Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziewiąta/Rozdział IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziewiąta
Rozdział Rozdział IV
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziewiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ IV.
Mieszka na wsi ze swojemi przyjaciołmi, i zajmuje się pilnie czytaniem psalmów; boleść jego zębów zaraz po modlitwie ustaje.

Przyszedł nareszcie ów błogi dzień, w którym od nauczania Retoryki rzeczywiście uwolnić się miałem, od czego już dawniéj w méj myśli byłem uwolniony; i zostałem wolny. Oswobodziłeś Panie mój język, z tego, z czego dawniéj już oswobodziłeś moje serce; i błogosławiłem tobie z radością, udając się na wieś z moimi przyjaciółmi. Jak usilnie przykładałem się na tém ustroniu do nauk twéj służbie już poświęconych, ale to jakby w nagłym dopiéro przestanku, szkolną jeszcze pychą tchnących: dowodzą tego księgi rozpraw z obecnymi towarzyszami, i moje samotne rozmowy w twéj obecności; jako i listy, które pisałem do nieobecnego nam Nebrydyusza. Ale czyliżby mi wystarczył czas do wymienienia wszystkich dobrodziejstw, któremi wtedy obsypałeś mnie, zwłaszcza że przytoczyć pospieszam ważniejsze nierównie rzeczy? Pamięć moja przywołuje mnie do ciebie, i bardzo mi to słodko jest wyznać tobie Panie, jakiemiś mnie bodźcami wewnętrznemi uśmierzał, jakoś mnie równał zniżając góry i pagórki dumnych myśli moich, jakoś prostował moje kręte drogi, i moje chropowatości gładził; jakim niemniéj sposobem Alipiusza brała serca mojego poddałeś imieniowi jednorodzonego syna twojego Pana i Zbawcy naszego Jezusa Chrystusa, którego wprzód umieścić nie dopuszczał w moich pismach. Chciał on aby pisma nasze tchnęły raczéj zapachem cedrów filozofii, które już we mnie Pan połamał; aniżeli wonią niskiéj rośliny kościoła, owych ziół zbawiennych, wężom tylko przeciwnych.
Nieświadom jeszcze dobrze czystéj twéj miłości, jakież to westchnienia wydawałem do ciebie o Boże! czytając psalmy Dawida, wierne śpiéwy, owe hymny pobożności wyłączające ducha pysznego, gdym podzielał mój odpoczynek we wiejskiém zaciszu z Alipiuszem podobnym mnie katechumenem, i z nieodstępną nam matką moją w sukni wprawdzie niewieściéj, ale z męzką wiarą w wytrawionym wieku, z macierzystą miłością, i chrześciańską pobożnością. Jakże czułemi westchnieniami unosiły mnie do ciebie te psalmy? Jak żywo zapalałem się niemi ku tobie? I rozgorzałem pragnieniem, aby po całym świecie, gdyby to w méj mocy było, śpiéwane były, na zniszczenie pychy ludzkiego rodzaju! Są one wprawdzie po całym świecie śpiéwane; „a nie masz, ktoby się mógł zakryć od gorącości twojéj[1].“
Jakżem się bardzo, lecz z boleścią serca mojego gniewał na Manicheuszów? jakie niemniéj politowanie nad niemi obudzała we mnie ich niewiadomość o tych tajemnicach, i zbawiennych lekarstwach; oraz nad zapaloném ich szaleństwem przeciw „antidotum,“ zaradczemu wcześnemu środkowi, któreby do rozumu było ich przywiodło. Chciałem tego, by wtedy byli mi obecnemi, jeżeliby mimo méj wiedzy byli mnie słuchali; mój głos i twarz moję uważali; gdym w owém wiejskiém zaciszu czytał psalm czwarty, i co ze mnie ten psalm uczynił: „Kiedym cię wzywał, wysłuchałeś mnie Boże sprawiedliwości mojéj, w uciśnieniu rozprzestrzeniłeś mi; zmiłuj się nade mną Panie a wysłuchaj modlitwę moję[2].“ O! żeby mnie byli mimo méj wiedzy słuchali, jeżeliby słuchać chcieli, nie w tém jednak mniemaniu, że do nich te uwagi stosuję, któremi przerywałem słowa psalmu; inaczéjbym zapewne był mówił, wiedząc że mnie widzą i słyszą, a chociażbym z tém uczuciem był mówił, nie byliby zapewne tak pojęli uczucia mojego, z jakiém mówiłem je ze sobą, i do siebie przed oczyma twojemi, z czułą serca mojego poufałością. Zadrżałem z bojaźni, i zarazem zawrzałem nadzieją i radością w twojém miłosierdziu o Ojcze! Te uczucia méj duszy wydawały się przez moje oczy i głos mój, gdy obróciwszy się do nas duch twéj miłości mówi nam: „Synowie człowieczy, pókiż ciężkiego serca, przecz miłujecie marności i szukacie kłamstwa[3]?“ Niestety czyliż nie miłowałem próżności i nie biegałem za kłamstwem? „Ty jednak Panie jużeś wywyższył świętego twojego wskrzeszając go od umarłych i po prawicy twojéj umieszczając[4], z kąd posłać miał obiecanego Pocieszyciela, Ducha prawdy[5] i już go był posłał, alem nie wiedział.
Już go posłał, ponieważ po zmartwychwstaniu i na niebiosy wstąpieniu już był uwielbiony. Albowiem „przedtém Duch nie był jeszcze dany, bo Jezus nie był uwielbiony[6].“ A prorok wola: „pókiż ciężkiego serca? przecz miłujecie marność i szukacie kłamstwa? Wiédzcież, iż dziwnym uczynił Pan świętego swojego[7].“ Woła: Dopókiż? Woła: Wiédzcież! Oto ja w długiéj niewiadomości miłowałem próżność, i usilnie szukałem kłamstwa! Dlategom usłyszał i zadrżał z bojaźni przypominając sobie, że byłem jednym z liczby tych, których te słowa strofują. Urojenia bowiem, które brałem za prawdę, próżnością i kłamstwem były napełnione. Jakże wielu wyrazami mocno i głęboko zagrzmiał mój głos w bolesném rozpamiętywaniu mojém swych błędów! gdyby na ten głos byli swych uszu nastawili, którzy dotąd jeszcze miłują próżność, i gonią za kłamstwem! byłby ich pewnie zatrwożył, możeby z womitami swój błąd z siebie wyrzucili, tybyś wysłuchał wołania ich z głębi serca podnoszące się ku tobie, ponieważ prawdziwą ciała śmiercią umarł za nas ten, który się za nami do ciebie wstawia.
Czytałem daléj: „Gniewajcie się a nie grzeszcie“ jakże temi wyrazami żywo byłem poruszony mój Boże, nauczywszy się już przedtém gniewać na siebie o przeszłe uczynki moje, abym w przyszłości nie grzeszył. I słusznie gniewałem się, bo to nie inna natura, czyli plemie ciemności, we mnie grzeszyło, jak to utrzymują, którzy nie gniewają się na siebie „i skarbią sobie gniew w dzień gniewu i objawienia sprawiedliwego sądu twojego[8].“
Szczęśliwość i dobra moje nie były już zewnątrz na świecie, anim ich szukał w tém słońcu okiem cielesném. Którzy swéj roskoszy zewnątrz siebie szukają, rozpraszają się jak dym, i jako woda rozlewają się na przedmioty widome i doczesne; lecz wygłodniałą swoją myślą samych tylko znikomych postaci kosztują. O gdyby oni głodem swoim osłabieni, uczuli, tę potrzebę i zawołali: „któż nam okaże dobra?“ O gdyby nastawili ucha na odpowiedź noszę: „naznamionowana jest nad nami światłość oblicza twojego Panie[9]. „ Nie jesteśmy wprawdzie światłem które każdego człowieka oświeca[10]“: lecz od ciebie jesteśmy oświeceni, iż „będąc niekiedy ciemnościami, byśmy w tobie światłością się stali[11]“.
O gdyby widzieli to wewnętrzne światło, nigdy niezagasłe; jakżem się gniewał, żem go już kosztował a okazać im go nie mogłem; gdyby przynieśli mi swoje serce, które widzą swemi oczyma od ciebie odwrócone, i zapytali się; „któż nam okaże dobra?“ Tam albowiem, tam gniewałem się na siebie w tajnéj łożnicy mojéj, gdzie żywą przejęty żałością, czyniłem ci ofiarę zabijając stare życie moje rozpoczynałem moje odnowienie z mocną nadzieją na łonie twéj dobroci; tam zacząłem kosztować twéj słodyczy; tam serce moje prawdziwą napełniłeś radością. Wykrzyknąłem z uciechą czytając tę prawdę zewnątrz wewnętrznym sensem potwierdzoną; i nie chciałem rozrywać się wielością dóbr ziemskich, ani być utratnikiem czasu, ani jego ofiarą, skoro wieczna prostota opatrzyła mnie „innym rodzajem zboża i wina, i oliwy[12].“
A następujący wiérsz wywodził z serca mojego długie wołanie: „Och w jego pokoju! Och w nim samym!“ O szczęśliwe słowo: „W pokoju pospołu będę spał i odpoczywał?“ I któż nam sprzeciwić się zdoła, gdy się spełnią inne słowa pisane: „śmierć jest pożarta w zwycięztwie[13].“ I ty jesteś tą potężną istotą, która nie zmienia się nigdy; w tobie prawdziwy odpoczynek i zapomnienie zupełne wszystkich prac i trudów; ponieważ nie kto inny jedynie ty, i nie dla innego celu, tylko dla osiągnienia ciebie samego „Panie osobliwie w nadziei postanowiłeś mnie.“ Czytałem i coraz bardziéj zapalałem się, nie wiedząc jak sobie postąpić miałem z temi głuchemi śmiertelnikami, pomiędzy któremi niedawno wojowałem językiem jadem zaprawionym jako ślepy i rozjątrzony szczekacz przeciwko świętym księgom, któreś niebieską napełnił słodyczą i światłem twojém je rozjaśnił; schnąłem prawie od gniewu na owych nieprzyjaciół tego pisma, gdym sobie na pamięć przywodził wszystkie mowy w owych gorszących dniach wakacyjnych przeszłego życia mojego.
Nie wypuściłem z pamięci ani zamilczę równie dotkliwéj od ciebie chłosty, jak i podziwiającego pośpiechu miłosierdzia twego: Udręczyłeś mnie wtedy nieznośną zębów boleścią, która gdy tak bardzo się wzmogła, żem nawet mówić nie mógł, przyszło mi na myśl, zachęcić obecnych moich przyjaciół, aby za mną prosili ciebie o Boże i Panie wszelkiego zdrowia! Napisałem moje żądanie na woskowanéj tablicy, i podałem im do czytania. Zaledwo żeśmy z upokorzoną prośbą zgięli nasze kolana, zniknęła od razu owa boleść. Ale jaka boleść! i jakim zniknęła sposobem? Przeląkłem się wyznaję to Panie przed tobą mój Boże! żem nic podobnego od saméj kolebki życia mojego nie doznał. Twéj tedy woli skinienie, zachowałem w głębi serca mojego, a ciesząc się moją wiarą, wysławiałem święte imię twoje. Ta jednak wiara nie dozwalała mi być bespiecznym, względem przeszłych grzechów moich, które jeszcze nie były mi przez chrzest święty odpuszczone.




Przypisy

  1. Ps. 18, 7.
  2. Ps. 4, 1.
  3. Ps. 4, 3.
  4. Mar. 16, 19.
  5. Jan. 15, 26.
  6. Jan 7, 39.
  7. Ps. 4, 3-6.
  8. Rzym. 2, 5.
  9. Ps. 4, 7.
  10. Ewan. Jan 1, 9.
  11. Efes. 5, 8.
  12. Ps. 4, 8-9-10.
  13. I. Kor. 15, 54.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.