Spotkanie (Kucharczyk)

Z Wikiźródeł, repozytorium wolnych materiałów źródłowych

Ranek zaświtał, bledną nocy cienie,
Niebo na wschodzie pali się płomieniem,
Słonko powstaje w gloryi promiennej,
Budzi przyrodę znów do pracy dziennej.
Zieloną łąką, oper łona rosą,
Szedł Stach na kośbę na ramieniu z kosą.

I nadszedł dziewczę nad strugą przy łące,
Wodę przeczystą do konwi czerpiące.
Ujrzawszy Stacha, spłonęła jak zorze,
W której wschodziło jasne słonko boże.
Stach kapelusza uchylił statecznie,
— Dzień dobry, Hanuś! — przywitał ją grzecznie.

— Dzień dobry, Stachu! jakem się też zlękła,
Gdy na ramieniu kosa ci zabrzękła.
— Bardzoś się zlękła, moja Hanusieńko?
Żeś też ty wstała tak wczas raniusieńko,
Że z ciebie Hanuś taka jaskółeczka,
Co wstaje jeszcze przed wschodem słoneczka,
To nie ^wiedziałem. Wiesz co, Hanuś moja...

— Cię, moja! moja! kto wie, gdzie tam twoja ?
— Stoi przedemną! Daj mi Hanuś gęby!
— Cię, czegóż jeszcze! »Neści« patyk w zęby!


PD-old
Tekst lub tłumaczenie polskie tego autora (tłumacza) jest własnością publiczną (public domain),
ponieważ prawa autorskie do tekstów wygasły (expired copyright).