Z pamiętników pana Jacka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Z pamiętników pana Jacka
Pochodzenie „Kolce“, 1875, nr 38
Redaktor J. M. Kamiński
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1875
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron


Z PAMIĘTNIKÓW PANA JACKA.

Miałem żonę, — był to panie, anioł w krynolinie,
A kochała! oj kochała! jak prawdziwa Hero,
Dziesięć latek tak nam przeszło, jak w jednej godzinie,
Miała bowiem massę wdzięków, choć w posagu zero.
Jam się pieścił z mą Dorotką,
U nóg leżąc plackiem,
Nazywałem ją pieszczotką,
A ona mnie Jackiem.
Była wierna, o tak wierna! jak cnota chodząca,
Nie patrzyła na mężczyznę, chyba przez okienko,
A lubiła spacerować przy blasku miesiąca,
Lub też bębnić w klawicymbał, przyśpiewując cienko.
Grała walce i piosneczki,
Co sił było w palcach,
Jam słuchając mej żoneczki,
Drzemał przy tych walcach.
Zdało mi się, że szept słyszę jakiś przytłumiony,
Że westchnienie... pocałunek... niby kroki śpieszne,
Jakieś brednie mi się śniły, że jestem zdradzony,
Że mój anioł, ma Dorotka, ma zamiary grzeszne.

Przekonała, żem się mylił,
Anioł mój Dorotka,
Że to okno wiatr uchylił,
I chodziła kotka.
Innym razem, gdy na obiad powróciłem z biura,
Doroteczka moja miała zbyt żywy rumieniec,
I zdawało się, że słyszę jak ktoś daje nura,
I że szybko przez dziedziniec szedł jakiś młodzieniec.
Było to złudzenie wzroku,
Nie zaś co innego;
A że ktoś przyśpieszył kroku,
To cóż mnie do tego?
Miała stroje moja żona, ah! wykwintne stroje,
I czyż miałem jej zabronić takiej przyjemności,
Gdy nic na tem nie cierpiały skromne środki moje,
Bo Dorotka się stroiła tylko z oszczędności.
Zawsze mniej o jedno drewno,
Do obiadu brała,
Przyszła zima, to na pewno,
Już tumaki miała.
I mnie spotkał często prezent, jakaś niespodzianka,
Rano wstaję, jest przy łóżku kapelusz nowiutki,
A Dorotka się uśmiecha od samego ranka,
I powiada mi — dzień dobry! Jacusiu milutki!
Oh! to żona miły panie,
Żona co się zowie,
Gdzież tu może być gadanie,
O rogach na głowie?
I dziateczki mamy śliczne, każdy nam zazdrości,
I kto przyjdzie to je pieści i nosi na rękach,
A choć mówią, że aniołki podobne do gości,
To szaleńcy, którzy plotą jak gdyby na mękach.
O, na honor przyjaciele,
Miałem żonę — złoto...
Nie znajdziecie dzisiaj wiele,
Kobiet z taką cnotą!

K. J.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.