Adress do Boga

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Franciszek Kowalski
Tytuł Adress do Boga
Pochodzenie Miecz i lutnia czyli śpiewy wolności wolnego Polaka
Data wydania 1831
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
10.
ADRESS DO BOGA.


Wiekuisty, wielki Boże,
Nieskończony w swoiéj chwale,
Powiedz, jeśli to być może,
Czego od nas chcą Moskale?
Wlazłszy tu ze swą nawałą
Robią dziwy pełne sromu:
Czy się tak im podobało
Gospodarstwo w cudzym domu?

Opiekunie uciśnionych,
Osłodź naszych nieszczęść brzemię;
Zgrają łotrów odurzonych
Car zatopił naszą ziemię.

Za co? po co? kto go prosił
By wiódł w Polsce boje krwawe?
Jeszcze dumnie świata głosił
Że ma z nami słuszną sprawę.

Jeśli ludem tyran władnie,
Cóż w obronie jego stawa!
Stwórco niebios! wiesz dokładnie
Czy jest słuszna jego sprawa?
Po cóż jeszcze walczy z nami,
Znanym przodków swoich śladem,
I swemi manifestami
Sypie na nas jakby gradem.

A już tyleśmy go razy
I wybili i wygnali;
On się do nas, szląc ukazy,
Z kacapami gwałtem wali.
Że się bijem o swobody,
To mu się nie zmieści w głowie;

A chcąc w nasze wleźć zagrody,
Sprawę naszą buntem zowie.

Carów niemiał ród nasz stary,
Panowali nam Królowie;
Były wprawdzie u nas Cary,
W Gostyninie, nie w Krakowie
Panie! niech Twa łaska święta
Zniszczy błąd w nim oczywisty;
Niech się przecie upamięta,
I niech da nam pokój czysty.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Franciszek Kowalski.