Ze studiów nad faszyzmem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Ze studiów nad faszyzmem • Władysław Leopold Jaworski
Ze studiów nad faszyzmem
Władysław Leopold Jaworski
Pierwodruk: Czasopismo prawnicze i ekonomiczne, Kraków 1929, s.174-191

Faszyzm jest objawem powojennym. Zrodził się i doszedł do władzy w Italii, ponieważ jednak tą samą nazwą oznaczono pewne kierunki politycznego działania także w innych krajach, przeto powstaje pytanie, co te kierunki mają wspólnego, czyli jaka jest istota faszyzmu? W krótkich niniejszych uwagach, których celem jest zorientowanie się w tym niepospolicie interesującym zjawisku politycznym i socjologicznym, jakiem jest faszyzm, starać się będziemy scharakteryzować najpierw faszyzm italski, następnie określimy tendencje i motywy faszystowskie innych krajów, w końcu starać się będziemy dojść do jakiejś syntezy, o której z góry powiemy, że ma znaczenie światowe.

Faszyzm italski nie jest bynajmniej jakąś teorią czy doktryną. Jest to kierunek na wskroś empiryczny. Kto pragnąłby określić go wedle istniejących teorii politycznych czy socjologicznych, znajdzie w nim dużo sprzeczności, o których usunięcie faszyzm bynajmniej się nie stara. Ponieważ jednak zjawiska polityczne i socjologiczne określamy pewnymi ogólnie przyjętymi pojęciami i teoriami, przeto pragnąc się dostać do istoty faszyzmu, nie możemy tego uczynić inaczej, jak tylko przez zestawienie i porównanie go z takimi pojęciami i teoriami, jak liberalizm, demokracja, socjalizm i t. d.

Faszystów, którzy mówią o radości życia, sile, gwałcie, którzy mają przed oczyma obraz wielkiej imperialistycznej Italii, przeraziłby po prostu Sokrates, który w Fedonie Platona mówi: zdaje się bowiem, że ci, co właśnie należycie zajmują się filozofią, nie czynią nic innego (choć drudzy tego nie widzą), jak umierają i są umarłymi. Od takiej filozofii stoją faszyści jak najdalej, nie tylko dlatego, że taka filozofia nie jest nauką w nowożytnym tego słowa znaczeniu, ale przede wszystkim dlatego, że na pytania, które sobie ta Platońska filozofia stawia, odpowiedź daje tylko religia. Wśród elementów zaś, z których się składa faszyzm, nie znajdujemy elementu religijnego. O tej charakterystyce faszyzmu trzeba przede wszystkim pamiętać i nie dać się łudzić wiadomościami o takim czy innym stosunku faszyzmu do Kościoła. Ojciec Święty znalazł sposobność, aby z naciskiem zaznaczyć, że w faszyzmie znajdują się rzeczy niezgodne z nauką Kościoła.

Ale i z tymi kierunkami politycznymi, które swoje programy opierają na nauce w nowożytnym tego słowa znaczeniu, nie chce mieć faszyzm nic wspólnego. Odrzuca więc materializm dziejowy Marksowskiego bolszewizmu, odrzuca determinizm. Ale gdy bolszewicy uprzedzają dziejowy rozwój, stosując gwałt, faszyzm nie może się powstrzymać od wyrażenia sympatii dla niego. Tak samo zobaczymy, że ci przeciwnicy determinizmu dziwne mają pojęcie o wolności.

Faszyzm wywraca do góry nogami dotychczasowy ustrój polityczny, społeczny i gospodarczy. Wprowadza reformy, o których nikt nie może powiedzieć, że są owocem historycznej ewolucji. Mimo tego faszyzm uważa racjonalizm za fałszywego doradcę, a źródeł dla swego działania szuka w intuicji. Nie przekroczył granicy racjonalizmu, bo jakeśmy powiedzieli, nie jest kierunkiem religijnym, a intuicję zidentyfikował z instynktem, rasą i krwią.

Przytoczyliśmy cechy negatywne faszyzmu. Co w nim jednak jest pozytywnego? Katechizm dla związku młodzieży i dzieci faszystowskich uczy, że Bogiem Włochów jest Naród, a carta del lavoro z 21 kwietnia 1927 r. określa Naród, jako moralną, polityczną i gospodarczą jedność; która się w państwie faszystowskim w zupełności urzeczywistnia. Bóg faszyzmu przeto — to Bóg tylko italski, z monoteizmu sprowadza faszyzm swoje stronnictwo do monolatrii. Mussolini, jak prorok Ezdrasz, może zwrócić się do italskiego Jehowy ze słowami: Tyś dla nas stworzył ten pierwszy świat, pozostałe zaś narody, pochodzące od Adama, uważałeś za nic — za ślinę, za krople, spływające z wiadra, miałeś ich obfitość... Jeśli zaś dla nas stworzyłeś ten świat, dlaczego nie posiadamy tego świata? Dziwna ironia. Faszyzm wydał wojnę walce klas, ale sam przez swój skrajny nacjonalizm staje na stanowisku walki narodów. Stąd płynie jego wstręt do Ligi Narodów i jego niechęć do międzynarodowej współpracy, ale też tutaj szukać należy źródła niebezpieczeństwa, które grozi Włochom na polu gospodarczym. W dzisiejszym stanie gospodarstwa światowego samowystarczalność ekonomiczna jest iluzją. Uchronić może nacjonalistyczne państwo od katastrofy tylko ekspansja, a więc wojna.

Faszyzm jest wrogiem determinizmu, zwalcza materialistyczny pogląd na świat, cechują go czyny, a nie doktryna, Wolność jednak idzie u niego w parze z gwałtem. Przeciwnik demokratyzacji atomizującej społeczeństwo, wydawałby się zwolennikiem liberalizmu, ale to liberalizm szczególnego rodzaju, bo zamiast prawa uznaje gwałt. Wolność rozumie w ten sposób, że każdemu wolno realizować swoją siłę, gdy zaś ją ma, nie potrzebuje przeciwnika przekonywać argumentami, ale go zniewala przemocą. Stąd płynie pogarda faszyzmu dla parlamentaryzmu, którego ideą jest rozważanie sprawy w publicznej dyskusji, przekonywanie opozycji argumentami, kompromis, wreszcie poddanie się mniejszości uchwale większości, poddanie się podyktowane tym, że mniejszość ma zawsze nadzieję, iż stanie się większością. Wszystko to faszyzm odrzuca, a mniejszości (gdy sam uważa się za większość) zamyka jak później zobaczymy, drogę do stania się większością. Sprawę załatwia przymusem, w gruncie rzeczy bowiem zasadniczym jego dążeniem jest stworzenie państwa z ludzi jednakowo myślących, innych zaś w taki czy inny sposób stawia poza nawias społeczeństwa. W mowie wypowiedzianej 15 lipca 1923 r. pytał Mussolini, czy wolność w ogóle egzystuje i dał odpowiedź stanowczo negatywną. Jest to wedle niego kategoria filozoficzno-moralna, to też wolności pojętej, jako coś ogólnego, zasadniczego nigdy nie było, istnieją tylko poszczególne wolności. Zwracając się do socjalistów, którzy biją łamaczy strajków, pytał ich, czy oni uznają wolność pracy. Zresztą lud italski, mówił Mussolini, nie żąda od niego wolności. Żąda domów, w których by mógł mieszkać, żąda ochrony przed malarią, żąda wody w okolicach, gdzie jest jej brak, ale żaden z tych Cahiers de doléance ludu italskiego nie mówi: cierpimy, bo nas uciemiężasz.

Czytając tę mowę Mussoliniego, doznajemy dziwnego, wstrząsającego wrażenia. Prawie dosłownie tak samo mówi Wielki Inkwizytor w Dostojewskiego Braciach Karamazow do Chrystusa: Czy Ty wiesz, że miną wieki i ludzkości ustami swej nauki i mądrości, iż nie ma zbrodni, a przeto i grzechu nie ma, lecz są tylko głodni. Nakarm nas i dopiero wtedy żądaj od nas cnoty ! — oto, co wypiszą na swych sztandarach, które podniosą przeciwko Tobie i którymi kościół Twój zburzą ..... I żadna nauka nie da im chleba, dopokąd wolnymi pozostaną. Lecz skończy się na tym, że wolność swą u stóp naszych złożą i rzekną do nas: Niewolnikami nas raczej uczyńcie, lecz nakarmcie nas! Sami wreszcie pojmą, że wolność i chleb dla wszystkich do sytości — nawet pomyśleć się razem nie dadzą, bo nigdy, przenigdy, podzielić ich pomiędzy siebie sprawiedliwie nie potrafią! Przekonają się także, że wolnymi stać się nigdy nie potrafią dlatego, iż słabi są, nędzni, pełni wad i buntownicy

Mussolini jest uzurpatorem opierającym się na swoim stronnictwie. Jego publiczno-prawna działalność polega na tym, że upaństwawia swoje stronnictwo. Ta przemiana partii w państwo, a raczej dążność do zidentyfikowania państwa z partią, to eksperyment godny szczególnej uwagi. Milicja faszystowska otrzymała funkcję publiczno — prawną. Opanowane przez faszystów związki zawodowe zostały wcielone w organizm państwowy. Ostatnia reforma czyni z posłów nie mężów zaufania ludu, ale mężów państwowych. Mussolini walczy z parlamentem, jak walczył Bismarck, a podobnym do niego jest także i z tego względu, że walka ta toczy się w cieniu ich monarchów. Bonn w swej interesującej rozprawie o faszyzmie mówi nawet, że Mussolini administrację sprusaczył.

Jeżeli przez politykę rozumieć będziemy działalność, którą się rozwija dla zdobycia i utrzymania władzy, to działalność faszystowska wyczerpuje się prawie zupełnie w działalności politycznej. Żeby to uznać, trzeba pamiętać, że całe gospodarstwo, cała oświata poddane zostały państwu, a więc wedle wyobrażeń faszystowskich, polityce.

W dziedzinie ustroju państwowego faszyzm podejmuje program, który cechuje kierunek romantyczny, przekształca bowiem państwo w system korporacji.

Powyższe uwagi niech służą za uzasadnienie mojego poglądu na istotę faszyzmu. Faszyzm podjął się rozwiązania dwóch kwestii: walki klas i parlamentaryzmu. Żadnej z tych kwestii nie rozwiązał, a tylko usunął je na bok, po prostu je zignorował. Kwestii walki klas nie rozwiązał, bo przesunięcie punktu ciężkości ze sprawy podziału dóbr na sprawę produkcji nie usuwa przecież z widowni świata tej pierwszej. Państwo rozstrzyga konflikty między pracodawcami a robotnikami. Jeżeli pierwsi czynią ustępstwa na rzecz drugich, to każą sobie płacić za to państwu w podatkach i cłach, to zaś czyni przemysł italski coraz mniej zdolnym do eksportu, coraz bardziej ogranicza Italię do samowystarczalności, a w konsekwencji pcha do terytorialnej ekspansji. Jakże się ma sprawa z kwestią parlamentaryzmu?

Kwestia parlamentaryzmu jest kwestią mniejszości. Faszyzm mniejszość unicestwia, w taki czy inny sposób pozbawia ją uczestnictwa w państwie, państwo jego bowiem jest państwem jednakowo myślących.

W tych kwestiach przeto Europa nie wiele może się nauczyć od faszyzmu. Pod groźnym, głośnym i imponującym wielu gestem faszystowskim, kryją się prawdziwe niebezpieczeństwa. Absolutyzm faszystowski, jak każdy absolutyzm, jest niebezpiecznym z obydwóch stron. Po stronie rządzących wiedzie do rządów kliki. Po stronie rządzonych zaś do degeneracji. Nacjonalizm jest drugim niebezpieczeństwem. Reformy, które zaprowadza Mussolini, nie powinny łudzić, Każdy nacjonalizm jest demagogią, budzi namiętności, pewien, że potrafi je opanować. I rzeczywiście, dopóki faszyzmowi towarzyszyć będzie sukces, niebezpieczeństwa te będą utajone. Ale pierwsza klęska wydobędzie je na wierzch, a wówczas biada państwu, które gra tak wysokimi stawkami.

Odrzućmy jednak wszystkie historiozoficzne porównania i wątpliwości. Co więcej! Powiedzmy sobie, że o reformach Mussoliniego nie możemy dzisiaj nic jeszcze powiedzieć, bo zrodzone z empiryzmu mogą tylko w praktyce okazać swoją żywotność. Czekajmy więc z naszym sądem. Ale jedno możemy już dzisiaj powiedzieć na pewno. Jeżeli Mussolini cały obecny stan uważa za przejściowy, jeżeli to wszystko, co obecnie robi, dąży tylko do wychowania narodu, to nie osiągnie tego celu, jeżeli tego wychowania nie oprze na trzech podstawach I° na religii, 2° na kontroli rządu i 3° na samorządzie pojętym jednak w ten sposób, że sprawujący go mają poczucie odpowiedzialności, a nie poczucie, że są pod pełną opieką państwa.

Czy Mussoliniemu uda się to wychowanie narodu? Zależeć to będzie tego, czy namiętności nacjonalistyczne, które rozżarzył, nie zmuszą go pierwej do wojny. Braknie wówczas czasu na to wychowanie.

W poprzednim ustępie wypowiedziałem moje zdanie o przyszłości faszyzmu. Wydaje mi się, że się utrzyma, jeżeli wprowadzi do swego programu i do jego realizacji religię, samorząd i instytucje kontrolujące Rząd. Gdyby nawet Mussolini miał ten zamiar i obecny okres uważał za przejściowy, to jednak rozbudzony przez niego imperialistyczny nacjonalizm grozi moim zdaniem wojną, a przez to powstrzyma zamierzone przez Mussoliniego wychowanie narodu. Jest to prognoza przyszłości, ale jak jest dzisiaj?

Będziemy się starali określić dzisiejszy ustrój państwowy Italii, już teraz jednak podnieść musimy, że mimo wszelkich braków, nadużyć, ciemięstwa, faszyzm przedstawia niesłychaną siłę, bo siłę entuzjazmu. Można przez niego dokonać cudów. Powiedzmy jednak od razu, że entuzjazm jest siłą krótko trwałą. W każdym razie gaśnie z chwilą śmierci tego, który jest jego źródłem. Co potem, o to entuzjaści nie pytają.

Faszyzm powstał na tle przesilenia myśli państwowej, które ogarnęło całą Europę. Gdzie szukać przyczyn tego przesilenia i czy faszyzm przyniesie zbawienie?

Czytając konstytucje państw europejskich, włącznie z najmłodszymi, jesteśmy wprost zdumieni. Od czasów rewolucji francuskiej nic się w zasadach, w filozoficznym ugruntowaniu, w podstawowych instytucjach nie zmieniło. Cokolwiek by się powiedziało, jest niezbitą prawdą, że do dziś dnia żyjemy ze spadku, który zostawił coraz bardziej zmąconej Europie Rousseau. Tysiąc razy wykazano fikcyjność i szkodliwość jego teorii o volonté générale, a jednak potęga jej była i jest tak wielką, że wpływ jej jest nienaruszony. Co ta teoria oznacza?

Powiedzmy otwarcie. Jest to metafizyczny podkład, który ma atomistyczny indywidualizm uczynić przecież zdolnym do stworzenia Państwa. Jest to rzecz niezmiernie charakterystyczna, którą spotykamy w całej nowożytnej nauce o Państwie, że ludzie niereligijni nie byli przecież w stanie zwolnić się od teologicznego myślenia. Zwalczając, odrzucając, wyszydzając Opatrzność — Bożą, jako twórcę dziejów, broniąc się przed wszelkimi absolutnymi prawdami, mniemając, że trzymają się tylko realnych faktów, nie są przecież w stanie znaleźć gdzie indziej uzasadnienia swoich teorii, jak w metafizyce. Ale ta namiastka Boga, volonté générale, okazała się fatalną. Jest to prąd będący w ciągłym ruchu, zmienny, jakże trudny do uchwycenia. Wszystko się w nim mieści: tyrania i anarchia, własność prywatna i kolektywna, wojowniczy imperializm i pacyfizm, trafnie nazywa też tę teorię Maritain (w Trois Réformateurs str. 192) panteizmem politycznym, Ale oprócz tego jak stwierdzić tę volonté générale? Wbrew wszelkiej konsekwencji przyjęto zasadę większości. I tu znowu, jako rzecz charakterystyczną, podnieść należy, że ten główny filar nowożytnej demokracji nie znalazł dotychczas dostatecznego, filozoficznego uzasadnienia. Z nielicznych rozważań wysuwa się krytyka Alfreda Webera (w Die Krise des modernen Staatsgedankens in Europa str. 46). Zasadę większości można wtedy tylko usprawiedliwić, jeżeli większość dochodzi do zwycięstwa prawdziwymi, szczerymi argumentami rzeczowymi. Jeżeli one jednak są maską, płaszczem przykrywającym siłę, którą ta większość posiada, to przychodząca do skutku w ten sposób uchwała jest aktem przemocy i gwałtu, który od fizycznego różni się tylko łagodniejszą formą. Uzupełnimy jednak wywody Webera pytaniem, co wówczas, gdy żadnej większości nie ma, ani takiej, która walczy szczerymi argumentami, ani takiej, która argumentami pokrywa gwałt? Doświadczenie licznych parlamentów nie powinno zostawiać żadnych złudzeń.

Przyczyną choroby przeto, z powodu której więdnie dzisiejsze Państwo, jest brak tradycji i autorytetu. Oparcie go na mycie o volonté générale jest budową wzniesioną na ruchomym, niestałym gruncie. W demokracji wszystko zależy od przywódców, od ich talentu i czystości charakteru, ale szkoły takich przywódców nie ma. O powodzeniu przeto decyduje przypadek.

W tym stanie rzeczy zjawia się prąd, który uderza wprost w demokratyczną zasadę większości i buduje nowe Państwo.

Bolszewizm i faszyzm są w tym właśnie zgodne, że usunęły zasadę większości, a usunęły ją w ten sposób, że nie należących do partii komunistycznej względnie faszystowskiej wyrzuciły po prostu poza Państwo. W Rosji wybito wszystkich tak z w. burżujów, a chociaż Państwo bolszewickie ma tytuł Państwa robotników i włościan, to jednali przez dziesiątki wyrafinowanych sposobów uczyniono z włościan obywateli drugiej klasy. Rosja jest więc Państwem komunistycznych robotników, zorganizowanych hierarchicznie, poza którymi są już tylko niewolnicy. Jakże jest w Italii? Carta del Lavoro mówi o kooperatywnym Państwie, ale do zawodowych związków, uregulowanych ustawą z 3 kwietnia 1926 mogą należeć tylko ci, których polityczne zachowanie pod wzglądem narodowym jest w sposób określony statutami wykazane. Wszyscy inni z odnośnego zawodu podlegają zarządzeniom związku, chociaż do niego nie należą. Tak w Rosji przeto, jak i w Italii, osiągnięto szczyt volonté générale, nie popełniając niekonsekwencji przez przyjęcie zasady większości. Osiągnięto to w sposób zaiste dziwnie prosty: zredukowano naród do jednej partii. Wszyscy, którzy znajdują się poza partią, do narodu nie należą. W Rosji, w której bolszewicy uważają się za awangardę całej ludzkości, a nie tylko narodu rosyjskiego, owa redukcja nie ma zabarwienia narodowego, chociaż w gruncie rzeczy nią jest. W Italii natomiast art. I Carta del Lavoro wyraźnie stwierdza, że naród italski znajduje swoje zupełne urzeczywistnienie w Państwie faszystowskim. Wynika z tego, że to, co jest poza faszyzmem, nie jest narodowym. Jest to teoria każdego nacjonalizmu, ale nowym jest to, że w Italii stała się ona faktem, stała się rzeczywistością, z łona narodu bowiem w taki czy inny sposób usunięto nieprawomyślnych, a że naród to Państwo, więc pozbawiono ich praw politycznych.

Kto przemyślał ten proces dziejowy, ten zrozumiał, że na wskroś wolnościowy indywidualizm, który wywołał rewolucję francuską, a potem opanował Europę, mógł skończyć się negacją wolności, jak się to stało właśnie w Italii (o Rosji nie mówimy w tym związku, bo tam główną rolę odgrywa element azjatycki narodu). Pytanie tylko, czy ta negacja wolności jest tylko przejściowa, czy też ma w sobie pierwiastek trwałości. W przepowiedniach należy być bardzo ostrożnym. Beckerath w swej książce Wesen und Werden des Fascistischen Staats (Berlin 1927, str. 154) mówi, że z wzrastającą koncentracją ekonomicznej i politycznej siły w niewielu rękach ideologia większości ulegnie rozkładowi, a jeżeli ekonomiczne i polityczne napięcie w Europie będzie nadal wzrastać, to jest prawdopodobnym, że razem z przekształceniem politycznej ideologii zyska na terenie Państwo oparte na autorytecie. Inne zdanie wypowiedział Nawiasky (Recht und Staat zeszyt 17, Tübingen 1925, str. 23): upadek Mussoliniego jest już tylko kwestią czasu.

Co do mnie, to odróżniam — o ile idzie o trwałość — Mussoliniego od faszyzmu. Mussolini może zachować swą władzę do końca swego życia, bo mu ją zachowa jego urok, jego charisma. Ale faszyzm nie utrzyma się, jeżeli nie znajdą w nim zastosowania owe trzy elementy, o których na wstępie mówiłem. Jedno jest jednak dla mnie pewne: urok, który wywiera wyjątkowy człowiek, jest właśnie tylko wyjątkiem. Naśladownictwo nie zastąpi nigdy oryginału.

W italskim faszyzmie odróżnić należy dwa elementy: entuzjazm narodu i pracę nad jego nowym zorganizowaniem. Pierwszy element nie da się oczywiście przenieść do żadnego innego państwa, wytwarza go bowiem urok, jaki wywiera Mussolini, i charakter italskiego narodu. Inaczej jest z pracą nad nowym zorganizowaniem narodu. Stąd mogą czerpać inne państwa naukę i wzory. Czy faktycznie tak będzie, zaczekać należy na skutki tych reform, dotychczas bowiem wszystkie te reformy są w toku i nie mogły się jeszcze okazać skutecznymi w praktyce.

Jeśli tak jest, to jakąże istotę ma prąd, który w innych państwach nosi nazwę faszyzmu, a które nie mają swojego rodzimego Mussoliniego. Muszą te objawy w różnych państwach mieć coś wspólnego, a do italskiego faszyzmu zbliżonego, jeżeli chętnie posługują się nazwą zrodzoną w Italii. Wspólną jest przede wszystkim przyczyna, wywołująca te prądy, jest nią upadek parlamentaryzmu. Wspólnym jest także środek, którym się ten prąd posługuje, a którym jest nacjonalizm. Upadek parlamentaryzmu wiedzie z konieczności do takiej lub innej dyktatury. Nacjonalizm zaś okazuje się jedynym sposobem rozbudzenia szerokich warstw, wobec tego, że nie nadeszły jeszcze czasy pomyślne dla religijnego apostolstwa, a bolszewizm jest właśnie tym wrogiem, którego owe prądy pragną zwalczyć. Przypatrzmy się bliżej tym różnonarodowym faszyzmom. Uczynimy to jednak nie na tle historycznego przedstawienia odnośnych procesów w różnych państwach, ale na tle pewnych ogólnych uwag.

Jeżeli się mówi o przesileniu, nawet bankructwie myśli państwowej nowożytnej, to zupełnie fałszywym jest sądzić, że przyczyną tego jest polityka w ogóle lub stronnictwa polityczne. Przyczyna tkwi w wadliwości instytucji państwowych opartych na konstytucjach, które zostały zbudowane wedle poglądów nie odpowiadających dzisiejszy ni faktom. Rewolucja francuska walczyła przeciwko ancien régime i dla przeprowadzenia swoich postulatów dobierała odpowiednie argumenty i tworzyła odpowiednie teorie. Tymi teoriami żyjemy dotychczas. Ale dziś są nowe potrzeby, nowe postulaty, wymagają też nowych teorii, a w następstwie nowych instytucji. Tego zadania nie może nikt inny spełnić, jak właśnie tylko polityka, istota jej bowiem właśnie polega na tom, żeby nadawać kierunek życiu związków ludzkich, aby wynaleźć sposoby zharmonizowania jednostki z całością. Naród, który nie ma polityki, żyje bez kierunku, a więc żyje w anarchii. Jeżeli więc słyszy się, że jednym z haseł faszyzmu jest precz z polityką , precz ze stronnictwami politycznymi , — to rozumieć to można tylko w ten sposób, że pragnie się usunąć od działalności państwowej tych, którzy pod płaszczem polityki uprawiali swoje własne interesy, a nie szukali, jakeśmy wyżej istotę polityki określili, zharmonizowania jednostki z całością. Naiwnie, bo dosłownie, wziął te hasła panujący dzisiaj w Hiszpanii prąd. Usunął wszystkich dotychczasowych polityków, ale usunął wszystkich, a więc nie tylko uprawiających własne interesy, ale i prawdziwych polityków, dlatego tylko, że brali udział w dotychczasowym życiu publicznym. Ze zaś sam Primo de Rivera, jak to publicznie przyznał, sztuki rządzenia uczył się w kasynie garnizonowym, przeto brakuje Hiszpanii całej tej drugiej części faszyzmu, którą tak twórczo rozwija Mussolini, brakuje jej nowej organizacji i unormowania tej organizacji. Wytworzył się też tam dziwny stan: Primo de Rivera oczekuje wniosków o zmianie konstytucji od narodu, ale w narodzie przytłumił wszystkie głosy, które są zdolne powiedzieć coś o tej zmianie. Zapewne projekt zrodzi się znowu w jakimś kasynie garnizonowym.

Najfatalniejszym błędem jest apoteoza gwałtu, ocenianie wartości polityki tylko wedle skutku, bez względu na jej stosunek do moralności. Czysta polityka, t. j. polityka nie licząca się z moralnością, jest tylko myślową izolacją. W życiu nie ma takiej izolacji. Polityk musi się liczyć z wszystkimi czynnikami składającymi się na życie związku społecznego. Czysta polityka, t. j. polityka uprawiana bez względu na moralność, mogłaby się udać tylko w społeczeństwie nie posiadającym moralności. Wszędzie indziej musi być polityką złą, bo nie liczyłaby się z jednym z najpotężniejszych czynników życia narodowego, jakim jest właśnie moralność. To też najpoważniejsze wątpliwości budzić musi wznowiony kult Macchiavelli'ego przede wszystkim w Italii. Referat Helmuta Franke'go o faszyzmie niemieckim (w Internationaler Faschismus, herausgegeben von Dr. Carl Landauer und Dr. Hans Honegger, Karlsruhe 1928) pozostawia wrażenie uwielbienia dla gwałtu czyli — jak zdaje się za Spenglerem w Niemczech się mówi — krwi, instynktu, nie hamowanych rozumem popędów.

W Niemczech, we Francji, ale i w innych państwach, literatura dopatruje się faszyzmu w stronnictwach, które pod pozorem faszyzmu dążą do innych celów, rzekomo z faszyzmem nie mających nic wspólnego, lub na odwrót dopatruje się faszyzmu w stronnictwach, które oficjalnie mają inne cele w swoich programach. Możliwe to jest wtedy, jeżeli istotę faszyzmu widzi się w jednym jakimś określonym elemencie, na przykład w dyktaturze, ubezwładnieniu lub usunięciu parlamentaryzmu, w tak zwanym państwie korporatywnym i w tym podobnych cechach, a nie uważa się faszyzmu za kierunek, prąd, manifestujący się na zewnątrz w rozmaity sposób, ale mający to we wszystkich państwach jednakowego, że jest wyrazem niezadowolenia z dotychczasowych instytucji państwowych, że jest szukaniem nowych rozwiązań tych wszystkich problematów, które na państwach w obecnej dobie tak straszliwie ciążą. Rudolf Breitscheid (w Neue Freie Presse z dnia 15 czerwca br.) mówi, że monarchiści niemieccy nie przyznają się wprawdzie otwarcie do faszyzmu, ale niestrudzenie rozwijają plany, przez które wpływ reprezentacji ludowej ulegałby coraz to większemu obniżeniu. Żądają na przykład dyktatury budżetowej, udzielenia prezydentowi Rzeczypospolitej takiego stanowiska, jakie ma prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, stworzenia drugiej izby na wzór angielskiej izby lordów lub amerykańskiego senatu. Żądają tego wszystkiego, mówi Breitscheid, w nadziei, że koroną tego dzieł: będzie przywrócenie monarchii. Bardzo ostrożnego zbadania wymagają także analogiczne objawy we Francji. Kto czyta referat p. R. Rohden'a o faszystowskich motywach we francuskim ethos państwowym (w cytowanej wyżej książce o międzynarodowym faszyzmie) lub artykuł p. Lucien Dubech'a (w Przeglądzie Współczesnym z czerwca br.) o nacjonalistach francuskich, ten dostrzeże, jak bardzo komplikują się owe motywy faszystowskie z dążeniami monarchistów, a przez to, czy mimo wszystko, z akcją katolików. Potrzeba by dokładnej analizy, aby te wszystkie elementy wyodrębnić i każdemu właściwe miejsce i rolę wyznaczyć.

Rozglądając się po Europie z tego punktu widzenia, który nas tu interesuje, zadajemy sobie ciągle pytanie, czy to szukanie nowych dróg, którym jest wedle naszego zdania faszyzm, zakończy się znalezieniem tej nowej drogi. W ojczyźnie faszyzmu, w Italii, nie rozwiązano ani ekonomicznego problemu rozdziału dóbr, ani problemu politycznego większości, na którym polega parlamentaryzm, ani wreszcie problemu społecznego walki klas. Faszyzm italski ignoruje po prostu te kwestie. Pozostaje reforma polegająca na ustroju korporatywnym. Ale wedle mojego zdania nie może spełnić swojego zadania, bo nie daje zawodom tak zorganizowanym prawdziwego samorządu, a jest tylko nową, dalszą, szerszą formą organizowania narodu przez rząd i dla rządu.

Wszystkie te refleksje nie osłabiają jednak faktu, że faszyzm italski wydobył na wierzch i zaprzągł do pracy potężną energię narodu. Formy, w które się te energie dzisiaj wlewają, ulegną z pewnością różnym zmianom, ale, jeżeli wojna nie przewróci rozpoczętego dzieła i nie zniszczy wydobytych urokiem Mussolini'ego sił narodowych, to nie byłaby uzasadnioną obawa, że Mussolini nie znajdzie form rozwiązujących problemy, które na razie tylko usuwa. Jest to bowiem mąż stanu, który z włoskim gestem i z włoską teatralnością, z wrodzoną sobie i swemu narodowi namiętnością łączy niezwykłą trzeźwość i — czego dzisiaj najwięcej potrzeba — twórczość.

Przedkładając parlamentowi ustawę o prawnym uregulowaniu stosunków pracy (Disciplina giuridica dei rapporti collettivi del lavoro z dnia 3 kwietnia 1926, l. 363), mówił minister Rocco: Państwo nie jest niczym innym, jak społeczeństwem w jego wspólnych przejawach organizacyjnych, życiowych, gdyż wszelka organizacja — to właśnie życie.... Po raz pierwszy masy wchodzą w głąb organizacji państwa i narodu, nie w formie gwałtu, wyrazu niezadowolenia, lecz pełne spokoju i wewnętrznej satysfakcji, z otwartego im miejsca. Wchodzenie owo nie jest przejawem chęci zniszczenia więzi państwowej, lecz odwrotnie, dążnością ku jej wzmocnieniu, ofiarowaniu państwu przez szerokie rzesze najlepszych sił, w zamian otrzymanych ze strony państwa w jak najszerszym zakresie, opieki i uznania.... Po raz pierwszy dziś, masy znajdą w nowej ustawie słuszną opiekę i obronę swych potrzeb materialnych i moralnych, gwarancję wyszkolenia i wychowania, bez potrzeby stawania się w zamian ślepym narzędziem walki o władzę polityczną. Wyrwanie szerokich mas z pod wpływu demagogów, zwrócenie im swobody myślenia, zgodnie z wewnętrznym przekonaniem i zupełne oddzielenie spraw samoobrony syndykalnej i politycznej — oto stanowcze następstwa nowej ustawy.

Wszystko to można podpisać. Czy jednak ustawa, którą minister w ten sposób zalecał, może spełnić określone przez niego cele? Z góry odpowiadam przecząco.

Uważam za trafną jednolitość terytorialnej administracji publicznej, przy czym podnoszę, że najniższa jednostka, t. j. gmina, ma specjalne stanowisko. O ile więc idzie o samorządowe zorganizowanie społeczeństwa, to ono powinno pójść w kierunku organizacji zawodów. Należy się tylko porozumieć co do istoty samorządu. Jeżeli ma on pomnożyć siły państwowe, wychować obywateli do życia publicznego, wyrwać ich z pod władzy demagogów, — jak to właśnie minister Rocce mówił, — to organizacja samorządowa musi I° wykonywać administrację publiczną w granicach oznaczonych ustawą, a nie być ograniczoną tylko do tych działań, które mogą być podjęte także i przez związki dobrowolne, 2° musi sprawować tę administrację publiczną tak, aby sprawujący ją mieli poczucie pełnej odpowiedzialności, a więc musi być niezależną od rządu, wreszcie w konsekwencji tej ostatniej cechy 3° kontrolę nad jej działalnością wykonywać muszą sądy administracyjne, a nie władze rządowe. Jeżeli organizacja nie ma tych cech, wówczas nie jest samorządową, ale jest w pewien sposób (nie przez nominację rządową) ustanowionym organem rządowym. Czy faszystowska disciplina giuridica ma te cechy?

Najważniejsza agenda związków zawodowych, zbiorowe umowy o pracę, uposażone są w sposób wybitny w prawne sankcje, ale indywidualne umowy o pracę z tej samej dziedziny przedmiotowej i podmiotowej są dopuszczalne, jakkolwiek ulegają pewnym ograniczeniom, nawet więc i tutaj, w tej najważniejszej agendzie, pierwiastek dobrowolności nie jest wykluczony. Natomiast tak zwane korporacje, t. j. organizacje łącznikowe, o których mówi artykuł trzeci ustawy, że mają otrzymać agendy z dziedziny administracji, nie są osobami prawniczymi (p. Tadeusz Dzieduszycki, Teoria ruchu faszystowskiego, Warszawa 1927, str. 175), są podległe władzom rządowym, a więc samorządu w naszym rozumieniu nie posiadają. Nie widzę przeto, aby faszystowskie organizacje zawodowe miały wyżej pod I° określoną cechę.

Faszystowskie organizacje zawodowe są zorganizowane hierarchicznie. Istnieją federacje kilku związków i konfederacje kilku federacji (art. 6). Federacje i konfederacje mają władzę dyscyplinarną nad poszczególnymi członkami tych związków. U szczytu stoi ministerstwo korporacji powołane do życia dekretem z dnia 2 lipca 1926 l. 113I. Cała ta hierarchiczność jest najzupełniej sprzeczną z istotą samorządu, który w każdej swej kondygnacji (mamy na myśli większy lub mniejszy obszar) musi być zupełnie niezależny tak od rządu, jak i od jakiejkolwiek innej organizacji samorządowej, jakiegokolwiek byłaby ona rzędu. Zawisłość organizacji od rządu czyni ją organem rządowym, a więc pozbawia samorządu. Hierarchiczność zaś organizacji czyni z nich drugi rząd państwowy, chyba że u szczytu znajduje się minister, jak to właśnie ma miejsce w Italii, ale też wówczas organizacje stają się znowu tylko pewnego rodzaju organem rządowym.

O ile faszystowskie związki zawodowe wydawać będą orzeczenia, to odwołania od nich, a więc kontrola ich, nie będzie wykonywaną inaczej, jak innych orzeczeń wydawanych przez władze rządowe. Nie powinna nas tutaj łudzić instytucja trybunałów pracy. Do ich kompetencji należą spory o zastosowanie już istniejących umów zbiorowych, a nie kontrola nad samym faktem dojścia do skutku umowy. O ile zaś te trybunały pracy ustalają nowe warunki pracy (art. 16). to moim zdaniem żadną miarą nie można tej ich kompetencji nazwać kontrolą. Tak więc faszystowskie związki zawodowe nie posiadają i trzeciej z wyżej określonych cech samorządu.

Nawiasem podnosimy, że przyznanie trybunałom pracy prawa ustanawiania nowych warunków pracy jest jednym z objawów zerwania z liberalnym systemem gospodarczym. Wprowadza to sprawę na niezmiernie dzisiaj ważne pole dyskusji o roli państwa w gospodarstwie. Faszyzm każe państwu ująć gospodarstwo w swoje ręce. Czy ten eksperyment w państwie, które nie jest samowystarczalnym, się uda, jest więcej, niż wątpliwym.

Czymże więc są te faszystowskie związki zawodowe? Pod wygłaszanymi publicznie celami kryje się dążność zorganizowania społeczeństwa w kierunku rządowym. Jest to rozszerzenie faszystów pod inną nazwą na wszystkich pracowników. Jeżeli sobie przypomnimy, że faszyzm zredukował naród — państwo tylko do faszystów, a wszystkich nie faszystów usunął poza państwo, to disciplina giuridica dei rapporti collettivi del lavoro jest zupełnie logiczną konsekwencją tego systemu rządzenia. Najbardziej zdecydowany zwolennik organizacji zawodowych nie może zalecać naśladowania jej, jeżeli tym organizacjom chce przyznać prawdziwy, rzetelny samorząd.

Giovanni Papini w swoim Il creposcolo dei Fiiosofi (str. 56) mówi, że w słowie Romantyzm jest coś nieokreślonego, ale tam, gdzie idzie o wielkie fenomeny, o potężne ruchy, nic nie jest więcej precyzyjnym, niż właśnie nieokreślone słowo. Oddaje to stan literatury w kwestii, czym jest romantyzm, a literatura ta jest naprawdę wielka i zwiększa się poważnie z każdym rokiem. Jesteśmy przekonani, że nawet wówczas, gdy literatura o faszyzmie dojdzie do rozmiarów literatury o romantyzmie, będzie można o pierwszym powiedzieć to, co Papini powiedział o drugim. Jednak mimo tej nieokreśloności podobieństwa między tymi dwoma potężnymi prądami narzucają się tak silnie, że zbadanie ich wzajemnego stosunku do siebie wydaje się koniecznym dla każdego, kto w współczesnych ideologiach pragnie się zorientować.

Romantyzm można zakwalifikować, jak kto chce, a Karol Schmitt w swej Politische Romantik wykazuje, że nie może być inaczej, bo wedle niego romantyzm jest upodmiotowionym occazjonalizmem, a tajemnicza sprzeczność różnych politycznych kierunków tak zwanej politycznej romantyki tłumaczy się moralną słabością liryzmu, który każdą dowolną treść może wziąć za pobudkę estetycznego zainteresowania. We Francji romantyzm uważa się za kierunek rewolucyjny. Ostatnia książka p. Julien Bonnecase Science du droit et romantisme daje wyczerpujący obraz opinii francuskich aż do najnowszych czasów. Sformułowano tam kolejność: reformacja, rewolucja i romantyka. Pogląd ten panuje także i w Italii. Papiniemu przychodzi tutaj z pomocą Borgese (Storia della critica romantica in Italia, Milano, 1924). Natomiast w Niemczech, Anglii i w innych krajach uważają romantykę za naturalnego sojusznika konserwatyzmu. W opinii łączy się tam romantyzm z feudalizmem, z stanowością, z restauracją. W ostatnich latach przedrukowano kilkakrotnie dzieła Adama Miillera, jako typ polityka romantycznego, broniącego szlachty, własności, kościoła (cytowany wyżej Schmidt nie zostawia na nim suchej nitki, jako na człowieku, a zgodnie ze swoim poglądem na romantyzm odmawia mu też i naukowej wartości). Tych kilka zdań wystarczy, aby się przekonać, że tak romantyczny indywidualizm, jak i romantyczny uniwersalizm, tak romantyczna rewolucyjność, jak i romantyczny konserwatyzm, tak romantyczna religijność, jak i romantyczny ateizm mają, gdy szukamy informacji w światowej literaturze, swoich obrońców. Czymże więc jest romantyzm?

Mimo wszystkich różnic w określeniach romantyzmu i w ocenie jego dziejowej roli, określenia te mają przecież jedno wspólne. Wedle wszystkich źródłem romantyzmu jest uczucie, fantazja, intuicja. Jakkolwiekby więc ktoś rozumiał romantyzm, musi go uznać za przeciwieństwo racjonalizmu, za przeciwieństwo mechanicznego, atomistycznego, poglądu na świat. Z tego punktu widzenia zarzuty i krytyka Schmitta tracą grunt, o ile w nich mieści się sąd ujemny, nagana. Staje się bowiem rzeczą zrozumiałą, że romantyzm jest pewnego rodzaju myśleniem, ujmowaniem spraw, odczuwaniem, a nie jest, jakbyśmy to obrazowo powiedzieli, jakąś odrębną substancją, odrębną materią. Nie jest też wskutek tego dziwnym, że w różnych czasach i u różnych narodów romantyzm może być kwalifikowany w rozmaity sposób, o ile kryteria tej kwalifikacji są inne, jak antyteza rozumu i intuicji.

Jeżeli tak będziemy pojmować romantyzm, to faszyzm musimy uznać za kierunek romantyczny — w dzisiejszych czasach, w dzisiejszej sytuacji. Wykazaliśmy już, że faszyzm nic ma programu, że wielbi zapał, siłę, młodość, że nie chce się krępować żadna doktryną. Nie powinno nas łudzić, że twórca faszyzmu wyszedł z socjalizmu, a więc z kierunku racjonalistycznego, bo przecież i romantycy wywodzą się z szczytów racjonalizmu, z oświecenia.

Dzieje myślenia romantycznego we Francji wymagają osobnej analizy, bo wchodzą tu w grę pierwiastki nie powtarzające się gdzie indziej. Ale w Niemczech ostatnim, właściwym wyrazem romantyzmu jest z pewnością jego krytyka atomizacji społeczeństwa, a zwrócenie się do tego poglądu, który w państwie widzi pewien organizm. To samo z całym naciskiem podnosi faszyzm. Urzeczywistnienie tej idei widzieli romantycy niemieccy, zgodnie ze swoją predylekcją dla wieków średnich, w takim czy innym wskrzeszenia stanów. Faszyzm jest oczywiście dalekim od tych lirycznych umiłowań, ale w reformach swych idzie w tym samym myślowym kierunku, bo pragnie zorganizować — powtarzamy zorganizować — naród w zawody, w korporacje zawodowe.

Schmitt twierdzi, że istotną cechą romantyzmu jest bierność. Tego oczywiście nie można powiedzieć o faszyzmie. Jeżeli jednak zgodzimy się, że romantyzm jest pewnym zachowaniem się, to zrozumiemy, że istnieje tak romantyzm czynu, jak i romantyzm czysto literacki. W Niemczech romantykami byli literaci, w Italii romantykami są ludzie czynu, nie dbający z pewnością o to, jaką nazwą oznaczają lub oznaczą ich socjologowie lub historycy kultury.

Porozumienie się co do tego charakteru faszyzmu nie jest obojętnym. Rzuca bowiem światło na kolejność myślenia ludzkiego, znajdującego swój wyraz w słowie i w faktach. Nie mówimy ani o ewolucji ani o postępie, mówimy tylko o kolejności. Z tego punktu widzenia stwierdzić możemy, że obecnego przesilenia przyczyną jest hegemonia racjonalizmu. Objawia się on wszędzie (Rosja jest zupełnie specyficznym terenem, dlatego tutaj o kolejności tej nie można bez zastrzeżeń mówić). Mówimy o hegemonii racjonalizmu, ale nie o jego wykluczeniu. Dlatego też w Italii widzimy nie pewien tylko odruch, ale naprawdę początek nowej ery, faszyzm bowiem nie ogranicza się do usunięcia dotychczasowych instytucji, ale usiłuje w miejsce ich stworzyć nowe, odpowiadające nowym stosunkom, nowym poglądom i nowym energiom społecznym. Mówimy usiłuje, bo dotychczas żadnego z problemów obecnej doby naszym zdaniem nie rozwiązał. Walkę klas i podział dóbr usunął na bok, nie widzi ich, raczej nic chce ich na razie widzieć, a więc tego problemu nie rozwiązał. Kwestię większości rozciął, bo stanął na gruncie, że naród stanowią tylko jednakowo myślący. Wreszcie organizacja korporatywna nie jest naszym zdaniem reformą społeczną, ustrojową, a więc naprawdę organiczną ale jest reformą polityczną. Jakkolwiek mają się jednak te rzeczy, musi się stwierdzić niesłychaną usilność zaprzągnięcia zbudzonych nowych energii narodowych, płynących z instynktów, z krwi, jakby powiedział Spengler, do rydwanu kierowanego przez rozum. I to jest w faszyzmie najważniejsze.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Leopold Jaworski.