Widnokręgi (Napierski)/XVII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Widnokręgi
Pochodzenie Obrazy z podróży
Wydawca Dom Książki Polskiej
Data wydania 1933
Drukarz Drukarnia Wł. Łazarskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały cykl
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl jako ePub Pobierz Cały cykl jako PDF Pobierz Cały cykl jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron

XVII

Raz jeszcze — ostatni — suma, zwarta, jak kosmogonja. Żegnajcie! Wiotkie mgły na jesiennem pastwisku, babuleńka w białej płachcie. Mruczący zielono piecyk fajansowy, pokryty nalotem czadu. Pobladłe elegijnie śniegi nad blaszanemi dachami. Okna otwarte, przymknięte, rozwarte na Ren i jego gwiazdy spadające. Niebo czernieje, rdzawe po bokach, jak mokra stal. Złamano consecutio temporum; żegnajcie! Pręgowane szlabany rogatek. Żałobne ostrołukowe spichrze Gandawy. Dziecko suchotnicze umierające nieporadnie wśród zabawek. Operlone hamaki chmur, jak pętlice tęcz, i kruszce gorące, żyły ziemi. Chłopcy, ziębnąc, przeciągają się z trzaskaniem stawów, niechętnie wstający z łóżek. Człowiek, krzyczący w epilepsji, jak bawół. Szare wróble dziobią nadobnie parujące końskie łajno. Fale nad umarłym okrętem, obrastającym mchem, jak wino w powieści. Mroźny horyzont zimy, zorany gwiazdami. Ciała zroszone potem popielatym o brzasku szarym, podrzucane dygotem drgawek, jak przed skonaniem, źrenice, przełamane konwulsyjnem zachwyceniem; rozłąko! Serca ubogich; płochość słów, skąpstwo wielkoduszności. Smutek pism humorystycznych, tragiczna katharsis. Różowe dziąsła smagłych kreolek, pochylające się nad brzuchami, z pomarańczowym kwiatem w oliwkowoczarnych włosach. Wielki pejzaż falującego stepu, zieleń bezsenna. Rozszerzone nozdrza topielców, ich twarz granatowa i pełna krwi. Czytelnicy gazet, z papierosem w rozchylonych wargach, przegięci anewryzmem. Lustro wieczoru w topieli zgniłej zieleni.. Żegnajcie!
Na skroniach szron męki, złocona blacha tortury. Pęka głowa, jak spieniona butelka miłej udręki, jak orzech, rozłupany z hukiem. Biało i czarno.
Już pod niebem nieubłaganem, przez widne dni, przez jasny wschód, przez skłon, czerwony od łun i sadzy, kroczą — w bluzach, z kaszkietami nasuniętemi na oczy — tytani nowych, prostych ras.

Achillesowi i Tadeuszowi Brezom.
1922 — 32


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.