Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Anastazya.djvu/032

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Czy ładne panienki kochać pana nie chciały?
Z marsem na czole, ręką gest wzgardliwy uczynił.
— O panienki bynajmniej! Tego dobra to i niechcący nabierzesz się tyle, że otrząść się z niego rady nie dasz.. Ale co to jest, to że wszędy a wszędy, czy to po miastach, czy to po wsiach, czy blizko stąd, czy daleko, jedni ludzie rozkazują i igrają, a drudzy słuchać i harować muszą...
— A według pana wszyscy powinni rozkazywać i igrać?
Krokiem w tył się cofnął.
— Zadziwia mię... — zaczął, ale poprawił się: — pani żartuje! Już i wpierw uważałem, że pani nie jeden raz zażartowała sobie ze mnie, ale za honor to sobie mam, bo kto z kim żartuje, ten go za równego sobie poczytuje. A co do tego, o czem mówienie było, to gdyby wszyscy ludzie na świecie rozkazywali, nie byłoby komu rozkazów słuchać, i gdyby wszyscy igrali, nie byłoby czego jeść. Ale w tem drzewie taki jest sęk, iż trza, aby rozkazywali tacy, którzy najwięcej rozumu mają, a słuchanie i harowanie pozostawione być powinno głupim i ciemnym, ot — takim!
Tu tańczącą gromadę wskazał i w taki spo-