Strona:Śpiewnik kościelny czyli pieśni nabożne z melodyjami w kościele katolickim używane (Mioduszewski).djvu/0589

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy dobrych rachuba, złych się spełni zguba,
Z nieba zagrzmi trwoga, sąd żywego Boga,
Przez trąbę Anioła, umarłych zawoła:
W stańcie na sąd Boży;

Wtedy wszystkie kości, do swojej całości,
Zniosą mocne duchy, a grzesznych w łańcuchy
Czart przeklęty zwiąże, jak ciemności Xiąże
Postawi przed sądem.

Swiętych z nieba lice, jako gołębice,
Do swych kostek gniazda, pospieszy się każda,
Rzecze: przyjacielu! wstań, żyjmy w weselu,
Przed Ojcem światłości.
Niebo o nas pyta, wieczność nieprzeżyta,
Chce nam cnoty płacić, a grzechy zatracić;
Już z sądnej doliny, w niebieskie krainy,
Chrystus nas wprowadzi.

Gdy sędzia z obłoku, wyda głos wyroku:
Rozłączcie Anieli, tych co tylko mieli
Imie chrześcijańskie, a życie pogańskie:
Rzućcie w ogień wieczny.

Jaki tam płacz będzie, i rozłąka wszędzie,
Skryjcie nas pagórki, rzekną syny, córki,
Niech nie widzim matki, z tej piekielnej klatki,
Która nas przeklęła.

Ojciec zbrzydzi syna, mąż żonę przeklina,
Sąsiad klnie sąsiada, wszystkim wieczna biada:
Pan skarży na sługi, że przez nich wpadł w długi
Ubogich zdzierając.

Tam się widzieć zdarzy, u każdego z twarzy,
Co się w sercu kryje, gdy tu łza nie zmyje,
Tajemne zabawki, godne wstydu sprawki
Z wieczną zgubą sławy.