Tomasz Sitok/VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Feliks Brodowski
Tytuł Tomasz Sitok
Pochodzenie Liote (nowele)
Data wydania 1905
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Całe opowiadanie
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
VIII.

Gdy ex-posłaniec upominał swe dziewczęta, by były uczciwemi, zwracał się głównie do starszej, Bronki.
Mniemał, iż kalectwo zabezpiecza młodszą od zamachów na jej czystość. Tymczasem ledwie Staśka podrosła, już za każdem jej na podwórzu ukazaniem się kładziono jej do uszu głupstw bez liku.
Chłopaki, wyrostki — młodsi i starsi, ale jednakowo znieprawieni — prześcigali się w próbowaniu szczęścia — czy nie uda się namówić jej na złe. A jednocześnie nie przestawali docinków i szydzenia nielitościwego.
— Staśka, ciebie narzeczony będzie musiał nieść do kościoła jak barana na plecach.
Zrazu przyjmowała to wszystko z obojętnością istoty, nawykłej do cynicznych żartów i brudnych słów, których od dzieciństwa pełne miewa się uszy. Potem, w miarę zbliżania się okresu dojrzałości, poczęła uczuwać nieokreślony niepokój; poufałość chłopaków sprawiała jej przykrość, wreszcie pojęła, że usiłują rozbudzić w niej złe pożądliwości. I czynią to ci, którzy dogadują jej że nigdy nie będzie niczyją żoną, nigdy nie zostanie matką.
— Ah, wyobraźcie sobie Staśkę z jej dzieckiem — wielką ropuchę z małą ropuszką, skaczące po podwórzu.
Rozpłakała się pewnego razu, słysząc takie słowa, chociaż nie było to najgorsze z szyderstw, jakie dostawały się jej od najmłodszych lat. Ale dawniej nic jej one nie obchodziły. Teraz zaś napłynął do jej piersi gniew, oburzenie, żal — jakiego nigdy dotychczas nie uczuwała.
Od tej chwili zaszła w niej zmiana. Nauczyła się zionąć brudnym potokiem przekleństw, ilekroć ktoś zbliżał się do niej z zamiarem poźartowania. Drapała lub gryzła ręce chłopaków, którzy jak dawniej usiłowali chwycić ją za szyję lub dotknąć jej piersi. Oczy jej wtedy iskrzyły się a twarz wykrzywiała kurczowo.
Znalazła gdzieś koło śmietnika krótki żelazny drążek i odtąd nosiła go za pazuchą; zaczepiona broniła się nim, wymierzając ciosy naoślep, gdzie popadło.
— Patrzcie — mówiono — jakie to teraz złe, prawdziwa ropucha. Tylko łopatę dać tej młodej czarownicy a zaraz kominem wyleci.
W tym czasie Sitok zamieszkał u ex-posłańca.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Feliks Brodowski.