Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/025

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i jego pan zauważyli to; toć nieraz ani tyle nie było potrzeba, aby rozniecić miłość. Dlaczego Kubuś nie miałby się zakochać po raz drugi? dlaczegoby po raz drugi nie miał stać się rywalem, ba, zwycięzkim rywalem swego pana? — A czy już zaszło kiedy coś podobnego? — Ciągle pytania! Nie chcecie tedy, aby Kubuś wiódł dalej historję swoich amorów? Porozumiejmyż się wreszcie, raz na zawsze: chcecie czy nie? Jeżeli tak, w takim razie, posadźmy wieśniaczkę z powrotem na siodło przewodnika, pozwólmy im jechać delej i wróćmy do naszych podróżnych. Tym razem, Kubuś zabrał głos i rzekł:
„Oto sądy ludzkie: pan, który nie byłeś zraniony w swojem życiu i nie wiesz co to postrzał z rusznicy w kolano, utrzymujesz w żywe oczy, mnie, który miałem kolano strzaskane i kuleję od dwudziestu lat...
PAN. — Może i masz słuszność. Ale ten zatracony chirurg jest przyczyną, iż jeszcze oto gnieciesz się na wózku z kompanami, daleko od szpitala, daleko od wyleczenia i daleko od zakochania się.
KUBUŚ. — Cobądź się panu podoba o tem rozumieć, ból jakiego doznawałem w kolanie był nie do zniesienia; a potęgował się jeszcze od niewygód wehikułu, nierówności drogi, tak iż za każdem wstrząśnieniem wydawałem przeraźliwe krzyki.
PAN. — Ponieważ było napisane w górze, iż będziesz krzyczał?
KUBUŚ. — Z pewnością! Krew uchodziła ciurkiem, i byłbym niechybnie wyzionął ducha, gdyby nasz wózek, ostatni ze sznura ciągnących wozów, nie zatrzymał się przed jakąś chałupą. Zacząłem się