Cud w Kanie Galilejskiej

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kasprowicz
Tytuł Cud w Kanie Galilejskiej
Pochodzenie Mój świat
Pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle
Wydawca Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Data wydania 1926
Druk Zakłady Graficzne Instytutu Wydawn. „Bibljoteka Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
CUD W KANIE GALILEJSKIEJ

Mam lat osiemdziesiąt:
Dosyć, jak na człeka.
Człek tu przeżył, a dyć nie wie,
Co go jeszcze czeka.

Tak było i ze mną:
Dyć wczora, z wieczora,
Raczej w nocy, słyszę głosy
Z niebieskiego dwora:

„Namozoliłeś się
Przy robocie w lesie,
Przynależy-ć to się, bracie,
Co nagrodą zwie się.

Rzecz najlepsza w świecie
To dobra zabawa:
Myj se gębę, na otarcie
Nie żałuj rękawa.

Wdziewaj se porcyska,
Biodra przepasz sobie,
Byś wyglądał, jak w radości,
A nie, jak w żałobie.

Pójdziesz na wesele.“
„A kaj-że to, Panie?“
„W samej“, głos się ozwie z nieba,
„Galilejskiej Kanie.“


Jakże tu nie słuchać
Pańskiego rozkazu:
Wdziewam portki i koszulę
Z zapinką odrazu.

Włosy-m se pomaścił,
Jak na mnie wypadło,
Jestem gazda nie ostatni,
Mam w komorze sadło.

Idę do tej Kany,
Jeno-m nie wesoły,
Nie znam drogi, wtem przy sobie
Ujrzałek anioły.

Wzięli mnie pod ręce
Te święte hetmany:
„A gdzież to mnie prowadzicie?“
„A-no gdzie, — do Kany!“

Przestałem się martwić,
Wiem już, że nie zbłądzę:
Oni chatę mi pokażą,
Odemkną wrzeciądze:

„Jeno mi powiedzcie,
Aniołowie święci,
Bo niejedno w starych leciach
Wyszło mi z pamięci:

Jaka-że tam będzie
Weselna gromada?
Czy też gazdzie z Poronina
Zasiąść tam wypada?“


„Będzie tam Pan Jezus
W swoich ziomków kole,
Obok Niego zobaczycie
Lica apostole.“

Co do Panjezusa,
A juści, a juści,
Każdy rad jest, gdy go Jezus
Do siebie dopuści.

Jeno ja tam w jakim
Wejdę charakterze?
Jako zyd, czy też apostoł —
Przyznajcie się szczerze?

Jako zyd przenigdy!
Apostoł to jeszcze,
Chocia-m gazda!“ Takie w drodze
Szarpały mną kleszcze.

Przyszliśmy nareszcie
Do tej świętej Kany,
Siadam między apostoły,
A nie lud wybrany.

Rozglądam się wokół:
Wieńce i chorągwie.
Szkło na stołach a po kątach
Stągwie, stągwie, stągwie.

„Podajcie mi wina,
Aniołowie mili!“
„Takiegoście jeszcze trunku
Nie pili, nie pili.“


„O, macie racyją,
Dyć to sama woda!
Jeszcze mi się nie zdarzyła
Podobna przygoda.

Jeszcze-m-ci nie chodził
Na chłopskie wesele,
Gdzieby było mało wina
A wody tak wiele.“

Mina moja była
Strasznie frasobliwa,
Zobaczył to wnet Pan Jezus
I dokonał dziwa.

Stągwie poprzemieniał
Na beczułki wina,
Aby mógł się czem uraczyć
Gazda z Poronina.

Ten cud stał się w Kanie,
Jam był tego świadkiem,
A kto w cud ten nie uwierzy
Dostanie po gładkiem.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.