Ulicą i drogą/Gajówka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Birkenmajer
Tytuł Gajówka
Pochodzenie Skroś listków drzewnych
Data wydania 1928
Wydawnictwo Księgarnia F. Hoesicka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
GAJÓWKA


 
Płoche, wiotkie powoje wieszają się na płocie,
ciekawie na świat patrzą — każdy widok je cieszy:
śmieją się z kur, grzebiących w podwórzowym śmietniku,
i z czubiącej się z sobą wróbli czupurnych rzeszy.
Kiedy niekiedy barwnym trącają się kieliszkiem
z wąsatym, smętnym chmielem i zwą go: Kumoterku!...

Słonecznik dumnie pnie się ponad strzechę słomianą,
wokoło wciąż zalotnie złocistem okiem wodzi,
Malwy, smukłe pannice z buziaczkiem malowanym,
Żar niecące w pstrych głowach niebacznej kwietnej młodzi,
szydzą z tego fircyka, lecz same zerkają w szybę: —
przyjemnie to płci pięknej przyjrzeć się sobie w lusterku!

Grube dzieciaki ciapią z drzewa nieźrałe gruszki;
świśnie kamień w powietrzu, wwierca się w nie, jak świder,
na ziemię spadnie... wraz z nim spada owoc zielony,
gwar pomieszanych sporów, bójek gwałtowny harmider,

Tratują bose nogi po grzędach i trawnikach —
Ostrożnie! — nawołują osty, pokrzywy, rzypie.

Leniwie się wyciąga na przyzbie pies legawy,
krzywo patrząc na one zwady krzykliwej dziatwy.
Spać mu się nie chce — woli po lesie chodzić z panem,
lub kuse po zagonach przepędzać kuropatwy — —
Teraz na muchy ino poluje, co mu termoszą
kudły i natarczywą kupą lezą wprost w ślipie.
 
Smutno się dziś zadumał, wracając polnym smugiem,
gajowy, pan tej chaty, zawołany gaduła...
Milczy cięgiem — bo w izbie chore dziecię miluchne —
a chleb taki dziś drogi — grosz tak trudno się ciuła —
starość człeku nie radość — sił już ledwo że starczy.
Hej, Rozbój! długa droga nas czeka... i rozłąka...

Jasną toń nieba prują lotem chyżym jaskółki —
gardziołka wszerz rozdziawia żarłocznych piskląt gawiedź.
Pogoda będzie jutro — z lotu ptactwa to poznać
i z tej zorzy, co zda się serca czerwienią krwawieć,
i z dymu, który (w chacie warzę gotuje gosposia)
strzela wzwyż — jak dłoń Boża — błogosławiąc strzechę..
Sosny na skraju lasu złocą się w blasku słonka...




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Birkenmajer.