Strona:PL Kasprowicz - Mój świat pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle.djvu/308

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mam lat osiemdziesiąt:
Dosyć, jak na człeka.
Człek tu przeżył, a dyć nie wie,
Co go jeszcze czeka.

Tak było i ze mną:
Dyć wczora, z wieczora,
Raczej w nocy, słyszę głosy
Z niebieskiego dwora:

„Namozoliłeś się
Przy robocie w lesie,
Przynależy-ć to się, bracie,
Co nagrodą zwie się.

Rzecz najlepsza w świecie
To dobra zabawa:
Myj se gębę, na otarcie
Nie żałuj rękawa.

Wdziewaj se porcyska,
Biodra przepasz sobie,
Byś wyglądał, jak w radości,
A nie, jak w żałobie.

Pójdziesz na wesele.“
„A kaj-że to, Panie?“
„W samej“, głos się ozwie z nieba,
„Galilejskiej Kanie.“