Przejdź do zawartości

Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Marya Konopnicka
Tytuł Poezye wydanie zupełne, krytyczne tom I
Pochodzenie Poezye wydanie zupełne, krytyczne
Wydawca Gebethner i Wolf.
Data wyd. 1915
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa, Lublin, Łódź, Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

MARYA KONOPNICKA.


 Ona mówi i śpiewa, zarówno za istoty, jak i za rzeczy, które albo nie umieją uświadamiać własnego bytu, albo są nieme. To znaczy naprzód, że wszyscy wydziedziczeni, a więc starce, wdowy, sieroty, którym głodno, chłodno, pusto i źle na świecie — wszyscy, którzy jęczą pod przemocą praw naturalnych i społecznych, pod pogardą i niemiłosierdziem możnych, gdyby mogli i umieli wypowiadać w pieśni swoją niedolę i swoje bóle, wypowiadaliby je Jej słowami. Ona jest ich skargą wobec nieba i orędowniczką wobec sytych. Zdarzało się też Jej czasem podnosić oczy pełne łez, albo nawet gniewu ku górze i pytać: Czemu tak jest? dlaczego istnieje tyle zła, tyle nędzy, tyle męki, tyle rozpaczy? Brzmiało to nieraz, jak wyrzut, i z tego powodu krytyka, ta mianowicie, która jest więcej surową, niż wyrozumiałą i dobrotliwą, zarzucała jej niejednokrotnie brak wiary i zgody z wyrokami Opatrzności. Zapominano przytem, że takie pytania stawia Bogu w imieniu nieszczęsnych — nie filozoficzny umysł, ale rozdarte serce. Zapominano, że podobnych skarg pełno jest n. p. w Starym Testamencie, i że zostały one niezmiernie uświęcone w Nowym słowami: »Panie, Panie! czemuś mnie opuścił?« — Biedota, wtłoczona w kolej nędzy i niedoli, cierpi najczęściej bez szemrania, mniemając, że to jest przyrodzona kolej rzeczy ludzkich; ale gdy serce poety odczuje ból zbiorowy, wówczas musi się skarżyć — i ta skarga nie jest niewiarą, ale raczej modlitwą.
 Więc poetka pyta, boleje, śpiewa i mówi — za poddasza miejskie i za chaty wieśniacze — ale głównie i szczególnie za tę polską wieś, z którą się zrosła i która Ją sobie na chwałę wykołysała. Niewola społeczna chłopska to rzecz przeszłości; to już minęło i nie wróci, ale po staremu chłop został w niewoli u ciemnoty, w zależności od gleby, od urodzaju i nieurodzaju, od wiatru, deszczu, od gradowej burzy, od braku lub dostatku pracy — został w jarzmie starości, choroby, biedy, śmierci. W tej kądzieli, z której się przędzie szara nić chłopskiego życia, więcej węzłów i paździerzy, niż gładkiego wątku, a często także rwie się ta nić w sposób okrutny i tragiczny. Więc tej doli i niedoli, temu ubóstwu, temu sieroctwu, tym komorniczym głodom, tym łzom rzęsistym, temu naturalnemu przytwierdzeniu do matki ziemi, która czasem okazuje się macochą, tej niemal mistycznej zależności od słońca, chmur, deszczów i gradów, tym nawpół świadomym siebie myślom, uczuciom, instynktom daje Konopnicka wyraz tak potężny, jakiego nikt przed Nią dać nie zdołał. W Jej poezyi tkwi dusza chłopa i bije chłopskie serce; słychać w niej dzwony wiejskie i kołatki trzód, i brzęk kos i sierpów, i rodzinną nutę śpiewów wiejskich, a słychać z taką siłą i prawdą, że wobec artystycznej doskonałości tych sielskich ech otrzymuje się takie wrażenie, jakby ktoś grał na wysokim szczycie Parnasu, na fujarce, wykręconej z polskiej wierzbiny.
 Ale wspomniałem, że Ona mówi nie tylko za ludzi. Jakoż ode wsi — prosta droga do natury. Tu znów poetka wkłada w nią własne serce i śpiewa za nią: za rolę żywicielkę i łany zbóż i za pachnące łąki i za mokre »niezabudki«, które »kupką całą tworzyły modre oczy«, jakby zdziwione, że ktoś potrafi tak za nie czuć i myśleć — i za wierzby nadwodne i za brzozy, które płaczą co rano »perłami rosy«. A jest w tem ogromna szczerość — i rozległość pól, jest moc i światło, i barwa, i woń, i takie życie, taki niepojęty dar zlewania się z naturą, iż mimowoli wydaje ci się, że gdyby wiatr mógł poświstywać, a bór szumieć mową ludzką, to wiatr musiałby wiać, a las szumieć tylko Jej słowami.
 I w tem tkwi ogromne znaczenie poetki i pieśni. Jeden z krytyków słusznie powiedział o Konopnickiej, że umieszcza Ona swe serce w centrum wszystkiego. Innemi słowy, można rzec, że przez Nią wypowiada się ziemia i lud, który ją zamieszkuje. Zaiste, wzniosłe zadanie poety! A w ostatnich czasach nasi pieśniarze przyzwyczaili nas do czego innego. Niektórzy wystawiali na pokaz swoje nagie dusze, których nie byliśmy ciekawi, każąc nam je podziwiać, niby jako pustynie, tratowane przez dzikie i wyuzdane tabuny instynktów — ale nie było w tem ani szczerości, ani siły. Dusze były wprawdzie dość puste, lecz nie rozległe, a natomiast dzikie wrzekomo tabuny podobniejsze były do robactwa, mrowiącego się w nawozie, niż do rozkiełznanych rumaków. Inni analizowali starannie swoje myśli i uczucia, swój stosunek do świata, swe zwątpienia, swe nastroje swe wyprawy w krainę piękna, w świat refleksyi lub marzeń i tworzyli liryki częstokroć bardzo misterne, często przyodziane w formę tak wykwintną, że aż przeważającą nad treścią — więc nieco puste. »Szumny lot olbrzymich ptaków« przeszedł do wspomnień. Po większej części nie było tam nie tylko szumnego, ale żadnego lotu. »Artifex« zdarzał się znakomity — »vates« ustąpił z oblicza literatury. I z tej drobiazgowości analizy, z tych miniaturowych sposobów malowania, ze zbyt starannego doboru słów, jak kamieni do mozaiki, z tego kolekcyonerstwa podobnych do cacek uczuć, myśli i wrażeń wiało coś chłodnego i starczego. Nadewszystko zaś był niezmierny egotyzm, który poniekąd także jest cechą starości, albowiem młodość radziej zajmuje się światem zewnętrznym, niż własnemi dolegliwościami. W znacznej części taką była nowa poezya ostatnich lat — prócz tej, jeszcze nowszej, która w pogoni za jakiemś pralechickiem samobytnictwem rozsadziła i popsuła wyrobioną przez wieki uprawy formę, a spękane naczynie napełniła treścią tak mętną, że nikt nie może wyrozumieć, o co chodzi. Lecz przeważnie poeta sobek przepuszczał świat przez filtr własnego ja, tworząc sobkowską analizę i sobkowską lirykę. Uchodzi to zresztą doskonale i wzbogaca skarb powszechny, jeśli takiemu ja na nazwisko Mickiewicz, Słowacki lub Krasiński — ale gdy tak nie jest, rodzą się rzeczy zbyt błahe, jakby bezpłciowe — i pieśni malutkie, któremi »nie odetchnie pierś szeroka«.
 Jest zaś rzeczą dziwną, a zarazem niezmiernie charakterystyczną, że z owym prądem sobkowskim nie popłynęły właśnie kobiety. Bo gdy poeci-mężczyżni wpatrywali się w siebie, jak Budda we własny pępek, one snuły dawną złotą nić takiej twórczości, która miała prawo zwać się »milion«. I oto jedna tka jedwabiem, złotem i tęczą na olbrzymich krosnach prawdziwe epos, w którem połyskują zbroje husarzy i król olbrzym rzuca groźny cień na władztwo Moslemina; druga, choć niewiązaną mówi mową, życie całe poświęca służbie dla swego społeczeństwa, dla jego duszy, ku jego pokrzepieniu i wydobywa z mroków zapoznanych ludzi i zapoznane losy; trzecia unosi się, jak łabędź na ogromnych skrzydłach, nad nami, a w krzyku tego wielkiego ptaka słychać krzyk ziemi i ludu.
 Ziemia i lud są w Niej, a Ona w nich. I ten związek nie rozrywa się nigdy, bo jeśli ów łabędź pożegluje śnieżnemi pióry aż gdzieś na krańce ziemi, nad niezgłębione puszcze brazylijskie, to dlatego, że w tych puszczach huczy polska siekiera i płyną polskie łzy.
 Jeśli buja pod włoskiem niebem, to i tam na widok blasków drgających »wśród lazurowych staj«, na widok tego ogromnego słońca, na widok dnia, który »nie wstaje, lecz bucha«, przypomina sobie swą północną krainę i cała wzruszona mówi, jakby z żalem serdecznym:

»Ale ja z krain idę, kędy na dnia progu
»Świt, We łzach cały, długo wyprasza się Bogu,
»By mu patrzeć nie kazał na stary ból świata.

 Choć zresztą, mimo chwil żalu, tęsknoty, a nawet goryczy, dobrze Jej w tej słonecznej krainie. Dodaje ona Jej otuchy, krzepi Ją, rozgrzewa Jej skrzydła. Łączy poetkę z Włochami Jej aryjska dusza. Odczuwa Ona tam to, co odczuwa każde dziecko łacińskiej kultury: czuje się wnuczką Italii. Rozumie, że rodzona jej matka wyssała z tamtej piersi wiarę, wiedzę, kult piękna, słowem, całą cywilizacyę. A że serce poetki bije zawsze jednem wielkiem kochaniem, że jej oczy zdolne są tylko przez owo kochanie na świat patrzeć, więc to poczucie bezpośredniego związku między duszą rodzicielki a tamtą słoneczną kulturą, tamtejszem niezrównanem pięknem napełnia ją radością i uniesieniem.
 Drga zaś to poczucie w każdym wierszu, zaostrza wrażliwość poetki i uzdalnia Ją do odczuwania z wielką siłą włoskiego życia i natury. Więc lateraneński dzwon brzmi Jej, jak coś swojskiego i już słyszanego niegdyś. Uroczystą chwilę, w której »Cimabue pendzle złożył z twarzą cichą, uśmiechniętą«, będzie odczuwała, jak Florentynka z XIII wieku. Rozrzewnią Ją też ogromnie »skrzypaczkowie anielscy« starego Vivariniego, Belliniego lub nowszego Carpaccia. Natura, zabytki, spowinięte w bluszcze i dzikie wino, pinie na tle zórz rzymskich, cmentarne cyprysy w Fiesole, błękitne przezrocza San Miniato, wielkie rozlewy weneckie, wspaniałe gmachy, genialne utwory dłuta i pendzla — wszystko to będzie póty trącało struny Jej duszy, póki się nie odezwą rozgłośnie a gorąco wieczystemu pięknu i nie wyśpiewają, co odczuły.
 W miarę zaś tych przelotów, czy to za Atlantyk, czy pod niebo włoskie, czy w stronę starego Avignonu, rozszerzały się widnokręgi poetki, poezya Jej nasiąkała coraz nową życiową treścią, a forma stawała się coraz doskonalsza. Serce Jej, lecąc za chłopskim wyrajem do brazylijskich lasów, cierpiało tam i odczuwało niedolę całej gromady tak mocno, że spotęgowawszy potężną i bez tego wyobraźnię, dało jej dar niemal jasnowidzenia oceanów i puszcz. Kto je zna, musi przyznać, że tam tak jest, jak Ona widzi. To morze, gdy je rozpęta burza, tak się piętrzy i takimi rzeczywiście ryczy głosami; podzwrotnikowa puszcza takim istotnie śmiertelnym tchnie oddechem. Prawda! — wszystko prawda! I z tej to odgadniętej prawdy, z tego niezgłębionego współczucia dla zabłąkanej gromady, z tych jasnowidzeń — z takiego tylko niepojętego daru wnikania w naturę żywiołów i ludzi mogła powstać ta poprostu przedziwna pieśń o panu Balcerze, w której świetna strofa goni jeszcze świetniejszą, z każdej bije piękność, prawda i siła, wszystkie zaś razem są tak proste, jak dusza chłopa, i tak szlachetne i doskonałe, jak greckie kolumny.
 Toż samo zaś można powiedzieć o cyklu »Italia«. Jest w nim włoskie słońce i włoski lazur i włoski krajobraz, tak pełen ciszy i poezyi, jak w obrazach Boecklina — i prostota Quattrocento i wspaniałość Odrodzenia i odczucie całej tej głębokiej a wytwornej kultury tak żywe i wyśmienite, na jakie zdobyć się może tylko dziecko narodu, który przez długie wieki był jej chorążym na najdalej wysuniętej rubieży.
 A jednak ten ogromnie prawdziwy obraz Włoch ma pewne właściwe sobie zabarwienie, jakie mu nadało odbicie się w polskiej źrenicy — a może w polskich łzach. Jest w tych pieśniach jakieś echo, które nadlatuje jakby z bardzo daleka, które coś przypomina i które pyta: »Znasz-li ten kraj?«. Jest jakaś szeroka polna tęsknota, a gdy naprzykład w przepysznych dźwiękach naśladowniczych: »Lateranèński Jàna dzwòn na àve bije«, zaczyna się jakby nieszpór rzymski, masz mimowoli złudzenie, że gdy ów dzwon bić przestanie, to wówczas wśród ciszy, pod złotą i liliową zorzą ozwą się głosy w dobrze ci znanym i drogim języku:

»Zdrowaś Marya, łaskiś pełna, Pan z Tobą«.
................

 I oto przypomni ci się ta szara kraina, w której uderza serce poetki i za którą ona mówi.
 I ta to właśnie zdolność przedziwnego a zarazem prawdziwego śpiewania za ziemię i ludzi, zdolność, dana tylko wybranym, jest głównem znamieniem poetki i Jej poezyi.
 Ale to jeszcze nie wszystko. Żeby wyśpiewać wiosnę, noc majową, światło księżyca, cichy spokój nocy i zapach bzów i jaśminów — trzeba się urodzić słowikiem. Im większy ogarnia poeta obszar życia, im wyższe uczucia chce wyrazić, im więcej pragnie, im górniej myśli, tem więcej musi mieć strun na lutni. Więc też, jak mówi Słowacki:

»Chodzi mi o to, aby język giętki
»Powiedział wszystko, co pomyśli głowa,
»A czasem był, jak piorun, jasny, prędki,
»A czasem smutny, jako pieśń stepowa,
»A czasem, jako skarga Nimfy, miękki,
»A czasem piękny, jak aniołów mowa;
»Aby przeleciał wszystko ducha skrzydłem,
»Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

»Z niej wszystko dobyć, zamglić ją tęsknotą,
»Potem z niej łyskać błyskawicą cichą,
»Potem w promieniach ją pokazać złotą,
»Potem nadętą dawnych przodków pychą,
»Potem ją utkać Arachny robotą,
»Potem ulepić z błota, jak pod strychą
»Gniazdo jaskółcze, przybite do drzewa,
»Co w sobie słońcu wschodzącemu śpiewa.

 I właśnie Ona to umie i posiada w stopniu tak wysokim, jak mało kto z dziś piszących. Język Jej potrafi istotnie »głosić się« po rosie, jak fujarka pastusza, i kląskać, jak słowik, i krakać, jak orzeł, i huczeć, jak burza, i być w pieśniach wiejskich, jak dziecko, które płacze, albo chłopka, która zawodzi, a w pieśniach biblijnych być, jak łoskot gromu. Ona ci, czytelniku polski, i twoją ziemię i twoje uczucia wyrazi i wyśpiewa w twej cudnej mowie z taką mocą i ozdobą, że aż sam zadziwisz się bogactwem tej mowy. Zna też Ona nawskróś ten wielki skarbiec, wie, gdzie jakie leżą klejnoty, i czerpie z niego obu rękoma i rozrzuca i sypie, ale rozrzucając i sypiąc — jeszcze przysparza.

....................

 Podniosłem tylko dodatnie strony Jej pieśni. Zresztą, kto wie, czy nie jest rzeczą słuszną czynić tak przeważnie, gdy się mówi o twórcach tej miary. Ptak to szerokoskrzydły, drzewo, które wysoko wystrzeliło w rodzimym lesie, sława wielka i jasna, pieśniarka, sercem miłująca, duchem i mową władna, jedna z prawych dziedziczek i spadkobierczyń po wielkiej epoce narodowej poezyi. Twórczości takiej krótkiemi słowy nie można objąć, ani jej w nie zamknąć — ale godzi się i należy złożyć hołd poetce, której już niema między nami.

Henryk Sienkiewicz.






OD WYDAWCY.


 W pięć lat po śmierci Maryi Konopnickiej wychodzi pierwsze wydanie jej poezyi zupełne i krytyczne. Tak firma nakładowa, jak i wydawca nie szczędzili zabiegów i trudów, ażeby niniejsze wydanie było godne pamięci i imienia wielkiej poetki. A rzecz nie była ani tak prosta ani łatwa, jakby się to na pierwszy rzut oka wydawać mogło. Naprzód zupełność. Jak wiadomo, poetka umieszczała zazwyczaj swoje utwory naprzód w czasopismach. Kiedy przyszło do książkowego wydania, już nie zawsze wszystkie poezye znalazły się razem pod jednym dachem; do niektórych autorka, krocząc nader szybkim krokiem po drodze umysłowego rozwoju, już nie przywiązywała zbyt wielkiej wagi, o innych w nawale zajęć i olbrzymiej pracy literackiej po prostu zapomniała, a były też i takie utwory, co z rozmaitych, częstokroć przypadkowych przyczyn uwiązgły, czasowo przynajmniej, w redakcyjnych stolikach. Dla wydawcy wszystkie te względy i powody przestały istnieć, owszem wymogami naukowemi uzasadniona zupełność nakazywała wszystkie te utwory odszukać i bez względu na ich większą lub mniejszą wartość umieścić w niniejszem wydaniu. Wykaz czasopism i rękopisów w dodatku krytycznym do każdego tomu daje miarę pracy przygotowawczej, jaką wykonać należało, ażeby o ile możności osiągnąć taką zupełność, któraby nam dawała całkowity obraz poetyckiej twórczości Konopnickiej.
 Wydanie krytyczne... Wobec tego, że poetka sama prawie zawsze zastrzegała sobie korektę swoich utworów i rzeczywiście starannie ją wykonywała, jak świadczą zachowane egzemplarze korektowe, mogłoby się wydawać, że dla krytycznego wydawcy nie wiele już zostało pola do pracy. Co sądzić o wydawniczych zdolnościach autorów, a zwłaszcza poetów, powiedzieliśmy już gdzieindziej (w przedmowie do jubileuszowego wydania pism Krasińskiego). Sprawdza się to do pewnego stopnia i na Konopnickiej, że tu przytoczę tylko dwa charakterystyczne przykłady. W t. I, str. 16, w. 2 mają dwa pierwsze wydania: »Mgły... zwite w tkanki«; tymczasem w egzemplarzu, z którego drukowano wyd. III, poprawiła sama poetka tkanki na nie istniejące ani w polskim ani w ruskim języku ktanki i błąd ten przeszedł do wydania czwartego, a nawet do dwu wydań »Wyboru pisma« i do »Poezyi w nowym układzie«. Jeszcze jaskrawszy przykład znajdujemy w t. V, str. 198, gdzie »święci Pańscy« (Łazarz, Marta i Magdalena) występują po Wandalach i Gotach! Że pierwotnie poetka trzymała się wręcz przeciwnego porządku w układzie, dowodzi ponad wszelką wątpliwość wiersz następny: »Ledwo gród podgoił rany«, co po »świętych Pańskich« byłoby oczywistym nonsensem, ale po Wandalach i Gotach jest zupełnie na miejscu. Spotykają się i błędy rzeczowe, czemu nawet trudno się dziwić. Poetka, starając się  o coraz doskonalszą formę dla swych myśli i obrazów, spuszczała niekiedy z oka rzecz samą, popełniając jaskrawe pod tym względem pomyłki. Już w t. I znajdujemy tego przykład w utworze p. t. »Rabsztyn« (str. 17): rzecz, osnuta widocznie na wspomnieniach zamku Rabsztyna w Krakowskiem, została przeniesiona na podstawie tożsamości nazwy na górę w Pieninach. Poetka chętnie przyjmowała krytyczne uwagi w tej mierze i poprawiała rzeczowe błędy, jak tego mamy dowód w utworze »Antonio« (t. IV, str. 250), z którego pierwotny Tacyt, opowiadający o Hunnach, zniknął w książkowem wydaniu. Widocznie jednak brakło niekiedy życzliwych uwag (w »Italii«) i wydawca znalazł się w najtrudniejszem, jakie sobie wyobrazić można, położeniu, gdyż jak z jednej strony wyraźnego błędu bez poprawy, a przynajmniej jakiegoś wyjaśnienia przepuścić nie było wolno, tak z drugiej tykać formy, artystycznie doskonałej — rzecz niebezpieczna; jak największa ostrożność była tu na miejscu. To też, gdzie się dało bez znaczniejszej zmiany w formie rzecz poprawić, jak w utworze »Misenum« (t. IV, str. 178), tam postąpiono w myśl i w duchu poetki, zamieszczając jednak utwór w pierwotnym kształcie w dodatku krytycznym. Gdzie jednak bez zupełnej przebudowy poprawa uskutecznić się nie dała (t. IV, str. 65 »Faun tańczy«, str. 11, »Faun śpiący«), tam poprzestano na stwierdzeniu istotnego stanu rzeczy, tem bardziej, że wartość utworów nawet z pomyłkami rzeczowemi pozostała niezmienioną.
 Poza treścią zewnętrzna forma utworów przedstawiała dla wydawcy obszerne pole do pracy krytycznej. Już choćby pobieżne porównanie różnych wydań pomiędzy sobą i z rękopisami, o ile się te dochowały, daje wyobrażenie o tej nadzwyczajnej staranności, z jaką Konopnicka ciągle poprawiała i wygładzała swoje utwory, usiłując im nadać nienaganną doskonałość formalną; i autografy i egzemplarze drukowane, służące za rękopisy do następnego wydania, wreszcie korekty nawet roją się od poprawek i kreśleń, dając wymowne świadectwo nadzwyczajnej u poetki dbałości o zewnętrzną szatę swych natchnień. I nie dziw; wysoko rozwinięte poczucie formy artystycznej z jednej, a zbyt pośpieszne ogłaszanie w czasopismach z drugiej strony, nie pozwalały poetce powtarzać swych utworów w następnem wydaniu bez zmian i poprawek, czasem nawet gruntownych. Owoż wykazać kolejno zmiany w tekście, od autografów, gdzie się dochowały, aż do ostatniego wydania, a przez to dostarczyć badaczowi dostatecznej i istotnej podstawy do poznania stopniowego rozwoju, jaki się szybko dokonywał w artystycznych pojęciach i zapatrywaniach poetki, było obowiązkiem krytycznego wydawcy. Ustalenie na tych podwalinach poprawnego tekstu, będącego ostatnim wyrazem woli i usiłowań poetki, zasadniczo nie przedstawiało nadzwyczajnej trudności: tekst wcześniejszy musiał, rzecz jasna, ustępować miejsca tekstowi późniejszemu, poprawionemu przez samą poetkę. Ale to teorya; w rzeczywistości rzecz niejednokrotnie przedstawiała się nieco odmiennie. A naprzód w pewnych, nielicznych zresztą, wypadkach trzeba było znowuż poprawić samą poetkę, a raczej pomyłki drukarskie, mimo całej staranności, przez nią przeoczone, jak np. t. III, str. 138, w. 1 »W oddalonych rzeczy krasie«. (,rzeczachʻ w autografie i w wydaniach); t. V, str. 86, 10 »wyleciały złote roje Na ten ług zielony« (,jug‘ w autografie i w wydaniach). T. VI, str. 209, 1 »Błogosławione te orły, te boże« (,hoże‘ w pierwodruku); t. VII, str. 76, w. 18: »pszczoły... skurczyły się i posnęły«. (,skończyły się‘ w pierwodruku). W jednym wypadku (t. IV, str. 8, w. 6) odważył się wydawca przebudować wiersz 13-zgłoskowy na 11-zgłoskowy, gdyż niepodobna przypuścić, iżby poetka w sonecie, składającym się z samych wierszów 11-zgłoskowych, umieściła świadomie jeden wiersz 13-zgłoskowy. I tekst późniejszy nie zawsze okazał się poprawniejszy. Oto kilka przykładów: T. III, str. 238, w. 13 »Z Ety... tam biją« Pdr. (nie ,Z Oaty... biją‘, jak ma późniejsza kopia i wydania); t. IV, str. 32, w. 8 »sieją na marmur kanw swych kolory i kwiaty« Pdr. (nie ,barw‘ (!), jak w »Italii«); tamże str. 205, w. 4 ,Veprina‘ kopia do druku (nie ,Vesprina‘ jak w ,Drobiazgach‘, gdyż miasteczko nazywa się właściwie ‘Veprinac‘ (Wieprzyniec), przez poetkę skrócone na Veprin); tamże str. 230, w. 11 ,biga‘ pdr. (nie ,diga‘,jak w ,Drobiazgach‘); t. V, str. 5 »Do tryptyku Pruszkowskiego« pdr. (nie ,Prószyńskiego‘, jak w kopii do druku i w wydaniach); tamże str. 105, w. 4: »Pola się ścielą pszenicznie a żytnie« Pdr. (nie ,pszeniczne‘ LD); jak wskazuje spójnik a ,pszenicznie‘ i ,żytnie‘ są przysłówki (nie przymiotniki), co jako zwrot mniej zwykły daje lepsze usługi poezyi; tamże str. 130, w. 14: »Przepaści brzegi kuszą i biegą« Pdr. (nie ,krzyczą‘, jak w ,Drobiazgach‘).
 Były też oprócz pomyłek i inne, naszym stosunkom właściwe przyczyny, że tekst z datą późniejszą okazał się jednak mniej poprawnym od wcześniejszego. Niektóre utwory były pierwotnie drukowane w Warszawie, następnie zaś przedrukowane z poprawkami poetki gdzie indziej (w Krakowie lub we Lwowie) np. »Damnata« i »Linie i dźwięki«. Otóż zdarzało się, że ponowne wydanie warszawskie poszło za wydaniem pierwotnem, a więc warszawskiem, mimo że istniał już późniejszy od pierwotnego i przez poetkę poprawiony tekst krakowski lub lwowski. W tych wypadkach wydanie oparło się o tekst, jakkolwiek chronologicznie nie najpóźniejszy, ale mimoto najpoprawniejszy, bo najpóźniej autentycznie zmieniony. Wreszcie w dwóch wypadkach wbrew wygłoszonej powyżej zasadzie przyjęto do wydania za podstawę autograf, a nie pierwodruk, a stało się to z powodu natury, powiedzmy, miejscowej. Poetka po ogłoszeniu obu utworów: »Z teki Grottgera« (t. V, str. 225) i »Wojna« (t. V, str. 231) w czasopismach przygotowała do wydania książkowego tekst przez siebie poprawiony; czasy się jednak zmieniły, utwory w zbiorowem wydaniu już wyjść nie mogły i autografy (jeden, niestety, niezupełny) znalazły się pod kluczem u firmy nakładowej.
 Nareszcie układ. Mógł on być jedynie chronologiczny, jako odpowiadający samej naturze rzeczy i dlatego w nauce dziś powszechnie przyjęty; stąd też wszelkie wydania »w nowym układzie« tudzież »Wybory« pism musiały być pominięte. W praktycznem jednak zastosowaniu zasady wystrzegano się znowuż do ostatnich granic posuniętej, a więc bezdusznej pedantyczności. Byłoby np. rzeczą nie tylko niewłaściwą, ale nawet wręcz szkodliwą i śmieszną umieszczać między krótszymi utworami lirycznymi dłuższe opowiadania lub utwory dramatyczne jedynie tylko dlatego, że chronologia tego wymagała. Sama poetka dała w tej mierze przykład, za którym iść należało, umieszczając w czterech seryach swych poezyi obrazki i opowiadania na końcu tomu. Ale nawet pomiędzy utworami lirycznymi znajdują się tak odrębne od innych, tak ściśle ze sobą połączone, że ze względu na tę właśnie odrębność należało je wbrew ścisłej chronologii pomieścić wszystkie razem. Mamy tu na myśli »Italię«. Utwory, tem mianem objęte, powstawały w latach 1893—1899, a więc poniekąd równolegle z tomem V; mimo to jednak żaden wydawca naszem zdaniem nie będzie miał odwagi rozbijać tego zbiorku wedle zasady ściśle chronologicznej. Ale nawet w obrębie seryi czy zbiorków z osobnymi tytułami nie przestrzegała nasza poetka ściśle czasowego następstwa utworów. I tę właściwość należało uszanować i zatrzymać porządek wydań pierwotnych, tem bardziej, że poetka tylko w rzadkich wypadkach kładła datę pod swymi utworami i za przybliżonym czasem powstania przemawia zazwyczaj jedynie data numeru czasopisma, w którym się utwór po raz pierwszy pojawił. Uwzględniwszy więc konieczne wyjątki i szczerby w zasadzie chronologicznej, otrzymamy następujący układ poezyi Konopnickiej: W pierwszych sześciu tomach mieszczą się utwory liryczne, na końcu każdego tomu (z wyjątkiem czwartego) obrazki i opowiadania liryczno-epiczne, w porządku, ile możności chronologicznym; tom VII obejmuje poezye doby ostatniej i pośmiertne z dodatkiem wierszy epoki najwcześniejszej, pominiętych w t. I, wreszcie poezye prozą i utwory dramatyczne; w t. VIII znajdą się utwory.utwory, które z łatwo zrozumiałych powodów (druk ukończono w r. 1914) w tomach I—VII pomieszczone być nie mogły; następne tomy wypełnią »Pan Balcer«, »Imagina«, osobno wreszcie w dwóch lub trzech tomach wyjdą poetyckie przekłady Konopnickiej.
 Toby była strona naukowa wydania. Ale nasze stosunki, obecne zwłaszcza, nie pozwalają, osobliwie w tak znacznem przedsięwzięciu, na zbytek dwóch wydań, tak zwykły u narodów bogatszych: naukowego i popularnego; licząc się z rzeczywistością, należało owszem połączyć oba typy razem i przez właściwy sposób opracowania uprzystępnić pisma poetki jak najszerszym warstwom narodu. Do tego celu służą objaśnienia, częściej rzeczowe, rzadziej językowe. Starano się w nich zachować przyzwoitą miarę, mając na oku średnio wykształconego czytelnika; jak jednak taka miara jest niepewna i niepochwytna, nie ukrywał przed sobą wydawca i dlatego w wypadkach wątpliwych z dwóch zasad: ne quid nimis i melius abundare, quam deficere, wybierał raczej ostatnią.
 W końcu, spełniając miły obowiązek, składa wydawca szczere podziękowanie bibliotekom i zakładom oraz tym wszystkim, którzy czy to dostarczeniem materyału bibliograficznego, odpisów i druków korektowych oraz ulotnych, czy też użyczeniem autografów przysłużyli się wydawnictwu, a w szczególności pp.: dr. W. Hahnowi we Lwowie, M. Dynowskiej, St. Dembemu, H. Mościckiemu, Z. Wolskiemu w Warszawie i dr. St. Pigoniowi w Krakowie.
 W Krakowie, 29 października 1915 r.

Jan Czubek.









  1. ↑ Scena wypędzania poetów z idealnego miasta (tu nazwanego Atenami), w którem wedle nauki Platona rządzą filozofowie, w którem więc dla poetów miejsca niema.
  2. ↑ Dyonizos — bóg wina; na jego cześć w czasie winobrania śpiewano pieśni (dytyramby), z których rozwinął się następnie dramat grecki.
  3. ↑ Hezyod — epicki poeta grecki, żył około VII wieku przed Chrystusem.
  4. ↑ Strofa, antystrofa, epoda (właściwie: epodos) — części składowe pieśni lirycznej, śpiewanej przez chóry, np. w tragedyi greckiej (śpiew, odśpiew, dośpiew).
  5. ↑ Koturn. — Ponieważ osobami tragedyi greckiej byli mityczni bohaterowie i półbogi, przeto i aktorowie, przedstawiający te postaci, nadawali sobie rozmiary, przechodzące zwykłą ludzką miarę; do tego służyły m. i. koturny, t. j. buty z ogromnymi obcasami i grubą podeszwą.
  6. ↑ Rapsod — śpiewak wędrowny, a także (jak tu) śpiew bohaterski, wygłaszany przez rapsoda na uczcie w czasach homerowskich.
  7. ↑ Skandować — czytać rytmicznie.
  8. ↑ Platon — jeden z najsławniejszych filozofów greckich (ur. 429, um. 348 przed Chr.), autor m. i. Politei, t. j. idealnej rzeczypospolitej, rządzonej przez filozofów.
  9. ↑ Latem r. 1875 bawiła poetka w Szczawnicy, »góry« są okoliczne pasma, t. j. Pieniny i przyległy od wschodniej strony Beskid dunajecko-popradzki.
  10. ↑ Do najmilszych wspomnień gości szczawnickich należy pełna wrażeń i wzruszeń przeprawa przez Pieniny Dunajcem na łodziach, a raczej czółnach z jednej kłody drzewa, spiętych parami zapomocą łańcuchów.
  11. ↑ »Niedźwiedziem« nazywają górale stoczony w wodę odłam skały (P. a.).
  12. ↑ Tuż za Szczawnicami (Niźnią i Wyźnią) ciągnie się ku miasteczku Piwnicznej, zachodząc od południa na Spiż, niewielki szmat kraju, zamieszkały przez ludność ruską; Leśnica jest jednak wieś polska, już poza granicą Galicyi, w hrabstwie spiskiem na Węgrzech.
  13. ↑ Rąbek — płótno cienkie, szata cienka, zasłona, welon.
  14. ↑ Liczne legendy o św. Kindze, krążące w okolicach Pienin, mają historyczną podstawę. Według Długosza (Hist. Pol. t. II, 270) Bolesław Wstydliwy, wracając po nawale mongolskiej z Węgier do Polski, długi czas przebywał w zamku pienińskim (castrum Pyeniny), »niedaleko Sącza nad rzeką Dunajcem położonym«. I później jeszcze, w r. 1287, już jako wdowa, »schroniła się błog. Kinga (przed Tatarami) do zamku Pieniny, leżącego nad rzeką Dunajcem, niedaleko miasteczka Krościenka, warownego zarówno z natury, jak i sztuką umocnionego, ile że do niego wązki tylko był przystęp, i całą nawałę tatarską bezpiecznie tam przetrwała« (tamże, str. 490).
  15. ↑ Turnia — ta część góry, gdzie już drzewa nie rosną.
  16. ↑ Grywałd (pierwotnie Grünwald) — wioska ponad Krościenkiem, na wschodnim stoku Krośnicy, należąca niegdyś do starostwa czorsztyńskiego.
  17. ↑ Jarmuta — góra nad Szczawnicą Wyźnią (773 m) już w obrębie wsi Szlachtowy.
  18. ↑ Mała i Wielka Prehyba — dwa lesiste szczyty górskie (1175 i 1195 m) na północ od Szlachtowy.
  19. ↑ Petrańczyk — pasmo górzyste zalesione w obrębie wsi Jaworki.
  20. ↑ Wilcze — polana w lasach szczawnickich, graniczy z Szlachtową.
  21. ↑ Smerek — świerk.
  22. ↑ Kunia czyli Sewerynówka — pasmo górskie, ciągnie się od Szczawnicy w kierunku Obidzy i Jazowska.
  23. ↑ Opołta — pasmo lesiste, dalszy ciąg Kuni.
  24. ↑ Koszarisko czyli Koszarzysko — pasmo górskie, którego przedłużeniem jest Kunia.
  25. ↑ Czerteże i Pieniażna — pasma górskie, dalszy ciąg Koszariska.
  26. ↑ Łaz — u Podhalan miejsce wypalone z zarośli na pole (Słownik gwar Karłowicza), u górali szczawnickich także: łąka górska.
  27. ↑ Ubocz — bok, pochyłość góry, zbocze.
  28. ↑ Sokolica — skała w Pieninach, spadająca stromo ku Dunajcowi.
  29. ↑ Rogacz — szczyt górski nad Jaworkami (1182 m).
  30. ↑ Homole lub Gomole — pasmo górskie, tworzące uroczy wąwóz między Szlachtową a Jaworkami, zwane także Małemi Pieninami.
  31. ↑ Halny wiatr, odpowiadający w zupełności alpejskiemu foenowi, jest właściwością Tatr i nie dochodzi do Pienin. Przewodnik poetki mylnie użył tej nazwy, co zresztą i stąd się pokazuje, że wiatr halny jest ciepły, gdy tymczasem tu »powiał chłodem«.
  32. ↑ Koszar (z rum.) — zagroda dla owiec. W odległej przeszłości gromady Rumunów (Wołochów), posuwając się ze swemi stadami od Siedmiogrodu Beskidem ku północy, dotarły aż na Morawy; później przybysze utonęli w miejscowej ludności ruskiej, polskiej i czeskiej, zostawiając w języku wyraźne ślady w postaci wyrazów pochodzenia rumuńskiego, żyjących dotąd w okolicach górskich, a nieznanych zupełnie mieszkańcom równin.
  33. ↑ Juhas (z węg. juhasz) — pasterz.
  34. ↑ Siano (P. a.).
  35. ↑ Ognisko pasterzy (P. a.). Z rum. vàtra.
  36. ↑ Korowaj — placek weselny na Rusi.
  37. ↑ Powięź (wyraz, utworzony przez poetkę) — to, co powiązane, więź, budowla, gmach.
  38. ↑ Krywań — południowo-zachodni narożnik Tatr wysokich (2496 m).
  39. ↑ Hejnał (z węg. hajnal, jutrzenka, poranek) — pobudka poranna, pieśń pobożna poranna, wykonywana na instrumentach dętych.
  40. ↑ Czorsztyn (z niem. Schornstein, a więc pierwotnie nazwa góry; por. Rabsztyn) — zamek nad Dunajcem u stóp Pienin, strzegący drogi do Węgier, siedziba niegdyś starostwa niegrodowego.
  41. ↑ Niedzica — tak mylnie nazwany od wsi poblizkiej zamek Dunajec, na Spiżu naprzeciw Czorsztyna położony.
  42. ↑ Rańtuch (z niem., może z Leintuch) — długa chusta biała, używana przez kobiety wiejskie za okrycie.
  43. ↑ Krupiańskie stoki po stronie węgierskiej, ciągną się od wsi Niedzica ku Magurze.
  44. ↑ Lechnica (po polsku Legnica) — wieś polska na Spiżu naprzeciw Sromowiec Niźnich.
  45. ↑ Ubiór głowy Rusinek (P. a).
  46. ↑ Połonina (z rusk.) — łąka górska, pastwisko w górach, u górali tatrzańskich: hala.
  47. ↑ Rabsztyn (z niem. Rabenstein) — góra nad wsią Szlachtową (899 m) w paśmie Beskidu dunajecko-popradzkiego, stanowiąca tu granicę od Spiżu. Ludność miejscowa o ruinach na Rabsztynie nic nie wie i zamku też tam nigdy nie było, do czego góra 899 m wysoka nie nadawała się wcale. Podanie o ruinach przynieśli widać goście szczawniccy, pomieszawszy Rabsztyn, ruiny zamku pod Olkuszem, z górą tejże nazwy w pobliżu Szczawnicy.
  48. ↑ Jaworki — wieś ruska w dolinie Ruskiego potoku, na wschód od Szczawnicy.
  49. ↑ Drubażka — pasmo górskie między Homolami a Rabsztynem.
  50. ↑ Stos — część skały wybuchowej w pobliżu Bryjarki nad Szczawnicą.
  51. ↑ Litenbar, na mapie sztabu gen. austr. Litembark, po pol. Niterbok — przysiółek, należący do Szczawnicy i szczyt górski tamże.
  52. ↑ Podskale — pasmo górskie pomiędzy Szczawnicą a Jaworkami od strony południowej, węgierskiej.
  53. ↑ Grań (z rum. gruiu) — lesiste pasmo górskie wzdłuż potoka Ruskiego w Szczawnicy; grań (lub gron), granik jest także imieniem pospolitem i znaczy: góra, pagórek.
  54. ↑ Trzy Korony — najwyższy szczyt w Pieninach (982 m).
  55. ↑ Gromadzka, czyli Skrudza gromadzka — pastwiska i polana, własność Szczawnicy Niźniej.
  56. ↑ Krupianka — pasmo górskie, biegnie od Jaworek ku Rabsztynowi.
  57. ↑ Sucha góra — pasmo górskie (do 1080 m wys.) w obrębie wsi Szlachtowej, ciągnie się równolegle do Homol ku Prehybie.
  58. ↑ Gęsiówka — pasmo górskie na zachód od Jaworek od strony granicy węgierskiej.
  59. ↑ Rozdziela — część Rohacza, stanowiąca granicę między lasami szczawnickimi a Rytrem i Piwniczną.
  60. ↑ Szlachtowski sołtys — Szlachtowa, wieś ruska, o trzy klm. oddalona od Szczawnicy.
  61. ↑ Grań Księży — pasmo górskie w stronie północno-zachodniej od Krupianki.
  62. 1 2 Żdżar i Łysiny — wysokie szczyty, stanowiące przedłużenie Pieniażny.
  63. ↑ Granity mogłyby być chyba w łożysku Dunajca, przyniesione tu prądem wody z Tatr; Pieniny są, jak wiadomo, skały wapienne.
  64. ↑ Idylla (z greck. εἰδύλλιον, wyraz używany jedynie przez gramatyków w znaczeniu: poemacik, mały obrazek zwłaszcza z życia sielskiego) — sielanka.
  65. ↑ Przypis własny Wikiźródeł W sprostowaniu na str. 285 — ,swoim‘ A; ,bijąc‘ Pdr.
  66. ↑ Przypis własny Wikiźródeł W sprostowaniu na str. 285 — ,świeże‘ A; ,nowe‘ Pdr.
  67. ↑ Przypis własny Wikiźródeł W sprostowaniu na str. 285 — ,bielsze‘ A; ,czystsze‘ Pdr.
  68. ↑ Targanie włosów — wyraz bólu i rozpaczy, wiązanie — uspokojenia.
  69. ↑ Jazda polska miała z tyłu na barkach przymocowane szyny żelazne, pokryte piórami, t. z. skrzydła, dla osłony od ciosów i używała pancerzy.
  70. ↑ W pamiętnej bitwie pod Grunwaldem (15 lipca 1410) walczył także oddział czeski.
  71. ↑ W r. 1409 wszczęli Krzyżacy spór o ziemię Dobrzyńską.
  72. ↑ Alluzya do herbu Litwy »Pogoń« (rycerz z wyciągniętym mieczem, pędzący na koniu).
  73. ↑ Jest to, jak się zdaje, odpowiedź na wiersz Klemensa Podwysockiego, »Do poety«, umieszczony w Tygodniku Illustr. 1878, II, 423.
  74. ↑ Rückert (P. a.).
  75. ↑ Zgło (w starej polszcz. gzło, koszula, wyraz dotychczas używany w gwarze ludowej na Kujawach) — śmiertelna koszula.
  76. ↑ Znicz — ogień święty. Wyraz zawdzięcza swoje istnienie w naszym języku mylnemu zrozumieniu Długosza (Hist. Pol. III, 466), skąd został zaczerpnięty, i nieudolności wydawcy. Długosz nazywa tem mianem nie ogień święty, lecz jego stróża, kapłana, a nazywa go nie znicz, jak przekręcili niektórzy przepisywacze i jak wydrukował nie znający języka litewskiego wydawca, lecz zincz, jak czytamy w jednym rękopisie (cod. Rozdr.). Zincz, wedle trafnego wywodu Karłowicza, jest skróconem zinczus i pochodzi od pierwiastka zin (pol. znać, znawca, znachor).
  77. ↑ Może na wiersz Asnyka »Poeci do publiczności« (El...y: Poezye, t. I. Warszawa 1899, str. 10).
  78. ↑ Hera — małżonka Zeusa.
  79. ↑ Ksenona, epikurejczyka (nie cynika) wymienia Cyceron; anegdotę o plunięciu w twarz opowiada Dyogenes z Laerty o swym imienniku, Dyogenesie z Synopy, znanym cyniku, temi słowy: »Wprowadził ktoś Dyogenesa do domu wspaniale urządzonego, przestrzegając, że tu pluć nie wolno. Owóż filozof, odkaszlnąwszy, plunął gospodarzowi w twarz, tłómacząc się, że w całym domu gorszego nie mógł znaleźć miejsca«. Milon — sławny atleta z Krotonu; opowiada o nim Cyceron, że starzejąc się, spoglądał ze łzami w oczach na swe ramiona i wzdychał: »Ale te już umarły«. Zdaje się, że obie nazwy zostały tu użyte dowolnie, bez względu na historyczne osoby, które je nosiły.
  80. ↑ Cykuta — szalej, roślina trująca z gatunku baldaszkowatych. Cykutę, startą na proszek i pomieszaną z wodą, wypił Sokrates, skazany na śmierć przez sąd ateński.
  81. ↑ Heloci — mieszkańcy m. Helos w Lakonii, najdłużej się opierający zdobywczym Dorom, wedle innych (może słuszniej) εζλωτες (od αιρεω), t. j. jeńcy wojenni — niewolnicy publiczni w Sparcie.
  82. ↑ Ksenofont (P. a.).
  83. ↑ Mina — moneta ateńska (około 70 kor.).
  84. ↑ Hetera (z greck. εταιρα) — przyjaciółka, kochanka.
  85. ↑ Odpowiedź na zdanie Litwosa (Sienkiewicza) w artykule »Niwy« Nr. 125 p. t. »Mieszaniny literacko-artystyczne«.
  86. ↑ Arlekin — stała postać we włoskiej ludowej Commedia dell'arte, pyszałek, tchórz, pochlebca, błazen w jednej osobie.
  87. ↑ Tum (z niem. Dom, a to z łac. domus przez włosk. duomo) — kościół katedralny, katedra.
  88. ↑ Jan Keppler — jeden z najznakomitszych ludzi wszystkich wieków, słynny astronom, fizyk i filozof (ur. 1571, um. 1630) był człowiekiem głęboko religijnym i zachwycał się cudowną budową wszechświata. »Harmoniarum mundi libri V«. Linz 1619.
  89. ↑ Odpowiedź Romany Kamińskiej p.t. »Od kobiety« w »Niwie« 1882, II, 212.
  90. ↑ Ew. św. Mateusza roz. XX w. 12: »Którzyśmy znosili ciężar dnia i upalenia« (P. a.).
  91. ↑ Zmieniony cytat z ewang. św. Łukasza I, 08 »...niech mi się stanie według słowa twego«.
  92. ↑ Velarium (słowo łacińskie) — płótno rozciągnięte nad widownią teatralną, zasłona od słońca.
  93. ↑ »Jezus... oddał ducha. A oto zasłona kościelna rozerwała się na dwoje od wierzchu aż dołu« (Ewang. św. Mateusza XXVII, 50—51).
  94. ↑ Adonai — w hebr. liczba mnoga od adon, pan, używana wyłącznie na określenie Boga.
  95. ↑ Jehowa, t. j. Jhwh, dziś czytane przez badaczy biblijnych Jahwe — nazwa Boga izraelskiego.
  96. ↑ Utwór osnuty na podaniu rzymskiem, zapisanem najpierw u Liwiusza (XXIX, 10 i 14), które tu w streszczeniu podajemy.
     Z powodu kilkakrotnego deszczu kamiennego kapłani, szukając rady w księgach Sybillińskich, znaleźli wyrocznię: »Jeżeliby kiedy zamorski wróg przeniósł wojnę do Italii, pokonać go można i wypędzić z kraju jedynie wtedy, jeżeli Matka Idejska z Pessynuntu zawita do Rzymu«. Wyprawione uroczyste poselstwo, złożone z 5 znakomitych mężów, byłych urzędników Rzeczypospolitej, wstąpiło po drodze do Delf, ażeby się poradzić tamtejszej wyroczni. Pytya orzekła, że życzenie ich spełni król Attal i że boginię po przywiezieniu przyjąć ma w Rzymie mąż ze wszystkich dobrych najlepszy. Poselstwo sprawiło się dobrze w Azyi i już ze świętością (był to zwykły, nieobrobiony kamień) wracało do ojczyzny, o czem doniósł wysłany przodem jeden z posłów, M. Waleryus Falto. Wtedy uznany głosem powszechnym za najlepszego z dobrych P. Kornelius Scypion (przyszły zwycięzca Hannibala) wyjeżdża na morze naprzeciw bogini i odebrawszy święty kamień z rąk kapłanów, wynosi na ląd i wręcza cnotliwym niewiastom, które podając go sobie z rąk do rąk, zanoszą do świątyni Wiktoryi (Zwycięstwa) na Palatynie. Z matron znana jest jedna imiennie: Klaudya Kwinta, której cnotę niewieścią, niepewnej przedtem sławy, ta właśnie posługa religijna w oczach potomnych wyniosła ponad wszelką wątpliwość. — Tyle Liwiusz. Cudowności tu chyba domyślać się można; spotykamy ją jednak już wyraźnie w krótkiej wzmiance u Propercyusza (V, 11, 51), a opowiada całe cudowne zdarzenie z wszelkimi szczegółami Owidyusz (Fastorum IV, 305).
  97. ↑ Awentyn — jeden z siedmiu pagórków, na których zbudowano Rzym; zamieszkany był głównie przez plebejuszów.
  98. ↑ Barroniusz — zmyślona, jak się zdaje, nazwa rzymskiego znawcy starożytności.
  99. ↑ W Grecyi i Italii znajdują się przedhistoryczne budowle, w których ogrom głazów kamiennych, użytych do ich wzniesienia, budził u potomnych podziw; nie mogąc sobie tego zjawiska wytłómaczyć, przypisywano już w Grecyi zbudowanie owych grodów i grobowców siłom nadludzkim, t. j. mitycznym Cyklopom, którzy (podobnie jak w Indyi Gandharwy, w Persyi Diwy, u Mahometan Dżyny) mieli spiętrzyć te olbrzymie kamienie.
  100. ↑ Triclinium — jadalnia.
  101. ↑ Eheu (łac.) — biada.
  102. ↑ Księgi Sybillińskie — zbiór starożytnych wyroczni, częścią po grecku, częścią po łacinie spisanych, przechowywany w sklepie pod świątynią Jowisza na Kapitolu.
  103. ↑ Hermes – Merkuryusz, jako posłaniec bogów, byt wyobrażany ze skrzydełkami u pięt.
  104. ↑ Kwirynał — jeden z siedmiu pagórków, na których zbudowano Rzym.
  105. ↑ Podanie u Liwiusza odnosi całe zdarzenie do czasów wojny Hannibalskiej, mianowicie do r. 204.
  106. ↑ Nazwa kapłana augur wybrana zapewne dlatego, że jest powszechnie znana; kollegium kapłańskie dla ksiąg Sybillińskich zwało się decemviri libris Sibyllinis inspiciundis.
  107. ↑ Rea Cybela zwała się w Rzymie także Magna Mater Idaea, Wielka Matka Idejska (od góry Ida w M. Azyi).
  108. ↑ Pessynunt (Πεσσινοῠς) — miasto w Galacyi na południowym stoku góry Dyndimos w Małej Azyi, słynne z kultu Cybeli.
  109. ↑ P. Cornelius Scipio zwany później Africanus (Maior), pogromca Hannibala.
  110. ↑ Attalos I, król Pergamu w Małej Azyi, panował od r. 241—197 przed Chr.
  111. ↑ Medymn, μέδιμνος — grecka miara na zboże, tu może dlatego wymieniona, że król Attal był Grekiem.
  112. ↑ Ostia (»Uście«) — miasto portowe u ujścia Tybru.
  113. ↑ Najady — w mitologii greckiej nimfy, mieszkanki wód lądowych.
  114. ↑ Lex Oppia, prawo Oppiusa z r. 215, tak nazwane od wnioskodawcy, wymierzone przeciw zbytkom niewieścim.
  115. ↑ Tyr w Fenicyi słynął z wyrobu najprzedniejszych tkanin.
  116. ↑ Pod Zamą pokonał Hannibala Scypion w r. 202 przed Chr.
  117. ↑ Evoe (łac.) — okrzyk radosny Bakchantek: hejże!
  118. ↑ Turban zielony mają prawo nosić tylko potomkowie Mahometa.
  119. ↑ Nizam — żołnierz turecki, należący do regularnej armii.
  120. ↑ Kindżał (z tur. chandżar) — rodzaj puginału.
  121. ↑ Na wielkim, allegoryczno-historycznym obrazie Wilhelma Kaulbacha (zakupionym przez hr. Atanazego Raczyńskiego w Berlinie) »Walka Hunnów« toczą ze sobą bój pod bramami Rzymu duchy poległych Hunnów i Rzymian.
  122. ↑ W utworze należy odróżnić dwie zgoła odmienne części składowe: powściągliwość Scypiona, o której opowiada Liwiusz (XXVI, 50), i zabytek przechowany w gabinecie starożytności paryskiej Biblioteki Narodowej (Cabinet des médailles et antiques Nro 2875) pod nazwą »Tarcz Scypiona« (Boucher de Scipio).
     »Przyprowadzili następnie do niego (Scypiona) żołnierze — słowa Liwiusza — brankę, dorosłą dziewicę tak niezwykłej urody, że gdziekolwiek się pokazała, zwracała oczy wszystkich na siebie. Scypion, pytając o ojczyznę i rodziców, dowiedział się między innemi, że była narzeczoną młodego księcia celtyberskiego, nazwiskiem Allucyusz«. Przywoławszy więc Allucyusza i rodziców, oddał im brankę nietkniętą, a okup, który ofiarowali, kazał dołączyć do posagu, jaki córce dać mieli rodzice. — Na tem się kończy u Liwiusza historya o pięknej brance celtyberskiej, a oto niespodziewany ciąg dalszy. Po ośmnastu przeszło wiekach wyławiają w r. 1656 rybacy z Rodanu pod Awinionem okrągłą tarcz srebrną z wytłaczanemi robotą cyzelierską postaciami ludzkiemi, w których pierwszy Spon (1675) dopatrzył się Celtyberów i Scypiona w chwili, kiedy piękną brankę oddaje narzeczonemu i ojcu. Tarcz została wedle Spona na zlecenie wdzięcznych Celtyberów wykuta w r. 210 w Rzymie, a obdarzony nią Scypion, wracając przez Gallię do ojczyzny, utracił ją przy przeprawie przez Rodan. W ten sposób historya powściągliwości Scypiona otrzymała godny epilog. Niestety, nauka już dawno zburzyła przypuszczenie Spona, rozpoznając w postaciach tarczy Achillesa, Bryseidę i inne osoby, które w Iliadzie biorą udział w scenie pogodzenia Achillesa z Agamemnonem, i przekazując zabytek czasom znacznie późniejszym, wiekowi III po Chr (Millin, Monuments antiques inédits I, 69, z podobizną tarczy) a nawet czasom bizantyńskim, w. V (Heidemann, Sittl).
  123. ↑ »...dziewicę dojrzałą niezwykłej piękności, acz młodzieniec, bezżenny i zwycięzca, przywołanym rodzicom i narzeczonemu, nietkniętą oddał«.
  124. ↑ Kartagina Nowa, dziś Kartagena — miasto w Hiszpanii nad morzem Śródziemnem, zdobyte przez P. Korneliusa Scypiona w r. 210 przed Chr.
  125. ↑ Wedle Liwiusza (XXVI, 18) miał wtedy lat około 24.
  126. ↑ Pretor — najwyższy urzędnik sądowy w Rzymie, w razie potrzeby jednak dowodził wojskiem.
  127. ↑ Celtyberowie — Celtowie Iberyjscy, t. j. Celtowie pomieszani z Iberami, waleczne plemię, zamieszkujące środkową wyżynę Hiszpanii.
  128. ↑ Jest podanie greckie, że Niobe, żona króla tebańskiego, Amfiona, skamieniała z bólu po stracie 7 synów i tyluż córek, zabitych przez Apollona i Artemidę z zemsty, że śmiała się wynosić macierzyństwem nad ich matkę, Latonę.
  129. ↑ Anatema — klątwa. Wyraz grecki άνάϑημα znaczy właściwie: rzecz położona (na ołtarzu), dar dla bóstwa. LXX tłómaczyli tym wyrazem hebr. cherem, które oznaczało: dar dla Boga, ale także: rzecz, przeznaczoną na zniszczenie przez Boga, stąd w jęz. kościelnym klątwa, t.j. wyłączenie z kościoła.
  130. ↑ Ave — pierwszy wyraz pozdrowienia anielskiego »Zdrowaś Marya...«
  131. ↑ Podajemy dodatkowo z autografu dwa ułamkowe utwory, pochodzące z najwcześniejszej doby poetyckiej twórczości autorki. Nr. LIV mógłby stanowić dla siebie całość, lecz brak tytułu w autografie zdaje się przemawiać za tem, że pierwotnie był lub miał być częścią jakiejś większej całości.
  132. ↑ Sam (wyraz przestarzały) — tu.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Konopnicka.