Żywot Jezusa/Rozdział XXV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ernest Renan
Tytuł Żywot Jezusa
Wydawca Andrzej Niemojewski
Data wydania 1904
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Andrzej Niemojewski
Tytuł orygin. Vie de Jésus
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ROZDZIAŁ XXV.
Śmierć Jezusa.

Chociaż prawdziwe powody śmierci Jezusa były czysto natury religijnej, przecież wrogom jego udało się przedstawić go w pretoryi jako przestępcę państwowego; za nieprawowierność sceptyczny Piłat nie byłby nigdy skazał Jezusa. Zgodnie z takim poglądem kapłani podburzyli tłum, aby się domagano ukrzyżowania Jezusa. Nie była to kara żydowska; według Zakonu Mojżeszowego należało Jezusa ukamienować[1]. Krzyżowanie było karą rzymską, przeznaczoną dla niewolników, gdy chodziło o to, aby śmierć była szczególnie hańbiąca. Przez skazanie Jezusa na ten rodzaj śmierci, potraktowano go jak rozbójnika, jak bandytę, jak wzgardzonego wroga Rzymian, któremu odmówiono nawet zaszczytu śmierci od miecza[2]. Ukarano rzekomego »króla żydowskiego« a nie dogmatyka nieprawowiernego. Z tego też powodu wykonanie wyroku pozostawiono Rzymianom. Jak wiadomo, u Rzymian rolę katów powierzano żołnierzom, gdyż zabijanie było ich rzemiosłem. Jezus został więc wydany kohorcie wojsk posiłkowych i musiał przejść najwstrętniejsze katusze, jakie ci zdobywcy wprowadzili do Judei. Było mniej więcej południe[3]. Znowu go obleczono w jego własne suknie, które mu przedtem zdjęto dla uczynienia widowiska; a ponieważ kohorta miała pod ręką jeszcze dwóch złodziei, którzy byli również wydani na śmierć, przeto na miejsce tracenia poprowadzono wszystkich trzech skazańców razem.

Miejsce to zwało się Golgota, leżało za miastem, ale w pobliżu murów[4]. Wyraz Golgota oznacza czaszkę; odpowiada on naszemu wyrazowi czasza, a oznaczał prawdopodobnie łyse wzgórze, podobne do czaszy. Nie wiemy dokładnie, gdzie się to miejsce znajdowało. Leżało pewnie za miastem, w stronie północnej, albo północno-wschodniej, na nierównem płaskowzgórzu między dolinami Cedronu i Hinnonu[5], w okolicy pustej, która tem przykrzejsze wywierała wrażenie, że znajdowała się w pobliżu dużego miasta. Niepodobna przypuścić, aby Golgota znajdowała się w miejscu, które od czasów Konstantyna otacza czcią całe chrześciaństwo[6]. Miejsce to bowiem leży niemal w obrębie miasta, a w epoce Jezusa leżało na pewno w obrębie samej Jerozolimy[7].

Człowiek skazany na krzyż musiał sam dźwigać narzędzie kary[8]. Ale Jezus, słabszy daleko od towarzyszów, nie mógł temu podołać. Pochód natknął się na niejakiego Szymona z Cyreny, który wracał z pola, a żołdacy z barbarzyństwem najeźdźców zmusili go do niesienia fatalnego krzyża. Może przysługiwało im jakieś prawo, może Rzymianie nie byli obowiązani dźwigać hańbiącego drzewa. Zdaje się, że Szymon przyłączył się potem do gminy chrześciańskiej. Albowiem dwaj jego synowie Aleksander i Rufus[9] byli tam bardzo znani. Może to on jako świadek naoczny zdał chrześcianom relacyę. W tej bowiem chwili nie było przy Jezusie ani jednego ucznia[10].

Pochód zatrzymał się wreszcie na miejscu egzekucyi. Według zwyczaju żydowskiego podano skazańcom wino silnie zaprawione korzeniami, napój odurzający, do czego skłaniała litość[11]. Zdaje się, że często kobiety jerozolimskie przynosiły skazańcom ten ostatni napój; gdy go nikt nie podawał, kupowano go na koszt publiczny[12]. Jezus przytknął usta do napoju; ale skosztowawszy, odsunął go[13]. Co uchodziło zwykłym skazańcom, nie przystało jego wzniosłej duszy. Wolał umierać z całą świadomością, gdyż chciał umierać. Wtedy zdjęto z niego szaty[14] i przywiązano go do krzyża. Krzyż składał się z dwóch belek zbitych w poprzek, tworzących kształt litery T[15]. Nie był on wysoki; nogi ukrzyżowanego dotykały prawie ziemi. Potem krzyż dźwignięto do góry i ustawiono pionowo[16]; następnie przybito ręce gwoździami; niekiedy przybijano także nogi, ale zwykle przywiązywano je tylko powrozami[17]. Ciało podpierano klocem, wstawiając go między nogi ukrzyżowanego[18]. W przeciwnym bowiem wypadku ręce przerwałyby się, a ciało spadłoby na ziemię. Niekiedy przybijano do krzyża deskę, aby na niej oprzeć nogi ukrzyżowanego[19].

Jezus zniósł te wszystkie okrucieństwa w całym ich rozmiarze. Pożerało go pragnienie, jedna z największych tortur śmierci krzyżowej[20]. Zażądał napoju. W pobliżu stało naczynie ze zwykłym napojem rzymskich żołnierzy, zwanym posca; był to ocet pomieszany z wodą. Żołnierze rzymscy zabierali z sobą poskę na wszystkie ekspedycye[21], do których zaliczano także egzekucye. Jeden z żołnierzy umaczał w napoju gąbkę, zatknął ją na trzcinę i podał Jezusowi, który ją wyssał[22]. Dwaj złodzieje zostali powieszeni po lewej i prawej Jezusa. Egzekutorzy, którym zazwyczaj oddawano szaty (pannicularia) skazańców[23], losowali o nie, czuwając pod krzyżami[24]. Według tradycyi Jezus wyrzekł słowa, które miał w sercu, jeżeli nie na ustach: »Ojcze, przebacz im, gdyż nie wiedzą, co czynią«[25].

Stosownie do rzymskiego zwyczaju umieszczono na szczycie krzyża napis w trzech językach, hebrajskim, łacińskim i greckim: KRÓL ŻYDOWSKI. W słowach tych było coś obrażającego i wzgardliwego dla narodu. Liczni przechodnie czytali je i oburzali się. Kapłani zwrócili uwagę Piłatowi, że powinien był umieścić napis, iż sam Jezus nazwał siebie królem Żydów. Ale Piłat, zniecierpliwiony już całą sprawą, odpowiedział, że napisu nie zmieni[26].

Uczniowie uciekli. Mimo to Jan twierdzi, iż stał u stóp krzyża do ostatniej chwili[27]. Natomiast jest daleko pewniejsze, że wierne przyjaciółki z Galilei, które dążyły za Jezusem do Jerozolimy, aby mu i tam służyć, nie opuściły go. Marya Kleofasowa, Marya z Magdala, Joanna, żona Chuzego, Salome i inne, stały w pewnem oddaleniu[28] i nie spuszczały z niego oczu[29]. Jeżeli mamy wierzyć Janowi[30], to stała u stóp krzyża także Marya, matka Jezusowa, a gdy Jezus ją zauważył, oraz gdy zauważył ulubionego ucznia, rzekł do niego: »Oto matka twoja«, a do niej: »Oto twój syn«. Ale w takim razie trudno pojąć, dlaczego synoptycy, wyliczając różne niewiasty, opuścili tę, na której obecność każdy musiał zwrócić uwagę. Może zresztą scena ta wyda się nieprawdopodobną ze względu na silny charakter Jezusa, który nie podlegał czysto osobistym rozczuleniom w chwili, gdy myślał tylko o swem dziele, gdy jedynie oddychał jeszcze dla ludzkości?[31]

Z wyjątkiem owej nielicznej grupy kobiet, które z oddalenia krzepiły go wzrokiem, miał przed sobą tylko obraz ludzkiej podłości i głupoty. Przechodnie urągali mu. Słyszał dokoła siebie szyderstwa, a z jego ostatniego okrzyku boleści natrząsano się. »Patrzajcie« wołano, »oto ten, który się podawał za Syna Bożego! Niechaj zjawi się jego ojciec i uwolni go!« — »Pomagał innym« wołano z drugiej strony, »a sobie nie może pomóc. Jeżeli jest królem żydowskim, niechaj zestąpi z krzyża, a uwierzymy weń!« — »Hej« krzyczano w innej stronie, »chciałeś zburzyć świątynię i odbudować w trzech dniach, pomóż teraz samemu sobie!«[32] Jedni, mając niejasne wyobrażenie o jego ideach apokaliptycznych, mniemali, iż wzywa Eliasza; mówili przeto: »Obaczymy, czy przyjdzie Eliasz i wybawi go!« Zdaje się, że i wiszący obok niego złodzieje urągali mu[33]. Niebo było zachmurzone[34], ziemia, jak w całej okolicy Jerozolimy, sucha i pustynna. Na chwilę Jezus opadł na duchu, jak nam donoszą niektórzy; chmura zaćmiła mu oblicze Ojca. Przechodził agonię rozpaczy, tysiąc razy cięższą, niż wszelkie inne cierpienia. Widział tylko ludzką niewdzięczność; może żałował, iż cierpiał dla tak nikczemnego plemienia, bo zawołał: »Boże, Boże, czemuś mnie opuścił!« Ale raz jeszcze boski jego instynkt odniósł zwycięstwo. W miarę, jak życie uciekało z ciała, rozpalała się dusza, wracając powoli do swego niebiańskiego źródła. Odzyskał znowu świadomość misyi; ujrzał w swej śmierci zbawienie świata. Stracił z oczu okropne widowisko, które się rozgrywało u jego stóp, a połączony z ojcem nierozerwalnymi węzłami, rozpoczął na drzewie pokuty owe boskie życie, które w sercach ludzkości miało trwać nieskończone wieki.

Największem okrucieństwem kary krzyża było to, iż na owym słupie można się było męczyć trzy i cztery dni[35]. Krew przestała niebawem płynąć z rąk; rany te nie były śmiertelne. Śmierć następowała z nienaturalnego położenia ciała, z powodu przerażającego bólu głowy i serca; wszystkie członki tężały. Ukrzyżowani, którzy byli silnej kompleksyi, umierali poprostu z głodu[36]. Właściwy cel tej strasznej kary polegał nie na bezpośredniem zadaniu śmierci lub okaleczeniu, lecz na tem, aby niewolnika z przebitemi rękami, których to rąk nie umiał należycie użyć, stawić pod pręgierzem, aby pod nim zgnił. Ale nikła organizacya Jezusa uchroniła go od tak długiej agonii. Wszystko wskazuje na to, że już po trzech godzinach wskutek pęknięcia żyły sercowej nagle skonał. Jeszcze na kilka chwil przed skonem posiadał głos silny[37]. Nagle krzyknął okropnie[38]; jedni posłyszeli: »Ojcze, w twoje ręce oddaję ducha mego«, inni, bardziej przejęci jego misyą, twierdzą, iż słyszeli: »Spełniło się!« Głowa opadła mu na piersi. Skonał.

Spoczywaj w chwale, szlachetny ofiarniku! Dzieło twe zostało dokonane; rozpoczęła się już twoja boskość. Nie lękaj się, że wskutek jakiegoś błędu może jeszcze runąć wznoszona przez ciebie budowa. Stanąłeś już po za granicami ludzkiej słabości, już zaczynasz patrzyć z wyżyn niebiańskiego spokoju na nieobliczalne skutki swej działalności. Za kilka godzin cierpień, które nawet nie dotknęły twej wielkiej duszy, zdobyłeś prawdziwą i najpiękniejszą nieśmiertelność. Przez tysiące lat świat będzie o tobie mówił! Niby sztandar naszych sprzeczności staniesz się symbolem, dokoła którego stoczą się najżarliwsze boje ludzkości. Bardziej żywy, niż za życia, od chwili skonu bardziej kochany, niż w czasie ziemskiej pielgrzymki, staniesz się do pewnego stopnia kamieniem węgielnym ludzkości, że targnąć się na twoje imię, będzie znaczyło to samo, co targnąć się na fundamenty świata. Zniknie granica pomiędzy tobą a Bogiem. Odniósłszy świetny tryumf nad śmiercią, obejmiesz władanie swego królestwa, a za tobą pójdą po drodze, którą sam sobie wytknąłeś, wielowieczni twoi czciciele.


Przypisy

    2. że wzniósł na miejscu, które się wówczas zwało »Golgota«, 3. że miał intencyę wzniesienia tego przybytku na miejscu męki Jezusa.

  1. Józef Flav. Ant. XX, IX, 1. Talmud, który mniema, że Jezusa skazano na śmierć za przestępstwo religijne, twierdzi, iż go ukamienowano, lub co najmniej ukamienowano po powieszeniu; to się również zdarzało dość często (Miszna, Sanhedryn, VI, 4). Talmud Jeroz. Sanhedryn, XIV, 16. Talmud babil., ten sam traktat, 43 a, 67 a.
  2. Józef Flav. Ant. XVII, X, 10; XX, VI, 2; B. J V, XI, 1; Apuleusz, Metam. III, 9; Swetoniusz, Galba 9; Lampyrydyusz, Alex. Sever. 23.
  3. Jan XXX, 14. Według Marka (XV, 25) była najwyżej ósma godzina rano, gdyż według tego ewangielisty Jezusa ukrzyżowano o godzinie dziewiątej.
  4. Mat. XXVII, 33; Marek XV, 22; Jan XIX, 20. Do Żydów XIII, 12.
  5. Zdaje się, że Golgota ma związek ze wzgórzem Gareb i miejscowością Goat, wspomnianemi u Jeremiasza XXXI, 39. Leżała w kierunku północno-zachodnim za miastem. Skłaniałbym się do tego, aby za miejsce ukrzyżowania Jezusa uznać albo to, które się znajduje przy ostatnim zakręcie muru ku zachodowi, albo też wzgórze, górujące nad doliną Hinnonu, ponad Birket-Mamilla.
  6. Nie wystarczające są dowody, za pomocą których starano się wykazać, że położenie grobu świętego zostało zmienione od czasów Konstantyna.
  7. De Vogué odkrył w oddaleniu 76 metrów od tradycyjnej Kalwaryi połać muru żydowskiego, podobną do muru w Hebronie, który, jeżeliby pochodził z epoki Jezusa, wskazywałoby, że owo, wskazane przez tradycyę miejsce, leżało za miastem. Piwnica grobowa (zwana »grobem Józefa z Arymatei«), znajdująca się pod sklepieniem muru Świętego, nasuwa również przypuszczenie, że okolica ta znajdowała się po za murami miasta. Dwa względy historyczne, z których jeden jest dość silny, przemawiają na korzyść tradycyi. Pierwszy wzgląd jest ten, że byłoby szczególnem, gdyby ci, którzy za Konstantyna robili poszukiwania topograficzne na podstawie ewangielii, nie uwzględnili zarzutu, który wypływa z Jana XIX, 20 (»Blisko za miastem było miejsce, gdzie był ukrzyżowan Jezus«) i z Listu do Żydów, XIII, 12 (»Dlaczego i Jezus, aby poświęcił lud przez własną krew, za bramą ucierpiał«). Czyż pominęliby z lekkiem sercem tak ważną wskazówkę? Drugi wzgląd, to znalezione na Golgocie za czasów Konstantyna szczątki świątyni Wenery, wzniesionej przez Adryana. Mamy prawo przypuszczać, że poszukiwania topografów pobożnych z czasów Konstantyna były robione poważnie, choć czasem nie pogardzano tendencyą. Gdyby cała robota miała charakter wyłącznie czczego pozoru, to uznanoby za Golgotę jedno z wybitniejszych wzgórzy w pobliżu Jerozolimy, gdyż imaginacya kazała chrześcianom lat najwcześniejszych mniemać, że śmierć Jezusa nastąpiła na górze. Ale kwestya muru jest bardzo trudna. Dodajmy, że istnienie świątyni Wenery na Golgocie niczego nie dowodzi. Euzebiusz (Vita Const. III, 26), Sokrates (H. E. I, 17), Sozomenos (H. E. II, 1), św. Hieronim (Epist. XLIX, ad Paulin.) przyznają, że istniał przybytek Wenery w miejscu, które się im wydaje miejscem grobu świętego; ale jest to niepewne: 1. czy Hadryan go wzniósł,
  8. Plutarch, De sera num. vind. 19; Artemidoros, Onirocrit. II, 56.
  9. Marek XV, 21.
  10. Relacya ta (Łukasz XXIII, 27—31) należy do tych miejsc, w których czuć pracę imaginacyi pełnej pietyzmu i miłości. Słowa włożone w usta Chrystusa mogły być napisane dopiero po oblężeniu Jerozolimy.
  11. Talmud Babil. Sanhedryn, 43 a. Porów. Przypow. XXI, 6.
  12. Talmud. Babil. Sanhedryn, j. w.
  13. Marek XV, 23; Mateusz (XXVII, 34) popełnia fałsz ze względu na aluzyę mesyanistyczną do Psalmu LXIX, 22.
  14. Mat. XXVII, 35; Marek XV, 24; Jan XIX, 23. Porów. Artemidor. Onirocr. II, 53.
  15. Lucyan, Jud. voc. 12. Porów. dziwaczny krucyfiks w Rzymie, narysowany na jednym z murów wzgórza Palatyńskiego. Civilta cattolica, fasc. CLXI, 529 i nast.
  16. Józef Flav. B. J. VII, VI, 4; Cic. In Verr. V, 66; Ksenof. Efez. Ephesiaca, IV, 2.
  17. Łuk. XXIV, 39; Jan XX, 25—27; Plaut, Mostellaria II, 1, 13; Lucanus Phars. VI, 543 i nast.; 547; Justyn, Dial. cum Tryph. 97; Tertulian, Adv. Marcionem, III, 19.
  18. Ireneusz, Adc. haer II, 24; Justyn, Dial. cum Tryph. 91.
  19. Patrz rysunek wyżej cytowany.
  20. Patrz tekst arabski, wydany przez Kosegartena, Chrest. arab. str. 64.
  21. Spartianus, Życie Hadryana, 10; Vulcatius Gallicanus, Życie Avidiusa Cassiusa, 5.
  22. Mat. XXVII, 48; Marek XV, 36; Łuk. XXIII, 36; Jan XIX, 28—30.
  23. Dig. XLVII, XX, De bonis damnat. 6. Adryan usunął ten zwyczaj.
  24. Mat. XXVII, 36. Porów. Petroniusz, Satyr. CXI, CXII.
  25. Łuk. XXIII, 34. Wogóle kwestyonują ostatnie słowa Jezusa, zwłaszcza podawane przez Łukasza. Czuć tu tendencyę uczynienia zadość przepowiedniom. Zresztą w takich wypadkach każdy słyszy co innego. Ostatnie słowa sławnych skazańców są zawsze podawane przez najbliższych świadków w redakcyach, różniących się zasadniczo od siebie.
  26. Jan XIX, 19—22.
  27. Jan XIX, 25 i nast.
  28. Synoptycy twierdzą zgodnie, że gromadka wiernych stała »w oddaleniu« od krzyża. Jan mówi »podle krzyża«, gdyż sam pragnie stać blisko.
  29. Mat. XXVII, 55—56. Marek XV, 40—41. Łuk. XXIII, 49, 55; XXIV, 10; Jan XIX, 25. Porów. Łuk. XXIII, 27—31.
  30. Jan XIX, 25 i nast. Łukasz, który zawsze zajmuje pośrednie stanowisko między dwoma pierwszymi synoptykami a Janem, notuje obecność »wszystkich jego przyjaciół«, ale w oddaleniu (XXIII, 49). Wyrażenie »γνωστοί« może jednak oznaczać »krewnych«. Ale Łukasz odróżnia γνωστοί od συγγενεἵς;. Dodajmy, że w najlepszych rękopisach znajduje się οἴ γνωστοἴ a nie οί γνωστοὶ αὺτοῦ. W Dziejach Apostolskich (I, 14) znajdujemy pośród niewiast galilejskich także Maryę, matkę Jezusową; gdzieindziej (Ewang. II, 35) Łukasz powiada, że miecz boleści przeszył jej łono. Ale tem trudniej wytłomaczyć sobie czemu nie wyliczył jej śród niewiast pod krzyżem stojących.
  31. Tu według mnie uwidocznia się chęć Jana nadania sobie ważności. Zdaje się istotnie, iż po śmierci Jezusa Jan przyjął do siebie jego matkę i traktował ją jak własną (Jan, XIX, 27). Ponieważ Marya cieszyła się następnie wielkiem poważaniem, przeto Jan, chcąc podać siebie za ulubionego ucznia, twierdził, iż mistrz w chwili śmierci powierzył jego opiece najdroższą mu osobę. Przebywanie u niego matki mistrza nadawało mu przewagę nad innymi apostołami, a nauce jego wielkie znaczenie.
  32. Mat. XXVII, 40 i nast., Marek XV, 29 i nast.
  33. Mat. XXVII, 44; Marek XV, 32. Łukasz, mając ciągle na myśli nawracanie grzeszników, wprowadza tu do tradycyi pewną zmianę.
  34. Mat. XXVII, 45; Marek XV, 33; Łukasz XXIII, 44.
  35. Petroniusz, Satyr. CXI i nast.; Origenes, In Matt. Comment. 140; tekst arabski u Kosegartena, cytow. wyżej, str. 63 i nast.
  36. Euzeb. Hist. Eccl. VIII, 8.
  37. Mat. XXVII, 46; Marek XV, 34.
  38. Mat. XXVII, 50; Marek XV, 37; Łuk. XXIII, 46; Jan XIX, 30.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Ernest Renan i tłumacza: Andrzej Niemojewski.