Czego uczy nas przeszłość?/Dlaczego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Stogarski
Tytuł Czego uczy nas przeszłość?
Wydawca Tygodnik „Nowe drogi”
Data wydania 1921
Druk Towarzystwo Wydawnicze „Kompas”
Miejsce wyd. Łódź
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Czego uczy nas przeszłość grafika2.jpg



Przedstawiając stulecie szesnaste jako szczyt rozwoju politycznego i kulturalnego dawnej Polski, mamy z kolei odpowiedzieć na pytanie:

Dlaczego

stulecie to uważamy za takie?

Dajmy głos znakomitemu historykowi, Szujskiemu, który w swoich Dziejach Polski bardzo poważne podnosi zarzuty co do uważania wieku szesnastego za złoty wiek dziejów Polski. Oto co pisze Szujski w drugim tomie swych Dziejów Polski na stronicy 207: „Nazwa złotego wieku musi mieć pewną słuszność za sobą. Ma ją niezaprzeczenie w porównaniu z innemi epokami. W dziejach takiego państwa jak Polska, w którem wszystko stało istotą a nie formą, ludźmi a nie instytucjami, epoka złota przypada wtenczas, gdy się ludzie najlepiej dobiorą, gdy chwilowa stanie harmonja. Tę chwilową harmonję, świetność, mają czasy obu Zygmuntów. Obaj królowie mądrzy, szlachetni, umiarkowani, wolnomyślni, liczni znakomici senatorowie, oświecona i dzielna szlachta — oto świetność czasów Zygmuntowskich. Unja r. 1569, tolerancja religijna — oto wielkie świadectwa epoce. Wiśniowiec, Orsza, Obertyn, Czaśniki, Uła — oto wielkie jej czyny wojenne. Literatura świetna, znakomici pisarze, bogactwo miast i rozszerzenie się osad wiejskich — oto świetne owoce pokoju. — Co do nauk i oświaty paralela między Polską i zachodem niemało się do postawienia wysoko czasów Zygmuntowskich przyczynia. Niema prawie kierunku wiedzy ludzkiej, którąby w ówczesnej Polsce nie uprawiano. Język ojczysty staje się w krótkim czasie doskonałym piśmiennym językiem. Głębocy myśliciele polityczni, znakomici mówcy świeccy i duchowni jednają Polsce wysoką sławę wykształcenia. Wykształcenie to nie jest wyjątkowem, ale powszechnem, dążenie do oświaty, ruch umysłowy ogromny. Piśmiennictwo staje się potęgą w obywatelskiem życiu. Orzechowski i Modrzewski ruszają całemi zgromadzeniami sejmowemi, pierwszy przez swą wymowę namiętną, drugi przez głębokie swe pisma. Znakomici reformatorowie polscy używają europejskiego rozgłosu. Kopernik zmienia system astronomji”.
Polska istotnie stała istotą swoją a nie formą, ludźmi a nie instytucjami i szesnaste stulecie przedstawia nadzwyczajnie szczęśliwy dobór ludzi talentu i charakteru. Zdarza się atoli aż nazbyt często, że wielkie postaci w dziejach ludzkości przechodzą niedostrzeżone przez współczesnych i najbliższych sobie, bywają czasy, w których dla szerokiego ogółu mowa genjuszu bywa niezrozumiałą. Takie czasy pomimo istnienia wielkich ludzi nie stają się czasami wielkiemi. Jeśli więc godzimy się w zupełności z Szujskim, że szesnaste stulecie jest w Polsce jakby wielkiem spotkaniem duchów wybranych, jeśli dalej niezaprzeczonym jest faktem, że oświata nie była w Polsce ówczesnej zjawiskiem wyjątkowem, ale powszechnem, to z kolei powstaje pytanie: Czemu zawdzięcza Polska ten nadzwyczaj szczęśliwy zbieg okoliczności, że ma wielkich ludzi a jednocześnie posiada te wielkie masy gotowe do przyjęcia tego wszystkiego, co owi wielcy ludzie im przynoszą? Mówi się zwykle, że masy zostały przygotowane przez bardzo żywy ruch polityczny i naukowy. Szlachta walcząc o prawa i przywileje swoje miała się wyrobić pod każdym względem i dzięki temu stała się żywiołem myślącym i krytycznie usposobionym. Dalej dowodzi się, że humanizm, rozwijający się wspaniale na zachodzie Europy, oddziałał bardzo korzystnie na Polskę i zapoczątkował bogaty ruch umysłowy i literacki. Nie ulega wątpliwości, że zarówno ruch polityczny jak i humanizm nie pozostały bez wpływu na wrażliwy umysł polski. Nie mogło być inaczej. Młodzież polska kształciła się na uniwersytetach zagranicznych, które były ogniskami nowego ruchu umysłowego i, jak wszędzie, wrażliwa na nowinki, młodzież ta przynosiła do kraju ziarna nowych myśli i nowych uczuć.
Atoli przy bliższem rozejrzeniu się w szesnastem stuleciu dostrzegamy, że na złotym wieku naszej kultury nie wycisnęły swego znaku ani polityka, ani humanizm. Nad wszystkiem innem góruje w tem stuleciu wspaniała myśl religijna. Trzeba się przecież zgodzić z tem, że ojciec piśmiennictwa polskiego, Mikołaj Rej, wymieniany zawsze na pierwszem miejscu śród wielkich imion tego stulecia, nie był uczonym humanistą i natchnienie swoje do wiekopomnej działalności swojej czerpał z innego źródła, mianowicie z religji. Dalej wiadomo przecie, że humanizm na zachodzie Europy, osobliwie w jego najżywiej płonących ogniskach, był takiem podkreślaniem tego wszystkiego, co jest ludzkiem, że dla tego podkreślania rzeczy ludzkich zapominano zupełnie o sprawach boskich, a nawet przeczono im i podrwiwano sobie z tego, co stanowiło przedmiot czci religijnej dla poprzedników. Tymczasem u nas nawet uczeni humaniści zwracają myśl swoją przedewszystkiem ku Bogu i na nim, niby na podstawie niezachwianej, zaczynają budować gmach kultury rodzimej. Modrzewski widzi autorytet życia prywatnego i politycznego w Bogu i do jego nakazów odwołuje się bezustannie, Kochanowski rozpoczyna swe wielkie dzieło twórcze od wspaniałego hymnu do Boga i początkowi temu pozostaje wiernym do końca. Podczas gdy gdzieindziej humanizm poddaje rzeczy wiary zjadliwej krytyce i poświęca swój talent sprawom czysto ludzkim i sprawy te skłóca z elementarnemi nakazami moralności chrześcijańskiej, u nas dzieje się coś zgoła innego. „Czego chcesz od nas, Panie, za swe hojne dary?” — pyta wielki pieśniarz stulecia, Jan Kochanowski, w samem zaraniu swej twórczości poetyckiej i pytanie to już nie schodzi z jego ust i nie znika z jego serca. Wielki swój dar słowa oddaje na służbę sprawie Bożej i w najpiękniejsze wówczas słowo przyobleka Psalmy, poświęcone chwale Boga, dając nam niezrównanie mocne i piękne tłomaczenie Psalmów Starego Testamentu. Największy mówca szesnastego stulecia to kaznodzieja Skarga, który wprawdzie jest w swoich największych i najpiękniejszych kazaniach więcej politykiem, niż głosicielem nauki Chrystusowej, ale i on nie może przejść obojętnie około tego, co poruszało wszystkie umysły polskie, mianowicie około sprawy stosunku człowieka do Boga. Rej, człowiek świecki, czuje się powołanym do wysokiego urzędu kaznodziejskiego i słowem pisanem szerzy śród ziomków swoich poznaną prawdę ewangeliczną. Różni tłomacze, protestanccy i katoliccy dokonywają licznych tłomaczeń Pisma świętego, różne odłamy myśli religijnej toczą z sobą żywą polemikę wobec której nikt nie pozostaje na uboczu. Znika z życia religijnego bierność mas wobec dotychczasowego wyłącznego autorytetu duchownych. Najwyższym autorytetem w sprawach stosunku człowieka do Boga staje się Pismo święte i sumienie człowieka. Jak wszędzie w protestantyzmie, tak też w protestantyzmie polskim obowiązuje znajomość Pisma świętego, a zatem każdy jest obowiązany czytać je i rozmyślać nad niem. Ludzie prości stają się myślicielami. Katolicy, nie chcąc pozostawać w tyle za protestantami, zmuszeni są do zastanawiania się nad sprawami poruszającemi cały ogół i w walce z protestantyzmem zdobywają się na niebywałe pogłębienie swej myśli religijnej. Ruchliwy żywioł protestancki zakłada mnóstwo szkół różnego typu i drukarń do szerzenia pism wszelkiej treści. I ta jego działalność nie pozostaje bez wpływu na współobywateli katolickich, którzy także dostosowują się do potrzeb nowych czasów. Życie kulturalne tryska z tysięcznych źródeł, toczy się ożywiona walka mniemań i przekonań, tworzy się przebogaty kapitał duchowy narodu, który zrzuciwszy z siebie nalot obcej myśli, zaczyna żyć własnem życiem i własną myślą.
Nic wszakże nie raduje tak bardzo oczu i serca zwróconych w stronę tego wielkiego stulecia dziejów polskich, jak ta niewidziana gdzieindziej tolerancja i poszanowanie przekonań przeciwnych, trwające tak długo, dopóki do walki nie wtrąca się żywioł obcy i nie wnosi do niej obcego duszy polskiej pierwiastka nienawiści wyznaniowej. Z dumą możemy powiedzieć o sobie, że podczas, gdy gdzieindziej walki religijne doprowadzały do przelewu krwi, zamętu i zniszczenia, w jedynej Polsce nietylko że nie widzimy zjawisk tak opłakanych jakiemi są rozstrzygania sporów religijnych przy pomocy oręża, ale przeciwnie, widzimy budowanie życia duchowego i tworzenia wartości nieprzemijających. W innych krajach do spraw reformacji wtrącają się możni tego świata i narzucają słabszym swoją wolę, tworzą się stronnictwa, które chwytają za oręż i stają do walki bratobójczej, płynie krew, szerzy się zniszczenie. W Polsce nie popłynęła podczas Reformacji ani kropla krwi, dopóki Polacy sami, bez udziału obcych, przeprowadzali dzieło reformy religijnej. Niedość na tem: ten sam ruch, który gdzieindziej skłócał braci, rozdwajał narody i szerzył zniszczenie, w Polsce stworzył ów wiek złoty kultury rodzimej, ku któremu po stuleciach spoglądamy z miłością i dumą.
Jeśli szukać będziemy przyczyn tego jedynego w dziejach zjawiska, to znajdziemy je tylko w głębokiej szczerej religijności ojców naszych, którzy w poszukiwaniu prawdy Bożej nie tracili z oczu wielkiego swego celu dla celów ubocznych. Ojcom naszym chodziło tylko o prawdę i niepodobna zgodzić się z tymi historykami, którzy twierdzą, że Reformacja polska była tylko powierzchowną i że przyczyną jej było nie umiłowanie prawdy, ale chęć wyemancypowania się z pod przemożnego wpływu duchowieństwa. Nie brakło pewno i takich, którzy bez głębszego zastanowienia się nad swemi czynami, przyjmowali nową wiarę w przekonaniu, że da im ona pewne korzyści. W każdym wielkim ruchu dość jest pasorzytów i dusz biernych, ponoszonych przez prąd chwilowo panujący. Są to ludzie mody, ludzie nie zdobywający się na odwagę własnego przekonania i równie łatwo zawracający w lewo, jak zawrócili w prawo. Ale gdyby Reformacja w Polsce była ruchem tak powierzchownym, jak usiłują wmówić w nas niektórzy historycy nasi, czyż ruch ten byłby tak głęboko sięgnął w duszę narodu i pozostawił po sobie tak wielkie ślady, że jeszcze dzisiaj nie możemy powiedzieć, iż znamy dokładnie wszystko, co ruch ten wytworzył i że oceniamy należycie cały wielki wpływ jego na późniejsze i współczesne życie nasze. Czyż na tle płytkiego ruchu mogły były powstać dzieła tak wielkie, jakie stworzyła Reformacja? Zaiste nie! Wszystkie pisma napisane w czasach Reformacji, wszystkie tłomaczenia Pisma świętego, całe to wielkie dzieło kulturalne, które jest owocem ruchu religijnego, świadczy o głębi tego ruchu. Takich ruchów, jak religijny ruch naszego stulecia szesnastego nie tworzą jednostki, bo jednostki mogą przeprowadzić między sobą jakąś dyskusję akademicką, która mija najczęściej bez śladu i nawet później, gdy historja natknie się na szczątki takiego ruchu jednostkowego, potomni nie dowiadują się o niem zbyt wiele. Dla wielkiego ruchu, jakim był ruch reformacyjny w Polsce szesnastego stulecia, potrzebny jest udział wielkich mas i tych mas szczere, głębokie zainteresowanie. Niema przecie wielkich mówców, gdzie niema słuchaczy i niema myślicieli, którzy myśleliby wyłącznie dla siebie. Takiego wielkiego poetę, jakim jest Kochanowski, musielibyśmy dzisiaj odkopywać pracowicie z pod pyłu wieków, gdyby nie był on stał się dla swoich współczesnych tem, czem jest dla nas, a nawet czemś więcej. Dla kogóż byliby pisali pisarze wieku złotego, gdyby nie byli mieli czytelników, dla kogóż byliby tłomacze Pisma świętego dokonywali swoich tłomaczeń, gdyby ruch, który te tłomaczenia uczynił potrzebnemi, był istotnie tak płytkim, jak nam to przedstawiają niektórzy historycy?
Oczywiście, zastanawia nas fakt, że Reformacja polska pozwoliła wytępić się przez reakcję katolicką i że zaledwie niewiele rodzin polskich ostało się przy niej. Ale niemniej zastanawia nas, że wraz z Reformacją zniknął z widowni życia polskiego ten polot ducha, który pod wpływem ruchu religijnego stworzył rzeczy wiekopomne. Jezuityzm zatryumfował w Polsce nie dzięki samemu sobie, ale dzięki czemuś, co wymaga poznania i zastanowienia się. Wiek szesnasty jest jakby wspaniałym ogrodem pełnym drzew owocowych i cudownych kwiatów, a już stulecie następne, szczególniej koniec wieku siedemnastego i początek osiemnastego przedstawiają żałosną pustynię ducha. Miejsce Modrzewskich, Kochanowskich i Skargów zajmują księża Chmielowscy i Kowaliccy, nie mówiąc już o tych pomyleńcach typu księdza Baki. Zjawisko to dotąd należycie wyjaśnionem nie zostało. Mówi się o najeździe jezuitów i ich zgubnej dla ducha polskiego działalności, ale powstaje pytanie, jak mógł naród Kochanowskich i Modrzewskich dać się tak dalece obrać z ducha, jak się istotnie stało?
Odpowiedź znaleźć na to dość trudno. Tylko częściową będzie odpowiedź, że ducha polskiego zniweczyła szkoła jezuicka, która postanowiła wytępić ruch reformacyjny w duszach młodego pokolenia. Tak jednostki jak i całe narody miewają czasy wysokich lotów i miewają czasy upadków. Bardzo jest prawdopodobnem, że wiek siedemnasty i początek osiemnastego był dla narodu polskiego takim wiekiem reakcji po wytężonej akcji wieku szesnastego. Zanim wiedza ścisła udzieli nam w tej sprawie odpowiedzi zadawalniającej, musimy zaspokoić się przypuszczeniem, że jezuityzm wyzyskał skrzętnie okres znużenia ducha polskiego i wycisnął na nim swoje fatalne piętno czasów saskich. Polskość poświęcił bez wahania najbardziej powierzchownemu katolicyzmowi, koronującemu obrazy Matki Boskiej i biczującemu się w dni wielkiego postu, ale nie przeszkadzającemu prowadzić życia tak hulaszczego, że Polska, która doniedawna jeszcze była przedmiotem szacunku i podziwu obcych, stała się za Sasów urągliwem przysłowiem i w oczach chciwych a zaborczych sąsiadów zaczęła dojrzewać do rozbiorów.
Dla narodu, który w dziejach swoich miał takie wspaniałe stulecie, jakim jest złoty wiek, niewątpliwie i jezuityzm byłby tylko epizodem, z którego społeczeństwo musiałoby się prędko otrząsnąć, powracając do przerwanej tradycji wspaniałej kultury duchowej, ale, niestety, sytuację narodu pogorszyło ciężkie położenie porozbiorowe. Płonęły lasy, nie czas było żałować róż kultury i trzeba było walczyć o samoż istnienie, przeciw któremu sprzysięgły się złe moce. Wielka poezja polska, która powstała na grobie niepodległej Polski, musiała oddać się na usługi sprawy narodowej, a choć nie traciła z oczu horyzontów ogólnoludzkich, to jednak nie mogła być w całej pełni kontynuatorską, w rozległem znaczeniu słowa, tego, co stworzył wiek złoty. Stworzył zaś tak wiele, że dopiero dzisiaj, w warunkach dla narodu pomyślniejszych, przychodzi czas, abyśmy w całej pełni ocenili dorobek tego wieku. Twierdzimy, że wiek ten dał Polsce żywe zainteresowanie się sprawami religijnemi i że właśnie żywe, szczere uczucie religijne rozbudziło cały naród do tych wzlotów górnych, które z podziwem śledzimy z oddali wieków.
Aby twierdzenie nasze nie wyglądało na gołosłowne, możemy znowuż powołać się na zdanie uznanego znawcy dziejów literatury naszej, jakim jest profesor Ignacy Chrzanowski. W jego podręczniku przeznaczonym dla szkół, „Literatura Niepodległej Polski”, czytamy o wieku szesnastym: „Żywy ruch religijny, wywołany przez reformację, był obfitym pokarmem nietylko dla umysłów, ale i dla serc: pobudzając bowiem ludzi do zastanawiania się nad sprawami religji i moralności, do zgłębiania nauki Jezusa Chrystusa, budził w ich duszach uczucia szlachetne; to też pełna podniosłych uczuć jest literatura, pełna miłości Boga i człowieka, nawskroś przesiąknięta zasadami moralności chrześcijańskiej. Najpiękniejsze pisma XVI wieku: „O naprawie Rzeczypospolitej” Modrzewskiego, „Treny” i „Psalmy” Kochanowskiego, „Kazania Sejmowe” Skargi — należą razem do najpodnioślejszych utworów w całej naszej literaturze. Najznakomitsi pisarze są jednocześnie najszlachetniejszymi nauczycielami swego narodu, bo sami ducha chrześcijańskiego pełni, pragną przelać go w serca czytelników, pragną prowadzić swój naród drogą cnoty, drogą moralności chrześcijańskiej. A oprócz moralności ogólnej, oprócz miłości Boga i człowieka, uczą go moralności patrjotycznej i miłości ojczyzny. Ogół szlachty, rozkochany w złotej wolności, zapominał o obowiązku względem ojczyzny: literatura przypomina mu o nim; uciskał chłopów: ona stawała w ich obronie; unikał rzemiosła wojennego, woląc siedzieć spokojnie na wsi: ona przestrzegała, że bez wyćwiczonego żołnierza państwo potężnem być nie może; uwierzył w zasadę: „Polska nierządem stoi”, ona uczyła, że zasada to głupia i niegodziwa. Słowem, duch obywatelski, mądry i szlachetny patrjotyzm znamionuje literaturę XVI wieku, jest jedną z najwybitniejszych i najpiękniejszych jej cech.”
Oto jest słowo doskonałego znawcy literatury ojczystej, a znawca ten podnosi przedewszystkiem pierwiastek religijny twórczości wieku złotego, wykazując wiele ten wiek zawdzięcza religji Chrystusowej. Powtórzyło się w Polsce to, co tyle razy działo się w świecie całym: naród, który zaczął zastanawiać się nad przykazaniami Chrystusowemi, stawał się narodem myślącym i szlachetnym, a myśl i czyn jego stawał się błogosławieństwem nietylko dla niego samego, lecz i dla całego świata. Pisma Modrzewskiego znane były i cenione w całej ówczesnej Europie i szlachetny nauczyciel naszego narodu był zarazem nauczycielem innych ludów.
Niestety, zmierzch i zgiełk drugiej połowy siedemnastego stulecia i początku stulecia osiemnastego przesłonił oczom narodu naszego wielkie postaci jego szlachetnych nauczycieli i przegłuszył ich słowa, ale nie tracimy błogiej nadziei, że społeczeństwo nasze, szukając drogi do szczęścia i do duszy własnej, powróci do mądrości wieku szesnastego i doświadczenia czasów późniejszych połączy roztropnie z doświadczeniami wielkich ojców naszych. Wówczas duch polski zajaśnieje pełnią blasku i naród posiędzie wielką i trwałą ostoję w wielkiej przeszłości, która jest drogą wiodącą w niemniej wielką przyszłość. Trzeba tylko starać się, aby światła rozniecone myślami przodków, świeciły wszystkim żyjącym dzisiaj i tym, którzy żyć będą po nich — potomkom ich. Trzeba wydobyć na jaw wszystkie zdobycze myśli polskiej szesnastego wieku, wykryć ich źródła i pokazać wszystkim skąd czerpać można natchnienie do wielkich czynów ducha.
Drogo zapłaciła Polska za to, że nie usłuchała głosów swoich nauczycieli, którzy jak prorocy jasnowidzący widzieli zło i nawoływali do naprawy. I my możemy odpokutować za to, że lekceważymy sobie nauki przeszłości, dlatego odzyskawszy dziedzictwo ojców swoich, wolną ojczyznę, sięgnijmy z pietyzmem po to, co dawna wolność polska stworzyła najcenniejszego i uczmy się od tych, którzy dzięki wielkiej mądrości swojej przeżyli duchem swoim stulecia i skroś wieki z za grobów przemawiają do nas, synów swoich. Jeśli zaś pogardzimy najcenniejszem dziedzictwem ojców, nie będziemy godni zwać się ich synami.


Czego uczy nas przeszłość grafika2.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Paweł Hulka-Laskowski.