Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziewiąta/Rozdział XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziewiąta
Rozdział Rozdział XI
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziewiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ XI.
Ostatnie słowa świętéj Moniki.

Com jéj powiedział na te słowa, nie zupełnie sobie na pamięć przywodzę. Lecz od czasu téj rozmowy zaledwo pięć albo sześć dni upłynęło, została febrą złożona. A gdy pewnego dnia w czasie swéj choroby omdlała, i na chwilkę przytomność rzeczy obecnych utraciła, przybiegliśmy do niéj, lecz wkrótce przyszła do zmysłów; spojrzawszy na stojących nas przy sobie na mnie i brata mojego, rzekła nam, jakby zapytać się chciała: „gdzieżem była?“ A patrząc na nas bolesnym smutkiem zdrętwiałych, mówiła: Czy tu zostawicie matkę waszę? „Ja milczałem i łzy zatrzymałem. Brat mój powiedział słów kilka, wyrażając niemi życzenie, że nie na obcéj ziemi, ale raczéj w ojczyźnie swojéj według życzenia żywota dokona. Słysząc, te słowa, z zasmuconém obliczem strofując go oczyma o takie myśli, spojrzawszy potém na mnie, rzekła: „patrzaj co mówi“ i niebawnie do nas obudwóch mówiła: „Pochowajcie to ciało gdziekolwiek; niech oń żadne staranie was nie miesza. O to was tylko proszę, abyście o mnie przed ołtarzem pańskim wszędzie gdziekolwiek będziecie, pamiętali.“
Gdy nam tę myśl swoję wyjawiła wyrazami, jakie wtedy wymówić mogła, uciszyła się; a wzmagającą się chorobą była dręczona. W ówczas rozważałem twoje dary niewidzialny Boże, które zasiewasz na sercach wiernych twoich, a które zadziwiające żniwo przynoszą; cieszyłem się i dzięki ci składam, przypominając sobie, o czém wiedziałem, jak usilném staraniem zawsze była zajęta o swój grób, na który wyznaczyła i przygotowała miejsce obok ciała swojego męża, ponieważ w ścisłéj zgodzie, ze sobą żywot prowadzili; chciała prócz tego (ile że umysł człowieczy nie zawsze jest zdolny pojąć boskie rozporządzenia) dodać do téj szczęśliwości; aby ludzie mówili, że i po zamorskiéj podróży, — ta sama rodzima ziemia i po śmierci złączone ich małżeńskie popioły pokrywa.
Kiedy zaś czczość ta od hojności twéj łaski znikać w jéj sercu poczęła: tegom nie wiedział; a to wyjawienie jéj myśli tak szczerze przede mną uczynione, napełniło mnie radością i zdumieniem. Ale nawet i w naszéj rozmowie przy owém oknie, te słowa: „Cóż tu jeszcze mam czynić?“ jasno dowodziły, że nie pragnęła umrzeć w swéj ojczyźnie. I to także pózniéj słyszałem, gdyśmy w Ostyi bawili, że wtedy już z niektórymi przyjaciółmi mojemi, pewnego dnia podczas méj nieobecności, w macierzystém zaufaniu o wzgardzie życia i szczęśliwéj śmierci rozmawiała. A zdumieni nad cnotą téj niewiasty, którą jéj ty dałeś Panie, gdy zapytali się czyliby nie lękała się zostawić swoje ciało tak daleko od rodzimego miasta i kraju: „Nic nie jest dalekiém od Boga, odpowiedziała, ani się lękać należy, iżby przy skończeniu wieków nie poznał miejsca, gdzie mnie wskrzesić ma.“ Dziewiątego tedy dnia jéj choroby, pięćdziesiątego szóstego roku jéj życia, a trzydziestego trzeciego mojego wieku, ta pobożna i świątobliwa dusza porzuciła więzy ciała swojego.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.