„Dobrze“

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł „Dobrze“
Podtytuł Obrazek wiejski
Pochodzenie „Rola“, 1884, nr 34
Redaktor Jan Jeleński
Wydawca Jan Jeleński
Data wydania 1884
Druk Drukarnia „Wieku“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron


DOBRZE.“
(Obrazek wiejski.)

Snop złocistych promieni zajaśniał na wschodzie...
I zbladły gwiazdy nocne.. i pierzchnęły cienie...
I otoczyło ziemię światło i promienie,
Rozsypując brylanty po rosach i wodzie,
Która się falą srebrną w strumieniach przelewa.

W lesie ptasząt gromada dzień witała pieśnią
I harmonijnym szmerem coś szeptały drzewa;
Ogrody się kwitnącą bieliły czereśnią,
Nad polami szybował jastrząb w locie szparki,
I w powietrzu się ważył i zataczał kręgi;
Z złotej wierzby gałęzie spływały jak wstęgi
I słychać było głosy pastuszej fujarki...
I dzwonek co z kościelnej odzywał się wieży...

Z lasów dochodził zapach balsamiczny, świeży,
Na łąkach drobne kwiatki podnosiły głowy,
Obciążone perłami życiodawczej rosy...
I skowronek nad polem wznosił się w niebiosy,
Witając skromną pieśnią piękny dzień majowy.


Nad moczarami tylko mgła jak upiór blada,
Zdawała się uciekać przed jasności gońcem,
I kiedy ją promieni zalała kaskada,
Bladła, bladła i nikła... wstydząc się przed słońcem.
Wiatr rozpędził do reszty kochankę moczarów,
I zdmuchnął ją i zepchnął z bagien i topielisk...
A sam uderzył w sosnę krzepką jak obelisk,
Rozdarł się na pniu twardym — i umknął gdzieś w parów...

Obudziła się ziemia — i jak wioska długa
Z każdej chaty wychodził człowiek i na pole
Szedł — ciężkie woły pierwej zaprzągłszy do pługa,
By orać ziemię żyzną.
Tuż zaraz przy siole
Był kawałeczek ziemi, brzozy na nim rosły,
Z za parkanu jaśminy wychylały liście,
Przy wrotach krzyż drewniany stał czarny, wyniosły...
I wszystko tu milczało jakoś uroczyście,
Nie słychać było gwaru ani ludzkich głosów.

Jakiś starzec stuletni, w wieńcu srebrnych włosów
Któremi wiatr powiewał niby białą szmatą,
Stał do połowy w grobie i rzucał łopatą
Ziemię czarną na stronę, nucąc psalm pokutny;
Szum drzew wtórował z cicha owej pieśni smutnej,
Przyglądały się ptaszki, patrząc z ramion krzyży,
A starzec się zagłębiał niżej, coraz niżej,
Że już mu tylko białą widać było głowę...

Wszedłem i z stróżem grobów zacząłem rozmowę.
— Ojcze co wy robicie?
— Toć widzita sami,
Grób kopię. Zawdy człowiek ma z temi grobami!
Bo trza zrobić porządnie, niech-ta na ostatek
Nieboszczyk w dobrem miejscu najdzie sobie statek,
Boć tu w onej kolebce wiekować mu trzeba..
Ot i lepiej — odzienia już nie chce i chleba,
I gradów się nie boi...
— Prawda...
— A no, niby —
Śmierć nas tu het pakuje, jak do kosza grzyby;
Trza iść, nic nie poradzi... trzeba umrzeć święcie...
— I dawno-to już dziadku macie to zajęcie?
— Ho! ho! co ja tu panie ludzi naukładał!
To precz moja robota!!... Bóg los taki nadał,
Więc wola jego święta. Tułał się człek wiele,
Potem, do dom wróciwszy, służę przy kościele.
— I nie smutno wam dziadku?
— Eh nie, nie markotno,
Tu je dobrze... o dobrze!...


..................
Pod brzozą samotną
Usiadłem, co opodal stała na uboczu.
Dziad poszedł dosyć żwawo i zniknął mi z oczu.
Do otwartego grobu wpadał snop promieni,
Ślizgał się po mogiłach, po świeżej zieleni,
I złocił główki kwiatów...
Z pochyloną głową,
Ważyłem w smutnych myślach każde starca słowo.
— Tu je dobrze! powiedział — dobrze... prawda szczera,
W tem schronieniu się cisza i spokój zawiera.
Tu namiętności gasną, źródło łez wysycha,
Tu milknie rozpacz wściekła i tęsknota cicha.
— Tu je dobrze! jak słusznie siwy dziad powiedział...
Tu pogrzebany wszelki przywilej i przedział.
I idealna równość panuje wszechwładnie...
„Tu je dobrze“! tu słońce, gdy się do snu kładnie,
Wślizga się po przez bluszczów listki i powoju,
I grobom pocałunek przesyła pokoju...

...................
Nazajutrz znów jutrzenka jaśniała na wschodzie,
Znów zbladły gwiazdy nocne i pierzchnęły cienie,
A ziemię otoczyło światło i promienie,
Rozsypując brylanty po rosach i wodzie,
Która się srebrną falą w strumykach przelewa.

Po nad świeżą mogiłą lekki wiatr powiewa...
Chwieje smutnie listkami wierzba i brzezina,
Umarłego czas jakiś ktoś we wsi wspomina,
A potem pamięć o nim jak mgła się rozwiewa,
Jak ta blada kochanka bagien i topielisk,
Co się rankiem jak upiór po nad niemi snuje...
Człowiek umarł... lecz ludzkość stoi jak obelisk;
A któż w takim ogromie cegiełki rachuje?...

Klemens Junosza.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.