Strona:Wolter - Powiastki filozoficzne 02.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
161

main, aby jeszcze uświęcić wiernych“. To rzekłszy, karmelita zamknął mi drzwi przed nosem.
Przechodziłem wpodle koszar szarych muszkieterów[1]; opowiedziałem rzecz całą jednemu; dali mi dobry obiad i talara. Któryś poddał aby podpalić klasztor; ale inny, roztropniejszy, przedstawił mu że jeszcze nie nadszedł czas i prosił aby zaczekał ze dwa albo trzy lata.


IV. Audyencya u p. generalnego kontrolora.

Poszedłem, ze swoim talarem, wręczyć prośbę p. generalnemu prokuratorowi, który dawał audjencję tego dnia.
Przedpokój pełen był ludzi wszelakiego rodzaju. Były tam zwłaszcza twarze jeszcze pulchniejsze, brzuchy jeszcze bardziej wypukłe, miny jeszcze pyszniejsze, niż u mego ośmiomilionowego znajomego. Nie śmiałem się zbliżyć: ja ich widziałem, ale oni mnie nie.

Pewien mnich, gruby dziesięcinnik, wytoczył proces obywatelom, których nazywał swoimi chłopami. Miał już więcej dochodu niż połowa jego parafian razem; co więcej, posiadał prawo lenne. Utrzymywał, iż jego wasale, zmieniwszy, z ogromnym mozołem, haszcze na winnice, winni mu są dziesiątą część wina, co czyniło, licząc cenę pracy i tyczek i beczek i piwnicy, więcej niż czwartą część zbioru. „Ale ponieważ dziesięcina, powiadał, jest instytucyą prawa bożego, żądam od moich chłopów, w imię Boga, czwartej

  1. Do szarych muszkieterów przylgnęła opinia hulaszczego życia.