Żywe grobowce/XIX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Urke-Nachalnik
Tytuł Żywe grobowce
Data wydania 1934
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze „Rój“
Druk Drukarnia Księgarni Polskiej B. Połonieckiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Indeks stron


XIX.

Muszę teraz przemówić kilka słów do szanownego czytelnika. Coprawda postanowiłem w drugim tomie nie filozofować, a pisać tylko suchą rzeczywistość; rzeczywistość straszną, nędzną, podlą, która niejednego z czytelników może odstraszyć, a nawet wzbudzić wstręt do podobnych opowiadań.
Wiem to także i zdaję sobie sprawę, że znajdą się tacy, którzy powiedzą: Zbrodniarz stara się opisać tendencyjnie swoje przeżycia, by wzbudzić litość w sercu prokuratora i sędziego dla siebie na przyszłość i dla swoich kolegów po fachu, aby mogli broić bezkarnie.
Nie, wcale nie! Kto tak sądzi, jest w błędzie. Nie to jest m o im celem. Nie piszę też pamiętnika dla swojej przyjemności, aby mówić o sobie i z całym cynizmem opowiadać o swoich występkach. Nie chcę też, żeby mówiono o mnie, że p osiadam pewne zdolności literackie, gdyż nigdy nie przyznam się, że jestem autorem tej książki, choćby wychwalano ją, że jest dobrze, czy bardzo dobrze napisana. Byłoby to, jakbym sam sobie nalepił na plecy kartkę z napisem: „Jestem podłym, najpodlejszym pod słońcem zbrodniarzem“. Pragnę tylko przedstawić nagą prawdę o życiu człowieka ze świata pogardzanych przez wszystkich. Rozróżnienie dobrych i złych stron takiego człowieka Tobie pozostawiam, czytelniku, w zupełności. Nie narzucam też nikomu swojego przekonania. Ale trzeba zawsze pamiętać o tem:
„Nie sądźmy, abyśmy nie byli sądzeni“.
Kara za przestępstwo, według mnie, być musi. Ale ta kara nie powinna być wymierzana z drakońską surowością. Kara powinna być taka, by nie wzbudzała w skazanym pragnienia zemsty. Trzeba pamiętać o tem, że każdy skazaniec pochodzi z tego społeczeństwa, które może bezwiednie przyczyniło się do tego, by skazaniec został tem, za co go napiętnowano.
Każdy człowiek, choćby najgorszy, ma poczucie winy i kary. Przestępca także wie, że na karę zasłużył. Ale ta kara nie może być wymierzana według suchych, martwych słów prawa. Wiadomo, że ani kara ani przestępstwo nie mogą być mierzone łokciem, ani ważone na funty; nie można ich akuratnie odmierzyć. Jedna tylko wyrozumiałość ze strony społeczeństwa i sędziów może się przyczynić mojem zdaniem do zmniejszenia, a nawet zczasem do zupełnego wykorzenienia przestępstwa. Niema ludzi złych i dobrych, jak to już Hamlet powiedział: „niema rzeczy, któraby sama z siebie była dobra albo zła. Myślenie nasze czyni ją dopiero taką, to jest złą, albo dobrą“.
Długoletnia kara więzienia, mojem zdaniem, — mówię to z obserwacji, — nikogo nie poprawiła i nie poprawi. Więzienie to narkotyk, którego przestępca pochłania coraz to większą dozę. Zczasem narkotyk ten przestaje zupełnie działąć i największa doza nawet już nie pomaga. Recydywista pow raca do więzienia jak do kochanki, którą na jakiś czas opuścił. Człowiek mojem zdaniem czuje strach i odrazę do więzienia, zanim je poznaje; trzeba go więc straszyć więzieniem jak najdłużej.
Rację miał wielki pisarz Dostojewski, kiedy powiedział:
„Człowiek jest bydlęciem, które do wszystkiego się przyzwyczaja; bydlęciem jest nawet najprawdziwszy, stuprocentowy gentleman, niezależnie od narodowości, Anglik czy Chińczyk i niezależnie od ideologji; monarchista pruski, czy komunista rosyjski, każdy człowiek przyzwyczaja się prędko do wszystkiego: do zbrodni, do nędzy, do głodu i do więzienia“.
Biada temu, który w chłopięcym wieku przekroczy próg więzienny. Jeden na tysiąc mojem zdaniem zdolny jest własnemi siłami oprzeć, się, by po raz drugi tam nie wpaść. Tylko ten może nie powrócić po raz drugi, którym zaopiekuje się po opuszczeniu więzienia mądra, wyrozumiała i silna ręka — Ten wraca do społeczeństwa. Jednakże nie każdy jest takim szczęśliwcem, większość nowicjuszów jest przeznaczona na zagładę.
Czytelniku! Domyślam się, że po przeczytaniu tego, co wyżej powiedziałem o więzieniach i karze, zapytasz mnie: więc jak karać, aby kara była odczuta, jako zasłużona i jak zrobić, ażeby zmniejszyć ilość przestępstw?
Więc odpowiem. W interesie samego społeczeństwa leży, by kara wymierzona była sprawiedliwie. Sędzia musi pamiętać o tem, że dzisiaj on sądzi, a jutro może być sądzonym, o ile naturalnie to samo społeczeństwo, które reprezentuje, dowie się, że coś przekroczy! przeciwko prawu. Niema mojem zdaniem ludzi, którzyby nie byli w konflikcie z przepisami prawa, choćby to byli sami sędziowie. Różnica jest tylko w tem, że na przeciętnego śmiertelnika sprawiedliwość zwraca baczniejszą uwagę, w skutek czego dostaje się on prędzej na ławę oskarżonych, niż ten, co stoi przy żłóbku napełnionym sprawiedliwością. Takiemu prędzej wszystko ujdzie bezkarnie. Im bardziej sędzia jest srogi w wymierzaniu sprawiedliwości, tem więcej trzeba wątpić, aby sam był w zupełnym porządku.
Sędziami, mojem zdaniem, powinni być wyrozumiali ludzie znający życie wszechstronnie. Powinni więcej studjować kwestję, skąd przestępstwo powstaje, gdzie mieści się jego zarodek, aby zapobiec występkowi, a nie badać, jaką karę należy dać przestępcy. Kara więzienia jest tylko unieszkodliwieniem przestępcy na jakiś czas i zemstą ze strony społeczeństwa, a nie wykorzenieniem przestępstwa. Zemsta rodzi zemstę i nic więcej.
Więzienia powinny być domami pracy i szkołami. Administracja powinna składać się z ludzi inteligentnych i pracujących ideowo, jakich u nas nie brak, a nie służyć w więzieniu poto, by gnębić więźnia i czekać pierwszego na pensję.
Zaręczam, że wówczas kara więzienia nie wywoływałaby pragnienia zemsty ze strony skazanego, który wymierzoną słusznie przez sędziów karę przyjąłby jako pokutę za grzech popełniony. Większa część skazańców napewno wróciłaby do społeczeństwa.
Zmniejszenie ilości przestępstw tembardziej leży w interesie społeczeństwa, iż traci ono więcej moralnie i więcej je kosztuje utrzymanie władzy wykonawczej poto, by karać przestępcę, niż kosztowałyby środki zapobiegawcze, kulturalne, aby człowiek doszedł do tego punktu rozwoju, by mógł sam odróżnić, co jest dobre, a co złe.
Każdy laik wie o tem, że głód jest najpotężniejszym dyktatorem zbrodni i występku w życiu ludzkiem. Tu należy szukać głównego źródła występku. Przed sądem można się tłumaczyć, wobec głosu sumienia można się usprawiedliwić. Żołądek zaś nie przyjmuje żadnych tłumaczeń i domaga się swoich praw, wszystko jedno, za jaką cenę. Żołądek jest to wierzyciel, który weksli swoich dłużników nigdy nie dopuszcza do protestu. Gdy zawoła: Płacić! — nic tu nie pomoże. Żaden człowiek nie jest mojem zdaniem urodzonym zbrodniarzem. Zapracowany kawałek chleba lepiej smakuje i spokojniej go się spożywa, niż kiełbasę skradzioną. Ale tę pracę, ten zarobek trzeba mieć.
Rozmawiałem wiele razy z więźniami, którzy po wyjściu na wolność znowu wracali do więzienia. Każdy z nich uskarżał się, że nie chciano mu, wiedząc o jego przeszłości, dać pracy; dlatego właśnie zmuszony był spróbować po raz drugi szczęścia... Człowiek, który nie zna więzienia i nigdy w życiu nie spróbował występnego życia, umrze raczej z głodu, a nie wejdzie w konflikt z kodeksem karnym. Natomiast wykolejeniec, by zaspokoić swój żołądek, do wszystkiego jest zdolny.
W interesie społeczeństwa leży, aby popierać towarzystwa opieki nad więźniami po wyjściu z więzienia. Trzeba dawać im pracę — pomimo, że w dzisiejszym kryzysie ekonomicznym są tysiące ludzi uczciwych bez pracy i dachu nad głową, — a nie wydawać pieniądze na zabezpieczenie przed złodziejami, które i tak nie pomaga. Jak to mój nauczyciel Cwajnos mawiał:
— Pamiętaj o tem raz na zawsze, frajerze, co jeden człowiek zbuduje, drugi człowiek potrafi zepsuć.
Kasa ogniotrwała, zamki patentowane i żelazne kraty w wielkich magazynach zachęcają tylko do popełnienia tam kradzieży. Zamknięte na klucz mieszkanie, albo kłódka powieszona na drzwiach jest tylko znakiem dla złodzieja, że może śmiało przystąpić do roboty, gdyż nikogo tam nie zastanie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Icek Boruch Farbarowicz.