Człowiek o czterdziestu talarach/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Człowiek o czterdziestu talarach
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
IV. Audyencya u p. generalnego kontrolora.

Poszedłem, ze swoim talarem, wręczyć prośbę p. generalnemu prokuratorowi, który dawał audjencję tego dnia.
Przedpokój pełen był ludzi wszelakiego rodzaju. Były tam zwłaszcza twarze jeszcze pulchniejsze, brzuchy jeszcze bardziej wypukłe, miny jeszcze pyszniejsze, niż u mego ośmiomilionowego znajomego. Nie śmiałem się zbliżyć: ja ich widziałem, ale oni mnie nie.
Pewien mnich, gruby dziesięcinnik, wytoczył proces obywatelom, których nazywał swoimi chłopami. Miał już więcej dochodu niż połowa jego parafian razem; co więcej, posiadał prawo lenne. Utrzymywał, iż jego wasale, zmieniwszy, z ogromnym mozołem, haszcze na winnice, winni mu są dziesiątą część wina, co czyniło, licząc cenę pracy i tyczek i beczek i piwnicy, więcej niż czwartą część zbioru. „Ale ponieważ dziesięcina, powiadał, jest instytucyą prawa bożego, żądam od moich chłopów, w imię Boga, czwartej części mienia“. Minister rzekł: „Oceniam, wielebny ojcze, twoje miłosierdzie!“
Generalny dzierżawca, wielce bystry w materyi podatków, wmięszał się: „Ekscelencyo, wieś nie może dać nic temu mnichowi; wycisnął ich bowiem, w zeszłym roku, tak sumiennie, że są zupełnie zrujnowani. Kazałem sprzedać ich bydło i sprzęty, jeszcze mi są winni. Sprzeciwiam się pretensyom wielebnego ojca.
— Słusznie stajesz pan z nim do współzawodnictwa, odparł minister; obaj jednako kochacie bliźniego i zbudowany jestem wami oboma“.
Trzeci, mnich i pan, na którego chłopach ciąży prawo „martwej ręki“, oczekiwał także wyroku Rady, mającego mu przyznać na własność całe mienie pewnego niebacznego Paryżanina, który, przemieszkawszy przez nieuwagę rok i dzień w domu podległym tej niewoli i objętym posiadłościami księdza, umarł po upływie roku. Mnich żądał całego mienia tego dudka i to na mocy prawa bożego.
Minister uznał, iż serce tego mnicha jest równie sprawiedliwe i czułe jak dwóch poprzedzających.
Czwarty, kontrolor skarbowy, przedłożył piękny memoryał, w którym się usprawiedliwiał że doprowadził dwadzieścia rodzin do ruiny: odziedziczyły po wujach, ciotkach, braciach lub innych krewnych; trzeba było płacić spadkowe. Kontroler dowiódł im szczodrze, że nie dość wysoko oszacowali swój spadek; że są o wiele bogatsi niż myślą; zaczem, skazawszy ich na potrójną grzywnę, zrujnowawszy kosztami i wtrąciwszy ojców rodziny do więzienia, kupił ich najlepsze grunty nie wykładając grosza[1].
Generalny kontroler rzekł doń (tonem, coprawda, nieco gorzkim): Euge, kontrolorze bone et fidelis; quia super pauca fuisti fidelis, generalnym dzierżawcą te constituam[2]. Równocześnie wszelako rzekł do referendarza, który stał przy nim: „Trzeba będzie uciąć łeb tym duchownym i świeckim pijawkom: czas ulżyć ludowi, który, bez naszych starań i sprawiedliwości, nie miałby z czego żyć, chyba na tamtym świecie“.
Dwaj wielcy genialni ludzie przedłożyli ministrowi projekty. Jeden wpadł na pomysł aby opodatkować rozum. „Wszyscy, rzekł, będą się cisnęli do zapłaty, nikt bowiem nie będzie chciał uchodzić za głupca“. Minister odparł: „Niniejszem uwalniam pana od taksy“.
Drugi radził, aby ustanowić powszechny podatek od piosenek i śmiechu, zważywszy że chodzi o naród najweselszy pod słońcem, który po wszystkiem pociesza się piosenką; ale minister zauważył, iż, od jakiegoś czasu, piosenki przestały być ucieszne i że się boi, aby, dla uniknięcia podatku, naród nie spoważniał zbytnio.
Przyszedł roztropny i dzielny obywatel, który ofiarował się dać królowi trzy razy więcej, ściągając z narodu trzy razy mniej. Minister poradził mu uczyć się arytmetyki.
Czwarty dowodził królowi, z przyjaźni, że nie może zebrać więcej niż siedmdziesiąt pięć milionów, on zaś da mu dwieście dwadzieścia pięć. „Bardzo chętnie, odparł minister, skoro spłacimy długi państwowe“.
Wreszcie przybył sekretarz nowego autora[3], który czyni władzę prawodawczą współwłaścicielką wszystkich naszych gruntów mocą prawa bożego i który ofiarował królowi tysiąc dwieście milionów rocznie. Poznałem człowieka, który mnie wtrącił do więzienia za to że nie zapłaciłem swoich dwudziestu talarów. Rzuciłem się do stóp p. generalnego kontrolora błagając o sprawiedliwość; parsknął głośnym śmiechem, i rzekł że mi wypłatano figla. Kazał tym niewczesnym figlarzom aby mi dali sto talarów odszkodowania i uwolnił mnie od pogłównego na resztę życia. Rzekłem mu: „Ekscelencyo, niech cię Bóg błogosławi“.


Przypisy

  1. Podobny wypadek zdarzył się w prowincyi w której mieszkam; kontrolora skarbowego zmuszono do zwrotu, ale go nie ukarano (Przypisek Woltera).
  2. Dałem sobie przetłómaczyć te słowa uczonemu o czterdziestu talarach; ucieszyły mnie (Przypisek Woltera).
    Słowa te znaczą: „Odwagi, dobry i wierny kontrolorze; skoro byłeś wierny w małej rzeczy, mianuję cię generalnym dzierżawcą“. Jestto parodya Ewang. św. Mateusza, XXV, 21 i 23.
  3. Lemercier de La Rivière.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.