Wierny sługa (Grimm, 1930)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Wierny sługa
Podtytuł Bajka
Pochodzenie Skarbnica Milusińskich Nr 69
Wydawca Wydawnictwo Księgarni Popularnej
Data wydania 1930
Druk „Siła“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Elwira Korotyńska
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
SKARBNICA MILUSIŃSKICH
pod redakcją S. NYRTYCA.



BRACIA GRIMM
WIERNY SŁUGA
BAJKA
Spolszczyła
E. KOROTYŃSKA
z ilustracjami.
Z. SZYSZKO-BOHUSZÓWNY


WYDAWNICTWO KSIĘGARNI POPULARNEJ
W WARSZAWIE
Drukarnia „SIŁA“ Warszawa, Marszałkowska 71, tel. 334-48.





Był król dobry i mądry, który czując zbliżający się koniec, zawezwał przed siebie wiernego sługę Jana i rzekł:
— Wierny mój sługo, śmierć zbliża się ku mnie, a wraz z nią troska o mego jedynego syna. Młody i niedoświadczony, potrzebuje jeszcze rady i opieki. A komuż skarb ten powierzę, jeśli nie tobie, przyjacielu mój i powierniku? Jeśli mi obiecasz być jego doradcą i opiekunem, oczy zamknę w pokoju...
Odpowiedział mu wierny sługa:
— Nie opuszczę go nigdy i zawsze stać będę wiernie przy jego boku.
Uspokoił się król i mówił dalej:
— Po mojej śmierci pokażesz mu wszystkie komnaty i sale, prócz jednego pokoju, w którym wisi obraz królewny, złotą blachą przykryty. Z chwilą bowiem gdy ujrzy ten portret, zakocha się szalenie i wyruszy z kraju, aby ją wyszukać i zdobyć na żonę, a wyprawa ta będzie połączona z ogromnem niebezpieczeństwem, z którego może nie wyjść już żywym.
Jan podał rękę królowi na znak przysięgi, iż rozkaz jego wypełni, a gdy to uczynił, opadła głowa szlachetnego króla na poduszki i w parę minut potem oznajmiły dzwony w całem królestwie o śmierci starego i dobrego monarchy.
Po pogrzebie rzekł sługa do królewicza:
— Przysiągłem ci być wiernym przez twe całe życie i dotrzymam. Ojciec twój prosił mnie, abym nie odstępował cię nigdy, co też uczynię.
I czuwał nad młodym królewiczem, usuwając od niego wszelkie przykrości i smutki.
W jakiś czas potem oprowadzał go według życzenia króla po pałacu, ukazując mu przepych i skarby królewskie, do niego teraz należące.
Zdziwiło to królewicza, iż omijał drzwi jednej komnaty i kazał mu je wkońcu otworzyć.
— Panie, — odparł sługa, — przysiągłem umierającemu królowi, iż drzwi tych nie otworzę. Poza nimi bowiem kryje się dla królewicza nieszczęście.
— Tembardziej ciekaw jestem, coby tam być mogło, — zawołał królewicz, — otwórz mi w tej chwili, bo sam drzwi rozwalę!
Nie pomogły prośby i tłomaczenia. Musiał wierny sługa wydobyć klucz z kieszeni i otworzyć komnatę.
Stanął jednak w ten sposób, że wysoką swą postacią zakrył zdradziecki obraz.
Nie pomogło to nic. Królewicz wspiął się na palce i ujrzawszy cudną na portrecie królewnę, padł na posadzkę bezprzytomny. Przerażony sługa zaniósł go na rękach do sypialni i do przytomności przywrócił.
Zaledwie ocknął się z omdlenia, zażądał okrętu, aby móc jechać do krainy, gdzie przebywała przecudna królewna.
Wierny Jan postanowił mu towarzyszyć, pomny na przysięgę, iż nie opuści królewicza nigdy i strzec go będzie przed niebezpieczeństwem.
Przed tem jednak, zanim wyjechali, doradził mu, aby kazał zwołać wielu złotników i polecił im odlać dużo naczyń i figur ze złota, któremi możnaby zwabić królewnę zamiłowaną w wyrobach ze złota.
W państwie jej, zwanem „Pod złotym dachem”, wszystko było ze złota i drogich kamieni, ona sama w złoto i klejnoty była przystrojona i lubowała się w złocie.
Królewicz posłuchał wiernego sługi i zebrawszy złotników z całego kraju, kazał robić najpiękniejsze sprzęty i ozdoby, mnóstwo złotych zwierzątek i ptaków.
Gdy już tysiące tych przedmiotów ze złota odlano, wsiadł królewicz wraz z wiernym swym sługą na okręt, zapełniony złotemi wyrobami i po trzech dniach i trzech nocach przybyli przebrani za kapitana i marynarza, do państwa złotego dachu.
Jan, wziąwszy kilka najpiękniejszych zabawek, poszedł na wywiad do dworu, królewicz zaś pozostał na okręcie.
Zbliżywszy się do podwórza wierny sługa spostrzegł śliczną pannę, stojącą przy studni z dwoma złotemi dzbankami w rękach.
— Czego chcesz i jaki masz interes do królewny? — zapytała.
— Jestem kupcem, mam różne złote wyroby — odrzekł zapytany. — Stoimy tutaj przy brzegu i pragnęlibyśmy przedstawić nasze niezwykłej piękności zabawki.
— Proszę pokazać! Królewna bardzo lubi złoto i jeśli się jej owe towary podobają, zakupi napewno...
Jan pokazał jej próby towarów, wprawiając w zachwyt dziewczynę, a potem i królewnę, która nadeszła, oczarowana widokiem złotych, kunsztownie wykonanych zabawek.
— Raczy królewna zajść na okręt, — rzekł podstępnie mniemany kupiec, — tam są tysiące podobnych rzeczy, pan mój przedstawi wszystkie z przyjemnością.
Królewna zgodziła się na tę propozycję z przyjemnością i poszła wraz z wiernym sługą królewicza na okręt.
Oglądając i zachwycając się różnemi przedmiotami, nie zauważyła, iż okręt pędzi całą parą, oddalając się coraz bardziej od jej ojczyzny.
Dopiero, gdy po obejrzeniu wszystkiego chciała wracać do domu, zauważyła podstęp i oddała się najokropniejszej rozpaczy.
— Jestem porwana podstępnie przez kupców! — wołała z płaczem. — O! jakżem nieszczęśliwa!
— Nie jestem kupcem, lecz tak wysokiej jak ty godności, gdyż królem sąsiedniej krainy. Zakochałem się w tobie bez pamięci i użyłem podstępu, aby cię zdobyć. Nie martw się i nie płacz, królewno, lecz zechciej być moją żoną!
Uspokoiła się królewna i wkrótce pogodziła się z losem, pokochawszy dobrego i szlachetnego królewicza.
Tymczasem wierny Jan siedząc na pokładzie, ujrzał lecące trzy kruki, a rozumiejąc mowę ptasią, usłyszał taką rozmowę:
— Oto porwał królewnę i będzie ją miał za żonę — mówił pierwszy.
— Niekoniecznie, — odparł drugi — wiem, iż przy wyjściu z okrętu ujrzy rudego konia, a gdy wsiądzie nań, uniesie go koń w górę i nie ujrzy już młodzian swej ukochanej małżonki.
— Jest na to rada, — rzekł trzeci, — jeśli ktoś drugi wsiądzie, nie królewicz, koń padnie martwy.
— I tak nic z tego małżeństwa nie będzie, — rzekł pierwszy, — bo, gdy królewna tańczyć pocznie na uczcie weselnej z królewiczem, padnie martwa na posadzkę.
— A czyż niema na to rady, aby ożyła? — spytał drugi.
— Owszem, jest, — odpowiedział trzeci, — trzeba tylko wynieść ją z sali i zraniwszy w prawe ramię, zwilżyć trzema kroplami krwi jej usta.
Rzekłszy to odleciały kruki, a wierny Jan postanowił czuwać nad swym panem.
Stało się tak, jak przepowiadały kruki. Gdy wyszli na brzeg, ujrzeli wspaniałego burego rumaka, który rwał się niecierpliwie do jazdy.
Zachwycony królewicz chciał wskoczyć na niego, ale uprzedził go wierny Jan i gdy dosiadł konia, ten padł martwy na murawę.
Oburzeni słudzy i dworzanie zaczęli szemrać na Jana, iż pozbawił królewicza tak pięknego rumaka, ale królewicz rzekł do nich:
— Nie mówcie nic przeciw memu wiernemu słudze, wiedział on napewno, co robi.
A wierny Jan nie rzekł ani słowa i nie tłomaczył się z tego postępku, powiedziały bowiem kruki na zakończenie swej rozmowy, iż ten, kto wyda ich tajemnicę, będzie zamieniony w kamienną statuę.
Podczas uczty weselnej Jan obserwował pilnie tańczącą królewnę i gdy ta blednąć poczęła i padła martwa na posadzkę, rzucił się ku niej i zaniósł czemprędzej do sypialni, gdzie zraniwszy ją w prawe ramię, zwilżył krwią pobladłe usta i przywrócił w ten sposób do życia.
Ale postępek ten nie podobał się królewiczowi. I gdy dworzanie, zazdroszczący Janowi łask królewskich, szemrać poczęli na zuchwalstwo rzekome starego sługi i dowodzić, iż czynił on jakieś czary, kazał wrzucić oddanego mu całem sercem człowieka do więzienia, skąd po dniach kilku stawiono go przed sądem i na śmierć skazano.
Widział Jan, iż czeka go śmierć niechybna, postanowił więc wyznać wszystko królewiczowi i umrzeć.
Prosił więc o ostatnią łaskę: pozwolenie wytłomaczenia swego postępku.
Gdy skończył, królewicz chciał rzucić się na szyję wiernego sługi i prosić o przebaczenie, ale, niestety! Wierny Jan skamieniał, jakto przepowiedziały kruki i z płaczem zaniósł go nieszczęśliwy królewicz, przy pomocy swych dworzan do sypialni, gdzie ustawiono go przy łóżku, rozpaczając i opłakując żałośnie.
Minął rok, królewna urodziła dwóch synków, napełniając serce małżonka wielką radością.
Razu pewnego wyszła na chwilę, zostawiając króla z synkami w sypialni. Dzieci usnęły, a król oddał się bolesnym o skamieniałym słudze wspomnieniom.
— Wszystkobym oddał, wszystkobym zrobił, aby on ożył!.. — mówił król z boleścią.
— Oddaj, co masz najmilszego! — odezwał się głos z głębi statui, — a ożyję!
— Oddam! oddam! — zawołał król uradowany, — dla wiernego sługi wszystko poświęcę!
— A więc utnij głowy twym synkom i krwią ich skrop mą statuę, a ożyję! — odparł głos z wnętrza.
Wzdrygnął się król, rozpacz zalała mu serce, ale po namyśle, nie cofnął się przed spełnieniem obietnicy.
Dwie małe główki dziecięce padły pod ciosem miecza, a gdy krew ich skropiła statuę, przed zdumionym królem stanął żywy i uszczęśliwiony sługa.
— Poświęcenie twe królu dla mnie twych synów — rzekł Jan — nie minie bez nagrody. Oto ożyją twoje dzieci i szczęśliwie dalej rość będą.
Wziąwszy główki obojga, przyłożył je do tułowia i natychmiast ożyły.
Szczęście króla nie miało granic, a gdy nadeszła królowa i dowiedziała się o całym przebiegu wskrzeszenia wiernego sługi, uznała, iż wierność winna być nagradzana największą w świecie ofiarą i że król postąpił szlachetnie, poświęcając dwoje najukochańszych na przywrócenie życia wiernemu słudze.
Wierny Jan żył jeszcze długie lata, ciesząc się szczęściem swych państwa i ich miłych i dobrych dzieci.

KONIEC


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Bracia Grimm.