Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/Od wydawcy

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Czubek
Tytuł Od wydawcy
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolf.
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron
OD WYDAWCY.
Grafika na początek utworu 1.png

W pięć lat po śmierci Maryi Konopnickiej wychodzi pierwsze wydanie jej poezyi zupełne i krytyczne. Tak firma nakładowa, jak i wydawca nie szczędzili zabiegów i trudów, ażeby niniejsze wydanie było godne pamięci i imienia wielkiej poetki. A rzecz nie była ani tak prosta ani łatwa, jakby się to na pierwszy rzut oka wydawać mogło. Naprzód zupełność. Jak wiadomo, poetka umieszczała zazwyczaj swoje utwory naprzód w czasopismach. Kiedy przyszło do książkowego wydania, już nie zawsze wszystkie poezye znalazły się razem pod jednym dachem; do niektórych autorka, krocząc nader szybkim krokiem po drodze umysłowego rozwoju, już nie przywiązywała zbyt wielkiej wagi, o innych w nawale zajęć i olbrzymiej pracy literackiej po prostu zapomniała, a były też i takie utwory, co z rozmaitych, częstokroć przypadkowych przyczyn uwiązgły, czasowo przynajmniej, w redakcyjnych stolikach. Dla wydawcy wszystkie te względy i powody przestały istnieć, owszem wymogami naukowemi uzasadniona zupełność nakazywała wszystkie te utwory odszukać i bez względu na ich większą lub mniejszą wartość umieścić w niniejszem wydaniu. Wykaz czasopism i rękopisów w dodatku krytycznym do każdego tomu daje miarę pracy przygotowawczej, jaką wykonać należało, ażeby o ile możności osiągnąć taką zupełność, któraby nam dawała całkowity obraz poetyckiej twórczości Konopnickiej.
Wydanie krytyczne... Wobec tego, że poetka sama prawie zawsze zastrzegała sobie korektę swoich utworów i rzeczywiście starannie ją wykonywała, jak świadczą zachowane egzemplarze korektowe, mogłoby się wydawać, że dla krytycznego wydawcy nie wiele już zostało pola do pracy. Co sądzić o wydawniczych zdolnościach autorów, a zwłaszcza poetów, powiedzieliśmy już gdzieindziej (w przedmowie do jubileuszowego wydania pism Krasińskiego). Sprawdza się to do pewnego stopnia i na Konopnickiej, że tu przytoczę tylko dwa charakterystyczne przykłady. W t. I, str. 16, w. 2 mają dwa pierwsze wydania: »Mgły... zwite w tkanki«; tymczasem w egzemplarzu, z którego drukowano wyd. III, poprawiła sama poetka tkanki na nie istniejące ani w polskim ani w ruskim języku ktanki i błąd ten przeszedł do wydania czwartego, a nawet do dwu wydań »Wyboru pisma« i do »Poezyi w nowym układzie«. Jeszcze jaskrawszy przykład znajdujemy w t. V, str. 198, gdzie »święci Pańscy« (Łazarz, Marta i Magdalena) występują po Wandalach i Gotach! Że pierwotnie poetka trzymała się wręcz przeciwnego porządku w układzie, dowodzi ponad wszelką wątpliwość wiersz następny: »Ledwo gród podgoił rany«, co po »świętych Pańskich« byłoby oczywistym nonsensem, ale po Wandalach i Gotach jest zupełnie na miejscu. Spotykają się i błędy rzeczowe, czemu nawet trudno się dziwić. Poetka, starając się  o coraz doskonalszą formę dla swych myśli i obrazów, spuszczała niekiedy z oka rzecz samą, popełniając jaskrawe pod tym względem pomyłki. Już w t. I znajdujemy tego przykład w utworze p. t. »Rabsztyn« (str. 17): rzecz, osnuta widocznie na wspomnieniach zamku Rabsztyna w Krakowskiem, została przeniesiona na podstawie tożsamości nazwy na górę w Pieninach. Poetka chętnie przyjmowała krytyczne uwagi w tej mierze i poprawiała rzeczowe błędy, jak tego mamy dowód w utworze »Antonio« (t. IV, str. 250), z którego pierwotny Tacyt, opowiadający o Hunnach, zniknął w książkowem wydaniu. Widocznie jednak brakło niekiedy życzliwych uwag (w »Italii«) i wydawca znalazł się w najtrudniejszem, jakie sobie wyobrazić można, położeniu, gdyż jak z jednej strony wyraźnego błędu bez poprawy, a przynajmniej jakiegoś wyjaśnienia przepuścić nie było wolno, tak z drugiej tykać formy, artystycznie doskonałej — rzecz niebezpieczna; jak największa ostrożność była tu na miejscu. To też, gdzie się dało bez znaczniejszej zmiany w formie rzecz poprawić, jak w utworze »Misenum« (t. IV, str. 178), tam postąpiono w myśl i w duchu poetki, zamieszczając jednak utwór w pierwotnym kształcie w dodatku krytycznym. Gdzie jednak bez zupełnej przebudowy poprawa uskutecznić się nie dała (t. IV, str. 65 »Faun tańczy«, str. 11, »Faun śpiący«), tam poprzestano na stwierdzeniu istotnego stanu rzeczy, tem bardziej, że wartość utworów nawet z pomyłkami rzeczowemi pozostała niezmienioną.
Poza treścią zewnętrzna forma utworów przedstawiała dla wydawcy obszerne pole do pracy krytycznej. Już choćby pobieżne porównanie różnych wydań pomiędzy sobą i z rękopisami, o ile się te dochowały, daje wyobrażenie o tej nadzwyczajnej staranności, z jaką Konopnicka ciągle poprawiała i wygładzała swoje utwory, usiłując im nadać nienaganną doskonałość formalną; i autografy i egzemplarze drukowane, służące za rękopisy do następnego wydania, wreszcie korekty nawet roją się od poprawek i kreśleń, dając wymowne świadectwo nadzwyczajnej u poetki dbałości o zewnętrzną szatę swych natchnień. I nie dziw; wysoko rozwinięte poczucie formy artystycznej z jednej, a zbyt pośpieszne ogłaszanie w czasopismach z drugiej strony, nie pozwalały poetce powtarzać swych utworów w następnem wydaniu bez zmian i poprawek, czasem nawet gruntownych. Owoż wykazać kolejno zmiany w tekście, od autografów, gdzie się dochowały, aż do ostatniego wydania, a przez to dostarczyć badaczowi dostatecznej i istotnej podstawy do poznania stopniowego rozwoju, jaki się szybko dokonywał w artystycznych pojęciach i zapatrywaniach poetki, było obowiązkiem krytycznego wydawcy. Ustalenie na tych podwalinach poprawnego tekstu, będącego ostatnim wyrazem woli i usiłowań poetki, zasadniczo nie przedstawiało nadzwyczajnej trudności: tekst wcześniejszy musiał, rzecz jasna, ustępować miejsca tekstowi późniejszemu, poprawionemu przez samą poetkę. Ale to teorya; w rzeczywistości rzecz niejednokrotnie przedstawiała się nieco odmiennie. A naprzód w pewnych, nielicznych zresztą, wypadkach trzeba było znowuż poprawić samą poetkę, a raczej pomyłki drukarskie, mimo całej staranności, przez nią przeoczone, jak np. t. III, str. 138, w. 1 »W oddalonych rzeczy krasie«. (,rzeczachʻ w autografie i w wydaniach); t. V, str. 86, 10 »wyleciały złote roje Na ten ług zielony« (,jug‘ w autografie i w wydaniach). T. VI, str. 209, 1 »Błogosławione te orły, te boże« (,hoże‘ w pierwodruku); t. VII, str. 76, w. 18: »pszczoły... skurczyły się i posnęły«. (,skończyły się‘ w pierwodruku). W jednym wypadku (t. IV, str. 8, w. 6) odważył się wydawca przebudować wiersz 13-zgłoskowy na 11-zgłoskowy, gdyż niepodobna przypuścić, iżby poetka w sonecie, składającym się z samych wierszów 11-zgłoskowych, umieściła świadomie jeden wiersz 13-zgłoskowy. I tekst późniejszy nie zawsze okazał się poprawniejszy. Oto kilka przykładów: T. III, str. 238, w. 13 »Z Ety... tam biją« Pdr. (nie ,Z Oaty... biją‘, jak ma późniejsza kopia i wydania); t. IV, str. 32, w. 8 »sieją na marmur kanw swych kolory i kwiaty« Pdr. (nie ,barw‘ (!), jak w »Italii«); tamże str. 205, w. 4 ,Veprina‘ kopia do druku (nie ,Vesprina‘ jak w ,Drobiazgach‘, gdyż miasteczko nazywa się właściwie ‘Veprinac‘ (Wieprzyniec), przez poetkę skrócone na Veprin); tamże str. 230, w. 11 ,biga‘ pdr. (nie ,diga‘,jak w ,Drobiazgach‘); t. V, str. 5 »Do tryptyku Pruszkowskiego« pdr. (nie ,Prószyńskiego‘, jak w kopii do druku i w wydaniach); tamże str. 105, w. 4: »Pola się ścielą pszenicznie a żytnie« Pdr. (nie ,pszeniczne‘ LD); jak wskazuje spójnik a ,pszenicznie‘ i ,żytnie‘ są przysłówki (nie przymiotniki), co jako zwrot mniej zwykły daje lepsze usługi poezyi; tamże str. 130, w. 14: »Przepaści brzegi kuszą i biegą« Pdr. (nie ,krzyczą‘, jak w ,Drobiazgach‘).
Były też oprócz pomyłek i inne, naszym stosunkom właściwe przyczyny, że tekst z datą późniejszą okazał się jednak mniej poprawnym od wcześniejszego. Niektóre utwory były pierwotnie drukowane w Warszawie, następnie zaś przedrukowane z poprawkami poetki gdzie indziej (w Krakowie lub we Lwowie) np. »Damnata« i »Linie i dźwięki«. Otóż zdarzało się, że ponowne wydanie warszawskie poszło za wydaniem pierwotnem, a więc warszawskiem, mimo że istniał już późniejszy od pierwotnego i przez poetkę poprawiony tekst krakowski lub lwowski. W tych wypadkach wydanie oparło się o tekst, jakkolwiek chronologicznie nie najpóźniejszy, ale mimoto najpoprawniejszy, bo najpóźniej autentycznie zmieniony. Wreszcie w dwóch wypadkach wbrew wygłoszonej powyżej zasadzie przyjęto do wydania za podstawę autograf, a nie pierwodruk, a stało się to z powodu natury, powiedzmy, miejscowej. Poetka po ogłoszeniu obu utworów: »Z teki Grottgera« (t. V, str. 225) i »Wojna« (t. V, str. 231) w czasopismach przygotowała do wydania książkowego tekst przez siebie poprawiony; czasy się jednak zmieniły, utwory w zbiorowem wydaniu już wyjść nie mogły i autografy (jeden, niestety, niezupełny) znalazły się pod kluczem u firmy nakładowej.
Nareszcie układ. Mógł on być jedynie chronologiczny, jako odpowiadający samej naturze rzeczy i dlatego w nauce dziś powszechnie przyjęty; stąd też wszelkie wydania »w nowym układzie« tudzież »Wybory« pism musiały być pominięte. W praktycznem jednak zastosowaniu zasady wystrzegano się znowuż do ostatnich granic posuniętej, a więc bezdusznej pedantyczności. Byłoby np. rzeczą nie tylko niewłaściwą, ale nawet wręcz szkodliwą i śmieszną umieszczać między krótszymi utworami lirycznymi dłuższe opowiadania lub utwory dramatyczne jedynie tylko dlatego, że chronologia tego wymagała. Sama poetka dała w tej mierze przykład, za którym iść należało, umieszczając w czterech seryach swych poezyi obrazki i opowiadania na końcu tomu. Ale nawet pomiędzy utworami lirycznymi znajdują się tak odrębne od innych, tak ściśle ze sobą połączone, że ze względu na tę właśnie odrębność należało je wbrew ścisłej chronologii pomieścić wszystkie razem. Mamy tu na myśli »Italię«. Utwory, tem mianem objęte, powstawały w latach 1893—1899, a więc poniekąd równolegle z tomem V; mimo to jednak żaden wydawca naszem zdaniem nie będzie miał odwagi rozbijać tego zbiorku wedle zasady ściśle chronologicznej. Ale nawet w obrębie seryi czy zbiorków z osobnymi tytułami nie przestrzegała nasza poetka ściśle czasowego następstwa utworów. I tę właściwość należało uszanować i zatrzymać porządek wydań pierwotnych, tem bardziej, że poetka tylko w rzadkich wypadkach kładła datę pod swymi utworami i za przybliżonym czasem powstania przemawia zazwyczaj jedynie data numeru czasopisma, w którym się utwór po raz pierwszy pojawił. Uwzględniwszy więc konieczne wyjątki i szczerby w zasadzie chronologicznej, otrzymamy następujący układ poezyi Konopnickiej: W pierwszych sześciu tomach mieszczą się utwory liryczne, na końcu każdego tomu (z wyjątkiem czwartego) obrazki i opowiadania liryczno-epiczne, w porządku, ile możności chronologicznym; tom VII obejmuje poezye doby ostatniej i pośmiertne z dodatkiem wierszy epoki najwcześniejszej, pominiętych w t. I, wreszcie poezye prozą i utwory dramatyczne; w t. VIII znajdą się utwory, które z łatwo zrozumiałych powodów (druk ukończono w r. 1914) w tomach I—VII pomieszczone być nie mogły; następne tomy wypełnią »Pan Balcer«, »Imagina«, osobno wreszcie w dwóch lub trzech tomach wyjdą poetyckie przekłady Konopnickiej.
Toby była strona naukowa wydania. Ale nasze stosunki, obecne zwłaszcza, nie pozwalają, osobliwie w tak znacznem przedsięwzięciu, na zbytek dwóch wydań, tak zwykły u narodów bogatszych: naukowego i popularnego; licząc się z rzeczywistością, należało owszem połączyć oba typy razem i przez właściwy sposób opracowania uprzystępnić pisma poetki jak najszerszym warstwom narodu. Do tego celu służą objaśnienia, częściej rzeczowe, rzadziej językowe. Starano się w nich zachować przyzwoitą miarę, mając na oku średnio wykształconego czytelnika; jak jednak taka miara jest niepewna i niepochwytna, nie ukrywał przed sobą wydawca i dlatego w wypadkach wątpliwych z dwóch zasad: ne quid nimis i melius abundare, quam deficere, wybierał raczej ostatnią.
W końcu, spełniając miły obowiązek, składa wydawca szczere podziękowanie bibliotekom i zakładom oraz tym wszystkim, którzy czy to dostarczeniem materyału bibliograficznego, odpisów i druków korektowych oraz ulotnych, czy też użyczeniem autografów przysłużyli się wydawnictwu, a w szczególności pp.: dr. W. Hahnowi we Lwowie, M. Dynowskiej, St. Dembemu, H. Mościckiemu, Z. Wolskiemu w Warszawie i dr. St. Pigoniowi w Krakowie.
W Krakowie, 29 października 1915 r.

Jan Czubek.


Grafika na koniec utworu 3.png




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Czubek.