Wyznania (Augustyn z Hippony, 1847)/Księga Dziewiąta/Rozdział III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Augustyn z Hippony
Tytuł Wyznania
Część Księga Dziewiąta
Rozdział Rozdział III
Wydawca Piotr Franciszek Pękalski
Data wydania 1847
Druk Drukarnia Uniwersytecka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Piotr Franciszek Pękalski
Tytuł orygin. Confessiones
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga Dziewiąta
Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii

ROZDZIAŁ III.
Rozprawia o nawróceniu się do wiary ś i o zgonie swych przyjaciół Werekunda i Nebrydyusza.

Szczęśliwy nasz zamiar dotkliwém strapieniem dręczył Werekunda, że więzami tego świata ściśle i mocno trzymany, widział z téj przyczyny niezawodny rozdział towarzystwa naszego, nie będąc jeszcze chrześcianinem, żonę miał chrześciankę. Związek atoli małżeński nad inne zawady był najsilniejszém pętem, które spóźniało jego wnijście na nową drogę powołania naszego; a nie chciał zostać chrześcianinem, jedynie takim sposobem, jaki nie był w jego mocy, (po rozwiązaniu małżeństwa). Z jakąż dobrocią serca ofiarował nam mieszkanie na wsi będącéj jego własnością, przez ciąg naszego jeszcze we Włoszech pobytu. Nagrodzisz mu Panie tę uczynność przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych; boś mu już upłacił cząstkę téj zasługi. Aczkolwiek w naszéj nieobecności, (bośmy już byli w Rzymie), będąc gwałtowną chorobą ujęty, w niéj chrześcianinem został i z wiarą ś. wyszedł z tego żywota do wieczności. Tak więc ulitowałeś się nie tylko jego, ale i nas: aby nieznośna boleść nie dręczyła serca naszego, gdybyśmy przez wzgląd na ujmującą ludzkość jego, tak szczérego przyjaciela sobie przypominając, liczyć go nie mogli pomiędzy owieczki twéj trzody!
Dzięki tobie nasz Boże, twojemi jesteśmy: dowodzą tego wewnętrzne pobudki i pociechy od ciebie odbierane, a ty rzetelny obietnic dawco, ty oddasz nawzajem Werekundowi za gościnność w jego wsi Kassiakus; gdzieśmy od burzliwości świata odetchnęli w tobie spokojnie; przyjemną świeżość wiecznie zieleniącego się raju twojego na górze zsiadłéj (w kościele twoim, na górze twojéj, na górze obfitéj[1]); boś mu już, na téj ziemi jeszcze żyjącemu, odpuścił jego grzéchy. Takie wtedy było udręczenie Werekunda bez naszéj obecności; Nebrydyusz zaś cieszył się z nami. Aczkolwiek i on, nie będąc jeszcze chrześcianinem wplątał się w sidła zagubnego błędu: że prawdziwe ciało Syna twojego za fantastyczne „czyli urojone“ uważał; wywikłał się jednak z nich, a lubo żadnego jeszcze Sakramentu w kościele twoim nie przyjął, tak pozostawszy, był przecież zapalonym prawdy badaczem. Wkrótce po mojém nawróceniu się, i duchownych przez chrzest ś. przerodzinach został i on wiernym katolikiem, wzorem czystych i wstrzemięźliwych obyczajów dla swoich ziomków; poświęcił on się służbie twojéj w Afryce pomiędzy swojemi, a gdy całą domu swojego rodzinę uczynił chrześciańską, wyswobodziłeś go z niewoli ciała, i teraz żyje na łonie Abrahama.
Cokolwiek bądź oznacza owo łono Abrahama, tam żyje mój Nebrydyusz, mój słodki przyjaciel, a twój Panie z wyzwoleńca syn przybrany, tam żyje niezawodnie. Bo któreż inne może być godniejsze dla téj duszy miejsce? Żyje on zapewne w tym szczęścia zakresie, o którym czynił mi tyle zapytań, mnie nikczemnemu i bez doświadczenia człowiekowi. Już on nie nastawia ucha swojego ustom moim, ale swoje duchowne usta przytyka do źródła twojego, i gasi w niém spokojnie twoją mądrością swoje pragnienie, szczęśliwy bez końca! I nie mniemam aby nią opajał się aż do zapomnienia o mnie, skoro ty Panie, którym on poi się, chowasz mnie w swéj pamięci.
W takiém byliśmy z Alipiuszem położeniu: cieszyliśmy Werekunda smutnego z nawrócenia naszego, zachowując ścisłą z nim przyjaźń, upominaliśmy go, aby zupełnie stan swój zachował i prowadził życie w związkach małżeńskich. Nebrydyusza zaś wyglądaliśmy, rychło pójdzie za naszym śladem, bo tak blisko nas był swojém nawróceniem, i byłby to już prawie uczynił, gdyby się nie były owe kilkanaście dni nareszcie skończyły, które się nam niecierpliwie oczekującym wolnego odpoczynku, w którymbyśmy zdolni byli z pełnéj miłości śpiéwać: „Tobie rzekło serce moje, szukało cię oblicze moje, oblicza twego Panie szukać będę[2],“ nader liczne i długie wydawały.




Przypisy

  1. Ps. 67, 16.
  2. Ps. 26, 8.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Augustyn z Hippony i tłumacza: Piotr Franciszek Pękalski.