Wstęp (Konopnicka, 1915)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Wstęp
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolf.
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron
I. WSTĘP.
Grafika na początek utworu 1.png

Za ostatnim poetą zamknęła się brama[1].
Trudno się skarżyć; cześć im oddali ziomkowie.
Charmides, z wieńcem lauru na wzniesionej głowie
I w płaszczu purpurowym, wyglądał, jak drama
Z wlokącym się poza nią długim epilogiem.
Menander takoż w wieńcu, który mu na czoło
Dali ateńscy męże, piał pieśnię wesołą,
Jakby mu Dyonizos[2] bratem był — nie bogiem;
A wiedząc, że się sława rychło zmienia w marę,
Niósł z niedbalstwem wspaniałem pełną wina czarę,
By pić zdrowie ojczyzny — za ojczyzny progiem.
Eutydem niósł lirę, brząkając w nią z cicha,
A pierś jego wezbrana, co smutkiem oddycha,
Tak pełna jest tęsknoty — i łez — i zadumy,
Że za każdem ust tchnieniem unoszą się tłumy
Mar powiewnych, przejrzystych i wiązanką płową,
Jako wieniec róż bladych, lecą mu nad głową.
Filebus, z olimpijskim spokojem na twarzy,

Szedł, jak mąż, który dźwiga na barkach Hezjoda[3];
A za nim w niewidzialnej postępują straży:
Kunsztowna antystrofa, rzeźbiona epoda[4],
I orzeł Zeusowy nad głową się waży
I otacza go grecki błękit i pogoda.
Timeus kroczył blady, obuty w koturny[5],
Niosąc z dzieł swych tragicznych popiołów dwie urny;
A gałąź cyprysowa, owinięta kołem,
Zdawała się ze zgrozy wstawać mu nad czołem.
Milczał; jeśli wychodząc nie rzucał przekleństwa
Na miasto obłąkane i pełne szaleństwa,
To jedynie dlatego, by ziemia pobladła,
Nim on przestąpi bramę, w przepaść nie zapadła.
Dajmon zamykał pochód i wybuchem śmiechu
Żegnał Ateny, pieśń swą przekazując echu...
I zaraz też podgórza dzieliły się wiernie
Spadkiem poety, rapsod[6] skandując[7] misternie,
Coraz to przeźroczyściej, coraz ciszej... ciszej...
Tak, że ostatnie dźwięki Zeus ledwo słyszy.

Plato[8] odetchnął. Odtąd poezya zdradziecka
Umysłów wytrzeźwionych oczadzać nie będzie,

I żadna już od pieśni nie zadrży pierś grecka...
Ostatnią lirę, w kącie rzuconą na śmiecie,
Po jakimś zapomnianym włóczędze-poecie,
Strzaskano, jak bezbożne, przeklęte narzędzie.
Pierzchły już bezcielesne, urojone mary,
Których nikt nie przykroi do rozsądnej miary;
Odtąd mieszkańcy miasta, stojąc na swych progach,
O tem, co rzeczywiste, radzić będą zimnie,
I nikt przy jakimś grzmiącym, pełnym ułud hymnie
Nie będzie roił baśni o chwale i bogach.
Epos przestanie kłamać i drażnić umysły:
Na wzruszenia jest wymiar ogólny i ścisły
I nikt pod wpływem pieśni, omamiony słuchem,
Nie będzie śnił, że leci nad światy gdzieś duchem...
Ludzkość, wolna od rodu wieszczów i rapsodów,
Przestanie pragnąć zdrojów żywych i ogrodów
I nie będzie roiła o cudach dziwacznie
I na byt swój powszedni trzeźwo baczyć zacznie.
Cóż jest pieśń? — Dźwięk słów pusty, jako wiatru szelest.
Poezja najpiękniejsza jeszcze prawdą nie jest,
I, jako płonne zielska, po drogach zarasta...
Lecz dziś wszystkie wyrwano! Poza bramy miasta
Odprowadzono wieszczów z wieńcami na czole
I przed poezją wrota do Aten zaparto.
— Tak dumał prawodawca.

— Cóżto za pacholę,
Z głową wzniesioną w niebo, źrenicą rozwartą
Szeroko, patrząc w błękit ten, czysty, jak fala
Egejska, gdy w niej jutrznia łuny swe rozpala,
Stoi w cichym zachwycie? Nad niem szumią drzewa,
Ptak wędrowny skrzydłami bije i pieśń śpiewa,
Olimp w mgłach gubi czoło, jak senny atleta...
Echo pieśni Homera w błękitach gdzieś kona,

A wokoło powstają bohaterów cienie
I ojcowie o wielkiem sercu idą smutni...
Zadumanemu chłopcu pierś chwyciło drżenie;
Spłonął i wyciągając młodzieńcze ramiona,
Głosem czystym, jak kryształ, wołał: »Lutni... lutni...«
— Jakto, wielcy bogowie! — czyż znowu poeta!?


Grafika na koniec utworu 3.png




Przypisy

  1. Scena wypędzania poetów z idealnego miasta (tu nazwanego Atenami), w którem wedle nauki Platona rządzą filozofowie, w którem więc dla poetów miejsca niema.
  2. Dyonizos — bóg wina; na jego cześć w czasie winobrania śpiewano pieśni (dytyramby), z których rozwinął się następnie dramat grecki.
  3. Hezyod — epicki poeta grecki, żył około VII wieku przed Chrystusem.
  4. Strofa, antystrofa, epoda (właściwie: epodos) — części składowe pieśni lirycznej, śpiewanej przez chóry, np. w tragedyi greckiej (śpiew, odśpiew, dośpiew).
  5. Koturn. — Ponieważ osobami tragedyi greckiej byli mityczni bohaterowie i półbogi, przeto i aktorowie, przedstawiający te postaci, nadawali sobie rozmiary, przechodzące zwykłą ludzką miarę; do tego służyły m. i. koturny, t. j. buty z ogromnymi obcasami i grubą podeszwą.
  6. Rapsod — śpiewak wędrowny, a także (jak tu) śpiew bohaterski, wygłaszany przez rapsoda na uczcie w czasach homerowskich.
  7. Skandować — czytać rytmicznie.
  8. Platon — jeden z najsławniejszych filozofów greckich (ur. 429, um. 348 przed Chr.), autor m. i. Politei, t. j. idealnej rzeczypospolitej, rządzonej przez filozofów.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.