Bajeczki warszawskie. Dla dorosłych dzieci

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Bajeczki warszawskie
Podtytuł Dla dorosłych dzieci
Pochodzenie Drobiazgi
Wydawca Redakcja „Muchy”
Data wydania 1898
Druk A. Michalski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


Bajeczki warszawskie.
(DLA DOROSŁYCH DZIECI).

Zapalony Kocio.

Kocio miał bardzo dobrego Tatusia, który mu niczego nigdy nie żałował. Dał mu ładną wioskę i bardzo piękną dziewczynkę Manię, córkę jednego zamożnego pana, za żonę. Kocio mógł nic nie robić, tylko bawić się po całych dniach, jadać różne przysmaczki i jeździć z swoją Manią na spacer w ładnym powoziku. Tak też Kocio przez jakiś czas robił, ale mu się niedługo sprzykrzyło, ziewał biedaczek i sam nie wiedział czego chce. W tem przyjechał do niego Józio, Franio, Miecio i namówili go, żeby pojechał do Warszawy bo tam chłopczyki, koło teatru, ślicznie bawią się szkłem i bardzo wesoło grają w małe karty. Kocio pojechał i tak się zapalił, że w krótkim czasie przodował w zabawie i jeszcze drugich chłopczyków uczył, jak to należy porządnie robić. Mania pisała listy do Kocia, prosząc, żeby wracał do domu, ojciec Mani groził Kociowi, ojciec Kocia wspomniał o takiej zabawie, która nazywa się kuratela, ale Kocio nie słuchał, bo uparł się przy swojem. I cóż się stało? Mania odjechała do swojego ojca, wioskę sprzedali, a Kocio, nie mając za co szkłem się bawić, siedzi w lichej knajpce na Żelaznej ulicy i pilnuje bilardu.
I nikt teraz na niego nie mówi jak dawniej Kociu, tylko:
— Panie markier!

Wesoły Mendelek.

Mendelek zaledwie ukończył lat trzydzieści był już bardzo obiecującym chłopczykiem. Nie chciał nosić żupanów swojego tatusia, ale sprawiał sobie bardzo ładne garniturki u prawdziwego krawca i na prawdziwy kredyt, o co się tatuś Mendelka bardzo gniewał. Ale Mendelek nie zważał na gniew taty i mówił, że chłopczyk, który nie jest elegancki i nie bawi się z innymi chłopczykami, nie może nigdy prowadzić porządnych interesów.
Dla czego — mówił Mendełek — ja mam być lichwiarz, tak jak tatuś, kiedy mogę mieć swój własny bank, tylko niech mi tatuś da trochę pieniędzy.
Tatuś bardzo kochał Mendelka, więc dał mu trochę rubli, aby sobie banczek założył. Mendelek najął sklepik, nasypał za okno dużo srebrnych i złotych pieniążków i ogłosił, że sprzedaje różne zabawki procentowe na raty, oraz, że robi inne operacye. Różne dziewczynki i chłopczyki przychodziły do banku Mendelka, a Tatuś cieszył się, że jego synek ma takie duże zdolności; a kiedy tatuś spał, wtedy Mendelek bardzo wesoło bawił się z różnemi kawalerami i panienkami. Jednego dnia, gdy się Tatuś obudził, oddano mu małą karteczką od Mendelka. Tatuś przeczytał i złapał się za brodę. Mendelek donosił, że uciekł do Ameryki i że tym dzieciom, które kupiły od niego procentowe zabawki, pięknie się kłania.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.