Wrony (Kasprowicz, 1926)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kasprowicz
Tytuł Wrony
Pochodzenie Mój świat
Pieśni na gęśliczkach i malowanki na szkle
Wydawca Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Data wydania 1926
Druk Zakłady Graficzne Instytutu Wydawn. „Bibljoteka Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
WRONY

Kraczące przeraźliwie
Wrony dziś dach nasz obsiadły.
„Co to ma znaczyć? Nie wiecie?“
Pyta się Strach pobladły.

Ni w pięć ni w dziesięć przede mną
Zjawił się niespodzianie,
To mrowiem mi chodzi po krzyżach,
To głaszcze po kolanie.

Ej, gdzie go niema! Na świecie
Panuje zbyt samowładnie
Ten głupi Lęk, drwiący z człeka,
Skoro go tylko opadnie.

Wcale się tego nie wstydzę,
Że jest coś z tchórza we mnie,
Ha! Niema nawet rycerza,
Któryby nie drżał daremnie.

Sam Przestrach, taki odważny,
Gdy z ludźmi ma do czynienia,
Zna przecież chwile, że całkiem
W naturze swej się zmienia:

Gdy stoi w pustem polu,
W południe pośród rżyska,
Pyta się, czemu to słońce
Spokojnie świeci, nie błyska.


I tak się tem przejmuje,
Że z miejsca się ruszyć nie zdoła,
Jeno, jakgdyby zamarły,
Spogląda błędnie dokoła.

Albo, gdy na przecznicy —
Wieś ją „przyśnicą“ zowie —
Usiądzie dla wypoczynku,
Zapatrzon w zblakłe pustkowie:

Z rozkraczonemi nogami
Siedziałeś nieraz, o Lęku,
W nędznej sukmanie na plecach,
Z wierzbowym kosturkiem w ręku.

Patrzałem ci nieraz w oczy
Z obojętnością człowieka,
Który się nigdy nie pyta,
Co go tam jeszcze gdzieś czeka.

A dzisiaj, o śmieszne wrony,
Niesamowite wrony!
Słucham waszego krakania,
Niepewny i przelękniony.

Lecz jedna w tem przecież jest pewność:
W tej waszych wrzasków powodzi
Omglona kąpie się zima,
Która już na mnie przychodzi.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.