Czego uczy nas przeszłość?/Która chwila w dziejach Polski przedstawia szczyt kulturalnego rozwoju narodu i potęgi państwa?

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Stogarski
Tytuł Czego uczy nas przeszłość?
Wydawca Tygodnik „Nowe drogi”
Data wydania 1921
Druk Towarzystwo Wydawnicze „Kompas”
Miejsce wyd. Łódź
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
Czego uczy nas przeszłość grafika2.jpg



Która chwila w dziejach Polski przedstawia szczyt kulturalnego rozwoju narodu i potęgi państwa?

Pytanie powyższe nie nastręcza osobliwej trudności. Jeśli chodzi bowiem o zbieżność rozwoju kulturalnego i potęgi państwa polskiego, to zbieżność taka zachodzi w czasach minionych raz jeden tylko, mianowicie w wieku szesnastym, słusznie nazwanym złotym wiekiem kultury polskiej. Nie brak wprawdzie historyków, którzy dla nazwy „wiek złoty” mają poważne zastrzeżenia i gotowi są dowodzić, że nazwa ta nie jest usprawiedliwioną. Historycy ci wywodzić są skłonni wszystkie późniejsze nieszczęścia, jakie zwaliły się na Polskę, z tego właśnie wieku, w którym władza monarchiczna w Polsce utraciła resztę blasku a szlachta uzyskała szczyt swoich swobód, tak fatalnie później nadużytych ze szkodą dla państwa i narodu. Ganią także ówczesną politykę polską, która pozwoliła urość Austrji, spotężnieć Moskwie, narodzić się Prusom i która nie przeciwstawiła się ostro Turcji. Do zarzutów tych dodają, że polityka wieku złotego rozluźniła stosunki z Rzymem, osłabiła kościół rzymski w Polsce a jednocześnie nie potrafiła zapewnić ostatecznego zwycięstwa Reformacji. Historycy wspomniani, spoglądają na ówczesną Europę i żałują, że w Polsce szesnastego wieku nie przygotowywało się okrzepnięcie absolutyzmu, jak w innych krajach Europy, i wszystkie nieszczęścia gotowi są przypisać wielkim swobodom obywatelskim, jakie naród szlachecki potrafił sobie wywalczyć.
Zarzuty takie są zbyt jednostronne, aby trudno było je odeprzeć. Polska szesnastego wieku szła w przyszłość własną zgoła innemi drogami, niż inne państwa i narody. Te swobody obywatelskie, które zyskała na całe stulecia przed innemi państwami i narodami, mogły wszak stać się wielkiem błogosławieństwem dla kraju i narodu i uczynić z Polski nietylko przedmurze chrześcijaństwa i kultury zachodniej, ale także przedmurze wolności obywatelskiej, dla której gdzieindziej i znacznie później wytoczono morze krwi i sprowadzono na całe kraje niesłychane cierpienia. Polska nie była, jak inne kraje, własnością jakiegoś monarchy, który mógłby był postępować z nią według swej nieograniczonej woli; ta część narodu, która dojrzała do oceniania skarbu wolności, rządziła sobą i krajem sama, bez oglądania się na wolę monarchów. Było to bardzo wiele i wyprzedzało wydarzenia podobne w całym świecie. Prawda, że wolności nadużywano ze szkodą dla całości, ale nadużycia działy się w czasach, gdy wywalczone swobody nie były jeszcze okrzepły i gdy z niepokojem spoglądano na zachód, gdzie monarchowie coraz cięższe jarzmo nakładali na szyje swoich poddanych. Obawiano się czegoś podobnego w Polsce i dlatego ograniczano władzę królewską. Mogło to być złem przemijającem i dla Polski bynajmniej nie groźnem. Stało się inaczej jedynie dlatego, że o Polskę, jej ustrój, wiarę i obyczaj walczyli nietylko Polacy, lecz walczył także Rzym, spoglądając na nią jako na swoją własność i nie mogąc pogodzić się z myślą, że Polska mogłaby pójść swoją własną drogą bez oglądania się na jego interesa. Gdy w Polsce trzeba było stłumić ruch reformacyjny, który zapalił w niej tak wspaniałe światło kultury wyjątkowo wysokiej, jezuici nasłani przez Rzym na Polskę, wyzyskali polskie umiłowanie wolności i w sposób jawnie demagogiczny zachwalali tłumom szlacheckim najbardziej zwyrodniałe postaci wolności nie bacząc na to, że taka głoszona przez nich wolność, musi wyjść na złe narodowi i państwu polskiemu. Charakterystycznem przecież jest, że w Kazaniach Sejmowych Skargi z powodów demagogicznych opuścili jezuici kazanie o monarchji. Dzisiaj wiadomo aż nadto dobrze, że Polskę zgubili ostatecznie wychowankowie szkół jezuickich, w których nauczano gorliwie powierzchownych praktyk religijnych, ale w których nie było mowy o służeniu Polsce. To więc, co w Polsce było złem przemijającem, stało się w ręku jezuitów rzymskich złem trwałem, co mogło stać się błogosławieństwem, uczynili jezuici przekleństwem.
Zarzut, że polityka wieku złotego pozwoliła urość Austrji, okrzepnąć Moskwie, narodzić się Prusom i że ta polityka niedość ostro występowała przeciw Turcji, także nie wytrzymuje krytyki. Znowuż historycy ci, którzy takie zarzuty Polsce wieku szesnastego czynią, powinni sami spostrzec, że czynią zarzut najpiękniejszemu duchowi całych dziejów Polski. Polityka przemocy obcą była całym dziejom naszym i z chlubą możemy powiedzieć sobie dzisiaj, że Polska nie prowadziła nigdy wojen zaborczych. Ceniąc wolność własną, Polska nie myślała ograniczać wolności narodów obcych; jej zdobyczami były zdobycze ducha, wolności i tolerancji. Zresztą, o ile chodzi o rozszerzenie wpływów polskich na wschód i na zachód, to znowuż widzimy jak fatalnie oddziaływał na Polskę Rzym. Jagiełło mógł był rozszerzyć swoje panowanie na ziemie czeskie w chwili gdy Czesi, walczący o wolność sumienia, pozbyć się chcieli Zygmunta i połączyć z pokrewnym narodem, ale polityka Rzymu przeszkodziła temu. Szujski w swoich Dziejach Polski taką robi o tem uwagę: „Widoczna tu walka dwóch polityk: księża chcieli sojuszu z Zygmuntem i wojny na wytępienie husytyzmu, który się już i w Polsce szerzyć zaczął; Witold chciał posłów czeskich używać na postrach a może i przystać na ich żądanie.” Ostatecznie ofiarowana Witoldowi korona czeska została odrzucona jedynie dlatego, że przyjęcie jej przez Jagiellonów nie było na rękę polityce rzymskiej, a księża byliby woleli połączyć się z niemieckim dynastą do wojny z innowiercami, niż rozszerzyć panowanie dynastji polskiej na kraj, który przeciwstawił się Rzymowi. Podobnie stało się później, gdy Batory gromił Moskwę. Chytra obietnica cara Iwana, że przyjmie katolicyzm, wystarczyła Rzymowi, aby skłonił wierną sobie Polskę do poświęcenia mu swoich interesów. Jezuici dowiedli wówczas, że Polska dobra jest dla Rzymu jako narzędzie jego polityki, ale nic ponadto. Papież Grzegorz XIII kazał sobie poprostu ofiarować owoce zwycięstwa polskiego miecza, a jezuita Possewin, wysłany do Batorego, jak wiadomo cel swój, a zarazem cel Iwana, w zupełności osiągnął. Chytry car Iwan zyskał na czasie, zadrwił sobie z Rzymu, który nic ostatecznie nie zyskał dzięki temu, że zażądał od Polski tak wielkiej ofiary, jakiej nie byłby ośmielił się zażądać od żadnego innego narodu.
Jasnem więc staje się, że Polska mogła była prowadzić politykę własnego interesu tylko w zupełnej niezależności od Rzymu. Wprawdzie Polska szesnastego stulecia zerwała z Rzymem, ale zasada wolności polskiej nie dopuściła do ograniczania katolicyzmu w Polsce. Było to o tyle zgubnem dla polskiego ruchu reformacyjnego, że katolicyzm, tolerowany przez sprotestantyzowaną Polskę, ani na chwilę nie przestał być nietolerancyjnym i ostatecznie, okrzepłszy w Europie zachodniej, zabrał się do stłumienia wspaniałego ruchu kulturalnego w samejże Polsce, kosztem ogłupienia szlachty przy pomocy szkoły jezuickiej, która stała się narzędziem krzewienia niebywałej w Polsce ciemnoty. Zarzut więc niektórych historyków, że stulecie szesnaste rozluźniło stosunki z Rzymem, jest jakiemś fatalnem nieporozumieniem czy niezrozumieniem, że Rzym był tylko ciężką kulą u nóg Polski i że Polska wtedy stała najwyżej pod każdym względem, gdy właśnie stosunki jej z Rzymem były najluźniejsze. Ubolewanie ich, że Polska niedość ostro walczyła z Turcją, także nie jest poprzedzone odpowiedzią na pytanie jak dalece walka taka leżała w interesie Polski. Późniejsza Odsiecz Wiednia pod Sobieskim była może czynem pięknym pod względem wojskowym, ale stanowczo nie była czynem politycznym, ocalała bowiem tę samą potęgę, która przyczyniła się później do powalenia Polski.
Wbrew więc wszelkim zastrzeżeniom niektórych historyków, stulecie szesnaste nie przestanie uchodzić za szczyt rozwoju kulturalnego Polski dawnych wieków. Uchodzi zaś za takie nietylko w oczach Polaków, lecz i obcy znawcy dziejów Polski spoglądają na nie z należytym szacunkiem. Państwo polskie było potężne, wewnątrz panowała wolność pociągająca ku Polsce żywioły obce, a jednocześnie myśl polska i polska twórczość stawiały naród nasz w rzędzie pierwszych narodów ówczesnego świata. Polska miała przed sobą tak świetną przyszłość, jak mało który z narodów i gdyby nie była uległa reakcji katolickiej, to dzisiaj nietylko sama ona, lecz i cała Europa z pewnością inną miałaby postać. W historji są podobno zupełnie jałowemi dociekania na temat co byłoby się stało gdyby się było stało czy nie stało to lub owo, ale nie może być jałowem dochodzenie przyczyn pewnych zjawisk, które przedstawiają się oczom naszym jako zakłócenie naturalnego rozwoju wydarzeń i doszukiwanie się przyczyn tego zakłócenia.
Wspaniały rozmach ducha polskiego w stuleciu szesnastem jest dla nas czemś zupełnie naturalnem. Nie byłoby doszło do niego, gdyby w duszy polskiej nie były utajone bogate pokłady skarbów kultury duchowej. Kulturę nie tworzą jedynie znakomici myśliciele, poeci i organizatorzy życia. Wielkie masy są do tworzenia kultury równie potrzebne, jak ich kierownicy. Byłoby to komunałem, gdybyśmy chcieli uzasadniać prawdę oczywistą, że największy działacz i myśliciel nie zdoła zrobić niczego w środowisku niezdolnem do przyjęcia wielkich myśli i przyswojenia ich sobie. Wielkie imiona jaśniejące w Polsce na tle złotego wieku są tylko wyrazicielami tej wielkiej siły, która drzemała do czasu w szerokich kołach społeczeństwa. W ruchu, który tak uświetnił imię Polski w szesnastem stuleciu, brały udział wielkie masy szlachty i mieszczan i tylko dzięki temu ruch ten mógł stać się wielkim kapitałem duchowym, z którego czerpały pokolenia późniejsze i czerpać może pokolenie nasze. W wieku szesnastym Polska obudziła się do własnego swoistego życia i z pod dotychczasowych wpływów obcych, które przesłaniały jej oblicze duchowe zajaśniała przed całym światem jako wielki czynnik nietylko polityczny, nietylko jako narzędzie w ręku władców, którzy przy pomocy miljonów przeprowadzają swoje cele, ale jako naród świadomy swych celów, naród korzystający z wolności dla dokonywania czynów o znaczeniu dla całego świata. Wielkie imiona szesnastego stulecia nie są zjawiskiem osamotnionem, bo za niemi stoi cała ówczesna Polska. Toczy się w Polsce szesnastego wieku walka duchów, a toczy się w sposób tak jedyny, że spojrzenie rzucone wstecz na to stulecie jasne, napawa nas radością i budzi pewność, że naród, który ma w swej przeszłości taki wiek złoty, takie skarby duchowe, powróci do nich i zrealizuje wielki testament wielkiego stulecia.


Czego uczy nas przeszłość grafika2.jpg


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Paweł Hulka-Laskowski.