W gaiku zielonym

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Mickiewicz
Antoni Edward Odyniec
Tytuł W gaiku zielonym
Pochodzenie Bukiet pieśni światowych
Redaktor Józef Chociszewski
Wydawca Jarosław Leitgeber
Data wydania 1901
Miejsce wyd. Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron

W gaiku zielonym,
Dziewczę rwie jagody,
Na koniku wronym
Jedzie panicz młody.
I grzecznie się skłoni,
I z konia zeskoczy,
Dziewczę się zapłoni,
Na dół spuści oczy.
Dziewczyno kochana!
Dziś na te dąbrowy,
Z kolegami z rana,
Przybyłem na łowy.
I trafić nie mogę,
Gdzie leży miasteczko,
Wskaż mi proszę drogę,
Piękna pastereczko.
Czy prędko już z lasu
Ta ścieżka wywiedzie?
Jeszcze pan zawczasu
Do domu zajedzie.

Na polu wnet drzewo,
Koło drzewa brzózki,
Ztąd droga na lewo
Tam około wioski.
W górę przez zarostek,
W prawo ponad rzeczką,
Tam młynek i mostek,
I widać miasteczko.
Panicz podziękował,
Czule rączkę ścisnął,
W usta pocałował,
Na konika świsnął.
Siadł, ostrogą spina,
Nie widać młodego,
Westchnęła dziewczyna,
Ja nie wiem dla czego.


II.

W gaiku zielonym,
Dziewczę rwie jagody,
Na koniku wronym
Jedzie panicz młody.
I woła z daleka,
Pokaż inną drogę,
Za wioską jest rzeka,
Przejechać nie mogę.

Ni mostu żadnego,
Ni brodu wytropić,
Chciałażbyś młodego
Chłopczyka utopić?
To jedź pan drożyną
Na prawo kurhanu.
Bóg zapłać dziewczyno!
Dziękuję Waćpanu.
W las poszła drożyna,
Nie widać młodego,
Westchnęła dziewczyna,
Oj! wiem ja dla czego.


III.

W gaiku zielonym
Dziewczę rwie jagody,
Na koniku wronym
Jedzie panicz młody.
I zawoła znowu:
Dziewczyno! dla Boga,
Wjechałem do rowu,
Jakaż twoja droga?
Nie jeździł w te szlaki,
Nikt z dawnego czasu,
Chyba wieśniak jaki
Po drzewo do lasu.

Poluję dzień cały,
Koniam nie popasał,
Jeździec zadyszały,
Konik się zahasał.
Zsiądę i z konika
Pragnienie ugaszę,
Odkiełzam konika
I puszczę na paszę.
I grzecznie się skłoni,
I z konia zeskoczy,
Dziewczę się zapłoni,
Na dół spuści oczy.
Ten milczy, ta wzdycha,
Po niedługiej chwili,
Ten głośno, ta z cicha,
Coś z sobą mówili.
Lecz że wietrzyk dmuchał
W tę stronę dąbrowy,
Przetom nie dosłuchał
Panicza rozmowy.
Lecz z oczu i miny
Tom pewnie wyczytał,
Że więcej dziewczyny
O drogę nie pytał.
A.  Mickiewicz.
(Pierwszą część ułożył Odyniec.)




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autorów: Adam Mickiewicz, Antoni Edward Odyniec.