Strona:Jules Verne-Anioł kopalni węgla.djvu/011

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych
Skocz do: nawigacji, wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zaczyna gwałtownie wirować, i siedzący w nim, stra­ciwszy przytomność, spada na dół.
 Jeśli tego wypadku szczęśliwie uniknie, może się urwać sznur, upaść kosz, oberwać jaki odłam ka­mienia i zabić lub zranić zjeżdżającego.
 Wewnątrz kopalni jeszcze większa obawa niebezpieczeństwa, gdyż zdarzają się wypadki zawalenia się sklepień, oberwania się ścian bocznych, wybuchu ga­zów piorunujących, zalania wodą, słowem, życiu górni­ków ze wszech stron zagraża tysiące niebezpieczeństw, większych i okropniejszych, niż w czasie walki na po­lu bitwy. Pozbawieni powietrza i światła, brodząc w błocie pod sklepieniem mokrem i nizkiem, zgięci, bez możności wyprostowania się, pracują często w po­stawach takich, że trudno pojąć, jak mogą w ten sposób trwać po kilka lub kilkanaście godzin bez przerwy.
 Zadziwieni tem opowiadaniem wieśniacy oddalali się z przekonaniem, że los ich jest istotnie szczęśliw­szym od doli biednych górników, połowę życia we wnętrzu ziemi przepędzających.
 Mimo tego znalazła się przecież młoda dziew-