Władcy cekinów/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Władcy cekinów
Podtytuł Powieść perska na tle najświeższych wypadków
Pochodzenie „Kolce“, 1874, nr 45
Redaktor S. Czarnowski
Wydawca A. Pajewski i F. Szulc
Data wydania 1874
Druk Aleksander Pajewski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


WŁADCY CEKINÓW.
POWIEŚĆ PERSKA
na tle najświeższych wypadków
przez Klemensa Junoszę.





I.

W Teheranie mieszkali dwaj bogaci kupcy. Jak wszyscy prawowierni nosili brody długie i nienawidzili giaurów.
Wszelako stary jeden iman, utrzymywał, iż nie pochodzili w prostej liniji od wyznawców proroka.
Przodkowie jednego z nich, pochodzili ze starożytnej arystokracji egipskiej, osiadłej potem nad brzegami morza Martwego — drugi zaś, ród swój wywodził od śmiałych wojowników z pod Jerycho.
Byli to ludzie zacni i wielkiego serca. Jeden zwał się Ali, drugi Mustafa, oddawna osiedli w Teheranie, wybudowali sobie piękne pałace w których pomieścili haremy i służbę. Domy ich były z sobą w blizkiem sąsiedztwie, gdyż pałac Alego wznosił się przy ulicy Królów wprost meczetu, pałac zaś Mustafy spoglądał źwierciadlanemi szyby w zielone wnętrze gaju, w którym mieszkańcy Teheranu słodkiego używali kiejfu.
Wielki Mahomet powiedział: „miecz jest kluczem do raju“ co jeden z komentatorów Koranu, wielki Kady z Bender — Abbas, wytłomaczył w ten sposób:
„Jeden jest raj na ziemi, jeden jest klucz do raju — bądź bogatym a poszuka cię roskosz — miej cekiny, bo te są kluczem który wszystko otwiera.“
Obadwaj kupcy, tak Ali jak i Mustafa zgodzili się na komentarze wielkiego Kadego z Bender Abbas, i całe swoje życie obrócili na to aby zbierać cekiny.
Pewien uczony powiedział: „najtrudniej zebrać dwie rupje; trzecia już łatwiej przychodzi;“ to też i owi kupcy w młodości sami prowadzili karawany, sprzedawali tłuste byki w Ispahanie, a bengalskie kozy pędzili aż ku Samarkandzie, plecy okrywali płaszczem białym w pasy i modlili się obróceni twarzą ku Wschodowi.
Allah błogosławił ich pracy, a cekiny gromadziły się w skrzyniach żelaznych, ukutych zręczną dłonią niewiernego franka.
Sprzykrzyli sobie wtenczas sprzedawać tłuste byki i wełniste kozy, i stali się poborcami myta drogowego, budowali domy, kopali kanały i utrzymywali przy sobie niezliczone tłumy białych murzynów.
W owych to czasach, wzniosły się w Teheranie dwa okazałe pałace, o których była wzmianka wyżej.
Na jednym z pałaców oświecone jasno, widnieje wśród nocy imię Mustafy, na drugim niewolnicy wykuli imię Alego.
Jeden z potomków Haruna-Al Raszyda pojął za żonę, piękną Fathmę, córkę Alego.
Widział Mustafa, wielkie szczęście Alego, i zapomniawszy o wielkiej prawdzie przeznaczeń, głoszonej przez proroka, zazdrościł Alemu sławy.
Od tej chwili wejrzenia dwóch kupców pełne były nienawiści tajonej, spoglądali na siebie, jak jaguar spogląda w zielone oczy pantery.



II.

Trzech opasłych szeików stało u drzwi na warcie, przed pałacem Wielkiego wezyra Iranu.
Kog-el Mog-el, takie było imię wielkiego dostojnika, siedział na sofie paląc długi nargil; w przyzwoitej odległości zasiedli uczeni mędrcowie, bogaci kupcy, tłum niewolników roznosił sorbety.
Wielki wezyr był w złotym humorze, rano uszczypnął w brodę śliczną Alikę, trzydziestą siódmą swoją połowicę, poklepał po głowie sto siedemnastego syna małego Harunka, i kazał zarznąć piętnastu niewolników z Afganistanu.
Wielki dostojnik w ten sposób objawiał swoje zadowolnienie...
W tak złotym humorze, pozwolił rozmawiać swym gościom.
— Na brodę proroka, mówił, te psy Franki mają piekielny sposób robienia cekinów. W zeszłym roku kiedy z wielkim Emirem stąpałem po ziemi niewiernych, widziałem piekielne maszyny które dymią jak fajka, a biegną szybciej od najlepszych biegunów z Alepu.
— Zawieście ucho wasze na ćwieku uwagi, rzekł Ali, a niewolnikowi waszemu niech wolno będzie przemówić.
— Mów, odrzekł dostojnik.
Wtedy Ali zlizawszy proch z przed stóp jego, rozwinął szeroko rzecz o przekopaniu kanału od Bender-Abbas aż po brzegi kaspijskie, kędy by można spławiać i byki tłuste i szale z Bagdadu i kobierce z Ispahanu.
Podobały się Wezyrowi słowa Alego, i w trzy dni później janczarowie trąbili na rogach bawolich we wszystkich miastach Iranu, a imani z minaretów głosili ludowi, wieść radosną o kopaniu nowego kanału.
Poczęto znosić figi, daktyle, migdały, miarki jęczmienia, szale, dywany, futra i kosztowności, a w przedsionku u Wielkiego wezyra, gromadziły się skarby pod strażą szeików.
Najwięcej przyniósł Ali, opróżnił wszystkie skrzynie swoje i pożyczył sobie u ludzi, płacąc miarę oliwy, za cekin — worek jęczmienia za dwa cekiny, szal za trzy.
Wtenczas uczeni zapisali do Encyklopedji Perskiej, tom 1618, folio 82741, nowy a nieznany w wyższych kołach Iranu, wyraz „procent.“ Kto złoży największą moc cekinów, ten będzie wielkim kopaczem wielkiego kanału i poborcą myta przez lat siedmdziesiąt siedm.
Do księgi prawa Iranu, zapisano artykuł następujący:
„Kto złoży 10 cekinów, umoczy palec w kanale, — kto złoży 100 cekinów, umoczy rękę — kto złoży 1000, umoczy nos — 10000 wejdzie po kolana, 100000 po pas, — 100 miljonów kto złoży wejdzie w kanał do zamaczania brody swojej.“
I wszedł Ali aż po zamaczanie brody swojej, i wszedł z synami swemi, i chciał pić wodę z kanału.
Ale Mustafa był już w wodzie, aż po przepasanie bioder swoich...


III.

„Ah! jak chłodną jest woda, mętnych fal!
„Lecz nie ochłodzi ognia który w piersi wre!“
Tak śpiewa spółczesny poeta perski. Ali i Mustafa siedzieli w kanale.
Ali siedział po zamaczanie brody — Mustafa po przepasanie bioder.
Długo tłumiona nienawiść wybuchnęła teraz z wściekłością wichrów pustyni. Po nad kanałem rozlegał się krzyk straszny, niby wrzask wojenny koczujących turkomanów. Ali chciał rządzić kanałem — Mustafa żądał tego samego. Niewolnicy Alego chcieli zagłuszyć Mustafę, niewolnicy Mustafy chcieli ogłuszyć Alego z niewolnikami.
Nad brzegami kanału stanęli karawaniarze z Anatolji i pasterze kóz z Tybetu. Tłumy robotników spieszyły ku kanałowi, kupcy pędzili stada tuczonych byków i opasłych baranów. Piękne szlafroki z Ispahanu i cudowne wzorzyste tkaniny z Schiraz leżały owinięte w liście. Beczki oliwy toczyły się nad kanał, na skrzypiących wozach zwożono daktyle i jęczmień.
Ale nad kanałem lud płakał bo nie było przystępu do brzegów. Ali bryzgał w oczy Mustafie, Mustafa zalewał Alego.
I patrzył lud zdumiony na walkę dwóch mocarzy, i zmęczony trudami drogi, rozbił namioty w polu, zapalił szerokie ognisko i czekał.
A kiedy używali przymusowego kiejfu, wtenczas stary poeta Ali-Baba wziął cytrę i usiadłszy na kamieniu, nucił drżącym głosem starą pieśń perską o walce dwóch lisów.
Lud słuchał pieśniarza, rzucał mu w turban cekiny... i czekał.
A Mustafa nie mógł pokonać Alego, ani Ali nie zdołał zgnębić Mustafy.
A stary wieszcz, który przyszłość z gwiazd wróży nie chciał nic ludziom powiedzieć.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.