Tamten (Kipling)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Rudyard Kipling
Tytuł Tamten
Pochodzenie Nowele
Wydawca Księgarnia Br. Rymowicz
Data wydania 1892
Drukarz Drukarnia «Kraju»
Trenke i Fusnot
Miejsce wyd. Petersburg
Tłumacz Wilhelmina Zyndram-Kościałkowska
Tytuł orygin. The Other Man
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Tamten.


When the Earth was sick and the Skies were grey
And the woods were rotted with rain,
The dead Man rode through the autumn day
To visit his love again.
Old Ballad.

Przed laty — zanim wzniesiono w Seinla gmachy rządowe, zanim zasypano na głównym gościńcu doły i wądoły, a przy przystankach murowane kamienice zastąpiły opuszczone szopy, rodzice miss Gaurey wydali ją za pułkownika Schreiderling’a. Zaledwie o lat trzydzieści pięć starszy był od żony, a przy osobistej fortunie, pobierając pokaźną pensję, mógł być uważany za świetną partję. Dobrego nazwiska, spokrewniony z majętnymi ludźmi, zimą cierpiał na płuca, latem na uderzenia krwi do głowy, nie do takiego wszelako stopnia, by go apoplektyczne ataki dobić mogły.
Zrozumiejmy się. Wcale nie zarzucano pułkownikowi nieco spóźnionego małżeństwa. Wiem, że ze swego punktu widzenia niezłym był mężem, łagodnym dopóki dopisywała mu ze zdrowiem cierpliwość, a że przez trzy czwarte miesiąca podlegał przeróżnym dolegliwościom, to już nie jego wina. Pieniędzy nie skąpił żonie i to coś znaczy. A jednak, mistress Schreiderling nie czuła się szczęśliwą! Wychodząc za mąż nie miała spełna lat dwudziestu, a serce oddała już była innemu, którego imienia nie pamiętam. Nazwijmy go tedy Tamtym. Tamten ubogi był, bez widoków na przyszłość. Służył, zdaje mi się, w jakiemś komisowem czy przewozowem Towarzystwie, mniejsza z tem gdzie. Kochała go z całego serca i kto wie czy nie była z nim po słowie, gdy się pułkownik Schreiderling zgłosił o jej rękę. Wówczas stare zrękowiny spełzły pod powodzią łez matczynych, a mistress Gaurey rej wiodła w domu właśnie przez łzy i wyrzekania na niewdzięczność córki, sponiewieranie swych siwych włosów i tak dalej i tak dalej. Pod tym jak i pod innemi względami mistress Schreiderling nie była podobną do swej matki: nie płakała nigdy — ani nawet na ślubnym kobiercu.
I Tamten los swój przyjął spokojnie i tylko się postarał o zmianę miejsca. Nowootrzymane gorsze było od poprzedniego. Całą dywersję stanowił klimat i febra, wracająca ustawicznie, odrywała go od smutków i żalu. Serce miał przytem, słyszę, chore. Klapy działały nieprawidłowo, febra nieprawidłowość wzmogła, jak się to następnie okazało.
Po upływie kilku miesięcy po ślubie, mistress Schreiderling straciła zdrowie. Nie gryzła się, nie wyrzekała jak inne, tylko wszelkie się jej czepiały choroby: od gorączek do najgwałtowniejszych przypadłości. Że zaś piękną nie była nigdy, zaczęła szybko brzydnąć, tak przynajmniej utrzymywał mąż jej, a pułkownik Schreiderling szczycił się prawdomównością. Zawsze i wszędzie samą mawiał prawdę.
Gdy poszpetniała, mąż dał jej pokój, wracając do swych starokawalerskich nałogów. Mistress Schreiderling miała zwyczaj przejeżdżać się co dzień samotnie, po gościńcu, konno. Nosiła popielaty kapelusz i miała nędzne siodło, gdyż wspaniałomyślność pułkownika nie sięgała po za wierzchowca. Utrzymywał on nawet, że nadłamane siodło zadobre dla tak nerwowej kobiety. Mistress Shreiderling na tańcujących zabawach nie bywała, źle bowiem tańczyła, a była tak nudną i monotonną, że zaprzestano składać jej wizyty. Oho! gdyby pułkownik mógł był przewidzieć w co się po ślubie jego żona zmieni, nie ożeniłby się z nią nigdy. Pułkownik szczycił się prawdomównością, szczycił niedarmo.
W sierpniu przywiózł żonę do Seinla, sam zaś wrócił do swego pułku. W Seinla zdrowie mistress Schreiderling poprawiło się nieco, lecz dobry wygląd nie wrócił. Dowiedziałem się wypadkiem, że i Tamten wybiera się do Seinla. W opłakanym, jak mówiono, w beznadziejnym stanie zdrowia. Febra i sercowe cierpienia dokonały swego. Mistress Schreiderling, musiała być o tem uprzedzoną, jako też i o dniu jego przybycia. Nie wiem, nie moja rzecz w to wchodzić. Może pisał do niej; nie wiem. Ostatni raz widzieli się na miesiąc przed jej ślubem. Tu się dopiero zaczyna tragedja.
Zabawiłem dnia pewnego dłużej na odwiedzinach w hotelu Dovedel. Ciemniało gdym wracał. Przez całe popołudnie, pani Schreiderling, pomimo deszczu, galopowała tam i napowrót po gościńcu. Wyminęła mię bryczka z podróżnymi i koń mój, długiem znudzony staniem, porwał się kłusa i tuż przy przystanku widziałem jak stała przemokła cała, wyraźnie wyczekując nadjeżdżającej bryczki. Cóż to mię obchodzić mogło! Pojechałem wtedy dalej, wtem, słyszę, krzyk rozdzierający! Zawróciłem nazad. Bryczka stała już u przystanku pod samą latarnią, a na rozmokłej drodze, tuż przy niej, klęczała mistress Schreiderling. Gdym się zbliżył, padła czołem na ziemię jak nieżywa.
Na bryczce, rozparty i sztywny, z ręką na poręczy, ze smugami deszczu spływającemi mu z kapelusza i wąsów, Tamten siedział — martwy. Snadź słabe klapy jego serca nie wytrzymały kilkadziesiątmilowej, kamienistej, po przez góry drogi. Woźnica objaśniał, że: «sahib zmarł zaraz, przy drugim przystanku, więc go przywiązał pasem do siedzenia by nie spadł i tak dowiózł».
— A czy mi sahib zapłaci? — kończył zwracając się do mnie. Tamten — tu wskazał na bryczkę — obiecał dać mi rupee.
Na wargach Tamtego zastygł był uśmiech. Zdawaćby się mogło, że stroi sobie z nas żarty. Mistress Schreiderling, leżąc w błocie, jęczała. Na drodze nie było nikogo. Deszcz lał jak z wiadra. Przedewszystkiem wypadało odwieźć nieszczęsną do domu, zapobiedz jakbądź, by jej imię nie było wmieszane w całe to zajście. Dałem woźnicy nie jedną, lecz pięć rupee, zlecając mu szybkie sprowadzenie jakiegobądź wózka z miasta. Potem dość będzie miał czasu donieść właścicielowi bryczki o całem tem zajściu, a ten już poradzi sobie.
Odwiodłem mistress Schreiderling pod szopę. Tu przez dobrą godzinkę wyczekiwaliśmy na wózek z miasta. Tamten pozostawał tymczasem gdzie i jak przybył. Mistress Schreiderling była jak obłąkaną, nie płakała jednak, a łzy przyniosłyby jej ulgę. Oprzytomniawszy nieco, zaczęła modlić się za Tamtego. Mniej uczciwa modliłaby się najpewniej i za siebie. Lecz darmom się wsłuchiwał w jej słowa: modliła się tylko za Tamtego.
Usiłowałem oczyścić nieco jej zbłocone suknie, a gdy wreszcie wózek z miasta nadciągnął, wsadziłem ją doń przemocą niemal. Zadanie nie łatwe było w początku, lecz najgorszą już była chwila, gdy wózek mijał tamtą bryczkę. Pod światłem latarni na poręczy bielała sztywna, chuda ręka.
W chwili gdym odwoził mistress Schreiderling do jej mieszkania, towarzystwo całe dążyło na tańcujący wieczór na wicekrólewskich salonach. Wezwany natychmiast lekarz zgodził się ze mną, że ją koń uniósł i wysadził z siodła, chwaląc przytem moją przytomność umysłu i spieszny na drodze ratunek. Mistress Schreiderling nie zmarła. Tacy jak pułkownik ludzie zwykli przeżywać swe żony, a takie jak pułkownikowa kobiety życie mają twarde — brzydną tylko strasznie.
Mistress Schreiderling nie wspomniała nigdy o swem ostatniem, jedynem odkąd za mąż wyszła, spotkaniu z Tamtym. Nigdy też, aż do odzyskania sił po przeziębieniu i upadku z konia, do wyjazdu z Seinla, nie zdradziła niczem swego ze mną wówczas spotkania. Kto wie czy pamiętała!
Codzień, na nędznem siodle, oglądając się tak jak gdyby spotkać miała kogo, przejeżdżała się konno po gościńcu. We dwa lata dopiero później wyjechała do Anglji, gdzie też, słyszałem, zmarła.
Schreiderling, gdy podchmieli sobie przy oficerskim stole, wspomina tkliwie «biedną swą, kochaną żonę». Prawdomównością bo szczyci się pułkownik Schreiderling, szczyci się prawdomównością.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Rudyard Kipling i tłumacza: Wilhelmina Zyndram-Kościałkowska.