Adolf/Od tłumacza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł Od tłumacza
Pochodzenie Adolf
Data wydania 1930
Wydawnictwo Biblioteka Boya
Druk Drukarnia Współczesna
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cała książka
Pobierz jako: Pobierz Cała książka jako ePub Pobierz Cała książka jako PDF Pobierz Cała książka jako MOBI
Indeks stron
OD TŁUMACZA

Osobliwa książeczka! jedna z tych, które, niedbale skreślone przez autora, w nawale ważniejszych, w jego oczach, prac i zatrudnień, niejako na marginesie bujnego i niespokojnego życia, wypłacają ponad oczekiwanie dług wdzięczności i, siłą własnego trwania, ratują od zapomnienia imię swego twórcy. Benjamin Constant był dla współczesnych pisarzem politycznym, świetnym i niebezpiecznym mówcą, wybitnym mężem stanu, wreszcie autorem pisanego przez całe życie dzieła O Religji: — dla potomności został wyłącznie niemal biografem Adolfa. Książka ta, ogłoszona drukiem w dziesięć lat po jej napisaniu, do której sam tak mało zdawał się przywiązywać wagi, stała się poniekąd zarodkiem nowoczesnego romansu psychologicznego, utrwaleniem wiekuiście powtarzającego się bolesnego momentu, któremu w tym wypadku dodaje blasku niezwykłość dwojga istot, jakich głos publiczny doszukuje się poza kotarami tego lakonicznego dramatu. Jak George Sand i Alfred de Musset, tak Benjamin Constant i pani de Staël zawsze pociągać będą wyobraźnię przez rzadki fenomen burzliwej i twórczej namiętności, wynikłej ze zczepienia się dwóch bogato obdarzonych natur i talentów.
Kim był Benjamin Constant w epoce spotkania, tak bardzo mającego zaważyć na egzystencji dwojga ludzi, skutych odtąd na lata niewidzialnym łańcuchem, przeciw któremu będą się buntować, ale który napróżno będą się starali strząsnąć? „Miał dwadzieścia siedem lat, pisze biograf pani de Staël, historyk Albert Sorel[1]. Obwoził dotąd, po wszystkich szlakach Europy, awanturnicze życie. Błądzi po Niemczech i Czeczach, bawi w Anglji, pełni w Brunszwiku obowiązki szambelana. Spotyka w Szwajcarji rywalkę pani de Warens[2], którą skazuje rychło na rolę powiernicy; w Niemczech zaślubia dwuznaczną osobę, z którą się rozwodzi, mając więcej przyczyn do rozwodu, niż wprzódy do małżeństwa. Libertyn z teatralną pozą, hulaka, gracz, pojedynkowicz, prowadzi (wedle własnego jego określenia) życie niespokojne, można rzec liche, napełniając wszystko co go otacza podziwem dla swych przedwczesnych zdolności i nieufnością do porywczego, niespokojnego i złośliwego charakteru. Cudowna wprost zdatność chwytania wszelkiego światła, umysł przedziwnie oszlifowany, zdolny rozsiewać je w barwnych iskierkach i promieniach, wnikliwy, przekonywujący, gryzący, szyderczy, ironiczny, który wszystko widział i wszystkiego się nauczył w tej włóczędze życia i myśli. Rozwija i rozrzuca talent zdolny objąć cały świat, ale rzuca go na wszystkie wiatry i zdaje go na wolę każdego kaprysu. Niezdolny ogarnąć coś, chyba chwilami, dorywczo; łaknący sławy bez treści; pożerany energją bez celu; wciąż sprzeczny i odmienny; rwący się ku światu dla gry, miłostek, salonowych sukcesów; następnie, wśród świata, marzący o samotności; chciwy podbojów a buntujący się przeciw więzom. Sili się odczuwać entuzjazm a zwłaszcza go budzić, ale bez przerwy analizuje się i wysusza, tworzy plany które wymagają ciągłości, a jest niekonsekwentny w każdym swym kroku. Zajadle broni swej niepodległości i nie wie co z nią począć; sprowadza wszystko do samego siebie, a nie interesuje się sobą. Gdybym wiedział czego chcę (mówi), wiedziałbym lepiej co czynię. Pragnął być wielkim kochankiem i posiadł miłość najniezwyklejszej kobiety swego czasu; chciał być mężem Stanu i dwakroć powołany był do Rady najpotężniejszego naczelnika Państwa; chciał być myślicielem, i zaznaczył się we wszystkich pracach swej epoki. Mimo to, dzieło jego przeżyło się, a życie było szeregiem poronionych czynów. Bo też, w sprawach serca, brakło mu szczerości; w polityce, charakteru; w rzeczach myśli brakło mu wytrwania. Zostawił tylko jedną książkę, nowelę o kilkudziesięciu stronicach: jest to w swoim rodzaju arcydzieło, ale też jestto spowiedź, spowiedź niezdolności autora do działania, do czynienia dobrze, słowem do życia“.

Oryginał tego niezbyt życzliwego portretu, Henryk Benjamin Constant de Rebecque, urodził się w Lozannie, w r. 1767. Matkę stracił przy urodzeniu. Chowany przez ojca (którego wizerunek kreśli w Adolfie) w Holandji, później w Brukseli, rozwija się, pod kierunkiem inteligentnego kierownika, nader wcześnie. W 12-tym roku ofiarowuje ojcu heroiczny romans wierszem, p. t. Rycerze. W latach 1783—85, kończy nauki na protestanckim uniwersytecie w Erlangen, później w Oxfordzie i Edymburgu. Tu drukuje pierwszą pracę, niedokończony zresztą przekład dzieła Gillies‘a History of ancien Greece. Kiedy miał lat ośmnaście, brewiarzem jego stały się Niebezpieczne Związki Laclosa, które ukazały się wówczas.
W r. 1786, młody Constant bawi w Paryżu, w chwili gdy parlamenty domagają się zwołania Stanów Generalnych. W salonie pani Necker (matki pani de Staël), jednym z najwpływowszych w Paryżu, poznaje panią de Charrière, osobę znacznie (podobno o 27 lat) starszą od siebie, z którą nawiązany stosunek miłosny niebawem przechodzi w ton przyjaźni. W Paryżu prowadzi młody Benjamin życie dość rozproszone; pochłania go gra (której będzie hołdował całe życie), zabawy, tryumfy światowe. Zbrzydziwszy sobie wszystko pod wpływem zawodu w młodocianych zamiarach matrymonjalnych, opuszcza nagle Paryż w sposób dość awanturniczy, niemal bez pieniędzy, i, wpół pieszo, wpół konno, ucieka do Anglji, z myślą o przeprawie do Ameryki. Wreszcie, szuka gościny u pani de Charrière, w Neuchatel w Szwajcarji.
Aby uspokoić pogniewanego rodzica, Constant przyjmuje funkcje szambelana u księcia Karola-Wilhelma Brunszwickiego, zdawna życzliwie usposobionego dla ojca Benjamina. Sześć lat pobytu na dworze (1787—94), których reminiscencje znajdziemy w Adolfie, dowiodły, iż młody szambelan nie posiadał talentów dworaka. Wśród tych rozprószeń oddaje się przygodnie pracy literackiej. W Colombier, u pani de Charrière, „na kartach tarokowych, które zamierzał kazać zeszyć razem“, zaczyna szkicować dzieło O Religji, nad którem będzie pracował całe życie. W Brunszwiku kreśli Historję cywilizacji dawnej Grecji i wpływu na nią kolonij egipskich, oraz Porównanie obyczaju Greków z obyczajami Celtów, Germanów, Szkotów i Skandynawów! Na owe lata przypada dość drażliwy proces, z którego ojciec jego wychodzi zachwiany majątkowo, oraz na finansowych kombinacjach oparte małżeństwo Benjamina z baronówną Schram (1789), nieszczęśliwe i zakończone rozwodem w r. 1794.
Do rewolucji francuskiej odnosi się młody Constant z sympatją: pokłada ufność w osobach Mirabeau i Barnave‘a, później w stronnictwie Żyrondy. Przy tych poglądach trudno mu było pozostać w służbach księcia Brunszwiku. Dopełniwszy formalności rozwodowych, opuszcza dwór, i, jesienią 1794, wraca do Lozanny. Tutaj po raz pierwszy spotyka panią de Staël, córkę słynnego Neckera, chwilowego bożyszcza Rewolucji, bankiera, ekonomisty, ministra i filantropa, żonę zaś starszego znacznie od niej pana de Staël, szwedzkiego ambasadora w Paryżu. Pani de Staël, mimo że rozgłos jej był raczej politycznej niż literackiej natury, należała już wówczas do najwybitniejszych kobiet we Francji. W pełni młodości (ledwie o rok starsza od Benjamina), nie piękna ale pełna uroku, porywająca wymową i dowcipem, przyszła wielka pisarka przechodziła wówczas kryzys sercowy, który ją tem wrażliwszą czynił na garnące się uczucie. „Zrazu, niezbyt go lubiła (pisze serdeczna jej przyjaciółka, pani Récamier): ale takie wyprawiał rozpacze i póty groził że się zabije, aż ją przemógł“. Czy że niepospolita osobistość pani de Staël zbudziła w Benjaminie szczery podziw i uczucie, czy że, jak Adolf, uznał ją za „zdobycz godną siebie“, dość iż niebawem zadzierżgnął się między nimi związek, który, wśród nieustannych burz, szarpań, zrywań i nawrotów, miał się ciągnąć lata całe.
„Termidor“ i połączony z nim upadek terroru zdawał się otwierać nowe pole dla pani de Staël, która, jak poprzednio przez miłość do świetnego Narbonne‘a[3] stała się monarchistką, tak obecnie marzyła o Republice liberalnej z Benjaminem Constant jako prawodawcą. W r. 1795 wraca do Paryża, zastaje tam męża, który powrócił do funkcji ambasadora. Salon pani de Staël usiłuje skupić szczątki dawnego społeczeństwa. Stykają się tam rozmaite warstwy i stronnictwa; umiarkowani rewolucjoniści, przeżytki dawnej monarchji, emigranci ściągający z powrotem do Francji, dziennikarze wszelkich obozów, zaś, „wśród tych koteryj, ocierających się o siebie i obserwujących się zazdrośnie, Benjamin Constant, szukający w Republice miejsca dla swej niezdecydowanej ambicji, gardzący ludźmi, szydzący z idej, budzący we wszystkich obawę, w nikim szacunku: oto tło słynnego klubu z r. 1795[4]“. Zresztą salon ten trwa krótko; pani de Staël, niemile widziana przez Dyrektorjat, uważa za właściwe przenieść się do posiadłości swej Coppet w Szwajcarji, gdzie, rada nierada, zwraca się ku pracom literackim. Benjamin jest tu częstym gościem; jestto okres żywego współdziałania obu wybitnych talentów. W dziele Constanta O sile obecnego rządu Francji i konieczności pojednania się z nim, pani de Staël współpracuje i sama podkreśla tę okoliczność, w nadziei iż jej to otworzy upragniony powrót do Paryża. Wreszcie, w r. 1797, polityczna para kochanków wraca, z nadzieją iż na stałe. Talleyrand, który objął tekę spraw zagranicznych, nosi się z myślą powołania Benjamina na generalnego sekretarza. Pani de Staël wydaje obiady, gdzie, wśród licznych gości, figurują Lucjan i Józef Bonapartowie. Są poszlaki, iż autorka Delfiny byłaby chętnie została oficjalną muzą Konsulatu i Cesarstwa; i w pismach jej i w osobistem odnoszeniu do Napoleona raz po raz widzi się kokieteryjnie wysuniętą rączkę; ale Napoleon nie uznawał „kobiet politycznych“ i szorstko odsunął te awanse. Pani de Staël mści się po kobiecemu. Gromadzi w swym kręgu wszystko co było znacznego w Paryżu poza sferą Pierwszego Konsula; salon jej staje się kuźnią złośliwych wycieczek przeciw Napoleonowi. Wśród tego grona, pani de Staël błyszczy wdziękiem, rozmową iskrzącą się ogniem dowcipu, satyry, przenikliwej analizy, uczucia i entuzjazmu. „Gdybym była królową, powiada o niej pani de Teesé, kazałabym pani de Staël mówić ciągle“. Napoleon był wręcz przeciwnego zdania. Constant, częścią pod wplywem otoczenia, częścią siłą własnych przekonań kierujących go w stronę opozycji, zajmuje coraz bardziej wyraźne stanowisko. W styczniu 1800, decyduje się rzucić ostrzeżenie przed „świtem tyranji“. Mowę swą przygotowuje w salonie pani de Staël. „Oto, rzekł Benjamin, salon pełen osób które ci są miłe; jeśli przemówię, jutro będzie pusty; zastanów się. — Trzeba iść za swem przekonaniem“, odparła. Constant wygłosił mowę. Tego wieczora, pani de Staël oczekiwała grona przyjaciół na obiad; o godzinie piątej otrzymała dziesięć bilecików z usprawiedliwieniem, między innymi od Talleyranda.
Wśród tego, pan de Staël, separowany formalnie z żoną w roku 1798, umiera w r. 1802. Constant ofiarowuje małżeństwo, ale nie zbyt szczerze; pani de Staël widzi ujemne strony tego związku, ale może zachowuje do kochanka żal, że nie umiał jej przymusić. Niedoszłe te rokowania pozostawiają obustronne żale i urazy.
W końcu, lew, cięty przez bąki salonowego dowcipu, zniecierpliwił się. Napoleon nie cofnął się przed cieniem śmieszności, wytoczył wielkie działa do walki z kobietą. W r. 1803, pani de Staël otrzymuje rozkaz wydalenia się o czterdzieści mil poza Paryż. Zrazu, igra z zakazem; wreszcie, widząc iż rzecz jest poważna, daje za wygraną: emigruje. Constant udaje się za nią do Niemiec i nie wraca do Francji aż w r. 1814, po upadku Cesarstwa. Ten czas spędza pani de Staël częścią w Weimarze, w towarzystwie wybitnych Niemców, częścią w Szwajcarji, w Coppet, gdzie, po podróży do Włoch, której owocem była powieść Korynna czyli Włochy, nowym blaskiem okrywająca imię autorki, pani de Staël rozgościła się na swem „wygnaniu“. Nie miało ono zresztą nic z osamotnienia i żałoby. Otoczona wiernymi przyjaciółmi, z aureolą „nieprzyjaciółki Napoleona“, stwarza w Coppet dwór, który, jak niegdyś wolterowskie Ferney, ściąga wędrowców oświeconej Europy. Stały personel stanowią (nienawidzący się zresztą serdecznie) filozof niemiecki Schlegel, wychowawca dzieci pani de Staël, oraz ciągle wydzierający się i powracający Benjamin. Życie w Coppet płynęło w istnej orgji „konwersacji“ zaczynającej się przy śniadaniu a kończącej późno w nocy. Jak u Woltera, grywano z zapałem teatr. Pani de Staël, swą grą nierówną, ale porywającą i patetyczną, odtwarza Andromachę, Fedrę, Zairę i inne „dostojne nieszczęśnice“ klasycznego teatru. Benjamin Constant miał ambicję aby być bohaterem tej niepospolitej sceny, i „ze wszystkich spraw swego życia, tę może najdłużej brał poważnie“.
Związek z panią de Staël stawał się coraz burzliwszy. Benjamin, oddawna wystygły uczuciowo, raz po razu próbował strząsnąć łańcuchy i raz po razu wracał. Wściekły na siebie za tę uległość, w poufnych notatkach wyraża się o kochance z ostateczną brutalnością. Pani de Staël, zbliżająca się do „niebezpiecznego wieku“ miłości, kurczowo trzyma się tego ostatniego — jak mogła mniemać — przywiązania. Kochankowie rzucają sobie w oczy najcięższe zarzuty, gryzą się, szarpią, aby później, wieczorem, olśniewać audytorjum błyskotliwością rozmowy, lub przenosić swe burze na deski teatru.
W r. 1808, pani de Staël, wracając z ponownej podróży po Niemczech, spotyka w Sécheron, blisko Genewy, Benjamina, który oświadcza, iż ożenił się potajemnie (z Niemką, rozwódką o nieszczególnej opinji, z domu de Hardenberg) i przedstawia jej swą żonę. Pani de Staël wpada w taką rozpacz iż wymusza na Karolinie i Benjaminie tajemnicę. Constant, który, dzięki swemu małżeństwu, znajduje w stosunku do pani Staël nową podnietę podwójnej niewierności, daje się pociągnąć do Coppet; Karolina długo czeka na powrót męża i ogłoszenie małżeństwa... Ale to przesilenie jest bodaj że ostatnim akordem burzliwego romansu. Pani de Staël spostrzega się, iż silniej trzymał ją w dawnych więzach nałóg wyobraźni niż serce, i że potrafi, ostatecznie, żyć bez Benjamina...
Dalszy ciąg życia Constanta wiąże się z historją Francji. Wypadki r. 1813 (bitwa pod Lipskiem) sprowadzają go od filozofji znowuż ku polityce. W Hanowerze, dokąd się schronił, wydaje pamflet przeciw imperjalizmowi. Po powrocie Burbonów wraca do Paryża; i znowuż jest w salonie pani de Staël, gdzie skupiła się partja liberalna. Constant staje się wodzem, głosi system reprezentacyjny na wzór angielski, domaga się wolności prasy.
Wśród tego, Napoleon powraca z wyspy Elby. Constant, który, do ostatniej chwili, zarzekał się przeciw układom z nowym rządem, opuszcza Paryż, ale z drogi wraca potajemnie. Generał Sebastiani pośredniczy w spotkaniu z Napoleonem. Cesarz, aby dać wyraz swym liberalnym intencjom, czyni Constanta redaktorem Aktu dodatkowego do Konstytucji Cesarstwa, oraz mianuje go Radcą Stanu. Po Waterloo, roztrząsa z nim obszernie kwestję abdykacji, którą Constant doradza. Po abdykacji, po chybionej misji u obcych dworów, Constant udał się do Anglji, oczekując biegu wypadków. Tu ogłosił drukiem Adolfa (1816), napisanego, zdaje się, w r. 1806.
Wróciwszy do Francji i do życia publicznego, ciągle walczy na łamach dzienników liberalnych w obronie wolności, zwłaszcza wolności prasy. W r. 1810, wchodzi do Izby jako poseł i zyskuje sobie mir jednego z najświetniejszych mówców. Wśród zażartych walk politycznych, atakowany gwałtownie przez przeciwników, którzy chcieli mu odmówić nawet praw Francuza, Constant pracuje ciągle nad dziełem O Religji, którego pierwszy tom wychodzi w r. 1823. Po rewolucji lipcowej, zostaje prezydentem Rady Stanu; równocześnie rujnuje swą opinję, przyjmując od Ludwika Filipa 200000 fr. na pokrycie długów karcianych. Niebawem, w r. 1830, umiera, licząc lat 63.
Z rozmysłu skreśliłem wprzód nieco obszerniej historję Benjamina Constant i pani de Staël, ponieważ, wobec niewątpliwie autobiograficznego charakteru Adolfa, naturalne zaciekawienie musi budzić istotne tło zdarzeń. Napozór, Eleonora, ta nieszczęśliwa kobieta, wykolejona, skazana na to aby być kulą u nogi jednego człowieka, ponieważ szuka we własnych oczach rehabilitacji w stałości swego uczucia, ani jednym rysem nie może przypominać świetnej, utalentowanej, otoczonej, sławnej i bogatej autorki Korynny. Ale tło stosunku wzięte jest niewątpliwie z natury; cytowany przez Saint-Beuve‘a[5] list Sismondiego, naocznego świadka tego burzliwego związku w jego codzienności, pisany do hrabiny Albany bezpośrednio po przeczytaniu Adolfa (14 października 1816), stanowi w tej mierze ciekawy, niemal rozstrzygający dokument. „Autor — pisze Sismondi — chciał widocznie zatrzeć w postaci Eleonory wszelkie podobieństwo. Zmienił[6] wszystko: narodowość, stanowisko, powierzchowność, charakter. Dane życia ani też osoby nie są w niczem identyczne; z czego wynika, iż, pod wieloma względami, bohaterka okazuje się w powieści zupełnie inną niż autor zapowiada; ale po gwałtowności i wymaganiach w stosunku miłosnym, nie można jej nie poznać. To pozorne zżycie się, to zachłanne panowanie podczas którego szarpali się wszystkiem co gniew i nienawiść mogą podyktować obelżywego, to historja tych dwojga“.
Bo też, mimo różnicy warunków, dramat Adolfa jest prawdziwym dramatem Benjamina Constant. O ile pod rządem Napoleona dla pani de Staël nie mogło być miejsca, o tyle dla Constanta znalazłoby się ono zawsze; i, jak to pokazują późniejsze wypadki, jedno ze świetniejszych. Jego giętki umysł, niepospolita wymowa, wrodzona pasja polityczna potrafiłyby sobie znaleźć drogę w granicach legalności; Napoleon zaś miał wszelkie przyczyny aby sobie pozyskać takiego człowieka. I oto, w pełni wieku i talentu, człowiek ten skazuje się na bezczynność, na jałowe dąsy emigracyjne, poto, aby, przez lata całe, zajmować dość dwuznaczne stanowisko na „dworze“ kobiety, przesłaniającej go sławą, stanowiskiem, majątkiem, a dla której uczucie dawno w nim wygasło. Czuje to, szarpie się, zadręcza ją i siebie — i, mimo wszystko, nie umie się wyzwolić. Ta najistotniejsza treść książki, niezależna od zewnętrznth podobieństw, jest zdaje się, skreślona z natury.
Dla osądzenia Adolfa pod względem artystycznym, trzeba uprzytomnić sobie epokę w której ta książka powstała, t. j. pierwsze lata XIX w., trzydzieści lat blisko przed Balzakiem[7], który technikę powieści pchnął na odmienne tory i wprowadził w nią nowe wartości. W przeciwstawieniu do powieści nowożytnej, realistycznej, operującej arsenałem zewnętrznych szczegółów, tłem, środowiskiem, t. zw. „kolorytem lokalnym“, realizmem djalogu, powieść przedbalzakowska wywodzi się jakgdyby z psychologicznego dramatu klasycznego i rozgrywa się w jego ubogich zewnętrznie i jednostajnych kulisach.
Na stukilkudziesięciu stronicach, znajdujemy jeden tylko ustęp, w którym autor — w sposób bardzo szczęśliwy — wydobywa z martwego tła współdźwięk z duszami bohaterów, nastrój. Po gwałtownej scenie, kochankowie, wyczerpani, przechodzą do ogrodu:

...Był to jeden z owych dni zimowych, kiedy słońce smutno oświeca szarzejące pola, jakgdyby spoglądała z litością na ziemię, którą przestało ogrzewać. Eleonora poddała myśl przechadzki. „Zimno jest, rzekłem. — Mniejsza, chcę przejść się z tobą“. Ujęła moje ramię, szliśmy długo nie mówiąc słowa; posuwała się z trudnością, wspierając się ma mnie niemal całym ciężarem. „Zatrzymajmy się chwilę. — Nie, odparła, miło mi czuć, że opieram się na tobie“. Zapadliśmy znowuż w milczenie. Niebo było pogodne; ale drzewa sterczały odarte z liści; żaden powiew nie wzruszył powietrza, żaden ptak go nie przerzynał: wszystko było nieruchome. Jedyny dźwięk, jaki było słychać, to szelest zamarzniętej trawy, która kruszyła się pod naszemi stopami...“

Akcja Adolfa toczy się kolejno w Niemczech, Czechach i w Polsce, bez usiłowań ze strony autora, aby zaznaczyć swoistemi rysami środowisko i jego oddziaływanie. Charakterystyka zewnętrzna pominięta zupełnie, drugoplanowe figury w cieniu, całe światło skupione na dwie, a raczej na jedną osobę bohatera[8]. Stąd, dla czytelnika nawykłego patrzeć na powieść dzisiejszemi oczyma, może się faktura książki wydać konwencjonalną i suchą: cała wartość idzie wewnątrz, w analizę psychologiczną, która w Adolfie, co do prawdy, szczerości i głębi, mało ma sobie równych. Jak wspomniałem na wstępie, Adolf jest definitywnem pochwyceniem pewnego typicznie niemal powtarzającego się momentu, jest jednym z najboleśniejszych dramatów dwojga istot, które, w pewnej fazie egzystencji, ani rozłączyć się, ani żyć z sobą nie mogą, i topią całe lata w rozpaczliwem szamotaniu, z którego — dzięki różnicy w warunkach obu płci — kobieta wychodzi często zniweczona, mężczyzna (o ile traf, bo rzadko własna siła, wyrwać mu się pozwoli) z nadwerężonym kapitałem życiowym. A tym Herkulesom, którym dramat ów wyda się błahy, Adolf zaś prostym niedołęgą, przypomnę słowa Napoleona, człowieka, któremu, ostatecznie nie można odmówić energji: „W miłości, jedynem zwycięstwem jest ucieczka“.
Oto zatem książka, którą skończywszy czytać, człowiek się czuje jakby postarzałym, zmęczonym. I, rzecz dziwna! siła, z jaką przeżywa się tę opowieść, spoczywa w tem, w czem, zdawałoby się, powinna tkwić jej słabość: w ogólnikowości tego co jest zewnątrz, w jej braku plastyki. Książka ta nie narzuca nam przeżyć obcych ludzi, z któremi, zależnie od sympatji, mniej lub więcej się współczuje; ale mówi każdemu wprost o nim samym; jest algebrą stanów duszy, ale algebrą w tem znaczeniu, w jakiem jest nią np. muzyka. Poddaje ton, wzór, którego objektywizację każdy znajduje w samym sobie.
Te wartości wystarczą, aby Adolfowi, nawet bez zaprawy tkwiącej w nim interesującej niedyskrecji, zapewnić miejsce w piśmiennictwie, a imię jego, jak imię don Juana, Hamleta, Manon Lescaut, uczynić symbolem jednego z owych skrótów myślowych, które, w jednem słowie, otwierają perspektywy w głąb serca ludzkiego. Książeczka ta, znana mniej niż na to zasługuje, zostanie wśród tych które stanowią żelazny kapitał literatury świata. Nawet to, co może w niej razić, pozorna oschłość, a raczej oszczędność stylu, może być jedynie zbawiennym antydotem przeciw dzisiejszym narowom stylowym, o ileż ciężej grzeszącym w przeciwnym kierunku!

Kraków, w styczniu 1917.

Przypisy

  1. Albert Sorel, Madame de Staël.
  2. Pani de Charrière. (Pani de Warrens, bohaterka Wyznań Russa).
  3. Interesującem może będzie zaznaczyć, iż pierwszą, zupełnie młodocianą miłością pani de Staël był hrabia Guibert, ten sam który jest bohaterem Listów panny de Lespinasse.
  4. Sorel, l. c.
  5. Causeries du Lundi.
  6. Wiele zewnętrznych rysów Eleonory odpowiada osobie niejakiej pani Lindsay, Irlandki, z którą również łączył Constanta przez jakiś czas stosunek miłosny. (A. Montglond, Vies prèromantiques, 1925).
  7. Interesującem jest że Balzac, w powieści Muza z zaścianka, świadomie podjął temat Adolfa. Ale tam, kobieta, widząc że miłość w sercu mężczyzny wygasła, zdobywa się na siłę rozstania; posłuchajmy ostatniej ich rozmowy:
    — Mój drogi, rozchodzimy się na zawsze, rzekła pani de la Baudraye powściągając drżenie głosu. Odprawiłam obie służące. Za powrotem, znajdziesz gospodarstwo uregulowane i bez długów. Będę miała dla ciebie zawsze, ale potajemnie, serce matki. Rozstańmy się spokojnie, bez hałasu, jak ludzie dobrze wychowani. Czy masz jaki zarzut co do mego postępowania przez tych sześć lat?
    — Żadnego, chyba ten, żeś mi złamała życie i zniweczyła przyszłość. Czytałaś nieraz książkę Benjamina Constant; studjowałaś nawet ostatni artykuł jaki o niej napisano; ale czytałaś jedynie oczami kobiety. Ta książka, moja droga, ma dwie płcie. Pamiętasz?... Ustaliliśmy, swego czasu, że istnieją książki męskie i żeńskie, książki-brunetki i blondynki. W Adolfie, kobiety widzą jedynie Eleonorę, młodzi ludzie widzą Adolfa, mężczyźni dojrzali Adolfa i Eleonorę, myśliciele widzą społeczeństwo! Oszczędziłaś sobie kłopotu wchodzenia w duszę Adolfa, jak i ów krytyk zresztą widział tylko Eleonorę. To co zabija tego chłopca, moja droga, to iż zmarnował dla kobiety przyszłość; przez nią nie zostanie tem, czem byłby został: ani ambasadorem, ani ministrem, ani szambelanem, ani poetą, ani bogatym. Poświęcił sześć lat energji, porę w której mężczyzna może poddać się próbom jakiegokolwiek terminu, dla spódnicy którą uprzedził tylko na drodze niewdzięczności: kobieta bowiem która mogła rzucić pierwszego kochanka, musiała, prędzej czy później, puścić kantem drugiego...
  8. Sam Adolf stanowi interesującą odmianę gatunku owych gorzkich, niezadowolonych, w rozdźwięku z życiem pozostających bohaterów, jacy, od goethowskiego Wertera oraz posępnych samotników byronowskich, zaludniają romantyczną literaturę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Boy-Żeleński.