Śpiewnik kościelny/Kto pragnie żyć wiecznie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Kto pragnie żyć wiecznie
Pochodzenie Śpiewnik kościelny
Redaktor Michał Marcin Mioduszewski
Data wydania 1838
Druk Stanisław Gieszkowski
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI

Cały tekst

Indeks stron

PIEŚŃ I.
O wszystkich Tajemnicach Wiary.



\relative c {
   \clef tenor
   \key f \major
   \time 3/4

   \autoBeamOff

   \stemUp c8 f f e16[ f] g8 f | f a a g16[ a] bes8 a | \break
   \stemDown a8 c c bes16[ c] d8 c | bes bes bes a16[ bes] c8 bes | \break
   a8 a a g16[ a] bes8 a | c a \stemUp g16[ f] g[ a] g8 c, | \break
   \stemDown a'8 a bes[ a] bes[ g] | a4 a r4 \bar "|."
}
\addlyrics { \small {
Kto pra -- gnie żyć wie -- cznie, ma wie -- rzyć ko -- nie -- cznie:
Że Bóg wie -- cznie ży -- wy, Sę -- dzia spra -- wie -- dli -- wy,
Jest w_Trój -- cy je -- dy -- ny; Bóg Syn czy -- ści wi -- ny,
Sta -- wszy się czło -- wie -- kiem.
} }



Kto pragnie żyć wiecznie, ma wierzyć koniecznie:
Że Bóg wiecznie żywy, Sędzia sprawiedliwy,
Jest w Trójcy jedyny; Bóg Syn czyści winy,
Stawszy się człowiekiem.

Ojciec, Syn, Duch święty, Bóg w Trójcy zamknięty;
Ten Bóg: Duch z istoty, z wszystkiemi przymioty,
Ojciec miłosierny, Pan oddawca wierny,
Jeden w trzech osobach.

Bóg w którym żyjemy, choć go nie widzimy,
Obraz swój wyraża, w duszy, którą stwarza,
A w niej trzy sposoby, by tak trzy osoby,
W jednym Bogu czciła.

Rozum Słowo rodzi, jak z słońca dzień wschodzi,
Rozumu i Słowa, Duch wola gotowa,
Choć się z nich nie rodzi, lecz z obu pochodzi,
Jak ciepło dnia, z słońca.

Słońce Ojca znaczy, dzień Syna tłómaczy,
Ciepło pozostałe, znaczy Ducha chwałę;
Choć jedno są razem, a Trójcy obrazem
Znamionują duszę.

Chrystus mądrość sama, znał chęć Abrahama;
Dzień mój widzieć żądał Abraham, oglądał:
W tym zrodzenie Słowa, z Ojca światłość nowa,
A Duch tchnie z obojga.

Niebiosa Jehowa, stwarzał mocą Słowa,
A Duchem ust jego, siła ich z niczego,
Świadczy Dawid święty, że Bóg niepojęty
Jeden w trzech osobach.

Bóg niczmierna siła, chcąc by ziemi bryła,
Z duszą żyła społem, człowiek był kościołem,
Ciałem go obleka, za syna człowieka
Przez łaskę przyjmuje.

Słowo Syn zrodzony, człowiek syn stworzony,
Słowo Syn z istoty, człowiek syn z roboty,
Oba są obrazem, lecz z Ojca nierazem,
Człek syn marnotrawny.

Chciwość panowania, z raju nas wygania,
Wąż jabłkiem w grzech truje, śmierć piekło gotuje,
Ta zguby przyczyna, stworzonego syna:
Że odstąpił Boga.

Bóg Syn się użalił, żeby nas ocalił,
Sam stał się człowiekiem, z Panny karmion mlekiem,
Dwie natury mieści, żył z ludźmi trzydzieści
I trzy lat jak człowiek.

Uczył wiary z cudem, modlił się za ludem,
Uzdrawiał choroby, poożywiał groby,
Wysłał Apostoły, aby świat z Anioły
Chwalił Boga w Trójcy.

Lecz by niebo kupił, z czego nas grzech złupił,
Sam za nas umiera, krzyżem raj otwiera,
W trzech dniach zmartwychwstaje, w Sakramentach daje
Łaskę poświęcenia.

W Piotrze kościół stawi, w którym wiernych zbawi,
Z nieba daje ducha, kto kościoła słucha;
Kto się zaś nie garnie, do Piotra owczarnie,
Koniecznie zaginie.

Kto chcesz być bezpieczny, że masz żywot wieczny
Wziąść z Boga kochania, chowaj przykazania,
Wierz w Boga jednego, szanuj Imie jego,
W dni święte służ Bogu.

Czyń dzięki, ofiary, prośby, pokłon z wiary,
Przed ludźmi wyznawaj, we wszystkiem się zdawaj
Sam na wolą Bożą, choć się biedy mnożą,
Nie znaj cudzych Bogów.

Lecz trudno być w niebie, kto bliźnich jak siebie
Szczerze nie miłuje, starszych nic szanuje,
Nie wspomaga życia, prędki do zabicia:
Gniewem, słowem, dziełem.

Kto też cudzołoży, gwałcąc kościół Boży,
Heretyków czyta, co cudzego chwyta,
Myśli pożądliwie, lub świadczy fałszywie,
Krzywdzi cudzą sławę:

Lub kto prawdę tłumi, grzech za śmiech rozumi,
O wiarę nie stoi, piekła się nie boi,
Po śmierci nic więcej, jak koniec bydlęcy,
Za nic waży duszę:

Bo tylko jadł żyje, nie by żył jje, pije,
Postu, Mszy nie lubi, z majątków się chlubi,
Nic spowiedź dla duszy, a od sądu uszy
Sobie pozatrkał:

Ten się każdy zmyli, w czas śmiertelnej chwili,
Gdy duch zrzuci szatę, nagi po zapłatę,
Pójdzie przed sąd Boga, gdzie go przejmie trwoga,
Za bezbożne życie.

Kto jak żył na świecie, dłużnik czyli dziecię,
Wzgardziciel uparty, co miał zmowę z czarty,
Śmierć w księgach ukaże, tych wpisze, tych zmaże
Na sąd ostateczny.

Kto Boga jak dziecię kochał, żyjąc w świecie;
Bóg przyjmie na łono, z niebieską koroną,
Da mu raj wesoły, mieszkanie z Anioły,
Z nim radość bez końca.

Kto się być grzesznikiem znał Boskim dłużnikiem,
Choć grzechem był struty, lecz czynił pokuty,
Spowiedź, post, jałmużny; a wreszcie wczem dłużny,
To w czyszczu wypłaca.

Ta zaś dusza biedna, co się nie pojedna
Przy skonaniu z Bogiem, zginie z złym nałogiem:
Bo za wszystkie wzgardy, nieprzyjaciel hardy,
Porwie ją jak swoją.

Gdy dobrych rachuba, złych się spełni zguba,
Z nieba zagrzmi trwoga, sąd żywego Boga,
Przez trąbę Anioła, umarłych zawoła:
W stańcie na sąd Boży;

Wtedy wszystkie kości, do swojej całości,
Zniosą mocne duchy, a grzesznych w łańcuchy
Czart przeklęty zwiąże, jak ciemności Xiąże
Postawi przed sądem.

Świętych z nieba lice, jako gołębice,
Do swych kostek gniazda, pospieszy się każda,
Rzecze: przyjacielu! wstań, żyjmy w weselu,
Przed Ojcem światłości.
Niebo o nas pyta, wieczność nieprzeżyta,
Chce nam cnoty płacić, a grzechy zatracić;
Już z sądnej doliny, w niebieskie krainy,
Chrystus nas wprowadzi.

Gdy sędzia z obłoku, wyda głos wyroku:
Rozłączcie Anieli, tych co tylko mieli
Imie chrześcijańskie, a życie pogańskie:
Rzućcie w ogień wieczny.

Jaki tam płacz będzie, i rozłąka wszędzie,
Skryjcie nas pagórki, rzekną syny, córki,
Niech nie widzim matki, z tej piekielnej klatki,
Która nas przeklęła.

Ojciec zbrzydzi syna, mąż żonę przeklina,
Sąsiad klnie sąsiada, wszystkim wieczna biada:
Pan skarży na sługi, że przez nich wpadł w długi
Ubogich zdzierając.

Tam się widzieć zdarzy, u każdego z twarzy,
Co się w sercu kryje, gdy tu łza nie zmyje,
Tajemne zabawki, godne wstydu sprawki
Z wieczną zgubą sławy.

Słońce się zawstydzi, i ziemia się zbrzydzi,
Wyrzuci z mogiły, gnaty które gniły,
By złośliwe dusze, wlokły je w katusze,
Za krótkie rozkoszy.

Ach dokąd się uda, ta zginiona trzoda,
Dokąd się powlecze? gdy się jej Bóg zrzecze:
Rzuci piorun z ręki, odda ich na męki,
Idźcie w ogień wieczny.

Dziś nie zna lud ciemny, że Bóg stróż tajemny,
Wszystkie kroki mierzy; lecz wtenczas uwierzy,
Gdy w przepaści wpadnie, i oprze się na dnie,
W piekielnych tarasach.

O duszo wątpliwa, wieczność nieszczęśliwa,
Oczy ci otworzy, wtenczas gdy Syn Boży,
Grzechy twe wyliczy, a trup twój zaryczy:
Zginąłem na wieki.


Znak domeny publicznej
Tekst lub tłumaczenie polskie jest własnością publiczną (public domain), ponieważ prawa autorskie do niego wygasły (expired copyright).