podjęła się władza centralna.
Rada królewska asygnowała corocznie dla każdej prowincyi pewien fundusz, z którego intendent rozdawał zapomogi. Do niego udawać się musiał rolnik w potrzebie. W latach nieurodzajnych rozdawano ludowi chleb i ryż. Rada wydawała postanowienia o założeniu warsztatów dobroczynnych, gdzie ubodzy włościanie mogli pracować za niewielkiem wynagrodzeniem. Łatwo zrozumiemy, że taka filantropia na odległość często bywała ślepą lub kapryśną, a zawsze niedostateczną.
Rząd centralny nie zadawalniał się tem, że pomagał włościanom w potrzebie; podejmował się wskazania im drogi do wzbogacenia się, a nawet zmuszał do tego. W tym celu wydawał od czasu do czasu broszury o rolnictwie, zakładał towarzystwa rolnicze, naznaczał premie, zakładał szkółki drzewne i rozdawał ich wytwory włościanom. Zdaje się, że bardziej celowem byłoby zmniejszenie podatku, tak uciążliwego dla ludu, lecz o tem rząd nigdy nie myślał.
Niekiedy rada królewska pragnęła bądź co bądź uszczęśliwić osoby prywatne. Przepisy obowiązujące rzemieślników do posługiwania się pewnemi sposobami produkcyi lub wytwarzania pewnego rodzaju towarów są niezliczone. A ponieważ intendent nie wystarczyłby do skontrolowania wykonania tych przepisów, istnieli osobni urzędnicy: inspektorowie generalni przemysłu (inspecteurs généraux de l’industrie), którzy objeżdżali prowincyę w tym celu. Istnieją postanowienia rady, zabraniające hodowli pewnych roślin na gruntach, które rada uważała za niewłaściwe dla nich; są inne nakazujące wyrywanie winorośli, posadzonej zdaniem rady na niewłaściwym gruncie. W takim to stopniu rząd, z roli rządzącego, przeszedł na rolę opiekuna.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alexis de Tocqueville i tłumacza: Władysław Mieczysław Kozłowski.