Żmija/Pieśń czwarta

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Słowacki
Tytuł Żmija
Podtytuł Pieśń czwarta. Czajki.
Data wydania 1894
Wydawnictwo Księgarnia Polska
Druk Piller i spółka
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
PIEŚŃ CZWARTA.

CZAJKI.

Kozacy wygnali nad Donu brzegami,
Gdy Dniepr opuszczali, pieśń smutna i szczytna
Z rospaczy wyrazem, zmieszana ze łzami.
Na głowę carycy przekleństwa miotała.
       5 O falo błękitna! o falo błękitna!
Tyś czajki nosiła — tyś łzy te widziała. —

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

„Zda się, że słońce piękniejsze świta,
Gdy do powrotu Czajka zwrócona.
Miła téj fali barwa zielona,
       10 Czajkami w srebrną pianę rozbita.
Jak się te nurki spokojnie pławią,
Pod słońca blaskiem skrzydły trzepocą.
Lecz, kto wié druhy, może przed nocą
Srebrne się morza fale zakrwawią?...“

       15 „Ha! zgadłem bracia — tam na obłoku
Turecki żagiel z wiatrem ucieka.
Zaczęte łowy! mieć go na oku,
Lecz się nie zbliżać, — zawsze zdaleka.
Niech żadne wiosło czajki nie nagli,
       20 W dzień się nie zbliżać, nie stawiać czoła,
Galery mają oczy sokoła,
Zaraz dostrzegą... Zwinąć pół żagli.“ —


„A przed obrazem Bogarodzicy,
Co burzy morze i czajek strzeże,
       25 Zapalić świécę — a przy téj świécy,
Niech pop odmawia głośno pacierze.
Gdy wydam rozkaz — za mym rozkazem,
Wziąść pośród siebie czajkę z obrazem,
Lecz niech się teraz pop nie przysłuży,
       30 Niechaj obrazem morza nie burzy,
Niechaj się modli — innéj usługi
Teraz nie żądam... Jakże dzień długi!...“

„Ho! ho! szalony ten Sułtan stary,
Budować takie wielkie galary,
       35 Co trzykroć tyle nabiorą wody,
Niż nasza czajka; za to z czajkami
Tureckim statkom nie iść w zawody;
Gdy pełnym żaglem płyną za nami,
My na mielizny — często w pogoni
       40 Okręt ich pryśnie o piasków ławy,
I tak jak szklanny puchar zadzwoni.“ —

„Widzicie druhy jak zachód krwawy,
To wiatr nam wróży — korzystać trzeba.
Więc nieco białych żagli rozwinąć,
       45 I robić wiosłem — ku słońcu płynąć.
Postawić czajki w płomieniach nieba,
Tak aby słońce było za nami...
Ze zwiniętemi teraz żaglami
Utonąć w blasku — pod tą opieką
       50 Nas nie wyśledzi ów upiór smoczy,
Co ma z kryształu stokrotne oczy,
Témi oczyma sięga daleko.“ —

„Dzięki ci Boże! oto do końca
Dzień nachylony, blado się pali,
       55 Oto nad falą, widać pół słońca,
A pół do ciemnéj kryje się fali,
I na świat rzuca odbłysk ponury...
Już się nad słońce fala podniosła,

Po niebie krwawe snują się chmury.
       60 Teraz do żagli! teraz do wiosła!“ —

Okrzyk stokrotny
Bije o chmury;
I żagiel lotny,
Jak skrzydło ptaka,
       65 Białémi pióry,
Czajkę kozaka
Niesie... Ta drząca,
Wygina szyję,
Kąpie się w wodzie,
       70 Fale rostrąca;
I kozak żyje,
I czajka żywa.
Już lecą... Blady na wschodzie
Zza chmury xiężyc wypływa. —

       75 „Ho! dobra wróżba, galera Baszy.
Lubię miéć sprawę z Baszy galerą,
Znam tę banderę — a nad banderą
Buńczuk, co płoche jaskółki straszy.
Widzę przy ogniach tureckie twarze,
       80 Zdają się blade... Czekać w pobliżu,
Aż nam galera boki ukaże,
Aż na nas spojrzy okiem ze spiżu.“

Galera okropną cichością owiana,
Jak widmo posępne, jak pałac zaklęty,
       85 Choć wiosło nie szumi, choć żagiel zwinięty:
Bez ludzkiéj pomocy, czarami szatana,
Odwraca pierś złotém ozdobną straszydłem,
I boki jéj xiężyc bladawy oświéca.
Trzdzieścié paszcz widać przy blasku xiężyca,
       90 Skąd wkrótce ognistém wyleci zgon skrzydłem...

„Druhy! do wioseł! już dają znaki,
Ażeby iskrą podrażnić działa;
Lecz my pierszchniemy stadem jak szpaki,

Próżno nas będzie kula szukała,
       95 Daléj! do wioseł!...“ I mnogie wiosła
Wnet zaszumiały.
Czajkę zbłąkaną
Fala rozniosła.
I żagiel biały,
       100 Z białawą pianą
Zmieszany, zniknął na morzu...

I rzekłbyś że fala ta czajki pożarła?
Że kozak grób znalazł w błękitnych fal łożu?
I cichość posępna i cichość umarła
       105 Okryła na chwilę błękity odmętu.
Lecz iskrą galery zbudzone już działo
Wzruszyło sen głuchy — błysk widać z okrętu,
I dział trzydzieścié zagrzmiało.

Dym czarny chmurą na morzu drzymie,
       110 I okręt zabrzmiał szatańskim smiéchem:
Lecz nim smiéch skonał z trzykrotném echem,
Czajki stadami błysnęły w dymie.
Pobledli Turcy... Oto kozaki
Na pierś okrętu rzucają haki,
       115 Drą się na pokład. — Nad pogan karki
Widać wzniesiony miecz Atamana,
I nad turbany pióro Hetmana,
I Atamańskiéj odgłos janczarki.
Wśród damasceńskich krzywych pałaszy
       120 Miece się Żmija okropnym bojem;
Gdzie walczył Basza — syn młody Baszy,
Nawpół makowym spity napojem. —
„Ojcze!“ do Baszy rzekł Selim młody,
„Giniemy — pozbądź niewczesnéj dumy.
       125 Łódź okrętową spuścić do wody;
Gdy ja sam wrogów zatrzymam tłumy,
Uciekaj ojcze!“ — Na środek skoczył,
I pośród tłumu, swój turban biały,
Błyskiem krzywego miecza otoczył.
       130 Jęk na pokładzie, janczarki grzmiały.
Pośród pałaszy w błysku i dymie,

Hetman młodego spotkał Selima;
I dwa się miecze starły olbrzymie.
Żmija miecz wroga na mieczu trzyma,
       135 A drugą dłonią z janczarki błysnął,
Strzelił pod maszty — i płomień nagle
Szybkim poskokiem wpłynął na żagle,
Aż na banderze złotéj zawisnął:
I maszt sosnowy zajął się z trzaskiem...

       140 „Byłaby walka w cieniach schowana,
Trzeba ją takim oświécić blaskiem...
Oto pochodnia błyszczy Hetmana.“ —
Z trzaskiem pożaru, znów szczęk oręża
Słychać — i dźwięki hartownéj zbroi.
       145 Miecz straszny Żmii, jak żądło węża,
Krwi wroga szuka i krwią się poi.
Koszula Żmii utkana w druty,
Hartowna wprawdzie na probę kuli;
Lecz miecz Selima w Damaszku kuty,
       150 Przedarł druciane węzły koszuli.
Krew popłynęła aż na kobierce
Co okrywały Baszy okręty:
Żmija się zemścił — ugodził w serce,
Schylił się Selim jak kwiat podcięty,
       155 Upadł na pokład ze chrzęstem stali;
Padając, okiem rzucił po fali,
Przez fale płynie łódź okrętowa,
Tam jego ojciec. — Selima głowa
Spadła na piersi...

Czajka wesoła
       160 Znów śliską piersią rostrąca piany,
I na błękitne wpływa limany;
Nad limanami z ołowiu czoła,
Wież Oczakowa widać wysoko;
A wież turecka załoga strzeże.
       165 Dostrzegło czajek, pogańskie oko,
I wiankiem ognia błysnęły wieże,
Dym widać srebrny, huk słychać głuchy:
Lecz czajki ciche — ciche — jak duchy,

Gdy wiatrem wzdęta żagli pierś biała,
       170 Płyną wstecz Dniepru, daléj! i daléj!
Znów z wież tureckich zagrzmiały działa,
Lecz huk bezsilny skonał na fali.

Jak cudne błyszczą czajek szeregi,
Słońce pozłaca barwy orszaku.
       175 Jak cudne błyszczą dnieprowe brzegi,
Kwiat oczeretów szkarłatem świéci.
Niekiedy w ciszy Tatar Budziaku
Mignie na koniu, jak wiatr przeleci;
Lub w oczeretu kwiatach ukryty,
       180 Patrzy na czajki, na fal błękity.




PIEŚŃ POWROTU.

Czajki! czajki! Sicz przed nami
Oto brzegi Zaporoża!
A daleko, za czajkami,
Już pożarów gaśnie zorza;
       185 I wśród morza,
Między mgłami,
Płonie wielka masztów sosna,
Siła żaglów spadła.

Gdy nam błyśnie nowa wiosna,
       190 Znowu zadrzy dzicz wybladła,
Znowu zagrzmi spiéw janczarek;
Lecz w tym roku dość zachodu,
My do miodu!
Z brzękiem czarek
       195 Pijmy w naszéj Ukrainie,
Miód nasz przepalony.
Gdzieśmy byli, kto popłynie?
Za trupami chyba wrony,
Wrony czajek przyjaciółki,
       200 Co śmierć kraczą Asawule;
Kiedy kule,
Jak jaskółki,
Nad czajkami, po przestworzu,
Lecą chmurą czarną.

       205 My kozacy siejem w morzu.
Gdy się z wiosną plony zgarną,

Pełnym workiem piastry swiecą
Podłe, jako liść zżółkniały;
Jak wleciały,
       210 Tak wylecą.
Przez pół roka pan dostatni,
Kozak Wojewodą. —

A gdy wyjdzie piastr ostatni,
Znów z Kijowa Dniepru wodą
       215 Do chat naszych. — Kozak spiéwa,
A gdy nędze zakłopocą;
W łodziach nocą,
Lśnią łuczywa;
I do ciemnéj Dniepru wody,
       220 Cicho sieci toną.

Miło błądzić gdzie ogrody
Wschodnich Baszów, kędy płoną
Złota blaskiem jabłka duże;
Lecz się miléj schylić z konia.
       225 I wśród błonia,
Polną różę
Zerwać, zanieść z ranną rosą,
Lubéj w upominku.

Pierwéj fale wyspy zniosą,
       230 Niźli kozak dla spoczynku
Tknie się pługa... gdy raz złotem
Da zakupić ręce panu:
Wśród limanu,
Zlany potem,
       235 Zlany łzami, będzie w stożec
Składał kryształ soli. —

O! nie pójdzie Zaporożec,
Zaprzedany do niewoli,
Błądzić!...

O cicho! cicho drużyno!
       240 Czy tam widzicie żagle za nami,
Żagle się galer bielą za trzciną,
Za kozackiemi płyną czajkami.
W Czertomeliku płyńmy ostrowy,
Tam będą czajek bezpieczne floty:
       245 Próżno nam buńczuk zagraża złoty,
I pierś galery i żagiel płowy.
Oto na brzegu nasze rodziny...
Czajka ma czucie, wierność brytana,
I tak jak brytan o stopy pana,
       250 Tak się o wodne otarła trzciny.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Słowacki.